Witam wszystkie panie ale tez panów. Interesuje mnie czy któraś z was miała podobnie i czy was to dotyczyło.
Jesteśmy z mężem 10 lat po ślubie z różnych względów nie możemy,mieć dzieci .
Na początku małżeństwa, przy każdych świętach cała rodzina dopytywała się niezbyt delikatnie kiedy bedzie dziecko.
Krępowały mnie strasznie te pytania zwłaszcza że z czasem pytania zaczęły być coraz bardziej napastliwe.
Rozumiem troskę o związek ale pytania wprost ,, może coś z tobą nie tak byłaś u lekarza?" albo gorsze
,, że też kobiety teraz to nie maja odpowiedzialności żeby wiązać świat facetowi mimo ze są takie ".
Okropnie przeżywałam to jak tesciowa namówiła swojego brata księdza żeby pogadał ze mną a nóż nie chce dzieci.
Nie rozumiem jak z troski powiedzmy mozna tak upokarzać sugerujac że to problem kobiety a nie rodziny związku.
Okropne zachowanie zauważyłam tez pracując z kobietami w różnych zakładach , że kobiety mające dzieci jakby z premedytacja wciagały mnie w rozmowe o pieluchach , ząbkach czy innych rzeczach o których właściwie przecież nic nie wiem.
Sprawiało mi to przykrośc , ból i zastanawiałam sie czy te dziewczyny nie maja choć na tyle kultury żeby zastanowić
że to boli kobietę bez dziecka. Jak było duzo pracy w zakładzie to kobiety mające dzieci miały wymówkę
że nie zostaną po godzinach, bo te nie majace przecież nie muszą się spieszyć do domu. Było to poniżające i okropne.
Teraz bedąc osoba niepełnosprawna,wiele razy jezdze do przychodni w kolejke na 5rano do 9 stac. Mimo okropnego nieraz bólu
zapisze się a jak przyjdzie pani w ciaży, to nikogo nie obchodzi czy ja dam rade doczekac. Rozumiem jak ktos widocznie żle sie czuje wytłumaczy wejdę bez kolejki bo żle się czuje wpuściłabym bez problemu,ale czasem wchodzi jakby jej sie należało i już.
Kiedyś po pół nocy na pogotowiu siedziałam z bólem a w przychodni prosiłam kobiete w ciąży zeby mnie wpuściła , miałam poty na twarzy i trzymałam sie za bok to siedzące tam panie były zbulwersowane jaka ja hamka jestem że chce wejśc takiej kobiecie w kolejkę. Poszłam do wc i tak ryczałam ze brak słów.
Może żle to rozumiem ciąża to nie choroba i jeśli ktoś jest gorzej chory można go wpuścić. Albo w autobusie ,dlaczego ja mam tłumaczyć że nie mogę stać , że nie wytrzymam podróży tylko dlatego że kobieta w ciąży musi uśiąć.
Czy spotkaliście się z czymś takim lub podobnym...?
Co o tym myślicie?