Witam serdecznie.
Piszę z bardzo ciężką sytuacją, bardzo potrzebuję porady bo jestem w depresji.
Nasz 6 letni związek zawsze był wspaniały, wręcz idealny, prawie nigdy się nie kłóciliśmy a jak już to po 2 dniach biegliśmy do siebie z miłości. Ani ja ani moja dziewczyna nigdy nie wyobrażaliśmy sobie że spotka nas podobna sytuacja.
Niestety jej wadą jest to że ma skłonności do flirtu choć zawsze wyglądało to niewinnie a sama kiedyś powiedziała mi że chyba tak ma bo kiedyś też ją jej były facet zranił i chyba po prostu lubi komuś dawać nadzieje a potem dawać kosza. Zawsze była o mnie cholernie zazdrosna nawet bez żadnych powodów a sama pozwalała sobie na trochę więcej ale zawsze była mi w 100% wierna. Powiedziała że jej poprzednie związki to było nic, zwykłe krótkie zauroczenia a ja jestem jej pierwszą miłością na zawsze, przysięgaliśmy to sobie milion razy prosto w oczy, mamy plany na ślub, dzieci i ich imiona, zwierzęta, wszystko.. Mieszkaliśmy razem 1 rok w Poznaniu, a ogólnie ona często nocuje ze mną w domu moich rodziców bo jeszcze ja studiuję i nie mamy kasy żeby mieszkać razem.
W jej życiu pojawił się inny facet. Pracują razem w restauracji, ona jest kelnerką, on kucharzem, bywa i tak że siedzą tam sami gdy szefostwo gdzieś pójdzie a klientów nie ma. Zaczynało się niewinnym flirtem, on ją zaprosił na kawę, ja wyraziłem swoje niezadowolenie, potem zaprosił ją do kina choć z nim nie poszła na moją prośbę, wiedziałem że jest w tym typie coś nie wporządku. Na naszym tygodniowym wyjeździe na wakacje do Bułgarii przeczytalem w jej telefonie smsa od niego że coraz częściej o niej myśli i nawet za bardzo. Byłem zły i zapytałem ją o to to przyznała mi że powiedział dzień wcześniej że się w niej zakochał i nie mówiła mi tego bo nie chciała nam psuć wyjazdu, martwić mnie. Wszystko było cudownie ale potem wróciliśmy.
Problem narastał, przyjechałem po nią raz do pracy, czułem że coś jest nie tak a okazało się że 2h wcześniej skończyła i gdy poczekałem na nią pod domem wydało się że była z nim a mnie okłamała że dopiero skończyła pracę. Zabrałem ją na noc do siebie do domu było dużo płaczu, długo dopytywałęm co się dzieje i w końcu wyznała mi że "serce nie sługa" i że zauroczyła się w nim. Od tego momentu jestem przy niej non stop, wspieram ją, robię dla niej wszystko w 200%, stale mówimy sobie że się kochamy itp i że jakoś to minie. Niestety ona też mu powiedziała że się w nim zauroczyła.
Nie jadłem, wymiotowałem, miałem depresję, przestałem trenować na siłowni a to moja pasja, schudłem, nie mogłem spać, miałem miliony koszmarów..
Byłem zły gdy poszła do niego do domu na obiad z jego rodziną i siedzieli tam do wieczora, powiedziała że mogę się wściekać ale ona czuje że musi tam pójść i sama nie wie czemu, przyjechałem po nią później pod jego dom, pojechaliśmy do mnie na noc i powiedziała mi że powiedziała mu że mnie nie zostawi ale widać było że jest jej z tym źle.
Myślałem że już wtedy będzie wszystko dobrze, moja radość życia wróciła, zacząłem dalej ćwiczyć, nawet rozmawialiśmy o zaręczynach ale... Jest coraz gorzej. Widziałem niedawno jej wiadomości do koleżanek że kocha mnie i chcę jej się oświadczyć i czuje że musi to przyjąć ale serce rwie ją do niego.. Że serce jej szwankuje i sama nie wie co robić.. Kumpele jeszcze jej głupio mówią żeby się zastanowiła i że ja chce jej się oświadczyć bo poczułem się zagrożony a prawda jest taka że sami zdecydowaliśmy że zaręczyny to tylko formalność, małżeństwo to uczucie a nie tylko wesele i zrobimy to jak będzie kasa.
Pogadałem z nią o tym, wypłakała mi się, było źle.. Powiedziała że wmawia sobie sama że jej na nim nie zależy, że nie umie o nim nie myśleć, ciągle pracują razem i to pogarsza sprawę... Sama poprosiła mnie żebym jej się oświadczył żeby on sobie po prostu poszedł bo już nie raz chciał rezygnować z pracy dla jej szczęścia. Gość robi z siebie taką ofiarę, przeprasza ją że chciał żeby była szczęśliwa a wszystko psuje itp, a ona sama mówiła że on już kiedyś spał z jakąś mężatką ale że nawet "robił jej przysługę", że mieli być razem tylko potem ona uciekła spowrotem do swojego męża... Wydaje mi się że on manipuluje moją dziewczyną... Udaje wielkodusznego i wspaniałego, chciał się nawet 2 razy zwolnić z pracy żeby ratować nasz związek ale potem i tak tego nie zrobił.. Mi mówiła nawet że nie podoba jej się za bardzo z wyglądu i nie mogła by z nim być, że jest chudy a ja umięśniony.. Że nie zostawi mnie bo wie że by go tylko zraniła bo myślała by ciągle o mnie i płakała za mną a potem chciała wrócić..
Nie wiem już co mam robić, niby jest dobrze, uprawiamy seks itp, jest bardzo namiętnie ale ona ciągle ma ten problem, mówi że kocha 2 facetów, raz jest dobrze a potem ma nagle doła jak dostanie smsa od niego, powiedziała że boi się sama siebie bo rwię ją do niego mimo że wie że musi być ze mną, powiedziała że jakby nie była silna to by poszła do niego mimo że mnie kocha, że to jest jej problem i sama musi się z nim uporać, że popełniła błąd, obiecała mi żebym się nie bał żę mnie kocha i mnie nie zostawi ale non stop piszę z nim smsy, śmieje się jak czyta, on jej pisze że tęskni itp a ona też wcale go nie zbywa, piszę mu dzień dobry i dobranoc z buziaczkami itp... Mówię jej że nie może tak być i że mnie krzywdzi a ona odpowiada że wie i że mam prawo tak się czuć. Często przypominam jej o naszych planach na ślub, dzieci, że 6 lat jesteśmy razem i pierwsza miłość nie rdzewieje, że ja bym na jej miejscu nigdy jej nie zostawił a odsunął się od innej osoby.. Ona nie chce rzucić pracy, przywiązała się tam, pewnie boi się innej pracy albo tego że jej nie dostanie. Ostatnio było źle i wygadałem się że kupiłem jej już pierścionek i przysięgała mi że nigdy mnie nie zostawi itp... Powiedziała żebym narazie się jej jednak nie oswiadczał bo przemyślała to logicznie i nie chciała nigdy się tego spodziewać ani nie chce żeby to było po to by inny sobie poszedł i że nie było by to w 100% szczere jak myśli o nim. Powiedziała żebym się z tym wstrzymał i zrobił to jak prawdziwy mężczyzna niespodziewanie i w dobrym momencie. Tylko że ona będzie tam pracować jeszcze minimum rok i zawsze ma dniówki z nim po 10-12 godzin co drugi dzień...
Zastanawiam się czy dalej za nią latać w 200%, pocieszać, wspierać, głaskać po głowie żeby odpływała itp czy w końcu dać jej ultimatum że chcę separacji i będę czekał na nią, pierścionek już mam i też na nią czeka tylko nie może tak być że ona z nim ciągle flirtuje i niech z nim zerwie całkowicie znajomość, przestanie pisać, w pracy gadać z nim bardziej formalnie i do tego czasu się nie spotkamy, aż się ogarnie i opamięta i zatęskni za mną tak strasznie jak ja za nią, że w końcu zrozumie jak wiele może stracić... Ostatnio nawet zadrosna była o mnie pare razy jak pisałem z nową koleżanką ze studiów, widać było.. Widać że mnie kocha... Tylko boję się to z nią odseparować, ona będzie spędzać z nim czas w pracy a ze mną nie i boję się tego że ona już nie wróci a mi powrócą wymioty i myśli samobójcze... Z drugiej strony może to pomóc
Dziękuję za cierpliwość w czytaniu i porady.