Lena a jaką wybrałaś sukienkę i jaki był koszt? Ja to się tak strasznie obawiam iść i mierzyć przez wzgląd na moje gabaryty
Daje się jej wypowiedzieć staram się ignorować jej fanaberie, ale czasem normalnie nóż się w kieszeni otwiera ![]()
Podobne tematy
sukienka do tanich nie należała niestety bo kosztowała 2990 zł, a właśnie ze względu na moją figurę (totalny brak bioder i małe piersi) musiałam wybrać sukienkę w kształcie litery A, ale była idealna taka jaką sobie wymyśliłam. Owszem trochę było żalu, że nie mogę mieć empire, ale cóż wybrałam to w czym ładnie wyglądałam. Co do Twoich przymiarek nie martw się na zapas. Owszem w większości salonów mają rozmiary 38 standardowo, ale ja się w nie mieściłam jakoś - tzn jak nie dopieli to przytrzymali żeby w miarę zobaczyć jak w tym wyglądam.
a_normalna ślub i wesele uważam za udane tylko pogoda nam niestety nie dopisała, na ślubie oczywiście kilka wpadek (mam nadzieję, że nikt się nie zorientował
) a wesele to już była rewelacja i dobra zabawa. Myślę, że goście również nie narzekają. Teraz tylko nie mogę się zdjęć doczekać.
No właśnie pogoda to jest taki twór, że mimo nawet najszczerszych chęci nie uda nam się jej zaplanować (a szkoda)
Moge jedynie trzymać kciuki, żeby na moim ślubie była ładna hihihi ![]()
459 2010-08-02 12:39:11 Ostatnio edytowany przez a_normalna (2010-08-02 12:39:20)
Dla mnie najważniejsze żeby nie padało w drodze do kościoła i restauracji. W czasie pleneru może już padać, bo zdjęcia mogą wyjść bardzo fajnie ![]()
Co do deszczu w plenerze z tym też bywa różnie. Nasz fotograf np. nie chciał robić zdjęć w ulewie ze względu na sprzęt, który ma. W sumie wcale mu się nie dziwię skoro facet miał aparat za jakieś 5 tys i do tego obiektyw, który też w tej cenie oscylował.
Tylko 5 tys? Mój fotograf ma jeden obiektyw za 18 ![]()
Oczywiście nie mówię o wielkich ulewach. Ale jakby deszczyk trochę popadał, on stał pod parasolem to dlaczego nie? Sam ni nawet mówił, że robił sesję w deszczu i wyszło super, więc jest na tak.
każdy ma taki sprzęt jakiego potrzebuje. można kąśliwie stwierdzić - im gorszy fotograf tym droższy sprzęt :>
Delta ma rację a cenę aparatu i obiektywu szacuję tylko na podstawie szacowań męża i jego zapalonych kolegów fotografów bo sam zainteresowany się nie chwalił . Stwierdził tylko że w ulewie nie chce robić zdjęć ze względu na sprzęt - to co w ręku i kolejne x obiektywów w torbie. I ja go rozumiem, zresztą miejsce do zdjęć mieliśmy cudne i stanie w deszczu nie było nam do szczęścia potrzebne. Choć na koniec i na niego nas wyciągnął.
ech a ja zapomnialam zeby w umowie z salą mieć wpis również o sesji ślubnej ! szitos, skleroza jak nic.
Lena -a sesja ogólnie udana ?
Dziewczyny, ja żartowałam ;]
sesja tak jak najbardziej udana, nie mogę się zdjęć doczekać; żałuję tylko, że przez tą pogodę nie udało mi się zrobić zdjęcia o którym zawsze marzyłam. Ale myślę, że jeszcze nic straconego, w prawdzie nie będzie już w sukni ślubnej ale mam nadzieję, że dojdzie do skutku.
Zdradzisz nam jakie to miało być zdjęcie? ![]()
Zdjęcie na koniu w białej powiewnej ślubnej kiecce ![]()
Zawsze możesz albo wypożyczyć jakaś suknię, albo po prostu kupić taką białą letnią ![]()
Dziopy, jak tam przygotowania?
Któraś coś ruszyła?
no to może ja zacznę .....
jesteśmy po spotkaniu naszych rodziców. mieliśmy w piątek zobaczyć salę ale w ostatniej chwili powiedzieli nam że to jednak nie możliwe bo robią coś w stylu remontu. w sobotę mamy tak mędziły że im to salę pokazali.....także fajnie że rodzice jednak sobie zobaczyli, bo co innego na zywo a inaczej na fotach. i oczywiscie nie działo się nic takiego co by nie pozwoliło tam wejść i zobaczyć....zatem trochę nie fajnie że nam odmowili (bo pan ktory pokazal, nie wiedzial ze rozmowy toczyly sie na wyzszym szczeblu zeby zobaczyc ta sale).a przede wszystkim mialy zostac poczynione ustalenia jaki to ma byc slub ...... mamy wsiadly na nieslubnego, zakrzyczly i powiedzialy ze ma sie zgodzic na konkordatowy....wiec bedziemy zalatwiac zeby slub i wesele odbylo sie w jednym miejscu - to tez z wygody, zeby nie ciagac gosci tam i z powrotem, zeby troche zaoszczedzic, bo goscie przyjada pociagami wiec musielibysmy jakis autokar brac zeby ich wozic po tym slasku tam i z powrotem. zobaczymy jak to sie uda...w hotelu tez bylismy - recepcjonistka kazala wrocic w styczniu kiedy juz bedziemy wiedziec czy rezerwujemy caly hotel i zeby sie potargowac z kierownikiem
pokazala rodzicom pokoj - nie sa to jakies super warunki, ale jest czysciutko, pokoje z lazienkami i normalne ceny ![]()
rodzice tylko nie uzgodnili jak sie rozliczaja
no ale maja jeszcze w sumie czas.
a ja sie teraz zastanawiam jak to zrobic z zaproszeniami, bo jak na poczatku stycznia mam wiedziec ile gosci bedzie i kto przyjedzie juz w piatek, zeby dodatkowy nocleg wziac - to kiedy ja te zaproszenia mam dac ???!!! juz w grudniu ??? wydaje mi sie ze to zdecydowanie za wczesnie.... a dzwonic do calej rodziny i pytac zanim zaproszenia powysylam to tez tak glupio
czekam na propozycje co z tym fantem zrobic....
Delta, kiedy macie wesele? zaproszenia wystarczy rozdac , powysylac, 2 , 3 miesiace przed weselem. Ale dobrze jest o weseleu wczesniej POINFORMOWAC. np jesli jeszcze zaproszen nie macie, warto zadzwonic do pewnych osob i zawiadomic, ze planujecie wesele w tym i w tym czasie:)
Ciekawe czy uda się, ze nasi rodzice spotkają się wcześniej niż na naszym ślubie... póki co nie zanosi się na to ;\
Konkordatowy jest lepszy, bo jednak trochę papierkowej roboty Ci odpada i sporo kosztów, bo jest jedna impreza, a nie dwie. No, i my też będziemy mieć obiad w restauracji, która jest jakieś 500 m. od kościoła.
A kiedy ślub?
żonka - ślub będzie 30 kwietnia - rodzina już dawno wie, bo mama i siostra wszystkim juz wszystko powiedzialy
)) i nie wiem co robic z tymi zaproszeniami
dzwonic po rodzinie w styczniu najpierw ? ech
a_normalna - u nas w gre wchodzil albo tylko cywilny albo tylko konkordatowy - my sklanialismy sie bardziej ku cywilnemu.....
Myślałam, ze napiszesz, że ślub jest gdzieś w wakacje. Jak w kwietniu, to nie wydaje mi się, by wysłanie zaproszeń w grudniu było aż tak bardzo szybkie. Ja chcę wszystkich poinformować właśnie na 4 miesiące przed (z mojej rodziny nie wie nikt prócz jednego wujka, a od narzeczonego cała rodzina wie, tylko nie wiedzą kiedy i spodziewają się, że będzie to pewnie dopiero za jakieś 5 lat
).
Możesz przy wręczaniu zaproszeń (o ile zrobisz to osobiście lub telefonicznie) wyjaśnić dlaczego o tyle wcześniej musisz wiedzieć kto będzie.
i tak mi sie wydaje ze to wczesnie. ale moze nie bedzie wyboru, dla pewnosci chyba nawet skorzystam z in postu bo w grudniu na poczcie to horror i jeszcze polowe zaproszen mi pogubia ![]()
Delta my zaproszenia dawaliśmy w marcu zatem też dużo czasu przed ślubem (ale właśnie tak to jest jak ludzie z całej Polski zjeżdżają).
A nie możecie zrobić tak, że zarezerwujecie jakąś ilość noclegów wstępnie na samą sobotę, z opcją że się domówi lub zmniejszy i kilka na piątek, ale też do potwierdzenia?
nie wiem - moze, to malutki hotel...rozmowa byla z recepcjonistka tylko, mowila zeby na styczen umowic sie juz z kierownikiem i z nim wszystko ustalac
Ale tu cicho. A ponoć wakacje to gorący okres na wesela ![]()
Ja mam przez ostatnie dni straszną fazę. Nie ma chwili żebym nie myślała o jakichś sprawach związanych ze ślubem i małżeństwem. Czasami mam już tego dość i staram się nie męczyć tym narzeczonego, bo jeszcze chłopina zwieje od mnie ![]()
U mnie natomiast wogóle nic się nie dzieje w związku ze ślubem. Jeszcze 8 miesięcy, więc czasu jest dużo. Jedynie to byłam z kolezanką w salonie sukien ślubnych, gdzie ona szyje swoją suknię. Pooglądałam suknie i umówilam się z panią na początek listopada na pierwszą wizytę w związku z szyciem sukni.
A poza tym to wszystko, co ma być załatwione to jest załatwione. Tylko jesienią chcemy zrobić sobie dzień skupienia, zeby sprawy nauk i tego typu rzeczy mieć już za sobą.
Właśnie. My musimy jeszcze zrobić poradnię, bo nauki już za nami. Trzeba było jednak to zrobić od razu, bo teraz będzie ciężko (skończyłam licencjat i wróciłam do siebie do miasta, a narzeczony jest 100 km ode mnie). Zobaczymy jak to będzie,. Muszę po wakacjach pogadać z moim proboszczem.
Agatko, masz jakaś suknię już na oku? ![]()
Ja mam nauki jeszcze przed sobą
w ogóle one są za jakąś opłatą pobierane? ile ich jest w cyklu?
Tak jak pisałam w innym temacie to mnie nurtuje to czy myślicie nad jakimiś atrakcjami dla gości?
Nauki są u mnie bezpłatne i pewnie w innych parafiach też. U mnie były 3 spotkania z księdzem, 1 spotkanie grupowe z panią z poradni rodzinnej, potem jedno indywidualne dla par z tą panią a na koniec dzień skupienia. Nie wiem, jak jest w innych parafiach, musiałabyś się dowiedzieć. A co do atrakcji dla gości to wogóle o tym nie myśleliśmy. Może coś wymyślimy. A jak nie to sam ślub i wesele będzie atrakcją dla gości ![]()
Wszystko zależy od parafii. W jednych kościołach wszystko jest bezpłatne, a w innych płatne. Ja płaciłam 35 zł od osoby (czyli 70 za parę). Ale to były wyłącznie koszty materiałów do NPRu (dostaliśmy bardzo dobrą książeczkę) i "wypłata" dla nauczycieli tego kursu. Słyszałam, że w innych parafiach jest aż 200 zł od pary i jest to "co łaska" dla księdza.
akvamaryna, ile parafii tyle kursów i naprawdę różnie to wygląda. Czasami trwa to tylko weekend. Czasami kilka miesięcy (spotkania raz w tygodniu i jest 10 zajęć). Ja osobiście miałam 4 spotkania (półtorej godziny każde) w każdy poniedziałkowy wieczór.
Musisz pochodzić po swoim mieście i popytać jak to wygląda w różnych kościołach.
no właśnie planujemy pójść w przyszłym tygodniu coś wykombinować z tymi naukami
Mam nadzieję, że znajdę jakieś przystępne ![]()
Popytaj znajomych, którzy niedawno brali ślub. Może oni Ci polecą kościół.
A kiedy bierzecie ślub?
23.07 no wlaśnie chodzi o to, że my jesteśmy z małego miasta na 2 końcu Polski i wszystko tam organizujemy, ale nauki chcemy odbyć w miejscu naszego zamieszkania czyli w stolicy i nie bardzo mamy orientacje co gdzie i jak
akvamaryna my za nauki płaciliśmy coś koło 70 czy 80 zł ( w sumie za 2 osoby), były to 4 spotkania w cztery kolejne piątki miesiąca. Potem natomiast jeszcze mieliśmy do odbycia 3 wizyty w poradni życia rodzinnego (bezpłatne).
Atrakcje dla gości? A co masz na myśli ?
Agatko właśnie o jakiej sukience myślisz?
akva - wujek Google i do dzieła
Będziesz mieć opinie z różnych parafii.
Chciałabym taką suknię troszkę w stylu greckim. Tzn. góra w takim stylu. A dół jakiś w miarę skromny. Dokładnie jeszcze nie wiem. Już kilka sukienek oglądałam i narazie ani jedna mnie nie urzekla. Ale czasu mam dużo, więc będę jeszcze mysleć. ![]()
Muszę pójść na początek do najbliższego kościoła
a w google to jedynie terminy dojrzałam kursów.
Atrakcje no nie wiem hmm jakieś puszczanie lampionów, jakieś inne wymyślone czekoladowe fontanny itd.
Z tego co przeczytałam na różnych forach, to atrakcjami są:
- motyle/gołębie wypuszczane po wyjściu z kościoła
- lampiony
- czekoladowe/alkoholowe fontanny
- nauka tańca (towarzyskiego/brzucha albo jakiegoś innego) dla gości
- pokaz iluzjonistyczny
- fajerwerki
- ciekawe i oryginalne dania (płonący udziec itp)
- karaoke
- barman robiący spektakularne drinki chętnym
To wszystko co wynalazlas? W sumie ciekawe jak na to goście zareagują aby nie otrzeć się o kicz ?
Wiesz, kicz to kwestia gustu. Dla jednych gołębię będą cudownym symbolem, a dla innego niepotrzebnym męczeniem zwierząt i właśnie kiczem.
To co napisałam, to najczęściej powtarzające się i najpopularniejsze atrakcje. Bo jest wiele innych (jedna dziewczyna chce znaleźć kogoś kto potrafi różne dziwne rzeczy wykrawać w owocach i ustawić takie "rzeźby" na stołach).
a_normalna a te lampiony to gdzie można ustawiać, na sali tak?
Moi drodzy mam do was małe pytanko, kiedy ustalaliście daty waszego ślubu? Z jakim wyprzedzeniem zamawialiście salę/restaurację.
Czy byłoby przesadą, gdyby zamówić salę z 2letnim wyprzedzeniem?
496 2010-08-25 17:52:22 Ostatnio edytowany przez a_normalna (2010-08-25 17:54:43)
Elnett, z tego co się orientuję, to te lampiony puszcza się w powietrze po zmroku. Robi to para młoda i goście. Jakoś specjalnie się je zapala i lecą w nocne niebo. Ponoć na YT są filmiki jak to się robi.
A co do zamawiania terminu: wszystko zależy od miejsca w jakim chcecie to zrobić i miesiąca. Maj - wrzesień to sezon ślubny. Tak więc np. w jednej restauracji musisz ponad rok wcześniej rezerwować termin właśnie między tymi miesiącami, ale jakbyś poszła tam na pół roku przed i chciała styczeń to bez problemu miałabyś termin.
My osobiście wybraliśmy restaurację na uboczu i mniej popularną. Poszliśmy pod koniec lipca tego roku i wtedy były wolne jeszcze dwa terminy na lipiec 2011. Ale gdybyśmy poszli gdzieś do centrum, to na pewno pierwszy wolny lipiec byłby w 2012.
Uważam, że zamawianie sali z dwuletnim wyprzedzeniem nie jest przesadą, o ile w tej restauracji właśnie jest takie branie. Musicie pochodzić i popytać się jak idą terminy.
Myśmy 1,5 roku wyprzedzenie mieli co do sali, zespolu, kamerzysty, fotografa.
Lampiony są zbibuły i mają taka podpałke jak do grila i w miare napelnienia sie powietrzem zaczynaja sie unosic.
Dziewczyny, wiecie co mnie przeraziło? Niedawno dowiedziałam się, że w przyszłe wakacje będę mieć na podwórku istny Armageddon.
Sukcesywnie robią coś z rurami i wygląda to tak, ze wjeżdża ciężki sprzęt, kopią dwumetrowe doły, ziemię wywalają wszędzie wokół i tak przez kilka tygodni wszystko jest wybebeszone. Nie wiem kiedy będą to robić na naszym podwórku, ale jak okaże się, ze zaczną przed 16 lipca, to chyba... nie wiem co zrobię. Ale będę bardzo wkurzona.
Jak ja zaproszę gości na błogosławieństwo, gdy wszędzie będą wilcze doły i błoto? Już mnie telepie gdy o tym pomyślę...
Moze nie bedzie tak zle ![]()
Elnett zamawianie lokalu z 1,5 czy 2 letnim wyprzedzeniem nie jest czyimś wymysłem tylko niestety wymogiem rynku, wiele oczywiście zależy od miejscowości, w której chcesz zorganizować wesele. My salę rezerwowaliśmy z 1,5 rocznym wyprzedzeniem, wcześniej nie było wolnych terminów w sezonie letnim.
a_normalna Ty się na zapas nie martw, pogoda też może się nie udać, są pewne czynniki na które niestety wpływu nie mamy.
Wiem, wiem. Ale z pogodą można się jeszcze pogodzić, bo to nie zależy od ludzi. A plan wymiany rur już tak ;/
Macie rację, że wiele zależy od restauracji/sali i ruchu jaki tam mają co roku. Czasami jednak dobrze jest załatwić wszystko wcześniej, aby potem nie przesuwać coraz dalej terminu... bo to ulubionemu zespołowi nie pasuje, a to sala zajęta...
Nas interesować będzie wrzesień, więc prawdę powiedziawszy, wtedy gdy jest największa liczba ślubów.
A_normalna ja sobie myślę, ze gdybyś miała wszystko rozkopane przez te rury to można odstąpić troszkę od tradycji i na przykład błogosławieństwo zrobić w domu pana młodego. Nie stresuj się na zapas, bo to jeszcze dużo czasu a rozwiązanie zawsze się znajdzie
Elnett my salę, fotografa z kamerzystą i orkiestrę załatwiliśmy w ciągu 1 tygodnia jakoś 1,5 roku przed ślubem. Mieliśmy szczęście, bo wszyscy akurat mieli czas, chociaż jedna orkiestra, która też nam się podobała, miała już zajęty termin. Więc musisz najlepiej popytać w restauracjach/domach weselnych, ile czasu wcześniej trzeba rezerwować.
Agatko, też o tym myślałam, ale to trochę nie po drodze. Ślub i obiad będzie dosłownie 500 metrów od mojego domu. Czyli goście się zjadą (część na pewno przyjedzie pociągiem lub autobusem, a do mnie bez problemów i bezpośrednio się dostaną z dworca) i nawet piechotką będzie można podejsć do kościoła i potem restauracji. A jeżeli błogosławieństwo ma być u narzeczonego, to raz: kto z gości nie będzie mieć własnego samochodu, to będzie musiał sporo kombinować żeby dostać się na wieś do teściów, dwa (chociaż to już jest mniej ważny powód): wiadomo, że panna młoda dłużej się szykuje, a tutaj będę musiała jeszcze pół godziny poświęcić na dojazd tam i potem kolejne pół godziny na powrót do mnie do kościoła.
To straszne kombinowanie.
Zobaczymy co będzie za rok. Trudno, najwyżej powiem gościom, że mają czekać pod kościołem, bo na podwórku mam pole minowe.
U mnie jest taka tradycja, ze na błogosławieństwie są młodzi, rodzice i czasem dziadkowie oraz świadkowie. A goście najczęściej idą od razu do kościoła. Więc mniejszy problem byłby z tymi gośćmi i rozkopanym podwórkiem. Ale w sumie to, tak jak piszesz, jest za rok to wszystko może się zdarzyć. Moze akurat nie będzie jakiegoś wielkiego pobojowiska na podwórku i spokojnie wszystko pójdzie wg planu
Oby tak było ![]()
U mnie w domu, póki co, było tylko jedno błogosławieństwo. Z tego co pamiętam to było multum ludzi - młodzi, rodzice, rodzeństwo, ciotki, wujkowie, kuzyni... każdy kto chciał i się zmieścił w pokoju. Ale zobaczymy jak będzie u mnie. Chociaż obstawiam, że jak większosć mojej rodziny nie będzie za bardzo zainteresowana, tak wujkowie i ciotki narzeczonego, będą bardzo chętni widzieć to.
Zobaczymy jak zaczną się przyszłe wakacje. Tak sobie teraz myślę, że jak powiem gościom, że błogosławieństwo będą mogli zobaczyć jedynie na zdjęciach, to powinni zrozumieć, bo to nie nasza wina i się dostosują. Najwyżej podjadą, zobaczą ten armagedon i zawrócą pod kościół ![]()
Agatko ja też byłam przekonana, że na błogosławieństwo idą tylko rodzice, świadkowie i ewentualnie rodzeństwo czy dziadki. Tak samo też powiedziałam fotografowi, jakież było zatem moje zdziwienie gdy w mieszkaniu nagle pojawili się ciotki i wujkowie
Zatem tradycja jedno a co się dzieje w trakcie to już zupełnie inna sprawa.
No własnie, każdy potem ma ochotę pooglądać, co się dzieje. Ale ja wychodzę z założenia, że podczas błogosławieństwa powinni być właśnie młodzi, rodzice, dziadkowie, świadkowie i tyle. No, chyba że są goście, któzy na czas wesela mieszkają w domu, w którym jest błogosławieństwo, bo ich się z domu nie wyrzuci. Ale dla mnie to dosyć ważna chwila i wolałabym, zeby byli tylko najbliżsi. No, ale jak wyjdzie w praniu to się okaże ![]()
No tak Agatko tylko co zrobić w sytuacji gdy za Panem Młodym, świadkiem i rodzicami młodego do domu/mieszkania ładują Ci się też inni goście? No przecież ich nie wyrzucisz.
Szczerze mówiąc, jak oglądam zdjęcia (i znajomych i nieznajomych) z błogosławieństwa, to zawsze jest wtedy peeeeeeeełno ludzi. Jakoś nie widziałam by młodym udało się ograniczyć liczbę gapiów
Nie wiem jeszcze jak to jest u was, ale wiem, że u mojej siostry było tak, że przed wyjazdem z domu szwagier dostał błogosławieństwo swojej matki, wpakowali się w samochody i przyjechali do nas i jeszcze raz to samo, tylko już także od moich rodziców. Zawsze myślałam, że błogosławieństwo jest tylko raz.
511 2010-08-26 10:06:05 Ostatnio edytowany przez Lena (2010-08-26 10:07:25)
Często jest tak, że przed wyjazdem z domu Młody dostaje właśnie błogosławieństwo od rodziców.
Ja do tej pory "widziałam" (nietrafione określenie troszkę, bo nie byłam przy nich) tylko błogosławieństwa w wąskim gronie rodzinnym nigdy by mi na myśl nie przyszło żeby w tym momencie ładować się komuś do domu.
No niestety się gości nie wyrzuci z domu. Ja mam w planie powiedzieć wszystkim gościom, ze spotykamy sie pod kościołem o określonej godzinie i koniec. A jak będzie w praktyce to się okaże ![]()
Agatko, ja bym na Twoim miejscu powiedziała po prostu gościom (czy też - strzegła ich
), że chcesz aby w błogosławieństwie brały udział tylko te i te osoby, a reszta niech czeka pod kościołem. Jeżeli wyjaśnisz dlaczego tak, to wtedy prędzej zaakceptują i dostosują się. Wiadomo jak to jest często z rodziną. Jak im się nie powie prosto z mostu, to zrobią jak będą chcieli, czyli nie tak, jak my chcemy ![]()
Chyba masz rację
W tym roku byliśmy na 4 weselach i na żadnym z nich nie byłam podczas błogosławieństwa i nawet mi to nie przyszło do głowy. Po prostu czekaliśmy na parę łodą przed kościołem. U mojego brata podczas błogosławieństwa było dosyć trochę gości. Ale to za sprawą rodziców bratowej, któzy bardzo lubią być w centrum zainteresowania i to im nie rpzeszkadzało. A u siostry to byli tylko młodzi, rodzice i moi dziadkowie, bo szwagier rodziców nie ma. No i byłam ja, bo tam mieszkam i świadkowie. Tak wiec w sumie najbliżsi ludzie i tak mi wystarczy.
a mi to w sumie rybka z tym blogoslawienstwem - u mojej siostry -czesc rodziny byla i nawet sasiedzi ktorzy byli tez zaproszeni
))
chyba czas szukac sukienki na nowo..hmmm jak ten czas biegnie... Agatko -zostało nam 7 m-cy i 3 dni ![]()
Delta 8 miesięcy i 3 dni chyba
Bo przecież jest jeszcze cały kwiecień ![]()
Ja byłam z koleżanką w pewnym salonie - wypożyczalni. Tam można albo wypożyczyć suknię albo uszyć i ją oddać potem. Koszt uszycia to około 1000-1200 zł. Koleżanka tam właśnie szyje i suknia jest piękna. Właśnie jutro jadę z nią po odbiór tej sukni. Widziałam kilkanaście sukien uszytych w tym salonie i widać, ze są porządnie uszyte. Umówiłam się na pierwszą wizytę w okolicach listopada.
Agatko -zostało nam 7 m-cy i 3 dni
Ale wam dobrze. Mi jeszcze 10 miesięcy 19 dni ![]()
ech ta matematyka -jasne ze 8 ![]()
ja w salonie ktory polubilam tez moge wypozyczyc
) szyja specjalnie dla mnie, iles tam mniej sie placi i kilka dni po slubie trzeba zwrocic (kwestia dogadania kiedy zwrot:) )
choruje na ta suknie z czarną górą której akurat w tym salonie nie mieli już...ech chyba zacznę jednak jej szukać po wszystkich salonach
Delta, nie mogą Ci tej sukni sprowadzić?
Albo uszyć? Wogóle to fajnie, ze można suknie wypożyczyć i potem oddać. A do tego tę suknię szyją specjalnie dla danej osoby. W tym "moim" salonie jest dużo fajnych sukienek i myślę, ze najpierw sobie coś pomierzę i jeśli któraś z nich mnie urzeknie to ją wybiorę i specjalnie szyć nie będę. Ale póki co nastawiam się na szycie i potem oddanie sukni. I w dodatku nie trzeba jej oddawac do czyszczenia, bo pani sama sobie czyści. Więc około 120 zł w kieszeni.