Moje życie to istna telenowela, z jednym i tym samym mężczyzną w roli głównej.
Od początku... Byliśmy już parą jakieś 10 lat temu, oświadczył się, miał być ślub... Wkroczyła inna dziewczyna, zdradził mnie - zerwałam zaręczyny. Po jakimś czasie przypomniał sobie o mnie... nachodził mnie, obiecywał ,,gruszki na wierzbie", że się zmienił,że teraz będzie cudownie... Ale po jakimś czasie znowu zostawił, żeby było śmieszniej znowu dla tamtej dziewczyny. Jakoś sobie po raz kolejny z tym poradziłam, znalazłam innego chłopaka, niestety nam nie wyszło. A były wziął z tamtą ślub cywilny. Po dwóch miesiącach wyrzucił ją z domu, twierdząc że popełnił błąd swojego życia, że to nie miało prawa się udać i że nie mógł znieść tego, że jestem szczęśliwa bez niego. Znowu przypomniał sobie o mnie... A ja głupia, naiwna znowu uwierzyłam w piękne słowa... I zaszłam w ciążę... On był przeszczęśliwy, zamieszkaliśmy razem. Gdy syn miał 2 miesiące, on na jednej z imprez balował z tamtą dziewczyną. Wybaczyłam, bo znowu zapewniał o miłości i że to już się nigdy nie powtórzy... I wiecie co, syn nie miał pół roku, a on pewnego dnia wyskoczył z tekstem, że powinnam się wyprowadzić, bez słowa wyjaśnienia, usłyszałam tylko ,,nie układa nam się, nie iskrzy". I po raz kolejny świat się zawalił... Powiedzcie mi proszę, jak to jest możliwe... Dlaczego to ja trafiłam na takiego potwora? Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Czuję się jak rupieć, beznadziejna, bezwartościowa, gorsza od tamtej. Już kilka miesięcy żyjemy osobno, a on spotyka się znowu z tamtą...
2 2016-09-19 23:05:20 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-09-19 23:06:48)
Moje życie to istna telenowela, z jednym i tym samym mężczyzną w roli głównej.
Od początku... Byliśmy już parą jakieś 10 lat temu, oświadczył się, miał być ślub... Wkroczyła inna dziewczyna, zdradził mnie - zerwałam zaręczyny. Po jakimś czasie przypomniał sobie o mnie... nachodził mnie, obiecywał ,,gruszki na wierzbie", że się zmienił,że teraz będzie cudownie... Ale po jakimś czasie znowu zostawił, żeby było śmieszniej znowu dla tamtej dziewczyny. Jakoś sobie po raz kolejny z tym poradziłam, znalazłam innego chłopaka, niestety nam nie wyszło. A były wziął z tamtą ślub cywilny. Po dwóch miesiącach wyrzucił ją z domu, twierdząc że popełnił błąd swojego życia, że to nie miało prawa się udać i że nie mógł znieść tego, że jestem szczęśliwa bez niego. Znowu przypomniał sobie o mnie... A ja głupia, naiwna znowu uwierzyłam w piękne słowa... I zaszłam w ciążę... On był przeszczęśliwy, zamieszkaliśmy razem. Gdy syn miał 2 miesiące, on na jednej z imprez balował z tamtą dziewczyną. Wybaczyłam, bo znowu zapewniał o miłości i że to już się nigdy nie powtórzy... I wiecie co, syn nie miał pół roku, a on pewnego dnia wyskoczył z tekstem, że powinnam się wyprowadzić, bez słowa wyjaśnienia, usłyszałam tylko ,,nie układa nam się, nie iskrzy". I po raz kolejny świat się zawalił... Powiedzcie mi proszę, jak to jest możliwe... Dlaczego to ja trafiłam na takiego potwora? Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Czuję się jak rupieć, beznadziejna, bezwartościowa, gorsza od tamtej. Już kilka miesięcy żyjemy osobno, a on spotyka się znowu z tamtą...
a gdzie Ty w tym wszystkim??
On to, On tamto, On to, On tamto .....
i co czekasz teraz na "On"??
dziwisz się że się tak czujesz, jak piszesz
brak konsekwencji, szacunku do siebie, wiara w miłość " jak z telenoweli