netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Poświęcenie a związek...

23 odpowiedzi4 539 wyświetleńzałożony przez nastka87, 31.01.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Poświęcenie a związek...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

1 Ostatnio edytowany przez nastka87 (2010-03-24 18:35:54)

Temat: Poświęcenie a związek...

Hej, temat oczywiście damsko-męski. Wygląda następująco, poznałam mojego chłopaka tak jakby za pośrednictwem mojej przyjaciółki,a jego kuzynki, długo nasza znajomośc rozwijała się wyłącznie na gg, bo choc on początkowo proponował spotkania ja nie miałam odwagi się zgodzic, bo jeszcze go za dobrze nie znałam, z czasem gdy zaczęłam go lubic i czekałam na jakąs propozycję, on ich więcej nie powtórzył. Rozmawialiśmy jednak tak i spotykaliśmy się w wirtualnym swiece aż uświadomiłam sobie pewnego dnia, że nie mogę przestac o nim myślec, czekam aż wróce do domu, uruchomię komputer a on napisze,śniłam o nich choc znałam go tylko ze zdjęc;/ On też coraz częsciej dawał mi wyraźne znaki, że cos do mnie czuje, musielismy rozmawiac codziennie, żeby normalnie funkcjonowac, niestety kiedy ja już bylam pewna by zaproponowac spotkanie odkryłam, że na jego profilu nk jest jakaś dziewczyna...gdy weszłam na jej profil szybko zrozumiałam, że T.nie jest wolny;/ Zapytałam go o to przy następnej rozmowie, zaprzeczył, twierdził ze jest wolny jak ptak, choc byłam pewna swego, zmusiłam się by mu uwierzyc, a po tygodniu na jego profilu pojawily się ich wspolne zdjecia z oficjalnym podpisem:( Poczułam się oszukana, zdadzona, myślałam, zabawił się mną i miał z tego radochę, przestałam z nim rozmawiac, napisalam im tylko pod zdjeciem komentarz, że życzę szczęścia i postanowiłam zapomniec. Minęło trochę czasu, czasu bez niego w moim życiu, wracałam z zajęc do domu i tak jak nigdy się nie spotkaliśmy, tak akurat tego dnia wpadłam na niego;/ Nie wiedziałam co zrobic, szedł właśnie na wykład, zapytał czy go odprowadzę, a ja głupia stwierdziłam, a co mi zależy. Rozmawialismy, było b. sympatycznie, widziałam, że on nie może oderwac ode mnie wzroku, zaproponował mi nawet zebym poszła z nim na wykład, zapaliła mi sie czerwona lampa i odparlam: "moze bym i poszla, ale nie chce zeby twoi kumple gadali, że dziewczyna w domu czeka a ty inna na wykład przyprowadziles". Posmutniał nieco, ale rozstaliśmy się pokojowo...Potem napisał znowu, nie wiedziałam co robic, uznałam ze nie mogę tego ciągnąc, ale ilekroc ja próbowałam zapomniec, on się przypominał, to sms w najmniej oczekiwanym momencie, to telefon pozną nocą do mego domu, to życzenia na świeta...Byłam zakochana, nie mijało mi to, ale byłam też zła i rozgoryczona, bo on dalej był z inna, a uwodził mnie... Trwały te podchody jakies 8 miesiecy, ostatecznie napisałam do niego list w ktorym wyjasnilam jak bardzo mnie zranil, ze mi na nim zalezalo a on mnie tak potaktował, i prosiłam zeby się zdecydowal na cos, bo swoim obecnym zachowaniem nie jest fair ani w stosunku do mnie ani do tamtej dziewczyny. Znowu nastał czas ciszy... Gdy odezwał się następnym razem był już wolny, rozstał się z tamtą dziewczyną i chciał wszystko między nami naprawic, powiedzial , że zrobi wszystko, żebym była z nim szczęśliwa, znowu dałam się przekonac i zostaliśmy parą. Przez pierwsze parę miesięcy było cudownie, szalałam za nim, on za mną, nie wyobrażałam sobie, że można byc bardziej zakochanym i szczęsliwym...Niestety idylla nie trwa wiecznie:( Szybko się okazało, że T. jest bardzo zazdrosny, kazał mi zerwac kontakty z kumpali, wybierac miedzy nim a nimi, to było dla mnie b.trudne, wielokrotnie próbowałam go przekonac, że moi przyjaciele też są dla mnie ważni, bo znam ich od paru lat i nie raz mi pomagali, gdy jego jeszcze w moim życiu nie było, nic to jednak nie pomagało, twierdził, że są to jego potencjalni rywale i mam z nimi zerwac kontakt albo on odejdzie, sporo było kłotni w tym temacie ale ostatecznie nie mogłam bez niego życ i ograniczałam znacznie te kontakty z innymi. To jednak nie był koniec, wciąż chciał żebym go zapewniała ze go kocham, chciał o tym słuchac i czytac w smsach kilka razy dziennie, a ja jestem osobą introwertyczna, dla mnie to słowo powtarzane tak czesto traci na swej watrosci, tego też nie rozumiał, wiec staralam się jak mogłam wyznawac mu to na rozne sposoby w miare jak najczescie, wciąż jednak było mu mało:( Twierdził, ze mi ufa, ale mial hasla do mojego gg i pofilu na nk, sprawdzał achiwa regularnie, przegladal moje skrzynki w komórkach, a gdy tylko sie okazalo ze z kims wymienilam za duzo smsow to wszczynal awanure, jakobym jemu az tyle czasu i uwagi nie poswiecala. Mial pretensje, gdy kiedy napisal do mnie, musial czekac na odpowiedz pare minut ( a wiadomo, że sa miejsca gdzie czlowiek z kom. nie chodzi lub nie zawsze moze od razu odpisac)...Kłotnie były coraz częstsze, moje szczęśnie straciło na sile, zaczęlo mi brakowac kontaktow z innymi ludzmi, on nawet nie chcial poznac moich znajomych a gdy chcial poznac moje przyjaciolki ale nie udawalo sie zorganizowac z roznych przyczyn spotkania obwinial tym mnie...Nie miałam już siły, coraz częsciej się na niego obrazałam, też chciałam zawalczyc o swoje, ale zawsze konczylo sie powrotem do jego zasad. Wciąż miałam wypominane, że po studiach planował wrócic do domu, a to na drugim krancu polski, ale zostal tu dla mnie i dla mnie porzucil dom rodzinny;/ niedawno zaczal mi wypominac ze jego była dziewczyna( z ktora wyobrazcie sobie mieszka w jednym mieszkaniu,ale oczywiscie w osobnych pokojach, bo jakos  tak wyszlo;/) była lepsza, ze poswiecala mu wiecej czasu i uwagi i ze gdyby nie to ze dla mnie z nia zerwal i zerwal praktycznie kontakt to atmosfera na jego mieszkaniu bylaby lepsza. Ostatecznie nie wytrzymałam, zerwałam z nim, chciał wrócic, błagał zebym i ja wrocila ale tym razem nie chce juz wracac do tej zlotej klatki, chce normalnego zycia, stabilnego zwiazku i zaufania, nie chce ciagle byc za wszystko obwiniana ani miec wypominane ile to on dla mnie poswiecil a jak to ja dla niego nie potrafie zrezygnowac z niczego. Kocham go, ale juz nie moge tego zniesc. Czy mam o nim zapomniec?? Czy jednak probowac to ratowac?

2

Odp: Poświęcenie a związek...

Uważam, ze bardzo dobrze postąpiłaś, ten chłopak cierpi na chorobliwą zazdrość, a to nie wyszło by ci najlepiej, w każdym związku potrzebna jest ona ale tylko odrobinę, żeby człowiek czuł, że jest kochany.  Pomimo, ze go kochasz nie powinnaś mu ulegać, skoro on nie potrafi uszanować ciebie, twojego życia. Sama piszesz, że ten związek nie dawał ci tego czego oczekiwałeś i nie sądzę, żeby przyniósł ci coś dobrego. Człowiek dopiero docenia to co stracił, może i on się ocknie  i pozwoli ci żyć

3

Odp: Poświęcenie a związek...

To naprawde trudna sytuacja ale jak to mowia z kazdej sytuacji jest jakies wyjscie .
pol kwiata tego swiata , nie on jeden na swiecie mozna by bylo rzec. Napewno brakuje jemu Twojej osoby kochal Cie ale ta zazdrosc'/no wlasnie troche a nawet bardzo zniszczyla Twoj zwiazek . nadszarpnal wielce Twojego zaufania czepiajac sie i ograniczajac swobode. a jak wiadomo raz nadszarpniete zaufanie bardzo trudno odbudowac;/ masz 2 wyjscia wrocic do niego i dac mu warunek nie czepiasz sie nie jestes zazdrosny i obdarzasz mnie zaufaniem dajesz mi normalnie zyc ale to takie wiesz bardzo trudne by bylo dla niego jak sie domyslam trudno jes t sie zmienic dla kogos ale to jest mozliwe.  napisalam to by dac mu szanse bo jednak cos do siebie jeszcze czujecie ta milosc jeszcze nie wygasla .... a moze to tylko przyzwyczajenie?
a to drugie wyjscie? zapomniec zyc od nowa ... CZas leczy rany potrzeba go wiele by zapomniec ale da sie. Pozostana wspomnienia te dobre i te zle ale mysle ze jestes wartosciowa dziewczyna i dobrze ze w pore zareagowalas tym ze zerwalas to byl taki zimny prysznic dla Was obojgu. Jesli nie dasz temu zwiazkowi szansy kolejnej   poznasz kogos kto zaakceptuje Twoje zycie Ciebie takimi jakimi sa zaczniesz zycie od nowa i staniesz sie szczesliwa spokojna ... wypisz sobie zalety i wady za tym by wrocic czy tez nie przewaga niech zadecyduje

4

Odp: Poświęcenie a związek...

Ja również jestem zdania, że raczej by nic z tego nie wyszło. Zazdrośnikami są najczęściej Ci, którzy mają cos na sumieniu i się boją...
Głowa do góry, wszystko jeszcze przed tobą smile

5

Odp: Poświęcenie a związek...

Daj sobie z nim spokój ,zapomnij ,Zazdrość jest objawem miłości ale nie taka!!!!!!! Bo to zazdrość zaborcza.
Nie ma w tym chłopaku ani kszty zaufania do ciebie, chciał byś zerwała swoje przyjaźnie , no to już chyba przesadził.
Nie ma czego naprawiać ,o taki człowiek sie nie zmieni .Poprostu .Albo będzie udawać,że sie zmienił,ale po cichu będzie taki sam.
A ty napewno znajdziesz tego odpowiedniego dla siebie smile
Pozdrawiam

6

Odp: Poświęcenie a związek...
Karina2005 napisał/a:

Ja również jestem zdania, że raczej by nic z tego nie wyszło. Zazdrośnikami są najczęściej Ci, którzy mają cos na sumieniu i się boją...
Głowa do góry, wszystko jeszcze przed tobą smile

Zgadzam sie w zupełności:)

7

Odp: Poświęcenie a związek...

a może pisałaś do tych swych kumpli w jakis specyficzny sposób, np buziaki czy coś takiego? lub gdy jemu mówiłaś np że jesteś zajeta lub coś a tak na prawdę to miałaś kontak z kolegami? może o to miał "ból" i bał się że cię straci? może widział jak mówisz o swych kolegach itp? zazdrośc nie bierze się z nikąd

8

Odp: Poświęcenie a związek...

Dobrze zrobiłaś... Postąpiłabym tak samo na Twoim miejscu. Ludzie się nie zmieniają. Przede wszystkim Ty masz się czuć dobrze w związku, masz mieć oparcie w partnerze, jego zaufanie i przyjaźń. Bez tego związek nie ma sensu.

9 Ostatnio edytowany przez Agatka (2010-04-29 09:09:19)

Odp: Poświęcenie a związek...

Długo nie odpowiadałam nic, bo myślałam o wszystkim i różne rzeczy miały między nami miejsce, kolejne kłotnie, kolejne próby zejścia się i kolejne rozstania. Dałam mu już sama nie wiem którą "NOWĄ" szansę, miał się poprawiac, płakał, że nie chce mnie stracic, że tylko ze mną pragnie i może byc, że nikt inny nie może zając mojego miejca i nie wyobraża sobie życia beze mnie...wrócił...oczywiście przez kilka pierwszych tygodni było znów cudownie, był wesoły, spontaniczny, ciepły, przestał się awanturowac o sporadyczne smsy do kolegów, aczkolwiek zastrzegłam mu, że na spotkania w kameralnym gronie znajomych z udziałem moich kolegów płci męskiej uczęszczac nie będę, chyba że on będzie ze mną i miał ich "na oku". Uznałam to jeszcze za warunek do przyjęcia, nie było już o to awantur a i z koleżankami nieco częsciej zaczęłam się spotykac na ploteczki. Niestety z biegiem czasu zaczął nasilac się inny problem...Pozwoliłam mu wprowadzic się do mojego mieszkania, ale ponieważ ja studiuję jeszcze a on teoretycznie powinien juz pracowac( niestety bezoowocnie poszukuje pracy), jego nadmiar wolnego czasu sprawił, że sprowadził mnie do wyobrażenia swojej żony- tj.kochanki, kucharki i służącej w jednym;/ Nie pisałam się na takie życie, za młoda jestem żeby się już pakowac w rolę ułożonej i zorganizowanej pani domu, poza tym zanim się wprowadzał rozmawialiśmy o tym, ze ja studiuję, nie bede miala czasu zeby codziennie wstawac robic mu sniadanka i gotowac obiadki, by koło niego biegac i się nim zajmowac, wciąż zyję i póki co uważam, że nie ma w tym nic złego, że chcę prowadzic studencki tryb życia, zajęcia, szybkie śniadanie, jakieś szybkie danie do przekąszenia byleby nie byc głodnym.  Naturalnie, nie jestem na tyle beznadziajna, by nie robic kompletnie nic, bo gdy mam wolną chwilę zabieram się za robienie porządnego, dwudaniowego domowego obiadu, by chłopakowi smakowało i był zadowolony. Jego podejscie i wizja mnie nie podobała mi się gdy mi ją zarysował brutalnie podczas jednej z kłotni, wiec wytlumaczylam mu to i poprosilam o wyrozumialosc, ze nie jestesmy jeszcze malzenstwem i ze wciaz mam studia. Zrozumiał, przeprosił, wręcz uznał, że póki siedzi w domu i nie znajdzie pracy to on pobawi się w kuchni i bedzie czekał z obiadkiem gdy wróce z zajec. To jednak też szybko przestało byc fajne, gdy zbliżał się weekend lub miałam na późniejszą godzine, chciałam skorzystac i dluzej pospac tj. tak do 9-9.30, on był przyzwyczajony wstawac wczesniej, tak ze od 7.30 byl juz niekiedy na nogach, budzil mnie zebym wstawala robic z nim sniadanie, gdy ja prosilam o jeszcze godzinkę snu mowil ze w takim razie zrobi sniadanie i przyniesie do lozka, albo byłam wtedy zmuszona wstac bo nie lubie miec okruchow w lozku albo gdy udalo mi sie go ublagac zeby jeszcze sie ze mna na chwile polozyl, to potem robil mi wyrzuty, że ja tylko spię i a i tak jestem wiecznie zmeczona;/ Obiady robil, oczywiscie nie codziennie ale były, z tym ze wygladało to tak, że poniewaz ma on bardzo o niego dbajaca mamusie, w zwiazku z tym cala moja zamrazarka wypelniona byla jego mrozonymi pierogami, miesami, golabkami, robienie przez niego obiadu polegalo wiec w duzej mierze na odgrzaniu wybranego na dany dzien dania oraz dorobieniu jakiegos sosu, najczesciej z torebki. Wszystko byłoby ok, dogadywalismy się, nikomu nie przeszkadzały pierogi jedzone 3-4dni pod rzad lub na zmiane z golabkami jak i parowki co drugi dzien na sniadanie...Ale, nie było zawsze kolorowo, pojawiały się jakies drobiazki, co do których on lub ja miałam zastrzezenia, drobiazki zamienialy sie w fochy a fochy szybko przeradzaly sie w kłótie i wtedy zaczynało się piekło, nagle zupełnie bez przyczyny musiałam wysłuchac o sobie, że jestem leniwa, ze nie umiem nic zrobic, ze nie dbam o nic a najbardziej o niego, ze tylko on gotuje, ja nic nie robie, niczym sie nie zajmuje, najlepiej mi wychodzi spanie, ze jestem idiotka, kretynka, po********* psychopatka, ze na cokolwiek on nie zwroci mi uwagi mnie opuszcza humor i przestaje sie odzywac, ze nie staram sie o budowanie tego związku, padaly porównania do dziewczyn jego kolegow, w kontekscie jakie one idealne a jaka ja beznadziejna, czesto gdy ja milczałam bo te slowa tak mnie bolaly ze wolalam nie zabierac glosu, on rzucal mnie na lozko, mocno trzymal za rece albo szarpal i kazal sie odzywac, rozmawiac z nim, wyzywal od najgorszych, na zmiane znowu szarpał, szamotał, wielokrotnie robil to tak mocno, że zadawał niemiłosierny bół, gdy prosiłam zeby puscił on się smiał i mówił, żebym nie robila z siebie ofiary i nie udawala, ze boli...gdy nie wytrzymywałam kazałam mu się spakowac i wynosic z mojego mieszkania i mojego zycia, powiedziałam ze za mało istotnie przewinienia nie pozwolę się tak traktowac, że nie bede budowac związku z takim tyranem, który wobec dziewczyny stosuje przemoc zeby ja przekonac do posłuszenstwa. Nagle coś go tchnęło, zaczął płakac, przepraszac, tłumaczyc, że nie doszloby do tego gdybym ja się tak szybko nie obrażała, gdy zwraca mi uwagę. Ja z kolei broniłam się, że gdyby on tak regularnie nie zwracał mi uwagi na to, jaka jestem zła i nieudolna to nie miałabym powodow zeby czuc się urażoną i się nie odzywac. Pozawałam się przepraszac, powiedziałam sobie, że postaram się wziąc nieco nowych przepisow od mojej mamy i wprowadzic je do menu, poszerzyc nieco moje umiejetnosci kulinarne, gdy będzie na to czas. Tak też się stało, chodzilismy razem na zakupy, ja robila liste, planowalismy co ugotuje, a po powrocie on pomagał mi przyrządzac posilek, nie było to codziennie, bo podkreślam nie zawsze był czas no i jako studentka nie miałam na tyle bogatych funfuszy zeby sobie codziennie na sute obiady pozwalac, chcialam jednak by mial choc namiastkę domowej kuchni i byl zadowolony. Zawsze zachwalał, to co ugotowała, cieszyl sie, ze ma taka zdolną dziewczyne i zapowiadał, że wszystkim sie bedzie chwalil, ale to bylo czcze gadanie, bo gdy cos go tylko ugryzlo, zupelnie niekiedy bez powodu znowu zaczęły się dziwne wyrzuty, agresja i ta przemoc;/ Przekleństwa, krzyki, nie wiedzialam czasami za co tym razem obrywam, bo na podlodze sa okruszki ( a sam siedzial caly dzien w domu, bo ciagle szuka bezowocnie pracy a za nic sie nie zabral, gdy sie natomiast nie daj Bóg juz zabral to potem mi wyrzucal, ze tylko on sie domem zajmuje) to samo bylo z jego sniadankami, nie chcialam by mi cokolwiek przyrzadzal, ale on sie upieral ze mi udowodni jak mnie kocha, tyle ze ja wiedzialam ze jak pozwole zrobic sobie sniadanie to on nie omieszka mi wypomniec ze jestem leniwa, bezuzyteczna i niegospodarna. Ciągle słuchałam wyzwisk, robił mi coraz czesciej przykrosci i nic mu nigdy nie pasowalo, cokolwiek bym nie zrobila. Co robilam dobrze, by mu dogodzic, nie zauwazal lub w czasie klotni tego nie uwzglednial, zapominal. Siła stała się jego główną bronia, wczoraj kazałam mu się spakowac po raz kolejny i wynosic ostatecznie z mojego zycia, smiał się ze jeszcze zatesknie, ze i tak do niego napisze, bo sama sobie w zyciu nie poradze.
Dodam jeszcze ze jakis czas temu miałam operację-resekcja guzka(szczesciem niezlosliwy), rana leczyla sie dosc dlugo, wtedy ON byl mily, spokojny, ale gdy tylko w miare zrobiło się bezpiecznie, znow podczas jakiejs klotni zaczal sie ze mna szamotac, byl agresywny, jedno miejsce po szwie peklo i wymagalo dodatkowego czasu na zagojenie sie;/ Wie dobrze, ze w zwiazku z dosc rozwinieta w mojej rodzinie historią choroby, ciagle stresy, hustawski nastrojów, rozstroje emocjonalne wpływają niekorzystnie na moje zdrowie i mogą przyczynic się do rozwoju choroby.
Rozpisałam się znów, tym razem chyba bardziej chaotycznie. Piszę, bo podjęłam decyzję, że nie chce już z nim byc, dawac kolenej szansy, szykowac się na kolejny powrót, chce to skonczyc raz na zawsze i potrzebuje byście mnie wsparly w tej decyzji, wyraziły szczerze, czy lub lepiej ze dobrze robie uciekając od niego, pomóżcie mi jakoś wytrzymac w tym postanowieniu wykreślenia go z mojego życia... Dziękuję:)

Bardzo proszę o nie użwyanie wulgaryzmów - moderatorka Agatka

10

Odp: Poświęcenie a związek...

nastka, on już się nie zmieni. Dawałaś mu tyle szans i nic. Zostaw go. Przez niego tylko cierpisz i dajesz się poniewierać.

11

Odp: Poświęcenie a związek...

Nie wracaj do niego choćbyś umierała z tęsknoty. Wiesz co on by z Tobą robił jakbyś była już jego żoną?... masakra...  Nie wierz już w jego ŻADNE słowa i obietnice, bo On już taki jest i się NIGDY nie zmieni. Trzymaj się!

12

Odp: Poświęcenie a związek...

Nastka,
bardzo przykre jest to co musiałaś przejść w tym związku.
Wobec tego, że destrukcyjne zachowania Twojego chłopaka się notorycznie powtarzały, rzeczywiście nie ma sensu tego dalej ciągnąć, choć serce nie raz i nie dwa będzie mówiło co innego.
Związek dwojga ludzi musi być oparty na zaufaniu, miłości, tolerancji i wzajemnym wsparciu.
Musi być oazą bezpieczeństwa, takim azylem.

Nie ma w nim miejsca na ciągłe kłótnie o byle co, a już tym bardziej na przemoc. Tej nic nie usprawiedliwia.Absolutnie nic.

Czeka Cię trudny czas poradzenia sobie z rozstaniem, ale sama zobaczysz to za kilka miesięcy z zupełnie innej perspektywy.

Zaglądaj tu tak często jak będziesz miała czas i ochotę. Pozwoli Ci to przetrwać ten trudny dla Ciebie okres.
Spotykaj się też ze swoimi przyjaciółkami i rodzinką. Ich wsparcie i możliwość wygadania się jest bardzo ważne i naprawdę pomaga.

Wierzę w to, że dasz radę. Trzymaj się dzielnie !

13

Odp: Poświęcenie a związek...

Z tego co czytam widzę że świetna z Ciebie dziewczyna, i że potrafisz sobie poradzić ze wszystkim, pogodzić studia, obowiązki domowe. Myślę, że on jest dla Ciebie zbyt dużym obciążeniem, i hamulcem do spelniania jakich Twoich nawet malych marzen...
Wykaż się odwagą, silą, i nie daj się tak traktować, nie zaslużylas na to...

14

Odp: Poświęcenie a związek...

Nastka, ilekroć przyjdzie Ci do głowy pomysł, żeby dać mu kolejną szansę, to przypomnij sobie co do Ciebie mówił i jak Cię szarpał, to samo sobie przypominaj, gdy będzie Cię zżerała tęsknota.

Trzymaj się dziewczyno, powodzenia.

15

Odp: Poświęcenie a związek...

Przebrnęłam przez Twoje opowieści i stwierdzam, że dobrze postąpiłaś wyrzucając go ze swego życia. Postaraj się jednak, by znowu nie powtórzyła się ta sytuacja z powrotem do Niego... wg mnie On się nie zmieni. Przy Nim jesteś stłumiona, to On rządzi Twoim życiem, manipuluje Tobą jak marionetką, nie szanuje. Obużyłam się, kiedy napisałaś, że jest taki zazdrosny, zakazuje wszelkich kontaktów z kolegami a sam mieszkał z byłą hmm wg mnie nie był fair wobec Ciebie i dlatego tak Cię pilnował. Szkoda Twojego zdrowia i czasu na Niego. Wiem, że miłości nie da się ot tak wymazać, jednak pomyśl co będzie lepsze dla Ciebie, męka z Nim czy spokój. Zwłaszcza przy Twjej tendencji do choroby, masz studia na głowie, jesteś jeszcze młoda i masz czas na bycie matką, żoną i kochanką. Wiem jak boli, kiedy ktoś nie docenia tego co robisz, jak sprzątasz, gotujesz, widzi tylko to czego NIE  robisz. Nie warto, zwłaszcza, że pozwolił sobie nawet na bądź co bądź przemoc, szrpał Cię, rzucał na łóżko, krzyczał. Życzę Ci abyś sobie ułożyła życie na nowo...

16 Ostatnio edytowany przez nastka87 (2010-04-29 11:46:50)

Odp: Poświęcenie a związek...

Dzięki Wam wszystkim za rady i wsparcie:)
Dobrze wiem, jak powinien wyglądac normalny, zdrowy związek i wielokrotnie o taki walczyłam, ale nigdy nie byłam w tym dośc dobra, by on to szczerze docenił:( To boli, bardzo boli, bo w chwilach, w których między nami było dobrze, był chłopakiem jak marzenie, takim przy którym chce się spędzic resztę życia bez wątpliwości, że po latach to się zmieni...niestety ten stan nie trwał wiecznie, wszystko było zbyt rozchwiane, niestabilne, pozbawiało z każdym dniem pewnosci, że jeśli dotrzemy przed ołtarz i padnie słowo TAK, to moje życie nie straci resztki złudzeń na szczęście i bezpieczeństwo. Najgorzej będzie mi teraz wytrzymac w samotności, puste mieszkanie, cisza, nie ma się do kogo odezwac. Chętnie bym się zajęła swoim życiem i zaczęła częsciej umawiac z przyjaciółmi, ale uświadomiłam sobie, że czas który totalnie poświęcałam swojemu bylemu, moi znajomi wykorzystali na ułożenie sobie własnego życia i własnych związków(i nie mogę miec o to pretensji, wręcz cieszę się, tylko teraz to oni mają mniej czasu dla mnie) ... Za błędy w życiu zawsze się płaci, to nieuniknione...

17

Odp: Poświęcenie a związek...

Oj to fakt. Zajmij się czymś, może znajdź jakieś hobby, zajęcia po południu? Czas pokaże jak to będzie, ale powinno być lepiej jeśli w to uwierzysz i znajdziesz siłę, aby już do Niego nie wrócić. On jest jak wampir energetyczny, który wyssał z Ciebie wszystkie siły. Jednak zawsze po burzy wychodzi słońce smile co do znajomych, to zapewne mają Ci za złe, to że ich odstawiłaś na bok, ale myślę, że to kwestia czasu smile

18

Odp: Poświęcenie a związek...

Problem powraca...pisałam Wam, że rozstałam się z chłopakiem i nie chcę już do niego wracac, że muszę coś wymyślic, by się nie skłonic do powrotu...niestety nie minąl tydzien, każde z nas na weekend  majowy pojechało do siebie do domów a ja zaczęłam do niego pisac, najpierw z wyrzutami,że uczynił mi nie mała krzywde, chciałam by i on choc raz poczuł jaką bolą słowa które ja od niego słyszałam tak często, nie odpisywał, potem w narastającej wściekłosci ( nie wiem sama co chciałam osiągnąc) zaczęłam pisac, że tak zapewniał o swej miłosci, o tym,że mu zależy a teraz nawet nie walczy, nie stara się, nie robi po prostu nic, rozstaliśmy się a jemu wygląda na to ta sytuacja odpowiada;/ Odpisał, że jeśli mamy to zbudowac to ja mam się zmienic i dopiero jak się zmienię to mogę do niego wrocic i zaczniemy to razem naprawiac, że dopiero jak ja się zmienie, to on też spróbuje nad sobą popracowac. Odparłam, że póki on nie poczuwa się do żadnej winy ani nie uważa ze powinien coś w sobie faktycznie zmienic i nad pewnymi rzeczami panowac ( rzeczami jak wulgaryzmy, ataki agresji i przemocy, których w zwiazku dwojga kochajacych się ludzi nie powinno w ogóle byc), to ja nie zaryzykuję po raz kolejny, bo zbyt wiele razy zawiodłam się na jego słowach i obietnicach...odparł, że albo ja się zmienię albo on w to nie wchodzi;/ Takim o to sposobem to ja po raz kolejny się poniżyłam i pisałam do niego, probując sprowokowac jakies działanie a dostałam jedynie w twarz i czuję się jeszcze gorzej niż wcześniej, bo jakby dotarło do mnie, że jemu nigdy na mnie tak naprawdę nie zależało:( Nie wiem co mam zrobic, nie mogę sobie poradzic z samą sobą, utraciłam pewnosc siebie i nie umiem jej odzyskac, zostałam sama...

19

Odp: Poświęcenie a związek...

Oj, ja wiem, że nawet po zakończonej burzy ma się ochote jeszcze komuś dokopac tak, żeby zaczął przepraszac na kolanach. Ale to do niczego dobrego nie prowadzi, mało tego- powoduje że osoba, której chcesz się pozbyc ze swojego życia zmusza Ciebie do okazania skruchy. I tak w kółko.

Napisałaś do niego i co zyskałaś? To, że on próbuje zrobic z siebie ofiarę, postara się zmienic, jeśli Ty zrobisz to samo ze sobą. Bzdura. Wykasuj jego numer, odetnij się, a dopiero wtedy pokażesz mu, że świetnie radzisz. Już sam fakt, że nie ma do Ciebie szacunku powinno go przekreślic. Gdyby kochał, nie byłby dla Ciebie agresywny.

20 Ostatnio edytowany przez nastka87 (2010-05-06 12:42:05)

Odp: Poświęcenie a związek...

Pomóżcie raz jeszcze, wiem co mój były nagadal o mnie w domu, jak mnie widzą jego rodzice i siostra...wiem też, że to co myśla to nieprawda, bo on nie przyznał się przed nimi do tego jak mnie traktował i że stosował przemoc...polubiłam jego rodzinę, przykro mi jest, że mają teraz o mnie takie złe zdanie...myślicie, że choc przed jego siostrą powinnam się wytlumaczyc, przeprosic za to całe zamieszanie jakie wprowadziłam i wyjasnic dlaczego tak często uciekałam od jej brata, skąd te kótnie itp?? Jego siostra zawsze kibicowała nam, żebyśmy się pogodzili...Pomóżcie, czy to nie będzie głupie, jeśli do niej ostatni raz napisze?

21

Odp: Poświęcenie a związek...

Najważniejsze, że Ty masz czyste sumienie. Nie musisz się nikomu tłumaczyć na siłę. Chyba, że na neutralnym gruncie ( bez nachodzenia jego siostry w domu itp.) o ile będzie chciała rozmawiać.

22

Odp: Poświęcenie a związek...

Tzn. raczej myslalam zeby zostawic jej wiamosc nie wiem na komunikatorze lub facebooku, albo napisac dluzszego smsa;/ przeprosic i wyjasnic...sama nie wiem:( Czy się w ten sposob nie upokoze...moze lepiej nic nie pisac...i pozwolic by cala wina spadla na mnie, by mysleli ze ze zwyczajnego wyrachowania i poczucia wyzszosci bawilam sie ich kochanym synkiem i bratem a kiedy mi sie znudzil to uciekalam;/

23

Odp: Poświęcenie a związek...

Pozwolę sobie wtrącić się jeśli nie masz nic przeciwko. Myślisz, że coś osiągniesz swoimi tłumaczeniami? Nie wiesz co on powiedział swojej rodzinie, jaką wersję przedstawił. Postaw się na ich miejscu. Uwierzysz własnemu synowi/bratu czy obcej w gruncie rzeczy dziewczynie? Myślę, że nie masz sobie nic do zarzucenia, więc nie potrzebujesz ich zrozumienia. Patrz do przodu a nie wstecz.

Pozdrawiam serdecznie

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Poświęcenie a związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026