Byliśmy razem 5 lat. Przechodziliśmy przez burze wielorakie w naszym związku ale zawsze wchodziliśmy z tego dołka. Głównym powodem był On, odkrywałam że romansuje z innymi kobietami i zawsze się wypierał. Czara goryczy w pewnym czasie się przelała i nie mogłam już dłużej tego znieść. Wyprowadziłam się i poznałam kogoś. Bardziej rzuciłam się w czyjeś ramiona z zemsty, dla ulgi, z potrzeby bycia z kimś i dlatego bo chciałam szybko zacząć coś nowego żeby zapomnieć. I nie zapomniałam....
Zaraz po rozstaniu On zaczął o mnie walczyć. Docenił co stracił, oświadczył mi się, obiecał że się zmieni.. Nigdy nie widziałam żeby facet tak cierpiał. Znosił wszystko... Teraz jak o tym pomyślę to sama przed sobą się wstydzę jak go traktowałam, ale z drugiej strony On nie traktował mnie lepiej przez ten cały czas. Zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znosił moje upokorzenia i tak przez prawie pół roku. Ja wybrałam tego drugiego, chociaż byłam nie fair w stosunku do nich dwóch. Obiecywałam mu że przemyślę, zastanowię się ale ciągle byłam z tym drugim bo nie umiałam mu powiedzieć że dam szanse pierwszemu. Aż on w końcu zrezygnował. Poddał się, wypalił. Już nie miał sił patrzeć na to piekło które sami sobie zgotowaliśmy a ja dodatkowo dolewałam oliwy do ognia.
Minęło 8 miesięcy. Mówią że czas leczy rany, ale u mnie je potęguje i może tylko czasem przyzwyczaja do bólu. Jestem tchórzem, kocham go ale z rozsądku jestem z innym. Nie mam odwagi iść do niego, zadzwonić, powiedzieć że kocham pomimo tego wszystkiego i nie mam odwagi zerwać tego co jest teraz. Po prostu się męczę, duszę we własnym sosie. Wiem, że już nigdy z nikim nie będzie mi tak dobrze, pomimo tego że bywało różnie. Czasem mam ochotę do niego biec i przytulić się mocno, powiedzieć że już nigdy więcej go nie zostawię, ale boję się, że on nie jest już sam... Że już nie czeka.
Bo najgorzej jest być nikim, dla kogoś, kto jest dla Ciebie wszystkim.
W obecnym związku brakuje tego czegoś, nie daję całej siebie, nic mnie nie cieszy. Na początku była fascynacja czymś nowym ale teraz wiem, że to tylko ulotna chwila. Jestem nieobecna, bo myślami jestem z nim i tęsknię strasznie... Może ten pierwszy związek nie ma przyszłości, a ten drugi jest bardziej stabilny, to ja wiem że było mi dane kochać tylko raz prawdziwie i bezinteresownie.