Rozstanie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

Temat: Rozstanie

Cześć wszystkim.
Chciałbym zwyczajnie wylać wszystko co siedzi w mojej głowie, bo nie mam z kim porozmawiać. Szkolni znajomi się rozeszli, innych znajomych nie mam bo nie pozwalał mi na to toksyczny związek. Chciałbym też poznać wasze zdanie na ten temat, czy dobrze postąpiłem.
Mam 23 lata, dziewczyna 19 lat. Byliśmy razem ponad 4 lata (tak, 4 lata...), pierwszy związek, pierwsza miłość. Ja pracuję, ona się uczy, nie mieszkaliśmy razem. Rozstałem się z nią wczoraj i chcę w tym trwać jak najdłużej. Zbierało się to we mnie, ale nie miałem jaj żeby to zrobić.
Z początku było świetnie jak w każdym związku. Otworzyła się przede mną, ja przed nią. Spędzaliśmy każdą wolną chwilę, widywaliśmy się z czasem niemal codziennie, ona potrzebowała stałego kontaktu (smsy, fb), inaczej było źle, były fochy. Z czasem przyszły z jej strony obietnice wymuszane na mnie płaczem, próbami samobójczymi - będziemy razem na zawsze, razem założymy rodzinę, zabiorę ją z jej domu. W domu wychowywała ją matka z ojczymem (którego nienawidzi, nie rozmawia z nim) oraz babcia. Jej matka trzyma mocno pod pantoflem swojego partnera, ogółem czuć było toksyczność w jej domu. Ona również była wobec matki i babci toksyczna - ciągłe kłótnie, ciągle jej było źle, wydaje mi się że pragnęła miłości takiej jakiej nigdy nie zaznała, o czym mi mówiła. Latałem do niej zawsze, oddałem wręcz całego siebie żeby było jej najlepiej - nie poszedłem na studia, nie wyjechałem i tu był błąd. Z czasem zaczęła mi wchodzić na głowę, głupie akcje, głupie fochy, kłótnie o pierdoły i zawsze, ale to zawsze wina była po mojej stronie chociaż wiem, że to ona zawiniła. No nic, przepraszałem z podkulonym ogonem żeby mieć spokój.
Przyznam też że lekko wyprała mi mózg. Przestałem tak jakby odczuwać uczucia, stałem się oschły, wszystko mi było obojętne czy to śmierć bliskiej osoby czy też jej płacz. Z tym wszystkim oczywiście byłem sam, bo jak mi było smutno to zaraz były podjazdy - czemu znowu się tak zachowujesz, mam tego dość. Nigdy nie zainteresowała się głębiej przyczyną moich zachowań, dla niej było wszystko w porządku.
Z czasem zacząłem przez nią zwyczajnie beczeć. Moje poczucie własnej wartości spadło do poziomu 0. Zastanawiałem się co jest ze mną nie tak, czemu jest cały czas źle skoro się staram, zabieram ją tu i tam. Owszem, ten związek dostarczył mi również radości, ale to się zaraz tłumiło jak pannie zaczynało odwalać. Te chore akcje zazdrości, że nie mogę pisać z dziewczynami, że jak wyjdę ze znajomymi to walnie focha, że nie poświęcam jej dużo czasu, że jak spojrzę się na inną to jestem dupkiem, bo w innych związkach tak nie robią. Przestałem być facetem, a stałem się potulnym misiem. Zaczęła mnie nudzić - nie miała żadnych zainteresowań, żadnych lepszych perspektyw (oczywiście cały czas napominała coś o ślubie, mieszkaniu razem, ale podchodziłem do tego z dystansem), spotkania to często było przesiadywanie przed TV, nie mieliśmy tematów do rozmów, jej wystarczyło że siedziała wtulona we mnie i patrzeliśmy w sufit. Da fuq? Owszem były wyjazdy kilkudniowe czy to nad morze ale zawsze, ale to zawsze przed była kłótnia, w trakcie wyjazdu była kłótnia, dostawałem pierdolca. O byle co, o to że na zakupach wziąłem sobie to co będę ja jeść, o to że nie mam ochoty jeść akurat na mieście to panna też oczywiście nic nie jadła, głodowała.
Co jeszcze... Ogółem typ urody dla mnie 10/10, inni się za nią oglądają. Ponadto zero ograniczeń w seksie - spełniała każdą moją zachciankę, zawsze była gotowa, nigdy nie bolała ją głowa, potrafiliśmy to robić codziennie, dwa razy dziennie. To była jej broń jak zawsze chciałem odejść, jak było źle. Przyznam że brnąłem w tym, dawałem się na to łapać.
Niezdara - nie potrafiła iść sama zareklamować np. butów, wolała je wyrzucić albo żebym to ja poszedł. Nie potrafiła zamówić przez telefon jedzenia - naciskała żebym ja to zrobił i siedziała naburmuszona i czekała aż ja to zrobię. Powiedziałem że zachowuje się jak dziecko, niech sama zadzwoni sobie po jedzenie. Siedziała głodna z fochem.
Dziecinna - zachowywała się często dziecinne i sama traktowała mnie jak dziecko. Podchodziła do mnie często jak do dziecka, dosłownie, jak do bobasa - gadanie, głaskanie, itd. To co matka robi z dzieckiem.
Często chciała zapewnień że ją kocham (osobiście wolałem to okazywać tym co robię, ale to nigdy nie dobrze rokowało, ale oczywiście od czasu do czasu powtarzałem jej to). Ma bardzo niską samoocenę - uważa że jest gruba, brzydka, głupia (nigdy tak nie uważałem) ciągle chciałaby być komplementowana. Z początku fajnie, z czasem zaczęło mnie to denerwować.
Częste zmiany nastroju - z początku na przestrzeni tygodni, ostatnimi czasy na przestrzeni kilkunastu minut. Z naburmuszonej w ciągu kilku minut stawała się niezwykle miła i tak w kółko - mózg wyprany.
Przez ostatni czas spotkania zaczęły mnie męczyć (w sumie męczyły mnie od dłuższego czasu, ale powtarzałem sobie że będzie dobrze bo czekałem z nadzieją na cudowne chwile, jak będzie miła), nie byłem nawet skory się spotykać. Jak już przychodziło do tego to zauważyłem że momentalnie z wesołego człowieka zamieniałem się we wrak - jej osoba zaczęła tak na mnie działać. Nawet libido mi spadało do 0 przy niej, przez myśli co ona ze mną zrobiła, przez przeszłość, przez jej wszystkie jazdy, próby samobójcze. Blokowałem wszystkie myśli, uważałem na to co mówię żeby nie było zaraz źle.
Ona jest naprawdę ideałem jak jest dobrze, ale przeżywałem z nią istny rollercoaster nastrojów. Wyciągnąłem taki wniosek, że ona nie może trwać w spokojnym związku - potrzebuje kłótni (z czasem coraz częstszych, o byle co), żebym na nią nakrzyczał, wywalił ją z domu, zwyczajnie się na nią wkurw*ł. To nic, ona jest po tym miła na jakiś czas, naprawdę. Potrzebuje pieprzonej adrenaliny, ja niestety tak nie potrafię i nie wyobrażam sobie być z taką osobą dłużej.
Napiszę jeszcze jak wyglądało wczorajsze rozstanie.
Wpadła do mnie z niespodzianką na dzień chłopaka (w piątek się nie widzieliśmy) - dostałem słodycze. W domu byłem oschły. Zrobiliśmy pizzę (oczywiście były zgrzyty w sklepie o głupi ser, szynkę, ona zaczynała) a w międzyczasie powiedziałem jej że musimy porozmawiać szczerze. Apetyt jej przeszedł, nie chciała jeść - ja zjadłem, mówiła że chyba wie o co chodzi. Wtuliła się we mnie, leżała mi na nodze. Było wczesne popołudnie, powiedziałem że pojedziemy do niej i porozmawiamy. Przeczuwała że jest coś nie tak, mówiła żebym teraz powiedział a ona wróci do domu. Auta nie miałem dostępnego przez najbliższe 30 minut. W tym czasie napomniała o drugiej niespodziance - miałem zamknąć oczy (w myślach okej, co mi szkodzi). Zamknęła drzwi i przebrała się w zajebiście seksowną bieliznę (broń, pisałem o tym wcześniej). Stanęła przede mną, chciała się zbliżyć, usiąść na mnie - ja grobowa mina (chociaż przez myśl wiadomo co przechodziło, ale byłem twardy). Powiedziałem żeby się przebrała z powrotem - zrobiła to. Po kilkunastu minutach pojechaliśmy do niej, nie odzywaliśmy się do siebie. Zacząłem - powiedziałem że nie widzę z nią przyszłości, że obiecała tyle razy że się zmieni (zaprzeczała i mówiła że przecież się zmieniła), ale nic z tego. Nie byłem wylewny - nie mówiłem że jest toksyczna, że zniszczyła mi psychę, itd. Byłem stanowczy, małomówny. Podziękowałem za znajomość, za wszystkie dobre chwile, mówiłem że jej rzeczy jakoś jej oddam (tego nie mówiłem, ale wyślę to pocztą), że chcę żeby się ze mną w żaden sposób nie kontaktowała, nie spotykała. Ona to samo - podziękowała ze skruchą, powiedziała że w porządku, rozumie moją decyzję, ale że mogłem zrobić to wcześniej. Nie robiła scen tym razem, była zwyczajnie smutna. Zero gestów, zero buziaka, zero przytulania. Odwróciłem się i wyszedłem, wróciłem autem do domu. Myśli kołatały się w głowie, poszło kilka łez, ale cały czas powtarzałem sobie w głowie że będę silny i zacznę wszystko od nowa, mimo straconych 4 lat pod względem rozwoju osobistego. Chcę się teraz maksymalnie skupić na sobie, skupić się na swojej pasji, być miłym dla innych, uśmiechać się do ludzi (do dziewczyn też smile) na ulicy, częściej wychodzić z domu (sam, bo jak pisałem - 0 znajomych). Chcę podbudować swoją wartość, pokochać siebie, być pewnym siebie. Wiem że będzie kurewsko trudno (nie wyobrażam sobie tego, nie doszło jeszcze do mnie że to stanowczy koniec), bo nie mam z kim porozmawiać, nie mam jak złapać kontaktu z innymi dziewczynami, chodzę ciągle do tych samych miejsc, cały wolny czas zajmowała mi ona (więc co będę robić teraz?).
Chcę przede wszystkim zmienić pracę, być może też miejsce zamieszkania (większe miasto, tutaj nie ma pracy, możliwości rozwoju). Zająć sobie maksymalnie czas żeby o tym wszystkim nie myślał.
Nie wiem czy ktoś to przeczyta, ale wiem że taka forma wylania swoich myśli na forum po części mi pomoże. Jestem ogółem człowiekiem zamkniętym w sobie, dużo analizuję, wyciągam bardzo dużo wniosków, ale mało mówię. Nawet przed rodzicami ciężko mi się otworzyć. Wolę ze wszystkim radzić sobie sam.
Za jakiś czas napiszę jak sobie radzę, czy z jej strony będą jakieś naciski na powrót albo jakieś chore jej zachowania. Z mojej strony ZERO kontaktu, zero odpisywania, zero wchodzenia w jej gierki, wszystkie jej zdjęcia, pamiątki - pakuję i wynoszę. Ogółem będę się przestrzegać przed księżniczkami, toksycznymi dziewczynami, myślę że teraz byłbym w stanie szybko odróżnić normalną dziewczynę od toksycznej.
Z góry przepraszam ze niespójność i formę w jakiej to opisałem, ale jeszcze jakieś tam emocje mną targają.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie

Przebrnęłam. Rozstałeś się z nią, nie byłeś szczęśliwy, ok, ale nie mogłeś znaleźć innego momentu?
Musiałeś zerwać z nią akurat w dzień chłopaka, gdy ona przyszła do Ciebie z upominkiem?
Przyjąłeś ten upominek, a następnie zakomunikowałeś jej, że zdecydowałeś o rozstaniu, to trochę niefajne.

3

Odp: Rozstanie
josz napisał/a:

Rozstałeś się z nią, nie byłeś szczęśliwy, ok, ale nie mogłeś znaleźć innego momentu?
Musiałeś zerwać z nią akurat w dzień chłopaka, gdy ona przyszła do Ciebie z upominkiem?
Przyjąłeś ten upominek, a następnie zakomunikowałeś jej, że zdecydowałeś o rozstaniu, to trochę niefajne.

Dzień chłopaka, to Jego święto, a nie Jej,
dlaczego miałby szukać innego momentu?
może nie miał siły już więcej udawać/pocieszać.
Zrobił sobie prezent - WOLNOŚĆ.

4

Odp: Rozstanie

To musze Ci pogratulowac i zyczyc szczescia.
Nie daj jej sie zmanipulowac, bo moze chciec wymusic na Tobie powrot.
I w dalszym zyciu badz mezczyzna,  a nie d...a

5

Odp: Rozstanie

josz
Czy dzień chłopaka to tak naprawdę jakiś bardzo ważny moment? W sumie to nie obchodzę tego dnia i gdybym nie dostał niespodzianki to nawet nie byłbym zły. Czy taki dzień który przyszedł z zachodu naprawdę jest ważniejszy od mojego zdrowia psychicznego? Pomijając fakt że w tym dniu panna już zdążyła się obrazić z 4 razy - na zakupach, robiąc pizze. Także ten...

evada
Dokładnie, pragnąłem wolności umysłu, a nie ciągłego blokowania myśli, bo co ona zrobi, co pomyśli czy będzie dobrze, itd. Czułem się uwiązany przez nią, odcięła mnie od wszystkiego, chciała mnie tylko dla siebie - ja tak nie chcę. Musiałem dorosnąć do tej decyzji bo byłem głupio i ślepo zakochany w osobie która mnie bardzo wyniszczyła i psychicznie, i przez pewien moment fizycznie, bo zacząłem się zwyczajnie okładać po twarzy. Tak, bić po twarzy, przez nią.

verdad
Dziękuję za dobre słowo! Nie dam się, nie chcę wracać po raz kolejny do tego bagna, wsiadać do tego rollecoastera nastrojów. Wiadomo, ona z początku byłaby miła (jak przy każdym powrocie), ale z czasem znowu by wszystko wracało.

Minęły 2 dni i co mogę napisać. Pierw usunęła mnie z FB, potem wysłała zaproszenie - ignoruję. Tak to nie pisze, nie wydzwania, nie przychodzi. Daję jej jeszcze kilka dni i napisze, przyjdzie - znam ją, ale nie mam zamiaru się dawać. Ja z kolei pousuwałem wszystkie jej i nasze wspólne zdjęcia, jej numer, rzeczy jeszcze nie wyniosłem bo nie było mnie non stop w domu. Co czuję? Póki co WOLNOŚĆ, jestem przede wszystkim wyluzowany i uśmiecham się z byle powodu, staram się otwierać na ludzi. Jak przychodzi jakaś załamka to wracam do najgorszych chwil i jest lepiej. Wiadomo, potrzebuję czasu smile

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018