Witam,
postaram się krótko, bo ja się już w tym wszystkim zaczynam z wolna gubić.
Otóż byłem rok z dziewczyną, pracowaliśmy razem. W lipcu mnie zostawiła, bo przestała czuć, bo stała się obojętna. Potem się wydała że to też rutyna - mogła się wedrzeć, mimo że starałem się temu zapobiegać. No ale niemal codzienne widywanie się musiało zrobić swoje. Dodatkowo czasu żeby się normalnie widywać nie było za wiele - ona szkoła co 2 weekend + pomaga dziadkom, a ja sporo pracuję weekendami - jakoś dawaliśmy radę, a ja rozumiałem że nie jestem jedynym priorytetem i starałem się wspierać. Powoli snułem plany wspólnego mieszkania przy jej aprobacie, bo koniecznie chciała się wyprowadzić z domu.
Po pierwszym szoku przyjąłem na klatę. Było kilka nieprzyjemnych rozmów ale przyjąłem do wiadomości, nie błagałem, nie prosiłem, w pracy byłem neutralny a jak mogłem w czymś pomóc, to pomagałem - taki już jestem. Miałem trochę czasu na poukładanie sobie tego w głowie jak emocje opadły i wnioski - kocham ją. Nie napalałem się jednak, w końcu podjęła taką decyzję i trzeba ją było uszanować. Zaczęła co parę dni zagadywać i pisać sms z błahostkami mniejszymi i większymi, ale to do niczego nie prowadziło. Kogoś też poznała.
Na początku zeszłego miesiąca powiedziałem jej co we mnie siedzi, to zaczęła się seria pytań o sens powrotu, bo ja jej pewnie nie wybaczę tego co zrobiła, bo kogoś tam poznała i za parę miesięcy zmienia pracę i będzie między nami parę ładnych km. Nie płaszczyłem się, zaproponowałem a że stanęło na niczym to postanowiłem się odciąć totalnie żeby w spokoju mi przeszło. Nie przyjęła tego za dobrze.
W tym momencie powinien być koniec pieśni, ale nie. Od tego momentu zaczęła pisać i zagadywać coraz częściej, czasem z czymś zupełnie niezrozumiałym, czasem z jakimś komplementem, ale starałem się na to nie reagować. Ona nie chce ode mnie obojętności, mieć normalny kontakt. Ostatnio trochę mam problemów ze zdrowiem, to a to przyniosła mi leki (nie wiem skąd wiedziała), to pisze zmartwiona, wysyła do lekarzy, żebym o siebie dbał.
Nie rozumiem tej dziewczyny kompletnie. Uważa mnie za porządnego faceta, wie że ją kocham ale nie chce się ode mnie odciąć i martwi się o mnie jak nikt inny. No i z kimś tam się spotyka, ale nie wiem co i jak.
O co jej chodzi? Bo ja już dostaję kręćka...