Rozstanie, które mnie wyniszcza - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie, które mnie wyniszcza

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 37 ]

Temat: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Cześć. Jak każdy tutaj - zakładam temat aby spróbować sobie pomóc w jakiś inny sposób. Pół roku temu rozstałem się z dziewczyną, z którą byłem 4 lata. Żyło nam się bardzo dobrze, byliśmy do siebie bardzo podobni, rzadko się kłóciliśmy, mało sprzeczek - byłem z nią po prostu szczęśliwy, a ona ze mną. Jednak do czasu. Jako iż znałem ją jak własną kieszeń, zauważyłem po niej, że coś jest nie tak. Stała się inna, oschła dla mnie, olewająca. Po długich, tygodniowych próbach podjęcia rozmowy na ten temat w końcu nie dała rady tego dalej dusić w sobie i powiedziała mi o wszystkim. Na horyzoncie pojawił się ktoś inny. Usłyszałem po prostu, że zauroczyła się w panu X... Z początku padły wiadome słowa - "Kocham Cię. Nie chcę go. Zrobię wszystko żeby odrzucić od siebie to uczucie. Chce być z Tobą i tylko z Tobą. Chcę żebyśmy byli razem na zawsze." i tak dalej. Co ciekawe, mimo mojego nacisku nie było żadnej rozmowy na mój temat. Rozmowy o tym, co robię źle, co ona widzi w nim, a czego nie ma we mnie, co mógłbym w sobie dla niej zmienić. Z początku dałem jej kolejną szansę. Przecież nic z nim nie zrobiła, drobny flirt, parę rozmów i skoro dziewczyna mówi, że zrobi wszystko żeby z tym skończyć i być ze mną to okej, zgodziłem się. Jednak czas mijał, a ona dalej się nie zmieniła. Dalej widziałem, że ją to gryzie. Zaczęły się kłótnie, długie kłótnie. W końcu jedna z nich skończyła się tym, że zerwałem z nią po usłyszeniu słów "Czuję to samo do dwóch jednocześnie". Brutalnie zerwałem kontakt, zrobiłem po prostu tak jak w tych waszych wszystkich idealnych poradnikach z tej strony. Jednak to mnie zaczęło strasznie wyniszczać. W pewnym momencie spojrzałem na siebie z zewnątrz i po prostu zacząłem się staczać. Alkohol, używki, kilkugodzinne pogrążanie się w depresji, przejawy agresji o których aż wstyd mi pisać. Nie kontroluję się, nigdy wcześniej taki nie byłem. Nie pomagało nic - sport, praca, a nawet bliskie relacje z innymi dziewczynami, które też miały przez ten czas miejsce. Myślałem cały czas o niej. A co u niej w tym momencie? Pewnie się domyślacie. Spotykała się z panem X, spędzała z nim każde wieczory, weszła na autostradę do nowego związku. Pewnego dnia nie wytrzymałem. Minęły mniej więcej 4 miesiące od naszego rozstania i pojechałem pod jej dom, chciałem z nią porozmawiać. Chciałem zobaczyć jak się czuje, co mi powie. Miałem jakąś głupią nadzieję, że wszystko może do siebie jeszcze wrócić. Spotkanie było cudowne. Jak tylko mnie zobaczyła, zaczęła płakać ze szczęścia. Rozmawialiśmy kilka dobrych godzin, była ze mną szczera tak jak kiedyś - opowiadała mi nawet ze szczegółami co działo się między nią, a panem X. Mówiła, że bardzo tęskniła, że ostatnio też ciągle za mną płakała, że przeglądała zdjęcia, że cały czas wspomina. Bardzo się po tym spotkaniu ucieszyłem, zacząłem się w końcu lepiej czuć psychicznie. No i tak zaczęliśmy kolejną próbę odbudowania naszych relacji - kolejne spotkanie, i kolejne, i kolejne, i kolejne pocałunki, i sex. Dalej jednak nie widzę tego blasku w jej oczach, który chciałbym zobaczyć. Tego blasku co kiedyś. Często naciskam, pytam ją co jest dalej nie tak. No i tak pytam, pytam, aż w końcu kolejny raz słyszę o tamtym. Mówi mi, że po prostu nie może go wybić z głowy, że cały czas o nim myśli, że jak nie ma z nim kontaktu to jest jeszcze gorzej, że chce się z nim spotkać... I na takim etapie jesteśmy teraz. Jak tak to dalej będzie trwało to chyba wyląduje w jakimś szpitalu psychiatrycznym. Nie mam pojęcia co robić. Wiem, że jeżeli zerwę z nią kontakt to będzie tak jak wcześniej, a nie chcę tego uczucia. Teraz zresztą wcale nie jest lepiej. Mam niby jakąś nadzieję, że ona się w końcu zmieni, że się ogarnie, że przejrzy na oczy i dokona jakiegoś wyboru(nie mówię tu koniecznie o mnie) i zakończy w końcu to wszystko co wyniszcza mnie i ją, bo ona z tym wcale lepiej niż ja się nie czuje. Zapewne co drugi z was będzie mówił tu o całkowitym zerwaniu kontaktu, chodzeniu na siłownie i myśleniu pozytywnie i wszystko będzie pięknie i skończy się dla mnie happy endem. Ja jestem na to za słaby. Za słaby psychicznie, mi takie rozwiązania nie pomagają, bo jak pisałem wyżej - próbowałem już wszystkiego. Może mogę z nią w jakiś sposób porozmawiać? Ona też z tym cierpi, nie jest jej z tym dobrze. Chciałbym pomóc w tym wszystkim sobie i jej.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Tak bardzo chciałabym Ci odpisać coś sensownego.. ;/
Ona musi wkoncu wiedzieć czego chce. Co z tego , że teraz jestescie obok siebie i wydaje Ci się to lepszym wyjsciem niz znowu cierpienie jak wtedy te 4 miesiące. Ale co jesli znowu sie rozstaniecie. Ty znowu przyjdziesz bo warto sprobwac, bo tęsknisz. I znowu to samo? Albo nowy Pan X ?
Na spokojnie bez kłotni zapytaj czego ona pragnie. Pewnie juz pytales ;/  Powiedz jej o swoich uczuciach , skup sie na sobie. Powiedz że nie dasz rady tak życ , że musi zdecydować . Co ona by czuła na Twoim miejscu. Może jakis wyjazd wspólny. Albo odwrotnie totalnie odetnijcie się od siebie. Nie może ona miec planu B. czyli tego rugiego. Bo wtedy nie skupia sie na planie A czyli Tobie. Albo jedna mańka albo druga. Może ona czuje tylko przyzwyczajenie do Ciebie czy jestes pewien że wciąz Cie kocha.

3 Ostatnio edytowany przez Przemo1773 (2017-05-09 12:43:40)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Agataa93 napisał/a:

Na spokojnie bez kłotni zapytaj czego ona pragnie. Pewnie juz pytales ;/

Tak pytałem i to nie raz. Na to pytanie jednak nie da uzyskać się odpowiedzi z jej ust, bo ona sama tego nie wie.

Agataa93 napisał/a:

Powiedz jej o swoich uczuciach , skup sie na sobie. Powiedz że nie dasz rady tak życ , że musi zdecydować . Co ona by czuła na Twoim miejscu.

Za każdym razem gdy mówię jej o swoich uczuciach kończy się tym, że ona robi wszystko żeby mnie przy sobie zatrzymać i próbuje mi pokazać na każdy możliwy sposób, że będzie dobrze i powinienem dalej mieć nadzieję - a ja oczywiście w to wierzę. Chociaż ostatnio, gdy mówię o swoich uczuciach(cały czas niezmienne, te same) to ona to nazywa "naciskaniem" i według niej powinienem się uspokoić i tak nie robić.

Agataa93 napisał/a:

Może jakis wyjazd wspólny.

Też według mnie to by mogło pomóc. Proponowałem jej - nic z tego.

Agataa93 napisał/a:

Może ona czuje tylko przyzwyczajenie do Ciebie czy jestes pewien że wciąz Cie kocha.

Sama z siebie mi ostatnio powiedziała, że mnie cały czas kocha, że nie jest zadowolona teraz ze swojego życia, że ze mną było jej dobrze i była najszczęśliwszą osobą na świecie.

Agataa93 napisał/a:

Albo odwrotnie totalnie odetnijcie się od siebie.

Tak jak mówiłem. Tego już próbowaliśmy i to totalnie mnie niszczyło, ją zresztą z czasem też. Teraz gdy próbujemy to zrobić to kończy się tak, że ani ona ani ja tego nie chcemy i zostajemy w tych dziwnych relacjach. Chociaż co prawda nie odzywam się do niej od wczoraj, próbuję się od niej odciąć bez żadnych wyjaśnień i zobaczyć co się stanie. Ale widzę, że zaczyna do mnie wracać ten stan o czym świadczy chociażby zakładanie tego tematu tutaj i już przeczuwam, że to się dobrze dla mnie nie skończy.

4

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Mówienie o swoich uczuciach absolutnie nie jest naciskaniem. Ale niektórzy tego nie rozumieją. Skoro tak wiele chce zrobić to dlaczego nie che wyjechać. Ciężko mi to zrozumieć potrzeba tu jakiej mądrzejszej głowy . Może znajdzie się ktoś kto miał podobnie. Ja bym chyba urwała kontakt i zobaczyła co będzie. Jak pójdzie do niego to wszystko jasne. Nie można tak marnować czasu na kogoś kto nie wie czego chce. Ile tak wytrzymasz. Wymyśl jakies ultimatum, pewnie nie brzmi najrozsądniej ale jak dobrocią i miłością sie nie da no to cóż więcej.. Ona pewnie jest przekonana , że ma Cie na 100 procent i Ty ciagle ją bedziesz kochal a ona tak bezkarnie moze się nie decydować. Musi zzaczac myslec ze jest inaczej, bo i naczej nigdy sie nie dowiecie czego chce.

5

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Agataa93 napisał/a:

Wymyśl jakies ultimatum, pewnie nie brzmi najrozsądniej ale jak dobrocią i miłością sie nie da no to cóż więcej.

Ultimatum? No właśnie, niezbyt rozsądnie. Mam jej powiedzieć, że albo on albo ja? I co dalej? Przypuśćmy, wybierze mnie to co? Będzie miała udawać, że wszystko jest okej, przymuszać się do mnie i robić wszystko na siłę? Oczywiście tez myślałem o takim rozwiązaniu ale to jest bez sensu.

6

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Sprawa jest prosta i niestety raczej ci się nie spodoba to co za chwilę przeczytasz...
No więc na chwilę obecną wasze relacje zależą głównie od tego jak wyglądają jej relacje z tamtym.
Jak tam jest słabiej, to u was jest lepiej i na odwrót. Laska być może jeszcze się waha, którego z was wybrać,
a być może jest już gotowa na odejście, tylko jeszcze testuje nowy model. Tak czy siak twoja rola jest tutaj trzecioplanowa
i sprowadza się w skrócie tylko do tego, żeby zapewnić pannie gładkie przejście od jednego do drugiego i miękkie lądowanie.
W tak zwanym międzyczasie musi jeszcze uzbierać materiał obciążający, żeby na ciebie zwalić całą winę za rozpad związku,
no i trochę cię jeszcze pościemnia dopóki tam się sytuacja na tip top nie wyklaruje. Kiedy już ten moment nadejdzie
dostaniesz całą listę powodów, dla których ona już nie może z tobą być i soczystego kopa w dupę na do widzenia.
Kolejne pół roku będziesz chodził struty i rozkminiał bez końca co poszło nie tak... albo przerwiesz to od razu
i za te pół roku cała ta szopka będzie już tylko mglistym wspomnieniem, poznasz sobie nową zajebistą dziewczynę,
a twoja ex będzie do ciebie wypisywać słodkie pierdy, bo jej z tamtym nie wypali i zechce sobie do ciebie wrócić.
Niech cię ręka boska broni smile

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

7

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Są różne opcje lądowania u psychiatry.. Taka w kaftanie bezpieczeństwa i taka spokojniejsza, gdzie wyprzedzająco idziesz sam do psychiatry- psychoterapeuty i układasz sobie w głowie po dobroci. Tym bardziej, że masz autodestrukcyjne skłonnosci i sam polazłeś w szkodę drugi raz.
TO JUŻ PORA. nie wiem czy psychoterapeuta będzie wybijał Ci ją z głowy czy nie, ale na pewno spojrzysz trzeźwiej i po męsku na swoją księżniczkę.
wygląda ona na okropnie niedojrzałą osobę i kompletnie nie liczącą się z uczuciami innych.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

8

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
anderstud napisał/a:

Sprawa jest prosta i niestety raczej ci się nie spodoba to co za chwilę przeczytasz...
No więc na chwilę obecną wasze relacje zależą głównie od tego jak wyglądają jej relacje z tamtym.
Jak tam jest słabiej, to u was jest lepiej i na odwrót. Laska być może jeszcze się waha, którego z was wybrać,
a być może jest już gotowa na odejście, tylko jeszcze testuje nowy model. Tak czy siak twoja rola jest tutaj trzecioplanowa
i sprowadza się w skrócie tylko do tego, żeby zapewnić pannie gładkie przejście od jednego do drugiego i miękkie lądowanie.
W tak zwanym międzyczasie musi jeszcze uzbierać materiał obciążający, żeby na ciebie zwalić całą winę za rozpad związku,
no i trochę cię jeszcze pościemnia dopóki tam się sytuacja na tip top nie wyklaruje. Kiedy już ten moment nadejdzie
dostaniesz całą listę powodów, dla których ona już nie może z tobą być i soczystego kopa w dupę na do widzenia.
Kolejne pół roku będziesz chodził struty i rozkminiał bez końca co poszło nie tak... albo przerwiesz to od razu
i za te pół roku cała ta szopka będzie już tylko mglistym wspomnieniem, poznasz sobie nową zajebistą dziewczynę,
a twoja ex będzie do ciebie wypisywać słodkie pierdy, bo jej z tamtym nie wypali i zechce sobie do ciebie wrócić.
Niech cię ręka boska broni smile

Zgadzam się z przedmówcą.
Jeśli dziewczyna nie wie czego chce, to dobrze nie będzie... Kiedyś spotykałem się z taką jedną panną - co otwarcie mi mówiła, że nie wie czego sama chce i tkwiłem w takiej dziwnej relacji - w żadną stronę niesprecyzowaną. Jak nie miała nikogo na horyzoncie to było "dobrze". Jak się ktoś pojawiał to "miliony powodów" i ten jeden z najlepszych "że nie chce mnie ranić" i dostawałem krzyżyk na drogę big_smile
W Twoim przypadku sprawa jest prosta... Nie da się kochać 2 osób jednocześnie, nie daj sobie tego wmówić. Jak dla mnie to pionki na planszy zostały już rozstawione i Twoja nazwijmy to "dziewczyna" czeka na ruchy pozostałych graczy.
Z ciekawości - Ty wiesz kim jest ten drugi? On wie o Tobie?

But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

9 Ostatnio edytowany przez Przemo1773 (2017-05-09 16:55:53)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Mrok napisał/a:

Z ciekawości - Ty wiesz kim jest ten drugi? On wie o Tobie?

Tak, dobrze o mnie wie. Świadomie i po frajersku zaczął się do niej przystawiać wiedząc, że jesteśmy w związku. Są siebie warci wink. Teraz zarówno ja, jak i on jesteśmy świadomi tego, że ze sobą rywalizujemy o nią, co niestety dowartościowuje tą kobietę, a nie powinno, bo nie jest warta nic. Momentami też boję się, że puszczą mi nerwy, znajdę go i dojdzie do czegoś złego. Jak narazie myśli o przemocy staram się trzymać jak najdalej, żeby nie pokazywać nikomu swojej słabości.

Poza tym do tego co mówicie, żebym zapomniał, bo skoro tak się zachowuje to nic z tego nie będzie. Może i racja, ale o wiele łatwiej byłoby mi myśleć tak, gdyby to była świeżo poznana kobieta, a nie ktoś kogo znam, kto był dla mnie przez 4 lata ideałem. Właśnie przez to to jest takie ciężkie. Ja mam po prostu nadzieję, że ona jeszcze może stać się taka jak kiedyś.

10

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Na to ostatnie bym, niestety, nie liczył.

Ja to widzę tak: tamten księciunio jest częściowym niewypałem. Częściowym, bo on ją kręci, ale najpewniej ma wady, które powodują, że też jesteś "gdzieś na orbicie". Pannicy jest wygodniej i przyjemniej mieć obu. To ona pociąga teraz za sznurki. De facto jest dokładnie tak, jak chciała (w momencie, gdy mówiła "Czuję to samo do dwóch jednocześnie") - dwaj panowie w garści, można, ekhm, porównywać 1:1. A że się waha - cóż, widać jesteście mniej więcej na tym samym poziomie, Ty możesz być bardziej "bliski", on bardziej "chemiczny" (bo nowy). Pewnie w końcu się zdecyduje, ale w większości takich sytuacji niestety wygrywa to nowe i ekscytujące.

Nie wiem, czy poradzisz sobie samemu. Widać, że bardzo idealizujesz tę relację i wasz czas spędzony razem. Pewnie ją też. To na ogół bardzo źle się kończy.

Musisz jednak uświadomić sobie jedno - jesteś dla niej opcją, jedną z opcji. Nawet, jeśli okażesz się finalnie lepszy od tamtego fagasa, to istnieje OGROMNA szansa, że historia się powtórzy - że znajdzie się kolejny adorator, w którym się zadurzy. Jesteś gotowy na kolejny rollercoaster?

11

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Przemo.
Wiesz ilu mężczyzn nie miało by ręki gdyby dało sobie ją obciąć za byłą dziewczynę, żonę, partnerkę?

Historia rodem z mojego życia.
Ja niestety dałem namówić się na małżeństwo.
Pojawił się ktoś przed ślubem, ona odwołała pierwszy termin ale dałem się namówić na drugi.... bo kochałem....

Uwierz mi że koledzy wyżej dobrze Ci radzą.
Lepiej nie będzie. Kobieta która zastanawia się czy kocha - nie kocha, kobieta która kocha - nie szuka innego.

Jesteś opcją rezerwową. Im wcześniej się do tego przyzwyczaisz i pojmiesz tym dla Ciebie lepiej.
To jest brutalne ale za kilka miesięcy jeżeli zerwiesz z nią kontakt będziesz nam dziękował wink

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Nie ma winny z jednej strony. Ja tez mam dziwna sytuacje. Dziś mój stan depresji wrócił. I nie da się go tak łatwo wymazać. Łzy same płynęły po policzku ale brak odwagi z mojej strony powoduje to ze ja sama zaczynam się odsuwac od partnera. Czy to normalne nie. Po prostu historia się powtarza. Jeśli jedna osoba nie zniknie z twojego serca to po co ci ta druga osoba. Przecież ona tez ma uczucia. Zapomnij o jednej dopiero staraj się o drugą. Zranione serca czy jest ktoś kto to lubi. Ja swojego byłego zabiłam w mej pamięci..

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Nie ma winny z jednej strony. Ja tez mam dziwna sytuacje. Dziś mój stan depresji wrócił. I nie da się go tak łatwo wymazać. Łzy same płynęły po policzku ale brak odwagi z mojej strony powoduje to ze ja sama zaczynam się odsuwac od partnera. Czy to normalne nie. Po prostu historia się powtarza. Jeśli jedna osoba nie zniknie z twojego serca to po co ci ta druga osoba. Przecież ona tez ma uczucia. Zapomnij o jednej dopiero staraj się o drugą. Zranione serca czy jest ktoś kto to lubi. Ja swojego byłego zabiłam w mej pamięci..

14

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Przemo,
Masz jedno jedyne wyjście - zadbaj o siebie póki jest jeszcze na to szansa.
Potem będzie coraz gorzej.

Jesteś w trojkącie .
Raz wyznaje miłość Tobie, raz jemu.
W jednej chwili płacze przed Tobą, za chwile przed nim.
Seks.... jest z Tobą , a z nim ?
Po Tobie czy przed Tobą ?
Wierzysz , ze tylko z Tobą ? ....

Kobieta kiedy kocha to wie o tym, myśli tylko o jednym i przewróci do góry cały świat żeby być tylko z tym jednym.

Żyjesz w matrixie i będziesz tak żył dopóki , dopóty będziesz zgadzał się na taki "układ ".
Stwierdzenie " on albo ja" to nie jest szantaż.
Szantażem byłby gdybys ja straszył krzywda która ja spotka w przypadku gdyby odrzuciła Twoje egoistyczne żądanie.
Gbybys przekraczał jej granice.

Stawianie swoich granic, na swoim terytorium w celu jego obrony, nie jest szantażem .
Jaka krzywda ja spotka jeżeli odrzuci tamtego ?
Przecież będzie miala Ciebie, tego wybranego .

Ale jeżeli kobieta mówi chłopaków , ze kocha również drugiego to znaczy, ze kocha tylko tego drugiego.

Idź do psychoterapeuty, zajmij swój czas na 100% - sportem, praca , pasjami. Ale zero alkoholu, ukojenia używkami czy dziewczynami.
Naucz się żyć sam ze sobą i dla siebie.
Dopiero wtedy będziesz gotowy na nowy związek .

W tym matrixie którym jesteś teraz, nie zbudujesz niczego dobrego dla się sobie .
Zacznij sam dbać o siebie, bo od tej dziewczyny tego nie uzyskasz.

15

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Przemo1773 napisał/a:
Mrok napisał/a:

Z ciekawości - Ty wiesz kim jest ten drugi? On wie o Tobie?

Tak, dobrze o mnie wie. Świadomie i po frajersku zaczął się do niej przystawiać wiedząc, że jesteśmy w związku. Są siebie warci wink. Teraz zarówno ja, jak i on jesteśmy świadomi tego, że ze sobą rywalizujemy o nią, co niestety dowartościowuje tą kobietę, a nie powinno, bo nie jest warta nic. Momentami też boję się, że puszczą mi nerwy, znajdę go i dojdzie do czegoś złego. Jak narazie myśli o przemocy staram się trzymać jak najdalej, żeby nie pokazywać nikomu swojej słabości.

Poza tym do tego co mówicie, żebym zapomniał, bo skoro tak się zachowuje to nic z tego nie będzie. Może i racja, ale o wiele łatwiej byłoby mi myśleć tak, gdyby to była świeżo poznana kobieta, a nie ktoś kogo znam, kto był dla mnie przez 4 lata ideałem. Właśnie przez to to jest takie ciężkie. Ja mam po prostu nadzieję, że ona jeszcze może stać się taka jak kiedyś.

Heh smile skoro rywalizujecie ze sobą to, zakładam że bardzo się staracie by "dogodzić" wybrance. Dziewczynie taki układ jak najbardziej się będzie podobać - 2 adoratorów i każdy na skinienie. Rozumiem Twoją frustrację - osobiście nie wierzę w terapie czy inne gusła, musisz to sam przetrawić, wybrać to co dla Ciebie będzie najlepsze.
Problem masz taki, że nadal żyjesz wyobrażeniem tej kobiety i tego jak było. Z tymże "tak już było" smile a teraz jest tak jak jest i - nie jest Ci za fajnie. Może więc warto się jej lepiej przyjrzeć i zauważyć, że wcale nie była taka "idealna"?
Znajdź swoją wartość jako człowiek, mężczyzna i ją pielęgnuj smile - szacunek do samego siebie to najlepsza rzecz która pomoże Ci a) zapomnieć b) spojrzeć bardziej obiektywnie (nie emocjonalnie) na Twoją sytuację.

But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

16 Ostatnio edytowany przez Przemo1773 (2017-05-10 07:17:27)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Mrok napisał/a:
Przemo1773 napisał/a:
Mrok napisał/a:

Z ciekawości - Ty wiesz kim jest ten drugi? On wie o Tobie?

Tak, dobrze o mnie wie. Świadomie i po frajersku zaczął się do niej przystawiać wiedząc, że jesteśmy w związku. Są siebie warci wink. Teraz zarówno ja, jak i on jesteśmy świadomi tego, że ze sobą rywalizujemy o nią, co niestety dowartościowuje tą kobietę, a nie powinno, bo nie jest warta nic. Momentami też boję się, że puszczą mi nerwy, znajdę go i dojdzie do czegoś złego. Jak narazie myśli o przemocy staram się trzymać jak najdalej, żeby nie pokazywać nikomu swojej słabości.

Poza tym do tego co mówicie, żebym zapomniał, bo skoro tak się zachowuje to nic z tego nie będzie. Może i racja, ale o wiele łatwiej byłoby mi myśleć tak, gdyby to była świeżo poznana kobieta, a nie ktoś kogo znam, kto był dla mnie przez 4 lata ideałem. Właśnie przez to to jest takie ciężkie. Ja mam po prostu nadzieję, że ona jeszcze może stać się taka jak kiedyś.

Heh smile skoro rywalizujecie ze sobą to, zakładam że bardzo się staracie by "dogodzić" wybrance. Dziewczynie taki układ jak najbardziej się będzie podobać - 2 adoratorów i każdy na skinienie. Rozumiem Twoją frustrację - osobiście nie wierzę w terapie czy inne gusła, musisz to sam przetrawić, wybrać to co dla Ciebie będzie najlepsze.
Problem masz taki, że nadal żyjesz wyobrażeniem tej kobiety i tego jak było. Z tymże "tak już było" smile a teraz jest tak jak jest i - nie jest Ci za fajnie. Może więc warto się jej lepiej przyjrzeć i zauważyć, że wcale nie była taka "idealna"?
Znajdź swoją wartość jako człowiek, mężczyzna i ją pielęgnuj smile - szacunek do samego siebie to najlepsza rzecz która pomoże Ci a) zapomnieć b) spojrzeć bardziej obiektywnie (nie emocjonalnie) na Twoją sytuację.

Jednak do tego dochodzi mnóstwo innych życiowych problemów. Nie jestem usatysfakcjonowany pracą. Mam od dawna problemy rodzinne, które teraz mnie przytłaczają jeszcze bardziej, gdy potrzebuję się przed kimś otworzyć, a na rodzinę liczyć nie mogę. Mój najlepszy przyjaciel pracuje w Niemczech, kontakt z nim osłabł i praktycznie nie mam nikogo. W weekendy jak wychodzę ze znajomymi to przeważnie jest to dla mnie tak irytujące towarzystwo(pozerstwo, fałsz), że marzę o tym aby jak najszybciej znaleźć się w swoim domu i swoim łóżku. Nie potrafię znaleźć dosłownie ani jednego elementu w swoim życiu, który jak to ty powiedziałeś "dowartościuje mnie jako człowieka".

Jak na razie nie mam z nią od niedzieli żadnego kontaktu. Przestałem się do niej bez powodu odzywać i co ciekawe jej chyba z tym dobrze, bo też ani słowa nie zamierza ze mną zamienić. Może czekała na to? Aż sam się odczepię, nie będzie wtedy musiała mi się tłumaczyć, składać wyjaśnień? Zresztą teraz to już nieważne... Będę trzymał się tego jak najdłużej i nawet gdy ona się do mnie odezwie, zrobię wszystko, żeby jej nic nie odpowiedzieć. Jednak o to się nie martwcie. Znam ją bardzo dobrze i ona prędzej zrobi sobie krzywdę niż odezwie się do mnie. Taki z niej uparciuch, zawsze ja musiałem dochodzić do kompromisu i pomóc nam stawiać pierwsze kroki do pogodzenia się po każdej kłótni i drobnych sprzeczkach. Poza tym zaczynam myśleć tak jak mówicie. Skoro się zastanawia, skoro ma wahania - jej miłość do mnie jest żadna.
Przejdźmy do sedna, otóż - mijają 3 dni, a mi jest coraz gorzej. Ledwo wstałem z łóżka. Chciałbym w nim przespać jakieś pół roku i obudzić się w momencie, w którym o wszystkim już zapomnę. Wraca do mnie stan, który towarzyszył mi przy pierwszej próbie odłączenia się od niej. Wiem, że to nie będzie trwać krótko. Ten stan pogrążają jeszcze inne życiowe problemy. A może to nie są problemy? Może po prostu patrzę na świat przez czarne okulary? Tak czy inaczej patrzenie na siebie w lustro przy porannym prysznicu z zaszklonymi oczami i z myślą, że niestety trzeba przeżyć kolejny dzień nie jest czymś przyjemnym. Już teraz dobrze wiem, że w zawalę wszystkie obowiązki dnia dzisiejszego. Nie mam ochoty na nic. Będę musiał jednak to przez jakiś dłuższy czas przeboleć, lecz tym razem z taką różnicą, że jak ktoś wyżej napisał - nie dojdzie już do autodestrukcji i nie będę łudził się nawet, że ona jeszcze ze mną może być i prosił ją o to.

Secondo1 napisał/a:

Naucz się żyć sam ze sobą i dla siebie.
Dopiero wtedy będziesz gotowy na nowy związek.

O tym już wiem. Przekonałem się na własnej skórze. Przy naszym rozejściu pół roku temu pewna pani, która dowiedziała się, że jestem sam od razu sama nawiązała ze mną kontakt. Mi to się podobało - w końcu mam zranione serce, mogę komuś się wyżalić, a może spróbować szybko czegoś nowego, co pomoże mi zapomnieć o tamtej. Tak niestety nie było, w głowie miałem tylko i wyłącznie swoją ex i sam nie wiem po co przeciągałem wszystko z tą kobietą, po co się z nią spotykałem. Zrozumiałem to, gdy pewnego razu zaczęła mówić o nas, jakby robiła sobie jakieś nadzieje na naszą wspólną przyszłość. Sama naciskała na mnie, wywierała presję. W końcu usłyszałem, że boli ją to co teraz robię(często mówiłem jej o swojej byłej, bo po prostu myślałem, że ona chce mi pomóc się wyleczyć). To był moment w którym zrozumiałem, że nie czas na żadne inne kobiety. Zrozumiałem, że mogę skrzywdzić kogoś swoim stanem. Najpierw muszę się wyleczyć sam, przemęczyć się z tym wszystkim, a dopiero potem zacząć szukać czegoś nowego. Chociaż łatwo powiedzieć w przypadku gdzie ex z dnia na dzień odchodzi do innego. Też by tak się chciało zrobić ze względu na to, że ona mogłaby się poczuć tak jak ja wink.

17

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Cześć
po cholerę masz się z tym  sam przemęczać? Złamaną nogę też leczysz sam? Szukaj terapeuty i dzisiaj to zrób!

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

18

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Przemo, ta dziewczyna nie jest Ciebie warta. Zachowuje się okropnie, a do tego wszystko dorobiona jest piękna bajka, jaka ona to biedna i cierpiąca bo nie wie na kogo się zdecydować. Przejrzyj na oczy.
Chcesz być drugą opcją, wyjściem awaryjnym?
Wielu z nas przechodziło rozstania i uwierz, że dasz radę.
Skup się na sobie. Ja bym radziła i psychiatrę i psychoterapeutę.
Dasz radę. Trzymam za Ciebie kciuki smile

19

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Wygląda na to, że poza zmianą partnerki trzeba pomyśleć o gruntownej zmianie życia, bo zamęczysz się w ten sposób, a młodość przecieknie Ci przez palce. Drętwa praca, infantylni znajomi z imprez + pozwiązkowy kac. Kiepskie połączenie.

20 Ostatnio edytowany przez Przemo1773 (2017-05-10 16:01:00)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Mimo, że bardzo tego nie chcę to chyba będę musiał spróbować z tym psychoterapeutą...

WaltonSimons napisał/a:

Wygląda na to, że poza zmianą partnerki trzeba pomyśleć o gruntownej zmianie życia, bo zamęczysz się w ten sposób, a młodość przecieknie Ci przez palce. Drętwa praca, infantylni znajomi z imprez + pozwiązkowy kac. Kiepskie połączenie.

Gruntowna zmiana życia? Nie za bardzo rozumiem. Chyba, że masz jakiś pomysł żebym mógł narodzić się na nowo - może z tego bym skorzystał big_smile.
Praca jak praca. Przyjemności nie sprawia ale za to mam bardzo dobre zarobki i jest przyszłościowa, więc nie wyobrażam sobie jej zmienić. Znajomi? Obracam się w towarzystwie jakim się obracam, niestety. Jedyne co mogę zrobić to odciąć się od nich. Tylko, że wtedy odetnę się od wszystkich, od całego świata, zostanę sam ze sobą i moim ukochanym łóżkiem w piątkowe i sobotnie wieczory. No bo nie wyobrażam sobie, że na siłę mam szukać nowego towarzystwa albo zmienić siebie, żeby pasować do środowiska w którym często przebywam. Nie lubię udawać kogoś, kim nie jestem. To mnie właśnie teraz boli. Będąc przez 4 lata z nią mogłem być sobą, było mi z tym dobrze, ona to akceptowała, w życiu odnosiłem naprawdę sporo sukcesów. Teraz właśnie czuję, że będę musiał zacząć udawać kogoś, kim nie jestem. Właśnie po to, żeby wtopić się w tłum, a nawet po to, żeby kogoś sobie znaleźć.

21 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-05-10 18:07:52)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Przemo1773 napisał/a:

No i tak pytam, pytam, aż w końcu kolejny raz słyszę o tamtym. Mówi mi, że po prostu nie może go wybić z głowy, że cały czas o nim myśli, że jak nie ma z nim kontaktu to jest jeszcze gorzej, że chce się z nim spotkać... I na takim etapie jesteśmy teraz. Jak tak to dalej będzie trwało to chyba wyląduje w jakimś szpitalu psychiatrycznym. Nie mam pojęcia co robić. Wiem, że jeżeli zerwę z nią kontakt to będzie tak jak wcześniej, a nie chcę tego uczucia.

Zacznij myśleć logicznie. Ona nie chciała powrotu, a moim zdaniem zrobiła to głównie ze względu na ciebie. Pojawiła (dokładnie powróciła) się jej miłość to odchodzisz na dalszy plan. Przykro mi ona jest za mało asertywna, aby zdecydowanie powiedzieć ci o jej prawdziwych uczuciach. Zapewne, aby ciebie mocno nie zranić. Będąc razem oboje na tym ucierpicie.

Przemo1773 napisał/a:

Mimo, że bardzo tego nie chcę to chyba będę musiał spróbować z tym psychoterapeutą...

WaltonSimons napisał/a:

Wygląda na to, że poza zmianą partnerki trzeba pomyśleć o gruntownej zmianie życia, bo zamęczysz się w ten sposób, a młodość przecieknie Ci przez palce. Drętwa praca, infantylni znajomi z imprez + pozwiązkowy kac. Kiepskie połączenie.

Gruntowna zmiana życia? Nie za bardzo rozumiem. Chyba, że masz jakiś pomysł żebym mógł narodzić się na nowo - może z tego bym skorzystał big_smile.
Praca jak praca. Przyjemności nie sprawia ale za to mam bardzo dobre zarobki i jest przyszłościowa, więc nie wyobrażam sobie jej zmienić. Znajomi? Obracam się w towarzystwie jakim się obracam, niestety. Jedyne co mogę zrobić to odciąć się od nich. Tylko, że wtedy odetnę się od wszystkich, od całego świata, zostanę sam ze sobą i moim ukochanym łóżkiem w piątkowe i sobotnie wieczory. No bo nie wyobrażam sobie, że na siłę mam szukać nowego towarzystwa albo zmienić siebie, żeby pasować do środowiska w którym często przebywam. Nie lubię udawać kogoś, kim nie jestem. To mnie właśnie teraz boli. Będąc przez 4 lata z nią mogłem być sobą, było mi z tym dobrze, ona to akceptowała, w życiu odnosiłem naprawdę sporo sukcesów. Teraz właśnie czuję, że będę musiał zacząć udawać kogoś, kim nie jestem. Właśnie po to, żeby wtopić się w tłum, a nawet po to, żeby kogoś sobie znaleźć.

Widzisz, bo masz dość "ciężkie" podejście do tych spraw. Pracę zawsze możesz stracić, dobrych kumpli z imprez również - założą rodziny, z czasem zaczniesz ich mniej obchodzić. Lepiej chyba rozwijać się? Ty stoisz w miejscu... na dodatek takim, który przynosi ci "średnią radość" z życia przez co możesz (i w ostatnim związku to zrobiłeś) osaczać partnerki. Co opisałeś w tym wątku. Co z tego, że wolała byłego  - ja nie chcę tracić tego uczucia, bo co mi wówczas zostanie?.

22 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2017-05-10 18:04:49)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Jeśli godzisz się z tym, żeby praca była "jak praca", to OK. Nie chcę się mieszać. Można jednak znaleźć taką, która sprawia przyjemność, a nie tylko rozmienia się na więcej złociszy w portfelu, z którymi i tak nie masz co zrobić, bo nie masz ani energii, ani czasu.

Znajomi - podobnie. Jak są infantylni, to co szkodzi Ci, by poznać innych ludzi? na świecie są ich miliardy.

Mam wrażenie, że teraz wybierasz strategię "przetrwalnikową". Praca taka sobie, ale coś robić trzeba. Koledzy żałośni, ale jakichś trzeba mieć. Taki minimalizm, który po prostu Ci nie służy i nie jest dobry dla zdrowia psychicznego.

Nie musisz niczego udawać - ale też nie musisz się ze wszystkim godzić.

Zrobiłeś ze swojej eks swoją ucieczkę od świata, z którym Ci nie po drodze - nic dziwnego, że teraz czujesz się fatalnie.

23

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Walczysz o coś, co nie ma sensu. Ona ma Was oboje prawdopodobnie gdzieś. W końcu nie wybrała ani Ciebie, ani Jego. Wy wyrywacie sobie włosy z głowy, a ona sobie śmieje się zwyczajnie i masz rację, buduje to jej ego, strasznie buduje. I teraz tak sobie pomyśl. Czy chcesz być z kimś, kto nie wie czego chce od życia i w każdej chwili może być powtórka z rozrywki?

Lepiej spróbować i żałować, niż żałować do końca życia, że się nie spróbowało!

24

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
WaltonSimons napisał/a:

Mam wrażenie, że teraz wybierasz strategię "przetrwalnikową". Praca taka sobie, ale coś robić trzeba. Koledzy żałośni, ale jakichś trzeba mieć. Taki minimalizm, który po prostu Ci nie służy i nie jest dobry dla zdrowia psychicznego.

Moim zdaniem tutaj nie chodziło o minimalizm, bo on jest dobry. Uczy jak szanować jakość nie bacząc na ilość. On zrobił wręcz odwrotnie - dużo pieniędzy (słaba praca) oraz kumple (ale tacy sobie). Skutki właśnie odczuwa. On raczej chce wyglądać w oczach innych jakby miał atrakcyjne życie nawet kosztem własnych uczuć.

25

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Przemo

Nie Ty pierwszy i nie ostatni znalazłeś się w takiej sytuacji. Twój stan psychiczny powoduje że prócz bolączki z EX reszta Twojego życia i z nim związanych codziennych problemów (rodzina etc.) urasta ogromem do Mount Everestu.
Napisałeś ciekawe zdanie

"Będąc przez 4 lata z nią mogłem być sobą, było mi z tym dobrze, ona to akceptowała, w życiu odnosiłem naprawdę sporo sukcesów

Czyli, zanim ją poznałeś byleś nikim?; Nie byłaś wstanie bez niej osiągnąć sukcesu? Tylko jej osoba definiuje Twoje szczęście?
Pytania z mojej strony retoryczne.
To czy będziesz sobą - zależy tylko od Ciebie. Nie potrzebujesz kogokolwiek - by być sobą. Sobą jesteś na co dzień.

But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

26 Ostatnio edytowany przez Przemo1773 (2017-05-10 22:50:25)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Zerwanie kontaktu trwa w najlepsze i jedyne co zmieniło się w porównaniu do tego, gdy zrobiłem to ostatni raz to moje podejście do niej - nie myślę już o niej jako o osobie, do której mógłbym teraz(!) wrócić. Reszta bez zmian. Czuję się fatalnie, bla, bla, bla... Tak jak to opisywałem wszystko wyżej, cały czas ten sam stan. W następnym tygodniu mam wizytę u psychoterapeuty. Spróbuję tego i jak na razie mam nadzieję, że terapia mi pomoże. Jak nie to, to na pewno czas. Czas, którego się teraz strasznie boję.

Mrok napisał/a:

Czyli, zanim ją poznałeś byleś nikim?; Nie byłaś wstanie bez niej osiągnąć sukcesu? Tylko jej osoba definiuje Twoje szczęście?
Pytania z mojej strony retoryczne.
To czy będziesz sobą - zależy tylko od Ciebie. Nie potrzebujesz kogokolwiek - by być sobą. Sobą jesteś na co dzień.

Bardzo dobrze to ująłeś i masz uznanie mojego rozumu, jak najbardziej. Niestety, serce mówi coś innego. Co? Jakby to ująć. Była osobą, dla której odnosiłem w życiu sukcesy. Bardziej niż z tego, że coś osiągnąłem cieszyłem się z tego, że będę mógł o tym jej powiedzieć. Teraz nagle pustka. Czuję, że wszystko co w życiu robię jest na nic. Jest idealna pora na rozmowę na ten temat, ponieważ właśnie dzisiaj osiągnąłem w pracy ogromny jak dla mnie sukces, jest możliwość nawet na podwyżkę. I wiecie co? Nie cieszę się z tego ani trochę. Wręcz przeciwnie. Boli mnie to bardzo, że nie mogę o tym już jej powiedzieć. W pewnym momencie miałem odruch żeby wyjąć telefon, zadzwonić do niej albo napisać jej sms'a o tej świetnej nowinie. Jednak co mi po tym? Co mi po tych pieniądzach, które szczęścia mi nie dadzą? Po prostu pogrążam się w tym rozstaniu jak głupi i jestem tego świadomy, lecz nie potrafię sam temu przeciwdziałać. Wmawianie sobie, że wszystko jest okej, że wszystko będzie dobrze, że nic się nie stało, że lepiej teraz niż później pomaga mi maksymalnie na... 2-3 dni? Później to do mnie wraca z maksymalnie zwiększoną mocą i jest o wiele gorzej. Przeszedłem przez to już wiele razy i boję się kolejny raz spróbować podejść do lustra, uśmiechnąć się i powiedzieć - "Wierzę w siebie!". Nawet pisząc to wstyd mi przed samym sobą, że jestem w stanie wyrzucać z siebie takie głupoty. Mam ogromną nadzieję, że z perspektywy czasu będę śmiał się z tego co kiedyś mówiłem. Poza tym też może to będzie dla mnie jakaś nauczka na przyszłość, że lepiej żyć dla samego siebie niż dla kogoś?

Leśny_owoc napisał/a:

On raczej chce wyglądać w oczach innych jakby miał atrakcyjne życie nawet kosztem własnych uczuć.

Trafna analiza, gratuluję. Od dawna zauważyłem po sobie i sam jestem w stanie się do tego przyznać, że ku*ewsko boli mnie opinia innych. Niestety...

27

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Przemo1773 jaki ja jestem podobny do Ciebie smile
Tylko, że ja dałem się namówić na ślub, kiedy to przed ślubem przyznała się, że nie bardzo jest pewna swojej decyzji.
Potem dałem się namówić na zakup mieszkania. Sama po krótkim czasie doprowadziła do rozwodu, a mieszkania mnie pozbawiła.
Tak się kończy takie właśnie zachowanie. Człowiek głupi i się łudzi, że się jeszcze ułoży z partnerką, a potem zostaje się samemu sobie i wydymany przez pannę, która traktowała mnie od samego początku jako koło zapasowe...

28 Ostatnio edytowany przez Przemo1773 (2017-05-21 13:10:26)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Przemo1773 napisał/a:

Zerwanie kontaktu trwa w najlepsze i jedyne co zmieniło się w porównaniu do tego, gdy zrobiłem to ostatni raz to moje podejście do niej - nie myślę już o niej jako o osobie, do której mógłbym teraz(!) wrócić.

Pamiętacie co napisałem? A dokładniej, widzicie ten wykrzyknik w nawiasie przy słowie "teraz"?

Przemo1773 napisał/a:

teraz(!)

Napisałem to celowo. Wiedziałem, że to było tylko chwilowe uczucie i prędzej czy później znowu zacznę o niej myśleć i dalej będę się zadręczał tym, jakby tu spróbować od nowa. No i tak oczywiście jest teraz. Co gorsze, zamiast podnosić się i czuć się coraz lepiej tym zerwaniem kontaktu - czuję, że robię to tylko po to żeby po jakimś czasie się do niej znowu odezwać i zobaczyć jak się ona czuje. Z tego co wiem od innych i z tego co podpowiada mi intuicja, boli ją to równie dobrze jak mnie. Odstawiła tamtego kolesia i nawet nie spotyka się z żadnym innym(takie czasy - świat mały i wie się wszystko, nie mówiąc już nic o dobie internetu). Zamiast zapominać o niej robię sobie coraz większą nadzieję, że to wszystko będzie mogło jeszcze kiedyś wrócić do normy, że ta próba życia bez siebie razem pokaże nam, że źle zrobiliśmy. Wiem, że prędzej czy później nie wytrzymam i odezwę się do niej. Najgorzej, jak to będzie kolejny strzał w kolano... Nie mam pojęcia już co robić, jak uciec od tych myśli i po prostu żyć. Chyba jestem masochistą.

29 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-05-21 13:28:57)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Przemo, nikt nie mówi, że do końca życia masz jej unikać, tak jak alkoholik może przecież chodzić na przyjęcia.
Ale najpierw musisz być pewny, że masz poukładane w głowie, żeby na trzeźwo oceniać sytuację.
Chodzisz na tę terapię?

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

30

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Przemo1773 napisał/a:
Leśny_owoc napisał/a:

On raczej chce wyglądać w oczach innych jakby miał atrakcyjne życie nawet kosztem własnych uczuć.

Trafna analiza, gratuluję. Od dawna zauważyłem po sobie i sam jestem w stanie się do tego przyznać, że ku*ewsko boli mnie opinia innych. Niestety...

Obawiam się, że jeśli nie weźmiesz się za siebie i nie zaczniesz żyć dla siebie tj. nie nakłaniam do bycia egocentrykiem, ale przez całe życie będziesz oceniany - sprawiedliwie, czy nie to najwyższy czas nie ulegać presji otoczenia. Jak teraz sobie z tym nie poradzisz to później ten problem będzie się tylko pogłębiał.

31

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Ela210 napisał/a:

Chodzisz na tę terapię?

Ostatnio odwołałem wizytę dzień przed, wmawiając sobie, że sam sobie dam radę, a terapia i tak mi nic nie da. Jutro zadzwonię i umówię się ponownie, bo jestem w jednym z gorszych stanów od czasu rozstania. Dwa posty wyżej, kilka godzin wcześniej pisałem jakieś głupoty, że mam nadzieję, że wszystko wróci jeszcze do normy. Dosłownie jeszcze kilka godzin temu myślałem, że jej jest też ciężko tak jak mi. Mój kolega właśnie powiedział mi, że widział ich(ją i tego, przez którego to się skończyło) dzisiaj razem. Nie jestem w stanie teraz więcej napisać...

32 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-05-22 12:28:44)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Przemo1773 napisał/a:

Dosłownie jeszcze kilka godzin temu myślałem, że jej jest też ciężko tak jak mi. Mój kolega właśnie powiedział mi, że widział ich(ją i tego, przez którego to się skończyło) dzisiaj razem. Nie jestem w stanie teraz więcej napisać...

Ależ sobie coś wmówił... zapamiętaj na przyszłość najpierw pada (nie czuje się już nic wielkiego do partnera/partnerki) związek, a później partnerka/partner szuka kogoś innego. To czy ktoś formalnie zakończy obecny związek zanim zacznie szukać miłość to swoją drogą. Gdyby ona ciebie kochała to jej obecny mężczyzna byłby jej obojętny. Jak nie on to padłoby na kogoś innego - jego osoba nie miała żadnego wpływu na rozpad waszego związku. Tylko dało jej zielone światło na odejście, bo zapewne nie chciała być po prostu sama.

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Kobiety to egoistki syndrom Ewy puste popatrzcie jaki obraz daja o sobie internet telewizja i robia z siebie meczennice na w lasne zyczenie coraz bardziej chciwe i podstepne same sobie wypracowaly los dobrego opuszcza i ida do smiecia

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Kobiety to egoistki syndrom Ewy puste popatrzcie jaki obraz daja o sobie internet telewizja i robia z siebie meczennice na w lasne zyczenie coraz bardziej chciwe i podstepne same sobie wypracowaly los dobrego opuszcza i ida do smiecia

35 Ostatnio edytowany przez bettyblue (2017-08-15 10:50:20)

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
Przemo1773 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Chodzisz na tę terapię?

Ostatnio odwołałem wizytę dzień przed, wmawiając sobie, że sam sobie dam radę, a terapia i tak mi nic nie da. Jutro zadzwonię i umówię się ponownie, bo jestem w jednym z gorszych stanów od czasu rozstania. Dwa posty wyżej, kilka godzin wcześniej pisałem jakieś głupoty, że mam nadzieję, że wszystko wróci jeszcze do normy. Dosłownie jeszcze kilka godzin temu myślałem, że jej jest też ciężko tak jak mi. Mój kolega właśnie powiedział mi, że widział ich(ją i tego, przez którego to się skończyło) dzisiaj razem. Nie jestem w stanie teraz więcej napisać...


Wspolczuje Ci i wiem przez co przechodzisz.. moj byly najpierw.mnie zdradzal przez kilka.miesiecy pozniej odszedl do niej i po.3.miesiacach chcial wrocic, mial identyczne zachowanie jak Twoja byla... chciał wracac a po kilku dniach mial wątpliwości, odzywal sie później milczal. Mowil ze myśli o niej i o.mnie.... wracal tak.kilka razy... finalnie wrocil.do.niej... wyniszczylo mnie to.totalnie.... po prostu nie wiedzial z kim chce byc... myslalam ze przeboleje czysta zdrade fizyczna, pozniej okazalo sie ze doszlo rowniez do zdrady emocjonalnej ( co dla mnie bylo ogromnym ciosem) a na sam koniec jeszcze doszlo do tego,ze jemu na niej zalezy i nie wie z kim chce byc, nie udziwgnelam juz tego psychicznie... wiedzialam,ze tak milosc nie wyglada. Boli, ale mam nadzieje, ze niebawem to minie
Bede sledzic Twoj watek i trzymam kciuki za Ciebie.!

wszyscy mówią mi, kiedyś przyjdą lepsze dni. ktoś na nowo zmieni mnie - czekam na ten dzień.

36

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza
anderstud napisał/a:

Sprawa jest prosta i niestety raczej ci się nie spodoba to co za chwilę przeczytasz...
No więc na chwilę obecną wasze relacje zależą głównie od tego jak wyglądają jej relacje z tamtym.
Jak tam jest słabiej, to u was jest lepiej i na odwrót. Laska być może jeszcze się waha, którego z was wybrać,
a być może jest już gotowa na odejście, tylko jeszcze testuje nowy model. Tak czy siak twoja rola jest tutaj trzecioplanowa
i sprowadza się w skrócie tylko do tego, żeby zapewnić pannie gładkie przejście od jednego do drugiego i miękkie lądowanie.
W tak zwanym międzyczasie musi jeszcze uzbierać materiał obciążający, żeby na ciebie zwalić całą winę za rozpad związku,
no i trochę cię jeszcze pościemnia dopóki tam się sytuacja na tip top nie wyklaruje. Kiedy już ten moment nadejdzie
dostaniesz całą listę powodów, dla których ona już nie może z tobą być i soczystego kopa w dupę na do widzenia.
Kolejne pół roku będziesz chodził struty i rozkminiał bez końca co poszło nie tak... albo przerwiesz to od razu
i za te pół roku cała ta szopka będzie już tylko mglistym wspomnieniem, poznasz sobie nową zajebistą dziewczynę,
a twoja ex będzie do ciebie wypisywać słodkie pierdy, bo jej z tamtym nie wypali i zechce sobie do ciebie wrócić.
Niech cię ręka boska broni smile



Wypisz wymaluj normalnie. W pelni sie zgadzam.
Autorze zadajac jej pytanie czy Cie kocha nigdy nie uslyszysz prawdy a to Co ona Ci wciska to sciema. Gdyby cie kochala to nie bylo by tamtego,pomysl troche. Miedzy wami juz nie bedzie takiego miodu jak kiedys. Zamknij ten temat juz teraz a ona niech zrozumie ze zrobila cos na co musi przystac bo odwrotu juz nie ma.

37

Odp: Rozstanie, które mnie wyniszcza

Nie mam zamiaru Cie tutaj krytykowac bo Cie rozumiem.Mam podobna historie w glowie i zyciu ale nie bede sie tutaj rozpisywal bo to i tak w niczym mi nie pomoze.Jedyne co moge to zyczyc Ci powodzenia i duzo zdrowia oraz wytrwalosci.

Posty [ 37 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie, które mnie wyniszcza

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021