bettyblue napisał/a:Czytam Was dziewczyny caly czas, od.momentu kiedy dowiedzialam się,że.moj dzwonił do kolezanki - mam spadek formy. W dodatku bliżej ślubu, i wiecej mysli.na.zasadzie "co bym teraz robiła" ... Dziewczyny wspominają ,że od dłuższego czasu to.bardziej one zabiegaly o związek niz partnerzy i że się coś zmieniało od dluzszego czasu... u mnie
niestety bylo inaczej, wszystko do.ostaniego momentu prawie tak jak zawsze... nic nie przezczuwalam,no slepo wierzylam ,ze zdrada mnie nigdy nie dopadnie. Gdzies pojawila sie rutyna, teraz to widze. Tez widze, co ja.mogłam źle robic - to juz niczego teraz niestety nie zmieni. Na mnie na szczescie alkohol.działał negatywnie, mianowicie wyłam z bólu i chciałam dzwonić, dlatego przestałam popijać, ale się za to rozpalilam... na szczescie teraz już nie czuje potrzeby palenia. Duzym minusem bylo czytanie (po calym fakcie) artykułów, wywiadow z psychologami nt.zdrady i tego ,że w.wielu.przypadkach moze ona byc wzmocnienien zwiazku. Strasznie wierzylam,ze w naszym przypadku mogloby tak byc.. czytalam historie ludzi,.ktorzy przeszli przez zdrade i stworzyli inny,.silniejszy zwiazek. Sama sobie kopalam dołek ,czytajac cos takiego.:(.bo na poczatku byłam.zdania, że zdrada przekreśla absolutnie wszystko !Powiem Wam,.że ja też mam takie dni, kiedy boje sie ze nigdy tak nie zaufam, nigdy tak nie pokocham... że wszystko bedzie inne... takie ograniczone przez bolesne doświadczenie... dzis tez mnie dobijaly wspomnienia. Poplakalam chwilę i mi ułożyło. A wy tez tak macie, że czujecie się inna osoba po tym wszysktim ?Jakby cos w Was odeszlo na zawsze? Ja czuje sie troche inna niz wtedy
Bettybluuu, dzwonił, jasne, bo po tylu wspólnie spędzonych latach ciężko jest się poodcinać, chociaż niektórym przychodzi to z wielką łatwością. Koleżanka nie powinna Ci tego mówić, to tylko rozbudza wszystko, a u Ciebie pomimo upływu kilku miesięcy nadal jest wcześnie. Chyba jesteśmy na podobnym etapie, już nie palący ból ale wrzechogarniający smutek i jakaś taka boleść duszy.
Jeśli nie musiałaś walczyć o związek, to bardzo dobrze, to znaczy że nie powinnaś mieć sobie nic do zarzucenia, pisząc w uproszczeniu. Bo to że można lepiej, bardziejm, inaczej to wiadomo, zawsze można. Ale tu zaczyna się cała zabawa trzymania lekko ręki na pulsie i dbania o wspólne emocje i odczuwanie. Ale... Rutyna. Osobiście tego nie rozumiem, rutyna w wieloletnich związkach, no pojawia się i jest i co dalej? Przecież to naturalna kolej rzeczy, ale jeśli się ją dostrzega i jeden lub dwoje partnerów chce jej zapobiegać to wystarczy rozmawiać, planować i przeciwdziałać rutynie. Nie jest ona może niczym dobrym, ale jest częścią zwyklego codziennego życia, czasami utożsamiana nawet z poczuciem bezpieczeństwa, bo to co znamy wydaje się bezpieczne. Więc jeśli piszesz, że dopadła was rutyna, to dopadła i jaśnieoświecony książe wojewoda (czytaj: twój ex) mógł rozmawiać, a nie zdradzać. Tak dużo zależy od szacunku do drugiego człowieka i dobrej woli. Wiadomo, że jeśli jego uczucia wygasły to ciężko zmusić się do kochania, ale jeśli doskwierała tylko rutyna to ruszenie na łowy i odskocznia w postaci nowej zdobyczy jest słaba i niska morlanie. Zdradził Cię, ale to jego problem, nie twój. Tak to przynajmniej widzę w zdradach. To nie jest wina osoby zdradzanej, nigdy, chociażby nie wiadomo co robiła. Mógł zachować się jak człowiek, odejść jeśli mu nie pasowało i wio w świat zaliczać co na drzewo nie ucieka. I żadnej twojej winy w tym nie ma.
Czytanie artykułów. No musiałaś się czymś ratować, może budowanie na podstawie tez zawartych w tych artykułach jakiejś nadziei nie jest dobre, ale widocznie wtedy potrzebowałaś oderwania mysli 
Strach i płacz. Naturalne. Nie wiem co tutaj napisać, bo mogę napisać tylko o swoich odczuciach. Strach o jutro, o to czy komuś zaufamy czy pokochamy jest całkowicie naturalny. Głupi ludzie się tylko nie boją. My po bolesnych doświadczeniach mamy prawo odczuwać strach. Grunt żeby go osowić, żeby zaakceptować że to naturalny element życia każdego człowieka, no bo przecież każdy ma jakieś obawy i swoje strachy. Ja nadal się oswajam ze swoich strachem, czasami jeszcze obezwładnia i nie daje normalnie funkcjonować, ale nie ma już tak ogromnych oczu jak na początku. To że będzie w nas nieufność to też naturalne, no bo wyciągamy jakieś wnioski z naszych rozstań. I dobrze. Głupio byłoby użalać się i cierpieć na próżno, z każdego życiowego doświadczenia należy wyciągać wnioski i my też tak zróbmy. Wyciągnąć wnioski ale nie zamykać się na innych ludzi (nie mam na myśli tutaj szukania nowego partnera), i przede wszystkim nie zamykać się na emocje same w sobie. Pomimo poturbowania nadal istnieje na świecie czysta radość, spokój, empatia, błogość i cała masa innych dobrych stanów i emocji, które na pewno każda z nas jeszcze doświadczy
Nasze obecne doświadczenia są bolesne, ale naszą pracą w tym wszystkim jest to, żeby postarać się właśnie żeby nas to nie ograniczało. Nauczyło, jasne. Ale żeby nie narzucać sobie kajdan na serce i emocje, będziemy rozważniejsze, ale wierzę też że nasze serca będą umiały kochać jeszcze piękniej i świadomiej, jak już się pozbieramy i odbudujemy po naszych perypetiach.
Inna osoba niż dotychczas. Jasne. Bo życie to wędrówka. Do rozstania myslałam że życie to puzle, trzeba dopasować elementy i poskładać obrazek i sobie w nim żyć. To co pomaga mi się zbierać to zmiana perspektywy. Wydarzyło się rozstanie, tego już nie zmienię. Powinnam sie z tym pogodzić. Dwoje ludzi spedzielo kilka miesiecy lub lat, ale się skończyło, to był wspólny kawałek życiowej drogi. No własne, kawałek drogi, a ta droga ciągnie się jeszcze dalej. I pewnie będzie na niej jeszcze niejeden zakręt, ale to natura życia. Bolesne doświadczenia nas zmieniły, oczywiście. I to dobrze, że nas zmieniły. Głupie byłoby tkwienie wciąż w tym samym miejscu świadomie i na własne życzenie bez wyciągania wniosków i wewnętrznej zmiany. Osobiście wierzę, że to że jesteśmy innymi osobami po rozstaniu to dobrze, a nie źle. Teraz jest czas pracy nad sobą i to od nas zależy czy będziemy potrafiły przekuć bolesne doświadczenia na pozytywne, mimo wszystko efekty. Wierzę że wszystkim nam się uda 