Witajcie,
mam zagwozdkę...
Otóż byłam przez rok z mężczyzną starszym ode mnie o kilka lat. On jest po rozwodzie. Przez pierwsze pół roku w ogole sie nie kłóciliśmy, było wrecz bajkowo. Po poł roku zaczeły się między nami coraz częstsze sprzeczki, głównie nt tego, że nie mieliśmy żadnych planów na dłużej niż 2 tygodnie do przodu + wakacje. Moim zdaniem to niebezpieczny sygnał. Zwróćcie prosze uwagę, że oboje jestesmy w okolicach 30 lat i wiecej, w tym wieku jednak pewne decyzje podejmuje sie duzo szybciej niz majac 20-25 lat.
Do tej pory był dla mnie bardzo, bardzo dobry- o wiele lepszy niz oczekiwałam. On mi gotowal, sprzatał, przywoził, zawoził, nie pozwalał mi nic robic, traktował jak ukochana, pisał codziennie milosne smsy i listy. Kiedy byłam chora był przy mnie, przywoził leki. W kazdej sytuacji mnie wspieral. Bylo bajkowo.
Do tej pory jezeli sie kłócilismy, to on bardzo zabiegał o to, zeby naprawic sytuacje, jako pierwszy wyciagał reke, pisał, dzwonił. Ja tez czasem, ale duzo rzadziej. Nigdy jednak do tej pory nie powiedzielismy sobie, ze sie rozstajemy, byla po prostu sprzeczka.
5 dni temu rozstalismy sie.
Powodem było to, że on obiecał mi cos 3 miesiace temu i mial to zrobić w ciagu miesiaca, To cos bylo bardzo wazne dla mnie i wazne takżedla naszej wspolnej przyszlosci- chodziło o złożenie przez niego dokumentów na rozwód koscielny..Obiecał mi ze to zrobi... Kiedy 5 dni temu zapytałam go o to, jak mu idzie okazało sie, ze tego nie zrobił. Nie uprzedzał mnie tez, ze tego nie zrobi, a sprawa jest jak rozumiecie istotnego kalibru... A wczesniej, tego samego wieczora mielismy bardzo powazna rozmowe nt naszej przyszlosci - odnosił sie w niej do moich lękow i obaw. Mówil generalniebardzo pozytywnie, stwierdził tez, ze jestem dla niego w przyszlosci kandydatka na partnerke, zone.
Kiedy więc usłyszałam ze nie zrobił tego, co było tak dla mnie wazne popłakałam sie, poczułam sie oszukana. Dla mnie to była oznaka, ze on nie ma wzgledem mnie długotrwałych planów. Odwrocilam sie od niego i zasnełam bez słowa. Rano on chciał mnie przepraszac, ja jednak byłam na niego , gdy w końcu on zapytał czy to koniec, ja - troche pod wpływem impulsu, a troche myslac o tym, ze on chyba nie mysli o mnie powaznie- powiedziałam, ze to tak, koniec, pozbierałam z jego mieszkania moje rzeczy i kazalam sie odwiezc do domu.
A teraz co nastapilo dalej... Zawsze to zawsze on w ciagu kilku godzin wyciagał reke. Tym razem ...nie.
Przez pierwsze 3 dni ja zagajałam jakas rozmowe o byle czym na fb, a on odpowiadal zgryzliwie, nie dazył do wyjasnienia. W koncu trzeciego dnia zadzwoniłam, powiedzialam ze chce pogadac, on byl odpychajacy, nie chciał rozmawiac, akurat wyładował mi sie telefon, a potem juz gdy zadzwoniłam z innego numeru (wiedzial ze to moj) to nie odbierał i nie odpisywał na smsy.
Kolejnego dnia sytuacja sie powtórzyła, tyle, ze w ogóle nie odbierał telefonu i nie odpisywał na smsy. Napisałam mu, ze jezeli od 2 dni na probe nawiazania kontaktu tak reaguje, to była to moje ostatnia próba nawiazania kontaktu i niech mi przywiezie reszte rzeczy do pracy, a ja mu oddam jego rzeczy. Nie odpisał, nie oddzwonił. Nastepnego dnia zjawił sie w pracy bez zapowiedzi, dał mi moje rzeczy, wział swoje bez słowa i wyszedł po 5 sekundach.
Nie rozumiem go, gdyz bardzo, bardzo okazywał mi miłosc, a dzien wczesniej mowil takie rzeczy o zostaniu jego partnerka, żoną. Ja miałam prawo byc rozczarowana tym, ze nie dotrzymał obietnicy, bo umawialismy sie, ze zrobi cos i tego swiadomie nie zrobil. Jezeli chciał, zebym to ja go przeprosiła czy cos w tym stylu- to staralam sie przez kilka dni, To zupełnie do niego nie pasuje, bo zawsze, ale to zawsze w ciagu kilku godzin starał sie o zgod,e a teraz nie tylko nic nie robi i odpycha próby.
Co wy na to...?
Prosze o wypowiedzi takze Panów, ciekawi mnie wasze zdanie...