Witam
Pierwszy raz piszę na forum ale muszę to z siebie wyrzucić. Miłość mojego życia stwierdziła że mnie nie kocha...byliśmy razem 2 lata i mieszkaliśmy rok... może i krótko ale zmieniłam dla niego całe swoje życie przeprowadziłam się do innego miasta żeby być z nim i pracowałam. Wszystko było cudownie moja rodzina go pokochala i znajomi. Zaniedlugo miał się oswiadczac planowaliśmy dzieci... lecz niedawno gdy wróciliśmy z pracy oznajmił że on tak nie moze że dał SOBIE ostatnia szansę i że mnie nie kocha... nie potrafię sie ogarnąć wszystko mi go przypomina... boli najbardziej to że nie chciał nawet próbować tego naprawić... nie mialam wyboru wrocilam do rodzicow rzucilam moja ukochana prace poniewaz nie dalabym rady z dojazdem...wiem że nie da się nikogo zmusić do związku ale nie rozumiem jak można się odkochać tak nagle... wszyscy są w szoku... rodzina, znajomi i ja... nie jem, nie śpię tylko placze i wymiotuje... co robić?! :(
1 2016-11-03 21:52:04 Ostatnio edytowany przez kamila0222 (2016-11-03 21:53:09)
Podobne tematy
2 2016-11-03 22:07:33 Ostatnio edytowany przez Przyszly_maz (2016-11-03 22:07:57)
Kamila, mam dokładnie to samo. Moja narzeczona po powrocie z wyjazdu służbowego powiedziała, że mnie nie kocha. Dla niej rzuciłem studia, miasto rodzinne itd. Mija miesiąc od porzucenia i jakoś żyję.
Jaką mieliście sytuację dokładnie? Czy wcześniej były jakieś oznaki, że psuje się między wami? Powiedz coś wiecęj o was.
3 2016-11-03 22:19:58 Ostatnio edytowany przez kamila0222 (2016-11-03 23:28:07)
Psuło się od miesiąca zrobił się oschly i wiecznie niezadowolony. Nie chciał spędzać ze mną czasu albo wychodził do kolegów albo chowal się w drugim pokoju i przeglądał internet. Bardzo się zmienił... Starałam się z nim rozmawiac robiłam wszystko dla niego i nie potrafię zrozumieć jego zachowania... wcześniej był wpatrzony we mnie jak w obrazek... ostatnio się to zmieniło nie rozumiem czy po prostu nagle się odkochal czy przygniotla go rutyna i to że widział mnie codziennie...
Jeśli już w ogóle razem nie mieszkacie i nie widujecie się, to chyba trochę za późno tu napisałaś... Może kogoś poznał. Może. Jak koniecznie chcesz coś zmienić, to porozmawiaj z nim. Jak się nie da, to zajrzyj do działu "Chłodne rozstania..." i trzymaj honor.
Doskonale rozumiem to co czujesz, mija trzeci tydzień kiedy mój chłopak mnie zostawił. Nasz związek był idealny, nigdy się nie kłóciliśmy, dogadywalismy się we wszystkim, zawsze znaleźliśmy porozumienie, okazywał mi miłość na każdym kroku, tak jak wspomniałaś - był wpatrzony jak w obrazek. Zapewniał o wszystkim... a nagle pewnego dnia "nie jestem pewien co do Ciebie czuje" a tydzień później " przepraszam, ja już tak nie potrafię". Jak to możliwe że ktoś zapewnia że kocha i pokazuje to na każdym kroku, a potem w ciągu dnia nagle przestaje kochać? Dosłownie przeszłam to samo co napisałaś, - rodzina w szoku, znajomi, wszyscy. A najbardziej ja,- po tym jak zostałam zapewniana o uczuciach, wręcz czynami to ukazywał, nie tylko słowami. Plany na przyszłość, marzenia... gadaniny o rodzinie, dzieciach..
Szlag by to jasny wszystko trafił.. Czy jest to wogóle możliwe, że dwie osoby się spotkają i obojgu zależy na sobie? Że wzajemnie się kochają z całego serca? Dla mnie to jest po prostu nie realne..
Chcę żebyś wiedziała, że znam ten ból, kiedy budzi mnie rano sen z nim i wita mnie rzeczywistość że jego już w moim życiu nie ma. Kiedy robie śniadanie i przypominam sobie, że jemu robiłabym coś innego bo czegoś nie lubi. Kiedy przechodzę obok wspólnej restauracji każdego dnia. I tak mogę wymieniać i wymieniać.. każda minuta jest nim wypełniona. Nie jesteś sama, walczmy z tym razem.. Tylko cholercia, ta walka to jak grochem o ściane..
6 2016-11-05 03:37:20 Ostatnio edytowany przez Myzio (2016-11-05 03:45:15)
Nie napiszę nic odkrwczego ale musisz to po prostu przeżyć.
Zerwij kontakt, pozbądź się rzeczy które Ci go przypominają i po prostu to znieś - chcesz płakać? płacz chcesz krzyczec? krzycz chcesz byc zła? bądź! masz do tego pełne prawo, nie ukrywaj uczuć w sobie, bo będą Cię męczyły. Druga sprawa to zająć się czymś, skupic swą uwagę jak nie na cały dzień to choć na jego pół. Szukać pracy, kupić książke, zrobić coś czego wcześniej nie miałaś czasu zrobić, zacząć jakieś hobby, ćwiczenia cokolwiek co odciągnie Cię od myślenia.
Wszyscy źle znosimy rozstania, takżę mam to za sobą ale musimy to po prostu przeżyć, wyrzucić z siebie. Byle nie zamykać się we własnym łóżku, płakać, wracac myślami i liczyc, żę coś się samo zmieni, nie nie zmieni się, jest ciężko i was rozumiem ale życie toczy się dalej. Im więcej czasu upłynie tym szybciej zdacie sobie sprawę, że jednak w tym związku nie było tak idealnie jak myslałyście/myśleliście.
Trzymaj się autorko, nie daj się zamknąć w pokoju, pocierpisz troszkę i wrócisz silniejsza, powodzenia!
Mnie też jest ciężko. poznałam faceta w marcu. wydawało się że z jego strony to wielkie zauroczenie. dzwonił, pisał, kiedy mówiłam że mam złe doświadczenia przekonywał że związek to jest najlepsze co może być. nigdy nie słyszałam tyle pięknych słów od faceta - jesteś dla mnie ważna, chcę z tobą być. ciągle chciał się widywać. był ciepły, czuły. we wszystkim mi pomagać. opiekować się mną. zwierzał mi się, ufał, ciągle chciał ze mną być. ma 40 lat więc myślałam, że wie co mówi. no i po 3 miesiącach zaufałam. zaczęło mi zależeć, otworzyłam się, a jemu jakby coś się zmieniło. nagle z czułego i nadskakującego robił się nieobecny i zły. myślałam że to przez to, że odstawił alkohol. (myślę że nadużywał i chyba pod moim wpływem ograniczył, sam twierdził że z tego powodu jest ciągle poirytowany; ale dziś chyba znów pije). wiele razy mówił mi, że mam wiele do dania, że jestem mądra, dojrzała etc. ładna. jeśli się kłóciliśmy, to raptem o kilka spraw - pierwsza, za bardzo chciał się mną opiekować, ciągle mnie pouczał co powinnam robić i jak, po jednej z kłótni odpuścił, bo powiedział, że nie chce się denerwować. Drugi powód kłótni, to jego praca, niestabilna, czasem on po prostu nie miał kasy i trzeba było mu pożyczać a jak chciałam gdzieś wyjść, to i płacić, bo nie miał. A jak już pracował, to przez cały dzień, ciągle zależny od zleceń, sam nie panujący nad swoim czasem i tym co będzie za tydzień. Myślałam że to czasowe, że on się ogarnie. Miał problemy - z pracą, z pieniędzmi, z mieszkaniem. Wiele razy go uspokajałam, chciałam zainspirować do tego, żeby uwierzył że mu się da pokonać problemy. Bo ja z takimi problemami umiałam sobie radzić, więc czemu nie on? Po 5 miesiącach w czasie jednej kłótni on mi nagle wypalił, że nie wie czy będzie się umiał zakochać w kimś tak "jak kiedyś". Byłam w szoku. Bo co to było, to co robił wcześniej. Ale przekonywał mnie że jestem dla niego ważna, że chce ze mną być etc. Pomyślałam, że okej, każdy ma prawo mieć wątpliwości. Po tej rozmowie, niby relacja zaczęła się nam stabilizować. Ja przestałam się go czepiać, głównie starałam się być wsparciem i pomocą, skoro miał problemy. On stał się na nowo dobry dla mnie i szukający czasu do spotkań. Wszystko się skończyło po miesiącu, kiedy wyjechałam na tydzień z domu, w sprawach zawodowych. Jak wróciłam zobaczyłam że zabrał swoje rzeczy pod moją nieobecność (nie mieszkaliśmy razem ale ciągle się spotykaliśmy więc każde z nas miało wiele rzeczy u tego drugiego w domu). Na drugi dzień zadzwonił i przez telefon powiedział że nigdy nie był we mnie zakochany i tak zakończył naszą relację. Mojemu zdumieniu nie było końca - bo co to w takim razie było? Dość szybko zorientowałam się, że spotyka się z inną kobietą. Przeszedł ze związku w związek. Zresztą, jak potem zrozumiałam, przede mną też był z kimś i to długo, bo kilka lat, i jak tamta laska go zostawiła to już po 5 tygodniach zaczął mnie podrywać. Co o tym myślicie? Mnie się nie chce wierzyć w to, że kolesie mogą tak postępować. A jednak.
Ma inną a ciebie nigdy nie albo po prostu nie potrafi kochać. Innej możliwości nie ma.
Kamilo przeżywam to samo co Ty....mój były też zostawił mnie prawie bez słowa...stwierdził, że coś się w nim wypaliło....nie chciał rozmawiać, spotkać się, wyjaśnić....Po prostu odszedł...mineły 2 miesiące a ja nadal nie mogę się pozbierać...nie mogę jeść, schudłam 13 kg, nie mam na nic siły, nic mi się nie chce.... Wszystko mi go przypomina, nawet droga do domu...widzę jak nią spacerowaliśmy itp.... Jest cieżko, ale jak piszą na forum...to minie....czytam je nałogowo wówczas zawsze mi lepiej....Chcę wierzyć, że będzie lepiej.....