Na wstępie zaznaczę, że jestem po wizycie u pani doktor niekompetentnej, a przed wizytą u pana doktora, który powinien być kompetentniejszy (a któremu wcale bardziej nie ufam).
Piszę tutaj, bo liczę, że znajdzie się choć jedna osoba, która miała taki problem, lub zna osobę, która coś podobnego przeżyła. Potrzebuję wiedzy na temat tego, co może się wydarzyć, czego mogę się spodziewać, a także odpowiedzi na pytanie "co robić?".
Zasięgam informacji, gdzie tylko mogę. Jestem samotną matką na zasiłku i wizja położenia się na oddziale, czy choćby wyjazdu na płatną wizytę do specjalisty, jest dla mnie wydarzeniem, do którego mocno musiałabym się przygotować zarówno logistycznie jak i finansowo.
W maju 2014 roku trafiłam do prywatnego warszawskiego gabinetu ginekologicznego celem potwierdzenia ciąży. Tam zajęła się mną fantastyczna pani doktor. Stwierdziła jedną ciążę prawidłową, wadę macicy - dwurożność i podejrzenie drugiej, pozamacicznej ciąży. Po tygodniu pojawiłam się tam ponownie, by porównując obraz z USG stwierdzić, czy drugi pęcherzyk rośnie w takim samym tempie jak pierwszy. Pani doktor była już niemal pewna, jednak z uwagi na brak dostępu do dokładnego aparatu USG obiecała mi wizytę u jej znajomej, wybitnej specjalistki w państwowym szpitalu. Już na drugi dzień zostałam obfotografowana, a na odwrocie zdjęć kolejna pani doktor opisała dokładnie wadę i zaleciła dalszą obserwację. Wiedziałam już, że mam jedną ciążę prawidłową, a drugi pięciomilimetrowy pęcherzyk bez ukrwienia zapada się w ścianę macicy prawego rogu macicy dwurożnej. Może się on wchłonąć lub spłynąć podczas porodu, ale może też pozostać, lecz póki co nie zagrażał, ani prawidłowo rozwijającej się ciąży, ani mi.
Dalsze losy rzuciły mnie do miasteczka 19tysięcznego, gdzie poinformowałam nową panią doktor o mej przypadłości. Zamrugała oczami, obejrzała zdjęcia, powiedziała "dobrze". Ufałam lokalnej służbie zdrowia, ciąża rozwijała się prawidłowo, ja czułam się dobrze.
Gdy rozpoczął się poród i byłam przyjmowana na oddział nie omieszkałam lekarzowi wspomnieć o pęcherzyku. "Skąd pani wie?", pokazałam zdjęcia, "skąd pani to ma? Przecież tu nawet opisu nie ma", pokazałam opis na odwrocie, wytłumaczyłam o co chodzi, "musiała mieć to pani robione po znajomości" - i koniec. Żadnej adnotacji w karcie. Uznałam, że brak zainteresowania może wynikać z faktu, że na tym etapie nic zrobić nie można. Z drugiej strony byłam mocno zdziwiona kolejną tak obojętną reakcją. W pierwszym gabinecie mój przypadek wzbudził duże zainteresowanie (jako forma ciekawostki medycznej z uwagi na rzadkość występowania), natomiast tu lekarze sprawiali wrażenie jakbym opowiadała im bajkę. Postanowiłam poczekać na wizytę poporodową u lokalnej pani doktor.
Tak jak postanowiłam, tak też zrobiłam i te 5, czy 6 tygodni później siedziałam na fotelu. Już zapomniałam o tym, że kiedyś mówiłam o pani doktor, która prowadziła moją ciążę, że powinna być okulistką, a nie ginekologiem (potrafiła przepisywać leki, lub stawiać diagnozy bez badania, po spojrzeniu w oczy). Sprawdziła szyjkę i kazała się ubrać. Natychmiast zapytałam o drugi pęcherzyk. Zamrugała oczami, popatrzyła w moje i powiedziała "spłynęęęęęęęęęęęło, proszę paaaani. Wszystko spłynęło". Podziękowałam będąc nie wiedzieć czemu uspokojoną i wyszłam.
Niemal 1,5 roku później, przez zupełny przypadek, trafiam z infekcją do innej pani doktor. Zrobiła mi USG, znalazła pęcherzyk. Wytłumaczyłam jej, że przecież pytałam pani doktor X i dostałam informację, że spłynął. Spytałam co się z tym robi, odpowiedziała "Nie wiem... może pani się zapisze do pana doktora Y... może on panią skieruje na oddział... o ile w ogóle będą w stanie się tam dostać...".
I tu pojawiają się pytania: Co robić? Co będzie dalej?
Spróbować odnaleźć pierwszą, warszawską panią doktor w szpitalu państwowym?
Zapisać się na wizytę w gabinecie prywatnym?
Spróbować skonsultować się z nią przez telefon?
Szukać spejalistów bliżej?
Dać się pokroić lokalnym rzeźnikom?
Wiem, że przypadek jest tak rzadki, że tu gdzie jestem mogą znać go tylko z książek. Bardzo, bardzo nie chciałabym być bezpłodna w powodu błędu lekarza.