Miałam długo partnera, pierwszego i ostatniego w moim życiu. Na początku wszystko było piękne, poznawałam swoje i jego ciało. Praktycznie po dwóch latach wszystko zaczęło siadać, mnie niszczyły kompleksy, jak wcześniej mogłam chodzić nago przy nim cały dzień tak po czasie zaczął dawać mi do zrozumienia że jestem brzydka i w sumie nasz sex polegał na zaspokojeniu jego potrzeb. Ja stałam się oschła, dosłownie, przestało mi być dobrze, nie robiłam się "mokra", nie podniecało mnie to już jak kiedyś, zaczęłam się więcej zaspokajać sama(wiem, dno, dna). Zaczęłam udawać że dochodzę bo sprawiał mi wręcz ból. Nie jestem już z nim, zdradzał mnie, raz wybaczyłam, teraz nawet już sam o to nie prosi. Boję się, nie mam nikogo, na razie nawet nie szukam bo to dopiero miesiąc po rozstaniu a ja nie chcę niczego na siłę ale nie wiem jak będzie wyglądała sytuacja z nowym partnerem, walczę z moimi kompleksami, wciąż staram się to zmieniać. Mam jednak obawy że nie będę już mogła się kochać z przyjemnością i bez opamiętania, przez ponad trzy lata robiłam to na siłę... Przeżył może już ktoś, coś takiego, powinnam może iść z tym do seksuologa? psychologa? A może przy nowej Miłości będzie to jak mój kolejny pierwszy raz i poznam swoje ciało na nowo?
Podobne tematy
Pozwoliłaś na to, żeby to on kształtował Twoje zdanie o sobie, a wynikało to z tego, że to zdanie już na samym początku miało słabe podstawy. Nad samooceną możesz popracować sama. Technik jest sporo, więc coś dla siebie znajdziesz. Nie wychodź jednak z założenia, że nowy związek miałby naprawiać cokolwiek, bo nie taka jego rola. Tym możesz jedynie wszystko popsuć. Kształtuj sama własną samoocenę. Do tego, w pakiecie niejako, wchodzi asertywność, bo ona pozwoli Ci na odpowiednie zareagowanie gdyby jakiś Twój kolejny wybranek zaczął na Ciebie kręcić nosem. Wtedy palcem wskazującym należy pokazać najkrótszą drogę do drzwi. Podobnie asertywność przyda się, gdybyś znowu zaczęła zmuszać się do seksu i udawać, że coś Ci się podoba. Jesteś wszystkim co masz tak naprawdę, a nie dbasz o siebie w ogóle.
Jak jesteś mega gruba, to schudnij. Jak jesteś chora to się wylecz. Poza tym jak wyglądasz normalnie, czyli masz głowę, ręce, nogi, nie masz jakiś totalnych oczywistych wad, którymi obdarzyła Cię natura to jesteś piękna, tylko trafiłaś na złego chłopaka, który Cię zdołował. Dałaś się zdołować -- twoja wina, więc masz teraz problem.
TY ten problem naprawisz, bo będzie gorzej.
POznać swoje ciało? No to poznaj...
Nowy mądry chłopak pewnie by pomógł w obiektywnym spojrzeniu na siebie.
Najlepszym wyznacznikiem jest czy się obcy Panowie na Ciebie patrzą.
Jak jesteś chora to się wylecz.
Troche to śmieszne bo wiesz nie wszystko da się wyleczyć