Kamis, to chyba jest ten moment kiedy w końcu się rozstaliście, bo wcześniej to ja bym tego rozstaniem nie nazwała. Wcześniej to było rozstanie w teorii, a nie w praktyce. Ja dziś pomyślałam o zachowaniu twojego byłego i doszłam do wniosku, że po siedmiu latach związku jest do ciebie po prostu przyzwyczajony i skoro na ostatnim spotkaniu ustaliliście co ustaliliście, że nie ma co udawać, że się nie znacie, to myślał, że będziecie zachowywać się jak dobrzy znajomi i był zdziwiony, kiedy się nie odzywałaś, a jak nie odpisywałaś, to już w ogóle nie wiedział co się dzieje. Czy się obraziłaś, czy może coś się stało i atakował dalej, bo był zdezorientowany. A o tym jak działa na ciebie jego odzywanie, to on zapewne bladego pojęcia nie miał. W związku z tym chciałam ci napisać, żebyś jednak mu odpisała bez wchodzenia z nim w rozmowę. Krótki komunikat z którego wynikałoby, że kontaktu nie będzie, bo ci nie służy, ale jak weszłam na forum, to zobaczyłam, że już to zrobiłaś. Także dobrze, że go o tym poinformowałaś. Będzie już wiedział o co chodzi i nie będzie nieświadomie robił ci krzywdy. Ja wiem, że kończąc z nim związek nie zrobiłaś tego, żeby faktycznie skończyć, tylko żeby zobaczył jak to jest bez ciebie i zawalczył. Wiem też, że na to samo liczyłaś opisując mu. Spodziewałaś się innej odpowiedzi niż "Ok, to wyjdzie ci na dobre", bo żyłaś w zaprzeczeniu. Myślałaś, że jego smsy coś znaczą, że odzywa się bo o tobie myśli, tęskni, a jak na dobre zatęskni, to zawalczy. Na szczęście facet wykazał się rozsądkiem (brawo on) i zrozumiał ciebie bez prania ci mózgu trzymając dalej w zaprzeczeniu. To ci faktycznie wyjdzie na dobre, mimo że teraz tego nie czujesz. A co do tekstu, że przejdzie ci jak kogoś spotkasz, to mój rzucił "Na pewno szybko kogoś znajdziedz." Oni inaczej do tego podchodzą.