Rozstanie...i co dalej..? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Rozstanie...i co dalej..?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 60 ]

1 Ostatnio edytowany przez Tia30 (2013-05-16 23:54:46)

Temat: Rozstanie...i co dalej..?

Witajcie,

mam zagwozdkę...
Otóż byłam przez rok z mężczyzną starszym ode mnie o kilka lat. On jest po rozwodzie. Przez pierwsze pół roku w ogole sie nie kłóciliśmy, było wrecz bajkowo. Po poł roku zaczeły się między nami coraz częstsze sprzeczki, głównie nt tego, że nie mieliśmy żadnych planów na dłużej niż 2 tygodnie do przodu + wakacje. Moim zdaniem to niebezpieczny sygnał. Zwróćcie prosze uwagę, że oboje jestesmy w okolicach 30 lat i wiecej, w tym wieku jednak pewne decyzje podejmuje sie duzo szybciej niz majac 20-25 lat.

Do tej pory był dla mnie bardzo, bardzo dobry- o wiele lepszy niz oczekiwałam. On mi gotowal, sprzatał, przywoził, zawoził, nie pozwalał mi nic robic, traktował jak ukochana, pisał codziennie milosne smsy i listy. Kiedy byłam chora był przy mnie, przywoził leki. W kazdej sytuacji mnie wspieral. Bylo bajkowo.

Do tej pory jezeli sie kłócilismy, to on bardzo zabiegał o to, zeby naprawic sytuacje, jako pierwszy wyciagał reke, pisał, dzwonił. Ja tez czasem, ale duzo rzadziej. Nigdy jednak do tej pory nie powiedzielismy sobie, ze sie rozstajemy, byla po prostu sprzeczka.

5 dni temu rozstalismy sie.

Powodem było to, że on obiecał mi cos 3 miesiace temu i mial to zrobić w ciagu miesiaca, To cos bylo bardzo wazne dla mnie i wazne  takżedla naszej wspolnej przyszlosci- chodziło o złożenie przez niego dokumentów na rozwód koscielny..Obiecał mi ze to zrobi... Kiedy 5 dni temu zapytałam go o to, jak mu idzie okazało sie, ze tego nie zrobił. Nie uprzedzał mnie tez, ze tego nie zrobi, a sprawa jest jak rozumiecie istotnego kalibru... A wczesniej, tego samego wieczora mielismy bardzo powazna rozmowe nt naszej przyszlosci - odnosił sie w niej do moich lękow i obaw. Mówil generalniebardzo pozytywnie, stwierdził tez, ze jestem dla niego w przyszlosci kandydatka na partnerke, zone.

Kiedy więc usłyszałam ze nie zrobił tego, co było tak dla mnie wazne popłakałam sie, poczułam sie oszukana. Dla mnie to była oznaka, ze on nie ma wzgledem mnie długotrwałych planów.  Odwrocilam sie od niego i zasnełam bez słowa. Rano on chciał mnie przepraszac, ja  jednak byłam na niego , gdy w końcu on zapytał czy to koniec, ja - troche pod wpływem impulsu, a troche myslac o tym, ze on chyba nie mysli o mnie powaznie- powiedziałam, ze to tak, koniec, pozbierałam z jego mieszkania moje rzeczy i kazalam sie odwiezc do domu.


A teraz co nastapilo dalej... Zawsze to zawsze on w ciagu kilku godzin wyciagał reke. Tym razem ...nie.
Przez pierwsze 3 dni ja zagajałam jakas rozmowe o byle czym na fb, a on odpowiadal zgryzliwie, nie dazył do wyjasnienia. W koncu trzeciego dnia zadzwoniłam, powiedzialam ze chce pogadac, on byl odpychajacy, nie chciał rozmawiac, akurat wyładował mi sie telefon, a potem juz gdy zadzwoniłam z innego numeru (wiedzial ze to moj) to nie odbierał i nie odpisywał na smsy.

Kolejnego dnia sytuacja sie powtórzyła, tyle, ze w ogóle nie odbierał telefonu i nie odpisywał na smsy. Napisałam mu, ze jezeli od 2 dni na probe nawiazania kontaktu tak reaguje, to była to moje ostatnia próba nawiazania kontaktu i niech mi przywiezie reszte rzeczy do pracy, a ja mu oddam jego rzeczy. Nie odpisał, nie oddzwonił. Nastepnego dnia zjawił sie w pracy bez zapowiedzi, dał mi moje rzeczy, wział swoje bez słowa i wyszedł po 5 sekundach.

Nie rozumiem go, gdyz bardzo, bardzo okazywał mi miłosc, a dzien wczesniej mowil takie rzeczy o zostaniu jego partnerka, żoną. Ja miałam prawo byc rozczarowana tym, ze nie dotrzymał obietnicy, bo umawialismy sie, ze zrobi cos i tego swiadomie nie zrobil. Jezeli chciał, zebym to ja go przeprosiła czy cos w tym stylu- to staralam sie przez kilka dni, To zupełnie do niego nie pasuje, bo zawsze, ale to zawsze w ciagu kilku godzin starał sie o zgod,e a teraz nie tylko nic nie robi i odpycha próby.


Co wy na to...?

Prosze o wypowiedzi takze Panów, ciekawi mnie wasze zdanie...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

tak mi wpadło do głowy: a nie pomyślałaś, że może on ma dosyć tego, że po kłótniach zawsze on musiał zabiegać o zgodę? tego, że zamiast rozwiązać problem i wyjaśnić mu o co masz żal to go zostawiłaś?

3

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Wiesz bo to nie był powód by z nim zerwać. Jeśli Cię zawiódł w ważnej rzeczy, to trzeba było strzelić przysłowiowego "focha" i czekać aż to zrobi co obiecał i dać się przeprosić. Facet po prostu miał dość po każdej kłótni biegać za Tobą. Jeśli z takiego powodu go zostawiłaś to po czuł się mało warty dla Ciebie.
Może przyjedź do niego do domu, powiedz mu, że zrozumiałaś swój błąd, kochasz go i że wiesz, że to nie był powód by od niego odchodzić. Jeśli nie będzie chciał powrotu to życz mu szczęścia i odejdź.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Miał się oświadczyć ?

5

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Myszeczka23 napisał/a:

Wiesz bo to nie był powód by z nim zerwać. Jeśli Cię zawiódł w ważnej rzeczy, to trzeba było strzelić przysłowiowego "focha" i czekać aż to zrobi co obiecał i dać się przeprosić. Facet po prostu miał dość po każdej kłótni biegać za Tobą. Jeśli z takiego powodu go zostawiłaś to po czuł się mało warty dla Ciebie.
Może przyjedź do niego do domu, powiedz mu, że zrozumiałaś swój błąd, kochasz go i że wiesz, że to nie był powód by od niego odchodzić. Jeśli nie będzie chciał powrotu to życz mu szczęścia i odejdź.

Myszko, dopisałam, ze chodzi o rozwód koscielny...Byc moze to istotne....To nie jest tak, ze "zrozumiałam swoj blad", bo moim zdaniem to było z jego strony powazne wykroczenie przeciwko naszemu zwiazkowi... Przeciwko jego wierze w nasza przyszlosc... I mimo, ze próbowałam wyciagnac reke nie czuje, ze to ja jestem tej sytuacji winna..

6

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
troublemaker napisał/a:

tak mi wpadło do głowy: a nie pomyślałaś, że może on ma dosyć tego, że po kłótniach zawsze on musiał zabiegać o zgodę? tego, że zamiast rozwiązać problem i wyjaśnić mu o co masz żal to go zostawiłaś?

Trouble- nie zawsze on musiał, ale na ogól robił to tak szybko, ze mi jeszcze zlosc nie mineła....


Dopisałam, ze chodzi o zlozenie przez niego papierów na rozwód koscielny...Byc moze to istotne....To nie jest tak, ze "zrozumiałam swoj blad", bo moim zdaniem to było z jego strony powazne wykroczenie przeciwko naszemu zwiazkowi... Przeciwko jego wierze w nasza przyszlosc... I mimo, ze próbowałam wyciagnac reke nie czuje, ze to ja jestem tej sytuacji winna..

7

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
HrabiniaDePompadur napisał/a:

Miał się oświadczyć ?

Nie Hrabino, juz dopisałam o co chodzi, moze to nieco ułatwi sprawe...

8 Ostatnio edytowany przez troublemaker (2013-05-16 23:52:50)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

ok rozumiem, że kwestia delikatnie mówiąc była dla Ciebie istotna ale czy na prawdę nie można było o tym porozmawiać...nie wiem, jeszcze raz wyłuszczyć jak ważna ta sprawa jest dla Ciebie? Może on nie przywiązuje do tego aż tak wielkiej wagi jak Ty.. a Ty, moja droga, odebrałaś mu szansę na wyjaśnienia...nie chciałaś rozmawiać, nie chciałaś słuchać ani wytłumaczyć, po prostu odeszłaś. A może to był dla niego znak, że to Tobie na Was nie zależy?

9

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Tia30 napisał/a:
Myszeczka23 napisał/a:

Wiesz bo to nie był powód by z nim zerwać. Jeśli Cię zawiódł w ważnej rzeczy, to trzeba było strzelić przysłowiowego "focha" i czekać aż to zrobi co obiecał i dać się przeprosić. Facet po prostu miał dość po każdej kłótni biegać za Tobą. Jeśli z takiego powodu go zostawiłaś to po czuł się mało warty dla Ciebie.
Może przyjedź do niego do domu, powiedz mu, że zrozumiałaś swój błąd, kochasz go i że wiesz, że to nie był powód by od niego odchodzić. Jeśli nie będzie chciał powrotu to życz mu szczęścia i odejdź.

Myszko, dopisałam, ze chodzi o rozwód koscielny...Byc moze to istotne....To nie jest tak, ze "zrozumiałam swoj blad", bo moim zdaniem to było z jego strony powazne wykroczenie przeciwko naszemu zwiazkowi... Przeciwko jego wierze w nasza przyszlosc... I mimo, ze próbowałam wyciagnac reke nie czuje, ze to ja jestem tej sytuacji winna..

Po słuchaj to naprawdę nie był powód by od niego odchodzisz. Takie sytuację załatwia się inaczej. Może on po prostu zwyczajnie w świecie o tym zapomniał. Ale ja Ci nie będę cały czas kładła do głowy, że odchodzić nie powinnaś. Jeśli Ty uważasz inaczej to Twoja sprawa. Nie mój związek tylko Twój.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Osobiście wyczułam u Ciebie ogromne pragnienie wicia gniazda. Rozumiem, że mając te 30 lat, czuje się na swoim karku oddech bezustannie pędzącego czasu, i chciałoby się stanąć na ślubnym kobiercu, mieć potomstwo (jeśli nie macie w planach dzieci - niepotrzebne skreślić wink ), ale bez względu na wiek, partnerowi należy się zrozumienie i wsparcie, tym bardziej w tak delikatnej kwestii jak rozwód. Rozwód nigdy nie jest lekki, łatwy, i przyjemny, a kościelny to już w ogóle brzemię, chociażby dlatego że w Polsce tak bardzo się go nie praktykuje, i ludzie lubią dodać swoje trzy grosze. Powinnaś być oparciem, porozmawiać z nim, próbować się dowiedzieć dlaczego zwleka, a tymczasem powiedziałaś to, co Ci ślina na język przyniosła w danym momencie, i odwróciłaś się na pięcie.

11

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
HrabiniaDePompadur napisał/a:

Osobiście wyczułam u Ciebie ogromne pragnienie wicia gniazda. Rozumiem, że mając te 30 lat, czuje się na swoim karku oddech bezustannie pędzącego czasu, i chciałoby się stanąć na ślubnym kobiercu, mieć potomstwo (jeśli nie macie w planach dzieci - niepotrzebne skreślić wink ), ale bez względu na wiek, partnerowi należy się zrozumienie i wsparcie, tym bardziej w tak delikatnej kwestii jak rozwód. Rozwód nigdy nie jest lekki, łatwy, i przyjemny, a kościelny to już w ogóle brzemię, chociażby dlatego że w Polsce tak bardzo się go nie praktykuje, i ludzie lubią dodać swoje trzy grosze. Powinnaś być oparciem, porozmawiać z nim, próbować się dowiedzieć dlaczego zwleka, a tymczasem powiedziałaś to, co Ci ślina na język przyniosła w danym momencie, i odwróciłaś się na pięcie.

Owszem,  powiedział. Że przez nasze kłotnie to nie jest pewny, czy ma koniec procesu jeszcze będzie jakikolwiek sens tego, ze on po ten rozwód wystąpi (w domysle, ze nie wiadomo, czy bedziemy jeszcze wtedy razem), ze to miało byc dla mnie i on tego nie potrzebuje i że to kupa kasy. Nie zapomniał, tylko poczytał o tym rozwodzie.

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

No właśnie, kupa kasy... Może nie jest w stanie tyle wyłożyć ?

13 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2013-05-17 00:03:11)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Rozwód kościelny w ogóle można dostać???
Edit
Jeśli Ty nie czujesz się winna to nie pisz nic do niego i zacznij układać sobie życie sama.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

14 Ostatnio edytowany przez Tia30 (2013-05-17 00:04:33)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Oj, upraszczam - oczywiscie chodzi o unieważnienie małzenstwa.

Mówicie, ze to kupa kasy- stać go.
A jakby nie było, to ja bym wyłożyła.

O takich sprawach chyba sie rozmawia, prawda...?! A nie ignoruje obietnice. I to TAKA obietnice

15

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

rozwodu kościelnego nie można dostać bo kościół rozwodów nie uznaje. Można unieważnić małżeństwo, co po prostu mylnie nazywane jest rozwodem.

16

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Tia30 napisał/a:

Oj, upraszczam - oczywisie chodzi o uniewaznienie małzenstwa.

Mówicie, ze to kupa kasy- stać go.
A jakby nie było, to ja bym wyłozyła.

O takich sprawach chyba sie rozmawia, prawda...?!

No właśnie. A nie się odchodzi, bo facet nie spełnił swojej obietnicy. Jeśli czekasz, aż on pierwszy wyciągnie rękę do Ciebie to licz się z tym, że się nie doczekasz.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

17

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
HrabiniaDePompadur napisał/a:

Osobiście wyczułam u Ciebie ogromne pragnienie wicia gniazda. Rozumiem, że mając te 30 lat, czuje się na swoim karku oddech bezustannie pędzącego czasu, i chciałoby się stanąć na ślubnym kobiercu, mieć potomstwo (jeśli nie macie w planach dzieci - niepotrzebne skreślić wink ), ale bez względu na wiek, partnerowi należy się zrozumienie i wsparcie, tym bardziej w tak delikatnej kwestii jak rozwód. Rozwód nigdy nie jest lekki, łatwy, i przyjemny, a kościelny to już w ogóle brzemię, chociażby dlatego że w Polsce tak bardzo się go nie praktykuje, i ludzie lubią dodać swoje trzy grosze. Powinnaś być oparciem, porozmawiać z nim, próbować się dowiedzieć dlaczego zwleka, a tymczasem powiedziałaś to, co Ci ślina na język przyniosła w danym momencie, i odwróciłaś się na pięcie.

Hrabino, presja presja...Ale ja czuje ( a w zasadzie czuła, ze to był w końcu własnie TEN). Wiec czemu nie?? Czułam, ze to moja druga połówka, wiec na co czekac? On był wocec mnie idealny, a nawet bardziej, nie znam drugiego tak uczynnego mezczyzny...


I wlasnie wszystko runelo...

18

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Tia30 napisał/a:

O takich sprawach chyba sie rozmawia, prawda...?! A nie ignoruje obietnice. I to TAKA obietnice

No właśnie a może warto było porozmawiać i dowiedzieć się dlaczego ową obietnice zignorował, hę? a nie z góry zakładać, że mu nie zależy..

19

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Myszeczka23 napisał/a:
Tia30 napisał/a:

Oj, upraszczam - oczywisie chodzi o uniewaznienie małzenstwa.

Mówicie, ze to kupa kasy- stać go.
A jakby nie było, to ja bym wyłozyła.

O takich sprawach chyba sie rozmawia, prawda...?!

No właśnie. A nie się odchodzi, bo facet nie spełnił swojej obietnicy. Jeśli czekasz, aż on pierwszy wyciągnie rękę do Ciebie to licz się z tym, że się nie doczekasz.

A dlaczego uwazasz, ze to po mojej stronie jest wina, a nie po jego, skoro to on zdecydował sie nie dotrzymac tajemnicy i nie poinformowac mnie o tym? Taki rozwód trwa do kilku lat. A jakbym zapytała za rok...?

20

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

A może rzeczywiście nie był pewny Ciebie i przyszłości. Pisałaś, że "on zawsze ale to zawsze, w ciągu kilku godzin dążył do zgody..." Może miał już dość? Jeśli tych kłótni było za dużo, to mógł odpuścić po prostu.

"Mądrego widać, głupiego słychać."

21

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Powtarzam: powinnaś zapytać czemu nie dotrzymał obietnicy.

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Rozwód, unieważnienie - zwał jak zwał, liczy się kontekst. wink

Tia30 Jeżeli będziesz trzymała mydło zbyt mocno, wyślizgnie Ci się z rąk. Ty swojego partnera tak przydusiłaś z tym unieważnieniem i ślubem, bo rozumiem, że po unieważnieniu małżeństwa miał rozporządzone podjęcie następnych kroków, że wycofał się czym prędzej, gdy tylko nadarzyła się okazja. Może stwierdził, że zależy Ci tylko na ślubie, że gdyby nie on, to mógłby być równie dobrze Zdzisław z parteru... Za bardzo szalejesz. Gdybyś mogła, to nie tylko byś mu to wszystko opłaciła, ale też wypisała co trzeba i za rękę zaprowadziła gdzie trzeba.

23

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

ot właśnie...zgadzam się z HrabiniaDePompadur

24

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Bo dla mnie to jest naturalne, ze jak sie znajduja dwie polowki jablka, to cholernie tego chca!! Oboje, sami z siebie.  Zeby nie bylo, ja TEZ mam watpliwosci, ale nie a tyle duze, zeby nie planowac z nim przyszlosci, bo uwazalam, ze warto "zainwestowac" w niego, ze trzeba mu dac szanse.

Myslałam, ze on mysli o mnie tak samo, jak o drugiej połówce.

A jezeli nie...? To po co w ogóle razem byc? Jezeli on "nie jest pewny". To co, rok nie jest pewny, a za 1,5 bedzie pewny...? Moim zdaniem to bzdura. Albo sie kocha, albo nie, nie ma polsrodków.

PS. Własnie znam same pary, które jezeli spotkały sie po raz pierwszy w okolicach 30stki to bardzo szybko sie wiaza. Ale ja nie mówie o slubie. Nie wyobrazam sobie, zeby po roku zwiazku z jego ust nie padały zadne bardziej długotrwałe plany co do przyszlosci niz wakacje.

Moze to ja zle oceniam i to nie on mi byl pisany? Bo skoro sa watpliwosci na tyle duze, to "gdzie sa watpliwosci, tam nie ma zadnych watpliwosci"..?

25

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Dlaczego uważam, że wina jest po Twojej stronie? Powtórzę poraz trzeci: bo to nie jest powód by odchodzić!!!

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Odp: Rozstanie...i co dalej..?

A zastanawiałaś się, po co Ci właściwie ten ślub ? Nie kwestionuję samego pragnienia za mąż pójścia, bo to indywidualna sprawa, ale chciałabym się dowiedzieć, co takiego w tym wszystkim widzisz, że aż tak jest Ci to do szczęścia na już potrzebne.

27

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

A spróbowałaś wejść w jego buty, czy myślisz tylko o sobie?

Ktoś już tu napisał, że rozwód to nic łatwego i przyjemnego. Sam w sobie jest przykry i wcale nie trzeba drugiej osoby, która non stop nas popędza, żeby to przeżywać.

Poza tym, nie pomyślałaś, że być może on, nauczony negatywnym doświadczeniem, nie chce psuć tego co jest między wami zbyt szybkimi obietnicami, Może on potrzebuje więcej czasu niż Ty.
Kompromis. To niezbędny element w każdym związku, ale żeby go wypracować trzeba ROZMAWIAĆ!!!

28

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
HrabiniaDePompadur napisał/a:

A zastanawiałaś się, po co Ci właściwie ten ślub ? Nie kwestionuję samego pragnienia za mąż pójścia, bo to indywidualna sprawa, ale chciałabym się dowiedzieć, co takiego w tym wszystkim widzisz, że aż tak jest Ci to do szczęścia na już potrzebne.

Tak, to kwestia mojej wiary, Pozwolisz, ze nie bede sie zagłebiala w szczegóły. To bylo dla mnie hiperwazne.

29

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
troublemaker napisał/a:

A spróbowałaś wejść w jego buty, czy myślisz tylko o sobie?

Ktoś już tu napisał, że rozwód to nic łatwego i przyjemnego. Sam w sobie jest przykry i wcale nie trzeba drugiej osoby, która non stop nas popędza, żeby to przeżywać.

Poza tym, nie pomyślałaś, że być może on, nauczony negatywnym doświadczeniem, nie chce psuć tego co jest między wami zbyt szybkimi obietnicami, Może on potrzebuje więcej czasu niż Ty.
Kompromis. To niezbędny element w każdym związku, ale żeby go wypracować trzeba ROZMAWIAĆ!!!

No i super i dlatego własnie obiecuje mi cos, nie dotrzymuje słowa a jak sie słusznie wsciekam to informuje, ze zmienil zdanie, a nie raczył mnie o tym poinformowac...?

I dlatego jak ja próbuje wyciagnac do niego reke ( mimo, ze on jest mocno winny ) to ja ignoruje..?

Oj....

30

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Myszeczka23 napisał/a:

Dlaczego uważam, że wina jest po Twojej stronie? Powtórzę poraz trzeci: bo to nie jest powód by odchodzić!!!

Wiec powtórze po raz kolejny - a dla mnie to był kolejny dowód, ze nie ma powaznych planów. A to jest powód, aby odchodzic.

31

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Tia, a znasz sprawę jego małżeństwa? Istnieją w ogóle jakieś przesłanki, które dawały by szansę na unieważnienie tego ślubu? Bo sama chęć tutaj nie wystarczy.

"Mądrego widać, głupiego słychać."
Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Tia30 napisał/a:
HrabiniaDePompadur napisał/a:

A zastanawiałaś się, po co Ci właściwie ten ślub ? Nie kwestionuję samego pragnienia za mąż pójścia, bo to indywidualna sprawa, ale chciałabym się dowiedzieć, co takiego w tym wszystkim widzisz, że aż tak jest Ci to do szczęścia na już potrzebne.

Tak, to kwestia mojej wiary, Pozwolisz, ze nie bede sie zagłebiala w szczegóły. To bylo dla mnie hiperwazne.

Rozumiem. Szanuję Twoją wiarę i Twoje zasady.
Mimo to, czy Twoja wiara narzuca Ci gnębienie partnera, aby osiągnąć cel? Czy w Twojej wierze ważniejszy jest jak najszybszy ślub, czy poszanowanie dla czyiś decyzji i przeżyć wewnętrznych?

33

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

A nie było tak, że obiecał Ci to pod presją Twoich nacisków?
A jak myślisz czemu Cię nie poinformował, że "zmienił" zdanie?

Nikt tu nie przeczy, że on nie zachował się w porządku. Pytanie tylko czy jego winy były aż tak duże,  żeby go zostawić, bez szansy na wytłumaczenie.

34 Ostatnio edytowany przez Gergo (2013-05-17 00:40:37)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Chłopak , biegał, zabiegał, starał się a Ty kopnęłaś go w jednej chwili.
Oczekiwałaś, że znowu będzie za Tobą latał a tu psikus. Więc sama podjęłaś próbę odnowienia kontaktu, ale w końcu zrozumiał, że nie potrafisz wypracować kompromisu. Gdyż to on zawsze musiał wyciągać rękę jako pierwszy. Znudziło mu się bieganie za Tobą jak piesek bo ile można. Stracił cierpliwość... a to że zakończyłaś związek uraziło jego dumę i to na pewno jest dużym problemem.
A co do powodu zakończenia związku....Skoro sam mówił, że jesteś dla niego ważna tzn. że mógłby załatwić te formalności, a odwleczenie tego w czasie może uznał za niezbyt duże wykroczenie, które mógłby jeszcze naprawić, ale nawet nie pozwoliłaś niczego wyjaśnić bo jako kobieta pokierowałaś się emocjami. Być może czuł się bardzo osaczony przez Ciebie i chciał, żeby wszystko toczyło się trochę wolniej, ponieważ jest po rozwodzie i ma obawy. Szybko podjęłaś decyzję, której teraz nie jesteś do końca pewna. Jak widać po jego zachowaniu wziął to bardzo do siebie i być może zamknął drzwi, które od początku były otwarte na rozcież...

35

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Ale ja wcale nie chce slubu teraz...

Za jakies 2-3 lata byłoby ok.

Tylko chciałabym miec pewnosc, ze to sie w tym kierunku rozwija.

A zaczynam miec powazne obawy.

To co zrobil tylko je nasiliło.

Patrzac realnie- od rozstania do kolejnego zwiazku sredno potrzebuje roku, zanim sie zakocham. Jezeli np. srednio ludzie sie zareczaja po 2 latach a dzieci rodza po 3-4 (w mojej grupie wiekowej!!!) to co to oznacza...?

Ano to, ze jezeli jeszcze spedze z nim rok-dwa, a potem okaze sie ze "sorry, ale nie o to chodzilo" to jezeli bede miała szczescie, to spotkam kogos i urodze dziecko w wieku....35 lat. Troche pozno, prawda...? W tym wieku dzieci sie juz coraz czesciej rodza chore.  Moze jednak warto sie zastanowic TERAZ do czego to prowadzi.

Jestem realistka, nie da sobie wmawiac nieprawdy.. zaraz na mnie naskoczycie, ale juz niejedna płakała, ze nie pomysłała wczesniej i ze jest "za pozno" na rodzine.

36

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

A moze on spotkal kogos innego..?
W końcu to on zapytał- kiedy ja tylko byłam wsciekła - "czy to koniec?". Sam sie w emocjach o to doprosił, ja nie pomyslałam o tym wczesniej. No i sie doprosił... A teraz sie nie odzywa.

Mi tez juz coraz mniej na nim zalezy. Tak sie nie zachowuje kochajacy człowiek. W sumie chyba nie wierze w ta jego miłosci i wielkie plany.

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Tia30 napisał/a:

W końcu to on zapytał- kiedy ja tylko byłam wsciekła - "czy to koniec?".

No tak... Zapytał, to musiałaś odpowiedzieć... Ewidentnie kogoś ma.

38

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Tia30 napisał/a:
Myszeczka23 napisał/a:

Dlaczego uważam, że wina jest po Twojej stronie? Powtórzę poraz trzeci: bo to nie jest powód by odchodzić!!!

Wiec powtórze po raz kolejny - a dla mnie to był kolejny dowód, ze nie ma powaznych planów. A to jest powód, aby odchodzic.

No to odeszliście. I w czym problem?

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

39 Ostatnio edytowany przez troublemaker (2013-05-17 00:55:27)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Kto wie, być może....

Tak naprawdę to my tu tylko gdybać możemy. Możemy, próbować wczuć się w sytuacje tej drugiej osoby i na tej podstawie radzić.  Możemy mieć racje jak i równie dobrze możemy się grubo mylić.

Teraz to Ty musisz się zastanowić czy chcesz walczyć o was czy też wolisz odpuścić i nie tracić czasu.

40 Ostatnio edytowany przez Tia30 (2013-05-17 01:09:17)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Ja wiem, ze dorradzacie tylko na podstawie tego, co ja Wam opisze, i nie jest łatwo cos doradzic.

Ale moim zdaniem to, ze zabiegał o mnie nie swiadczy o tym, ze maił powazne zamiary.
Obawiam sie, ze moze byc tak, ze ktos jest bdb partnerka do bycia razem, ale do bycia matka i zona juz moze nie. Ja przyznaje nie umiem gotowac, raczej jestem nastawiona na kariere niz gotowanie zupek.... Boje sie, ze on chce ze mna byc i "niby" kocha, ale na zone chce inny typ kobiety....

W poprzednim malzenstwie tez miał problemy z decyzja. Slub sie odbył po 10(!) latach bycia para, a za nim- mial miejsce dosyc szybki rozwod.

Ja rozumiem, ze on sie np.  moze obawiac ze historia sie powtórzy, ale jak mam mu udowodnic, ze tak sie nie stanie, zanim do tego dojdzie..No nie da sie!

41 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-05-17 01:14:20)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Tia, a odpowiesz mi na moje pytanie w końcu? Czy wiesz na 100%, że istnieje w ogóle szansa w jego przypadku, na uzyskanie takiego unieważnienia? Chyba się orientujesz, ze jest tylko kilka przypadków, w których może to nastąpić.

"Mądrego widać, głupiego słychać."

42 Ostatnio edytowany przez Tia30 (2013-05-17 01:19:21)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Margolinka napisał/a:

Tia, a odpowiesz mi na moje pytanie w końcu. Czy wiesz na 100%, ze istnieje w ogóle szansa w jego przypadku, na uzyskanie takiego unieważnienia? Chyba się orientujesz, ze jest tylko kilka przypadków, w których może to nastąpić.

Margolinko:


ZARÓWNO ON JAK I JA W MOMENCIE, GDY MI TO OBIECYWAŁ ORIENTOWALISMY SIE, JAKIE SA TO PRZYPADKI

1. Pierwszy raz o rozwodzie koscielnym wspomniał ON w listopadzie. Ja tylko podchwyciłam temat i oczywiscie kontynuowałam.

2. Szansa istnieje zawsze, ale tu jest mala i dlatego mnie zdziwił, ze o tym wspomnial.

3. Zobowiazał sie sam, oczywiscie poprosiłam go o to, a on checia nie pałał, bo wiadomo, ze to nic przyjemnego, ale jednak- obiecał.

4. Oczekiwałam ze PRZYNAJMNIEJ pogada z jakims prawnikiem koscielnym w tej sprawie, ze ruszy tyłek i zrobi COKOLWIEK. Poczytaniem wiele nie załatwi.

5. Zdziwiłam sie, ze tak latwo poszło, bo doskonale rozumiałam, ze moze sie to dla niego wiazac z nieprzyjemnymi rozmowami np. z rodzicami, z grzebaniem w przeszlosci, itp. itd... Zdziwiłam, sie, ze tak latwo "poszlo" z ta obietnica...No a skoro nie robił problemów obiecujac, to sie nie wtracałam ...


Równie wazne znaczenie ma dla mnie to, czy złozył te dokumenty (to dałoby mi pewnosc, ze mysli o mnie na bardzo powaznie), jak tez i to, jak sie zachował po decyzji, ze tego nie zrobi.... Przeciez musiał sie spodziewac, ze jezeli zignoruje obietnice nie omawiajac ze mna powodów, to awanture ma raczej gwarantowana.

43 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-05-17 01:45:41)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Tia30 napisał/a:

2. Szansa istnieje zawsze, ale tu jest mala i dlatego mnie zdziwił, ze o tym wspomnial.

A nie myślisz, że skoro "szansa jest mała" to nie warto wywlekać brudów i ciągnąc latami procesu, który i tak prawdopodobnie nic nie da? Baaaa...wydać na niego masę pieniędzy.
Może za szybko podjął decyzje obiecując Ci, ale przemyślał sprawę i stwierdził że lepiej zaoszczędzić i swojej byłej żonie, i sobie, jak i Tobie (bo na pewno i Tobie łatwo by nie było w tym uczestniczyć) całej tej niemiłej sytuacji. Może nie odzywa się właśnie z tego powodu, że wie iz dla Ciebie wazny jest jedynie ślub, a bez niego on nie będzie już dla Ciebie tym kim był. Pewnie dlatego też o tym Tobie nie powiedział, bo bał się Twojej reakcji. Znając zapewne Twój wybuchowy charakter.

Tia30 napisał/a:

Przeciez musiał sie spodziewac, ze jezeli zignoruje obietnice nie omawiajac ze mna powodów, to awanture ma raczej gwarantowana.

Właśnie o tym mowa.
Teraz to już decyzja należy do Ciebie. Jeśli najważniejszy jest ślub kościelny, to możliwe że będziesz musiała o nim zapomnieć. Nie każdy jest w stanie zrobić wszystko, nawet będąc prawie pewnym ze nic z tego nie będzie.
Myślę tez, że sam fakt rozmowy z jego strony o unieważnieniu ślubu, mógł być dowodem na to że chciałby kiedyś ten ślub z Tobą wziąć. Jednak był świadomy tego, że najprawdopodobniej to się nie uda i nie miał odwagi próbować i narażać się zarówno na przykre doświadczenia, jak i duże koszta (które mógłby spożytkować choćby razem z Tobą).
Ty jednak nawet nie spróbowałaś wyjaśnić sytuacji, zareagowałaś zbyt emocjonalnie.
Sama dobrze wiesz, że nie zawsze to co chcemy da się osiągnąć.

"Mądrego widać, głupiego słychać."

44

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Łatwo się mówi...ale to on teraz unika kontaktu i nawet nie próbuje nic wyjaśnić. W ogóle nie próbował.

A mi coraz mniej zależy, bo co można sobie pomysleć o partnerze, który się tak zachowuje, jakby to rozstanie było mu na rękę. Tez mi wielka miłość. Ja do niego rękę wyciągałam kilkakrotnie.

45

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Zatem nie pozostaje nic innego jak zapomnieć.

46

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Moim zdaniem facet z jakiegoś powodu nie chce się bawić w unieważnienie ślubu kościelnego, co swoją drogą nie jest proste, szybkie, ani przyjemne. Zwykle trwa to latami, wymaga wielu pism, spotkań, sprowadzania świadków, etc, a i tak w 95% przypadków kończy się odrzuceniem wniosku. Naprawdę, unieważnienie małżeństwa kościelnego to skomplikowana sprawa i musi być naprawdę mocny powód (np. choroba psychiczna małżonka, zatajenie bezpłodności, ślub wbrew własnej woli, z przymuszenia..), żeby takie coś doszło do skutku, zwykły zjadacz chleba, któremu się w związku nie powiodło, nie dostanie unieważnienia.

On być może o tym wie i tylko mówił Ci, że złoży wniosek dla świętego spokoju, a kiedy zobaczył, że się nie wywinie, że postawiłaś sprawę na ostrzu noża to doszedł do wniosku, że nie ma sensu trwać w związku pełnym kłótni z powodu, którego nie da się zwalczyć i postanowił odpuścić. Mogło też tak być (często zdarza się to u mężczyzn), że dużo wcześniej podjął decyzję o rozstaniu i czekał na moment, żeby Ci o tym oznajmić, a że natrafiła się sytuacja "rozstaniowa" zainicjowana przez Ciebie to wykorzystał ją i upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu: rozstaliście się i może się uwolnić od poczucia winy, że to on zostawił Ciebie, ba, może mówić, że to Ty taka zła i niedobra bo go zostawiłaś. Zastanów się czy nie zostałaś podpuszczona: po kłótni nie próbował rano przepraszać, rozmawiać czy wyjaśniać, tylko od razu wyjechał z pytaniem czy chcesz się rozstać - diabeł tkwi w szczegółach).

47 Ostatnio edytowany przez Tia30 (2013-05-17 20:58:40)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
LadyCampari napisał/a:

Moim zdaniem facet z jakiegoś powodu nie chce się bawić w unieważnienie ślubu kościelnego, co swoją drogą nie jest proste, szybkie, ani przyjemne. Zwykle trwa to latami, wymaga wielu pism, spotkań, sprowadzania świadków, etc, a i tak w 95% przypadków kończy się odrzuceniem wniosku. Naprawdę, unieważnienie małżeństwa kościelnego to skomplikowana sprawa i musi być naprawdę mocny powód (np. choroba psychiczna małżonka, zatajenie bezpłodności, ślub wbrew własnej woli, z przymuszenia..), żeby takie coś doszło do skutku, zwykły zjadacz chleba, któremu się w związku nie powiodło, nie dostanie unieważnienia.

On być może o tym wie i tylko mówił Ci, że złoży wniosek dla świętego spokoju, a kiedy zobaczył, że się nie wywinie, że postawiłaś sprawę na ostrzu noża to doszedł do wniosku, że nie ma sensu trwać w związku pełnym kłótni z powodu, którego nie da się zwalczyć i postanowił odpuścić. Mogło też tak być (często zdarza się to u mężczyzn), że dużo wcześniej podjął decyzję o rozstaniu i czekał na moment, żeby Ci o tym oznajmić, a że natrafiła się sytuacja "rozstaniowa" zainicjowana przez Ciebie to wykorzystał ją i upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu: rozstaliście się i może się uwolnić od poczucia winy, że to on zostawił Ciebie, ba, może mówić, że to Ty taka zła i niedobra bo go zostawiłaś. Zastanów się czy nie zostałaś podpuszczona: po kłótni nie próbował rano przepraszać, rozmawiać czy wyjaśniać, tylko od razu wyjechał z pytaniem czy chcesz się rozstać - diabeł tkwi w szczegółach).

Lady, sama już nie wiem..na drugo dzień probował mnie tak przepraszajaco dotykać, głaskac, powiedziałam mu, ze ma przestac bo byłam wsciekła jak osa... Kontynuował i sie uniosłam, ze mam mnie odwiezc do domu, a wtedy zapytał, czy chcę się rozstać/czy to koniec.

Moze mu i tak było wygodnie zerwać, mam coraz większe przypuszczenia, ze tak było.

Przyznam, ze nigdy, nigdy nie spodziewałabym sie tego co zrobił po nim.


Pisał mi na FB : "Szukasz, bardzo szukasz wzmocnienia moralnego Swojej decyzji..."

"Proszę, nie tłumacz mi tego raz jeszcze... Nie tłumacz Swojej decyzji...
Zrozumiałem ją...
Muiszę z nią żyć..."


"Ale skoro tego chcesz, skoro czujesz, że to będzie dla Ciebie dobre to Ci tego życzę..."


"Ludzką rzeczą jest popełniać błędy...
Być może kolejnym razem ich nie popełnię aż tylu...
...albo będzie ich więcej..."


"To Ty cały czas chwiałas tym związkiem...
A skoro Ci szkoda tego niemalże roku to po co tracisz kolejny cenny dzień na roztrząsanie tego?"


"Więc po co roztrząsać skoro te decyzje już zapadły?
Roztrząsanie coś zmieni?
Rozstanie to akt jednostkowy i pełny...
Nie ma pół-rozstania, ćwierć-rozstania..."

48 Ostatnio edytowany przez LadyCampari (2013-05-17 21:10:37)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Biorąc pod wagę fakt, jego nagłej przemiany z kochającego, biegającego za Tobą pieska w oziębłą i stanowczą osobę, to widzę w sumie dwa wyjścia (zwykle tak to wygląda w większości historii opisanych tu, na forum): albo kogoś poznał i przelał uczucia i emocje na nową osobę, tudzież podjął decyzję o rozstaniu dużo wcześniej, kiedy byliście jeszcze w związku, więc jest już opanowany emocjonalnie, albo uraziłaś jego męską dumę tak bardzo, że będzie teraz czerpał satysfakcję z tego jak się kajasz przed nim, a on będzie zgrywał niewzruszonego pana i władcę.

Tak naprawdę jedyne co możesz zrobić, co pozwoli wyjaśnić tą zagadkę i ewentualnie dać Wam szansę na powrót to ignorowanie go. Nie odzywaj się, uzbrój się w cierpliwość i czekaj na jego krok teraz. Jeśli kogoś poznał bądź podjął decyzję o rozstaniu wcześniej to nie odezwie się do Ciebie i Wasze drogi definitywnie się rozejdą. Jeśli zaś zgrywa dumnego Pana, a tak naprawdę nadal mu zależy na Tobie, to prędzej czy później zatęskni, jak nie będzie odzewu z Twojej strony to skontaktuje się z Tobą. Aczkolwiek nie nastawiaj się na tą opcję, zwykle trafia się najrzadziej. Ja czekałam kilka ładnych miesięcy na swojego ex, który zostawił mnie z dnia na dzień (w piątek mnie kochał, tęsknił i uświadomił sobie, że jestem miłością jego życia, a w niedziele rano, jak się spotkaliśmy to stwierdził, że on jednak potrzebuje być sam i chce rozstania wink myślałam, że to przejściowe, że coś mu odbiło po kolejnej wizycie u mamy, ale niestety, od tamtego czasu więcej go nie widziałam i to był mój NARZECZONY.

Dlatego proponuję odrzucić nadzieję i rozpoczęcie pracy nad jak najszybszym powrotem do życia. Jestem w podobnym wieku, wiem co czujesz jeśli chodzi o wiek, zegar biologiczny i prędkość rozwoju nowych znajomości, myślę dokładnie tymi samymi schematami, dlatego ogarnij się jak najszybciej, żeby nie tracić bez sensu czasu, którego obie mamy mało.

49

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
LadyCampari napisał/a:

Biorąc pod wagę fakt, jego nagłej przemiany z kochającego, biegającego za Tobą pieska w oziębłą i stanowczą osobę, to widzę w sumie dwa wyjścia (zwykle tak to wygląda w większości historii opisanych tu, na forum): albo kogoś poznał i przelał uczucia i emocje na nową osobę, tudzież podjął decyzję o rozstaniu dużo wcześniej, kiedy byliście jeszcze w związku, więc jest już opanowany emocjonalnie, albo uraziłaś jego męską dumę tak bardzo, że będzie teraz czerpał satysfakcję z tego jak się kajasz przed nim, a on będzie zgrywał niewzruszonego pana i władcę.

Tak naprawdę jedyne co możesz zrobić, co pozwoli wyjaśnić tą zagadkę i ewentualnie dać Wam szansę na powrót to ignorowanie go. Nie odzywaj się, uzbrój się w cierpliwość i czekaj na jego krok teraz. Jeśli kogoś poznał bądź podjął decyzję o rozstaniu wcześniej to nie odezwie się do Ciebie i Wasze drogi definitywnie się rozejdą. Jeśli zaś zgrywa dumnego Pana, a tak naprawdę nadal mu zależy na Tobie, to prędzej czy później zatęskni, jak nie będzie odzewu z Twojej strony to skontaktuje się z Tobą. Aczkolwiek nie nastawiaj się na tą opcję, zwykle trafia się najrzadziej. Ja czekałam kilka ładnych miesięcy na swojego ex, który zostawił mnie z dnia na dzień (w piątek mnie kochał, tęsknił i uświadomił sobie, że jestem miłością jego życia, a w niedziele rano, jak się spotkaliśmy to stwierdził, że on jednak potrzebuje być sam i chce rozstania wink myślałam, że to przejściowe, że coś mu odbiło po kolejnej wizycie u mamy, ale niestety, od tamtego czasu więcej go nie widziałam i to był mój NARZECZONY.

Dlatego proponuję odrzucić nadzieję i rozpoczęcie pracy nad jak najszybszym powrotem do życia. Jestem w podobnym wieku, wiem co czujesz jeśli chodzi o wiek, zegar biologiczny i prędkość rozwoju nowych znajomości, myślę dokładnie tymi samymi schematami, dlatego ogarnij się jak najszybciej, żeby nie tracić bez sensu czasu, którego obie mamy mało.

Wooow, to niezła świnia z Twojego byłego! Czyli jednak to mozliwe...albo faceci są tak kłamliwi..?

Wiesz, nie moge uwierzyć, ze miałby kogos innego i tak dobrze sie maskował. Ale jak tak pomysle o kilku tygodniach do tyłu, to przypominam sobie, że (jak nigdy wczesniej) miał kilka spraw i nie mógł się ze mną spotkać przez kilka dni - wczesniej niebywałe. Kilka razy nie odebrał telefonu. Naraz wkrecił sie i zaczał chodzic na siłownie.... Podejrzane...Moze faktycznie kogos ma. A między nami było tylko gorzej i gorzej...

50 Ostatnio edytowany przez anetqueen (2013-05-17 21:54:13)

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

sorki, nie doczytalam 2 strony wpisow

51

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
anetqueen napisał/a:

sorki, nie doczytalam 2 strony wpisow

A to cos zmienilo...?

52

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Tia30 napisał/a:

"(...)Rozstanie to akt jednostkowy i pełny...
Nie ma pół-rozstania, ćwierć-rozstania..."

Amen!
Kurcze nie róbcie z tego faceta drania! Zawsze to on po kłótni rękę wyciągał, zawsze pierwszy za nią latał i przepraszał. Rano też chciał o tym porozmawiać, ale księżniczka zamiast powiedzieć: 'jestem teraz na Ciebie bardzo wściekła i nie mam ochoty teraz z Tobą rozmawiać, więc odwieź mnie do domu i porozmawiamy o tym kiedy indziej...' to ona zerwała i czekała aż on (porzucony facet) znów przyjdzie do niej i będzie chciał powrotu. No to księżniczka się zdziwiła, że jednak nie przyszedł, więc sama próbowała to odkręcić. Ja bym temu facetowi medal za to dała. Bo tak jak pisałam: to nie był powód by się ROZSTAĆ. A to że później do niego pisałaś i dzwoniłaś to już mało istotne, bo to już musztarda po obiedzie.
Jak zaproponowałam jej, by przyszła do niego i w oczy z nim porozmawiała, że żałuję tej decyzji, to mi odpisała, że ona jej NIE ŻAŁUJĘ, bo nadal uważa, że to był powód by go zostawić. Więc prawda jest taka moim drodzy, że autorka nie potrafi do winy się przyznać i szuka nadal powodu by go obwinić za rozpad tego związku (bo niby szukał pretekstu by się rozstać, na rękę mu było...) No nóż w kieszeni się otwiera! Prawda jest taka, że on o nią dbał i kochał (tak o nim na początku pisała). Błąd popełnił, że wniosku nie złożył i to był powód by go rzucić?!
Autorka niech nauczy się ponosić konsekwencje za swoje czyny i przyznawać się do błędu.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

53

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Myszeczka23 napisał/a:
Tia30 napisał/a:

"(...)Rozstanie to akt jednostkowy i pełny...
Nie ma pół-rozstania, ćwierć-rozstania..."

Amen!
Kurcze nie róbcie z tego faceta drania! Zawsze to on po kłótni rękę wyciągał, zawsze pierwszy za nią latał i przepraszał. Rano też chciał o tym porozmawiać, ale księżniczka zamiast powiedzieć: 'jestem teraz na Ciebie bardzo wściekła i nie mam ochoty teraz z Tobą rozmawiać, więc odwieź mnie do domu i porozmawiamy o tym kiedy indziej...' to ona zerwała i czekała aż on (porzucony facet) znów przyjdzie do niej i będzie chciał powrotu. No to księżniczka się zdziwiła, że jednak nie przyszedł, więc sama próbowała to odkręcić. Ja bym temu facetowi medal za to dała. Bo tak jak pisałam: to nie był powód by się ROZSTAĆ. A to że później do niego pisałaś i dzwoniłaś to już mało istotne, bo to już musztarda po obiedzie.
Jak zaproponowałam jej, by przyszła do niego i w oczy z nim porozmawiała, że żałuję tej decyzji, to mi odpisała, że ona jej NIE ŻAŁUJĘ, bo nadal uważa, że to był powód by go zostawić. Więc prawda jest taka moim drodzy, że autorka nie potrafi do winy się przyznać i szuka nadal powodu by go obwinić za rozpad tego związku (bo niby szukał pretekstu by się rozstać, na rękę mu było...) No nóż w kieszeni się otwiera! Prawda jest taka, że on o nią dbał i kochał (tak o nim na początku pisała). Błąd popełnił, że wniosku nie złożył i to był powód by go rzucić?!
Autorka niech nauczy się ponosić konsekwencje za swoje czyny i przyznawać się do błędu.

Myszko, Ty jestes jeszcze bardzo młoda, jak trochę Ci lat przybędzie, to zmienia się kryteria oceny mezczyzny. Nie wystarczy Ci, ze jest milo na codzien, jezeli to "codzien" do niczego nie prowadzi i moze sie lada dzień skończyc- to to, ze "jest milo i sympatycznie" nie wystarcza. Przynajmniej mi.

54

Odp: Rozstanie...i co dalej..?

Rozumiem. Ale mieliście w planach ślub, więc po prostu trzeba było z nim na ten temat rozmawiać. Ja nie wiem czy na dzień dzisiejszy miała byś możliwość wziąć z nim ślub cywilny. Jeśli tak to po prostu do tego trzeba było dążyć. Mi się wydaje, że facet po prostu miał dość, że z rozstaniem przesadziłaś. Kochasz go? To czemu tak trudno Ci zrozumieć, że Twoje tak łatwe odejście go zraniło. Za walcz o niego jeśli jest on mężczyzną z którym chcesz wziąć ślub. Pojedź do niego i z nim prosto w oczy porozmawiaj. Piszesz, że jestem młoda bardzo, ale sama robisz błędy młodzieńcze. Dorosły człowiek rozmawia w oczy, a nie bawi się w pisanie na fb.
Tyle w tym temacie ode mnie.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

55

Odp: Rozstanie...i co dalej..?
Myszeczka23 napisał/a:

Rozumiem. Ale mieliście w planach ślub, więc po prostu trzeba było z nim na ten temat rozmawiać. Ja nie wiem czy na dzień dzisiejszy miała byś możliwość wziąć z nim ślub cywilny. Jeśli tak to po prostu do tego trzeba było dążyć. Mi się wydaje, że facet po prostu miał dość, że z rozstaniem przesadziłaś. Kochasz go? To czemu tak trudno Ci zrozumieć, że Twoje tak łatwe odejście go zraniło. Za walcz o niego jeśli jest on mężczyzną z którym chcesz wziąć ślub. Pojedź do niego i z nim prosto w oczy porozmawiaj. Piszesz, że jestem młoda bardzo, ale sama robisz błędy młodzieńcze. Dorosły człowiek rozmawia w oczy, a nie bawi się w pisanie na fb.
Tyle w tym temacie ode mnie.

Nic nie rozumiesz. Jaki slub? Nie mielismy w planach slubu. Nie mielismy w planach NIC poza zaplanowaniem wyjscia do kina kabaratu itp na przestrzeni 2 tygodni. Przeciez pisze, ze o to była spora czesc kłótni, bo ja nie miałam poczucia bezpieczeństwa.
Jak ktos nie odbiera telefonu i nie odpisuje smsa to raczej oczywiste, ze ma cie gdzies, a nie bede sie osmieszac stojac na jego klatce  w sytuacji kiedy to ON ZAWIODŁ MOJE ZAUFANIE. JESZCZE CZEGO!

Posty [ 1 do 55 z 60 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Rozstanie...i co dalej..?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018