Witam, wczoraj rozstaliśmy się z moim chłopakiem, byliśmy ze sobą prawie rok. Przez ostatni czas często się kłóciliśmy, głównie z mojej winy, jestem bardzo impulsywna i nerwowa, często sprawiałam wrażenie obojętnej, choć tak naprawdę nie było, on wiedział jak bardzo go kocham. Podczas ostatniej kłótni, naprawę błahej, coś się zepsuło. Nie gadaliśmy prawie wcale, nie pisaliśmy, było inaczej. Zapytałam o co chodzi. A wtedy on mi powiedział, że to juz nie jest to co kiedyś, że on juz jest zmęczony naszymi kótniami, że zaczął pisać z inną dziewczyną, która go pocieszała i on sie w niej zauroczył.. Był bardzo rozdarty, nie wiedział co czuje, Twierdził, że mnie kocha, ale już nie tak jak kiedyś, już mu tak nie zależy i nie wie czy jest w stanie mnie jeszcze tak pokochac jak kieddyś. Próbowaliśmy być jeszcze razem, urwał kontakt z tamtą dziewczyną, zablokował ją na facebooku, widziałam to jak bardzo chce żeby nam wyszło, żeby jego dawne uczucie do mnie powróciło, aleosie nie udało, on ciagle zmieniał zdanie. Raz twierdził, że się uda, że mnie kocha, a za pare godzin zmieniał zdanie, że to już nie wyjdzie, że on tak naprawde nie wie czegi chce bo sie pogubił, ze nie chce mnie ranić i lepiej by było jakbyśmy się rozstali. Ja go tak bardzo kocham, chciałam to wszystko jakoś naprawić, ale co ja mogę zrobić kiedy on nie wie co czuje.. Chcieliśmy dać też sobie czas, ale on stwierdził że to nic nie da. Więc mnie zostawił. Chce mieć ze mną kontakt, ale ja na razie nie potrafię, ciągle o nim myślę, rozpamiętuje, nie mogę jeść, spać, na niczym sie skupić. On byl jedyną bliską mi osobą. Moja przyjaciółka wyjechała więc tak naprawdę nie mam z kim o tym porozmawiać na zywo. Jest mi tak ciężko.. On powiedział, że jeżeli kiedyś byłby pewien swoich uczuć to moglibyśmy do siebie wrócić, ale kiedy? Ja oszaleje jak o tym myślę, tak bardzo źle się czuję, mieliśmy tyle planów.. Nie wiem już co mam z tym wszystkim zrobić i jak sobie z tym poradzić.
Podobne tematy
(...) Nie wiem już co mam z tym wszystkim zrobić i jak sobie z tym poradzić.
Najlepszym sposobem na poradzenie sobie, jest pozwolenie sobie na... nieradzenie. Owo nieradzenie to odpłakanie, odsmutkowanie. Żałoba (przeżywasz ją teraz po stracie bliskiej osoby, marzeń z nią związanych, wspólnych planów) jest procesem, niczym go nie przyspieszysz.
Więc mnie zostawił. Chce mieć ze mną kontakt, ale ja na razie nie potrafię, ciągle o nim myślę, rozpamiętuje, nie mogę jeść, spać, na niczym sie skupić. On byl jedyną bliską mi osobą. Moja przyjaciółka wyjechała więc tak naprawdę nie mam z kim o tym porozmawiać na zywo. Jest mi tak ciężko.. On powiedział, że jeżeli kiedyś byłby pewien swoich uczuć to moglibyśmy do siebie wrócić, ale kiedy? Ja oszaleje jak o tym myślę, tak bardzo źle się czuję, mieliśmy tyle planów.. Nie wiem już co mam z tym wszystkim zrobić i jak sobie z tym poradzić.
wątpie że to on Ciebie zostawil. Skoro chce mieć z Tobą kontakt to widać że chce to naprawic
allied64 sugerujesz, że żadna osoba, która zostawia nie chce kontaktu z zostawianą/zostawianym? Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz.
Autorko nie słuchaj jego głupich tłumaczeń o domniemanym powrocie itp. Krzywdzisz tym siebie jeszcze bardziej. On Cię będzie tryzmał w poczekalni być może już zawsze, a Ty będziesz skamleć o jego atencję i marnować swoje najlepsze lata. Żałoba, odciąć się na dobre, rozpocząć nowe życie.
Może i się myle.
Dlaczego miłość jest taka ślepa? obie osoby wiedzące o wzajemnym uczuciu, w dodatku mieszkające "rzut kamieniem" od siebie + chemia która ciągnie je do siebie muszą cierpieć żeby być razem. Wytlumaczy mi to ktoś?
Może i się myle.
Dlaczego miłość jest taka ślepa? obie osoby wiedzące o wzajemnym uczuciu, w dodatku mieszkające "rzut kamieniem" od siebie + chemia która ciągnie je do siebie muszą cierpieć żeby być razem. Wytlumaczy mi to ktoś?
Nie, nikt ci tego nie wytłumaczy. Problemy uczuciowe to 90% problemów na tym forum. Tak już jest skonstruowany człowiek- wieczny konflikt pomiędzy wyobrażenie i realnościa.
Może i się myle.
Dlaczego miłość jest taka ślepa? obie osoby wiedzące o wzajemnym uczuciu, w dodatku mieszkające "rzut kamieniem" od siebie + chemia która ciągnie je do siebie muszą cierpieć żeby być razem. Wytlumaczy mi to ktoś?
Nie zaśmiecaj czyjegoś wątka. Załóż własny, o ile jeszcze go nie masz.
9 2016-03-19 14:21:16 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-03-19 14:22:41)
Przez ostatni czas często się kłóciliśmy, głównie z mojej winy, jestem bardzo impulsywna i nerwowa, często sprawiałam wrażenie obojętnej, choć tak naprawdę nie było, on wiedział jak bardzo go kocham. Podczas ostatniej kłótni, naprawę błahej, coś się zepsuło. Nie gadaliśmy prawie wcale, nie pisaliśmy, było inaczej.
Jak długo można tolerować takie zachowanie osoby, z którą jest się w związku? Sprawiałaś wrażenie obojętnej, a jednocześnie zapewniasz, że wiedział, jak bardzo go kochasz. To są Twoje pobożne życzenia. Gdyby rzeczywiście tak było nie miałby wątpliwości co do waszego związku, co do uczuć, nie szukałby spełnienia swoich potrzeb emocjonalnych gdzie indziej.
Do obojętności dodaj kłótnie i słowną agresję i szczerze sobie odpowiedz: z jakiej racji miałby znosić takie zachowanie? Dlaczego miałby brnąć w związek z osobą, która raz jest obojętna, raz agresywna? Ale twierdzi jednocześnie, że kocha. Nie tak się okazuje miłość.
Próbowaliśmy być jeszcze razem, urwał kontakt z tamtą dziewczyną, zablokował ją na facebooku, widziałam to jak bardzo chce żeby nam wyszło, żeby jego dawne uczucie do mnie powróciło, aleosie nie udało, on ciagle zmieniał zdanie. Raz twierdził, że się uda, że mnie kocha, a za pare godzin zmieniał zdanie, że to już nie wyjdzie, że on tak naprawde nie wie czegi chce bo sie pogubił, ze nie chce mnie ranić i lepiej by było jakbyśmy się rozstali.
Ma mętlik w głowie, ale starał się. Nic z tego nie wyszło, więc nie ma co ponownie przerabiać tego samego scenariusza zejścia i rozstania.
Teraz jest czas na to abyś przemyślała być może jak Twój charakter/przeszłość/sytuacja wpłynęły na porażkę tego związku. Nie popełniaj tych samych błędów następnym razem i naucz się wyrażać miłość, tak aby naprawdę osoba z którą będziesz nie musiała czuć się samotna i odrzucona będąc w związku z Tobą. Obojętność i agresja nie są sposobami wyrażania miłości.
10 2016-03-19 15:04:08 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-03-19 15:06:03)
Autorko, teraz cierpisz ale na przyszłość: wyciągnij wnioski z tego związku.
Zostałaś ukarana za swoją kłótliwość i - niestety - należało Ci się. Dzięki temu rozstaniu nabierzesz pokory (mam nadzieję) i może z kolejnym facetem będziesz już bardziej uwazać. Nie można siebie tłumaczyć "jestem nerwowa i impulsywna". To tak samo jakby facet bił kobietę i tłumaczył "jestem nerwowy i impulsywny".
Zabiłaś miłość w Twoim facecie i ja się temu nie dziwię. Żaden facet, nawet najbardziej kochający, nie zniesie awanturującej się, sfochowanej baby albo baby która robi wciąż ciche dni.
Klio - przeczytałąm Twojego posta dopiero gdy napisałam swojego. Widze że mamy to samo zdanie. ![]()
Tak, zdaje sobie sprawe z tego, ze w duzej mierze to co sie stalo jest moja wina. Wiem, jakie bledy popelnilam i nie chce juz ich wiecej popelnic. Staram sie nie myslec o tym, ale on szuka kontaktu ze mna, codziennie chociaz raz napisze i zapyta co robie, jak sie czuje i ze tez za mna teskni. Nie wiem jak mam interpretowac takie zachowanie, bo jeszcze dzien wczesniej napisal mi, ze mozemy miec kontakt, ale dopiero za pare miesiecy, jak ja dojde do siebie. Potem znowu zmienil zdanie i nagle chce miec kontakt stale. Jest mi jednoczesnie ciezko ale i tez lepiej gdy ze soba piszemy, sama nie wiem co powinnam robic.
Postaw sprawę jasno: albo do siebie wracamy i kontakt zostaje w pełni utrzymany, albo rozstajecie się i urywacie na razie kontakt. Inaczej będzie wam trudno rzeczywiście przepracować przyczyny porażki związku. Później już od was zależałaby decyzja, czy wracać, czy życie układać z kimś innym.
Przy czym:
Szybki i kolejny już powrót wiązać się może z pojawieniem tych samych problemów, które doprowadziły do zerwania w poprzednich przypadkach. On dalej się będzie wahał, zastanawiał czy naprawdę kocha, a Ty będziesz żyła w ciągłym napięciu, żeby czymś go nie urazić. Widzisz już do czego doprowadziła Twoja obojętność i agresja, ale teraz musisz uważać, żeby nie popaść w drugą skrajność, czyli całkowite podporządkowanie, byleby nie wywoływać konfliktów. On z kolei każdy konflikt może uznać za powrót do starych nawyków, a nawet wygodny pretekst do kolejnego wycofania. Na razie wygląda na to, że gdybyście podjęli decyzję o powrocie, to jak dla mnie związek miałby bardzo kruche podstawy. Obydwoje musicie sami przepracować przyczyny waszych porażek: on musi dokładnie wiedzieć czego chce i z kim, a Ty musisz popracować nad swoim charakterem i stosunkiem do innych ludzi. Nie chodzi o to, żebyś stała się uległa i cicha, ale żebyś była w stanie okazywać miłość, a rozwiązania problemu nie szukała w kłótni.
Jeżeli z kolei zerwiecie kontakt, to może się w przyszłości okazać, że będzie to ostateczne zerwanie.
Wreszcie, jeżeli utrzymacie kontakt nie budując związku, zawsze istnieje opcja, że staniecie się dla siebie nawzajem kołami zapasowymi. Będziecie wracać do siebie, kiedy w życiu będzie się gorzej układać i odchodzić, kiedy zaczniecie odbijać się od dna.
Nie bez powodu nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale decyzja należy do Ciebie.
Nie ma nic gorszego dla kobiety niż rozedrgany facet, który sam nie wie czego chce. JEDYNY sposób na takich gagatków, to uciąć kontakt na kilka miesięcy i zobaczyć, czy się ogarnie. Jeśli nie, to nie przyjmować, nawet jak skomli, że tęskni i takie tam
.
Dziękuję wam wszystkim za rady. Dziś znów pisał, "miłego dnia, co robisz, jesteś wspaniała kobietą, chciałbym z tobą spróbować za rok, dwa, będziesz wspaniała żoną bla bla bla". Nasza rozmowa skończyła się na tym, że póki co urywamy kontakt. Jednak dowiedziałam się pewnej rzeczy która przeważyła za tym, abym całkiem odpuściła. Napisał mojej przyjaciółce, że teraz ze mną nie chce mieć kontaktu. A dlaczego? Bo chce się wyszaleć!
Podoba mu się bycie singlem, bo teraz podrywa go duzo dziewczyn a go to kręci. Napisał też, że na bycie dorosłym i dojrzałym przyjdzie czas, a teraz chce korzystać z życia. A więc niech sobie korzysta! A ja już nigdy nie chcę do niego wracać. Nadal jest i bardzo ciężko bo cholernie za nim tęsknię! Ale myśl, że jest po prostu głupim dzieciakiem trochę mi pomaga w dochodzeniu do siebie. Myślę że to jest najlepsza decyzja, po prostu odpuścić. Może kiedyś będziemy mogli się kumplować, ale juz do niego nie wrócę.
15 2016-03-23 00:21:22 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-03-23 00:21:39)
Najpierw się wyszaleje, a potem łaskawie wróci
No nie mogie!
Powodzenia na dalszej drodze życia, już bez Niewyszalanego.
Witaj w klubie przegrywających z Wyszaleniem :-D
Wyciągnij wnioski na przyszłość z tego związku. Na wyciągnięcie ręki masz kopalnię wiedzy o samej sobie, o sobie w relacji z innymi. Jeśli właściwie to wykorzystasz, w kolejny związek wejdziesz duuużo mądrzejsza. A byłemu podziękujesz, że pomógł Ci to przepracować przed spotkaniem Pana Właściwego :-)