Hej wszystkim. Mam 20 lat, pracuję i studiuję zaocznie.
Zawsze marzyłem o wielkiej miłości. Idealistycznej i romantycznej. Gdzie wybrankowie patrzą sobie wzajemnie w oczy, wzrokiem pełnym zaufania i miłości aż do ostatniego tchnienia życia.
Od zawsze myślałem, że moja czysta wizja miłości jest naiwna i nierealna. Wiedziałem, że nie uda mi się jej spełnić i będę skazany na nieszczęście. Gdy miałem czternaście lat, postanowiłem spróbować. W moim życiu pojawiła się dziewczyna, która zabiegała o mnie i dała mi nadzieję na zrealizowanie mojego marzenia.
W związku z uczuciem, jakim byłem gotów obdarzyć mą wybrankę, wiązały się dwie najważniejsze dla mnie rzeczy: nigdy nie być zdradzonym, nigdy nie być zostawionym. Z każdą inną rzeczą byłbym sobie w stanie poradzić.
Było cudownie. Widywaliśmy się każdego dnia, kilka godzin dziennie. Spędziliśmy mnóstwo cudownych chwil, a ja każdego dnia byłem zapewniany, że moje uczucie jest spełnione. Byłem szczęśliwy. Nadszedł dzień, w którym zaszła między nami kłótnia. Dziewczyna chcąc uwolnić się ode mnie, zdradziła mnie. W tym momencie dałbym się pociąć, na plastry, wzdłuż w szerz i w kosteczki, że nic takiego się nie stanie. Załamałem się, nie byłem w stanie tego wybaczyć. To przekreślało moją wizję. Popadłem w szaleństwo, co skończyło się wizytą w zakładzie psychiatrycznym.
Czas mijał i leczył. Mając 16 lat, przestałem w końcu o niej myśleć, gdy wcześniej przepłakiwałem większość czasu jaki był mi dany. Gdy osiągnąłem pełnoletność, poznałem w Internecie drugą kobietę. Od słowa do słowa, zakochaliśmy się w sobie. Dałem sobie znów szansę. Było jeszcze cudowniej niż za pierwszym razem. Była moim ideałem. Spotykaliśmy się raz na jakiś czas, ale każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. Czułem się bardzo szczęśliwy. Przeszliśmy wiele złych i dobrych chwil - i znów zaufałem. Każdego dnia byłem zapewniany że jestem tym jedynym i nigdy nie będę ani zdradzony ani zostawiony. Nadeszła gorsza chwila i dziewczyna stwierdziła jedno. "Ma dość, nie ma już nas". Byłem gotów oddać jej wszystko. Stało się to jakiś czas temu. Od tego czasu nie skontaktowałem się z nią, a bardzo za nią tęsknie. Wciąż. Moje zaufanie znów zostało pochlastane na kawałki i nie potrafię już zaufać kobiecie. Tym razem, zostałem zostawiony. Dwie moje najgorsze wizje spełniły się. Dokonałem samookaleczenia, lecz to wcale nie pomogło. Boję się, że już nigdy nie będę w stanie nikogo pokochać i już nikt nie pokocha mnie. Popełniłem wiele błędów, ale jestem tylko człowiekiem. Dlaczego piszę to tutaj? Bo nie wiem co robić. Potrzebuję pomocy, nie mam już absolutnie nikogo, bo wszystko dla niej poświęciłem. Tak bardzo się przywiązałem do "miłości mojego życia". Boję się samotności. Boję się życia w nieszczęściu, chciałbym spełnić swoją wizję, a nawet nie mam komu powiedzieć, czego naprawdę potrzebuję...
Podobne tematy
2 2016-01-08 08:59:07 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2016-01-08 08:59:25)
Cześć.
Po pierwsze, moim zdaniem potrzebujesz pomocy porządnego psychologa, bo jesteś zbyt zafiksowany na punkcie każdego związku.
To nie rokuje dobrze, zaufaj mi. Nawet nie wiesz ile toksycznych zachowań wynika z takich obsesji.
A poza tym jeszcze siebie okaleczasz.
Naprawdę tak ważna jest dla Ciebie miłość, że dałbyś się za nią zabić?
Bo mi się wydaje, że bierzesz to wszystko zbyt poważnie.
Jak tego nie ogarniesz, to ktoś może zrobić Ci takie kuku, że się już nie pozbierasz.
Cześć.
Po pierwsze, moim zdaniem potrzebujesz pomocy porządnego psychologa, bo jesteś zbyt zafiksowany na punkcie każdego związku.
To nie rokuje dobrze, zaufaj mi. Nawet nie wiesz ile toksycznych zachowań wynika z takich obsesji.
A poza tym jeszcze siebie okaleczasz.
Naprawdę tak ważna jest dla Ciebie miłość, że dałbyś się za nią zabić?
Bo mi się wydaje, że bierzesz to wszystko zbyt poważnie.
Jak tego nie ogarniesz, to ktoś może zrobić Ci takie kuku, że się już nie pozbierasz.
Każdy kolejny raz uodparnia mnie coraz bardziej. Za bardzo przywiązywałem się do dziewczyn, i za mocno przeżywałem rozstanie.
Problem leży w tym, że potrafię napraaawdę mocno kochać i za każdym razem kończyło się to dla mnie źle.
Chciałbym po prostu spotkac kogoś, komu będę w stanie powierzyć moje uczucie i ta osoba nie spuści go w kiblu.
Boję się, że nigdy nikogo takiego nie spotkam. A to moje największe pragnienie.
Pozbierałem się wyjątkowo szybko, tłumacząc sobie, że po prostu źle trafiłem i wyżej wspomniana osoba nie była warta mojego czasu.
Ale co dalej? Wciąż chcę być kochany i kochać, ale nie sądzę, bym zaufał komukolwiek po tym co mnie spotkało.
A ja może na początek zacznę z innej strony.
Masz jakieś zainteresowania? Pasje? Marzenia?
Czy jedynym celem w życiu jest spotkanie miłości po grób? ![]()
5 2016-01-09 00:19:32 Ostatnio edytowany przez alien_isolation (2016-01-09 00:21:53)
Pierwszy raz czytam wypowiedź mężczyzny, który pisze otwarcie, że zawsze marzył o wielkiej miłości , a nie tylko zwykłym przeleceniu i porzuceniu dziewczyny. To piękne i bardzo dobrze o Tobie świadczy. To, że trafiłeś na takie dwie kobiety, to tylko pech. Życie nie polega wyłącznie na pięknych chwilach. Każdy musi doświadczyć bólu, cierpienia, nieprzyjemności w postaci różnych przypadków, wydarzeń życiowych. Ale czy ten ból poszedł na marne? Nie. Jesteś bogatszy o nowe doświadczenia.
Na pewno nie załamuj się i nie snuj czarnych scenariuszy na całe swoje życie, bo spotkałeś dwie nieodpowiednie osoby. Nie można się tak załamywać. Nie każdemu jest dane poznać od razu miłość swojego życia. Jeden poznaje ukochaną osobę w wieku 18 lat, drugi w wieku 30, a trzeci w wieku 40 itd. Na każdego przychodzi kolej. Jedyne, co mogę Ci doradzić to abyś był bardziej cierpliwy i co najważniejsze nie zakochuj się tak szybko. Testuj poznaną osobę, wystawiaj ją na próby, aby stwierdzić, czy na pewno jej zależy. Po za tym na początku każdej znajomości bardzo ważny jest dystans i chłodne podejście. Nie warto się z niczym spieszyć.
P.S to nie jest chora wizja miłości. To jest piękna wizja, godna pochwały. Niestety ten świat jest tak skonstruowany, że obecnie jest ciężko poznać ukochaną osobę na całe życie. Ciężka rzecz, ale nie niemożliwa. Nigdy z miłości nie rezygnuj i nie poddawaj się.
Twoja wizja miłości jest piękna jednakże w dzisiejszych czasach jest praktycznie nie do zrealizowania, taka prawdziwa miłość kobiety do mężczyzny i na odwrót to zjawisko bardzo ale to bardzo rzadkie.
Im szybciej do twojej podświadomości dotrze fakt że twoje marzenie leży w sferze science-fiction tym lepiej dla ciebie, w przeciwnym razie poznasz kolejną osobę i tym razem coś sobie zrobisz.
I teraz może podpadnę co poniektórym ale nigdy nie uzależniaj szczęścia od tego czy masz kogoś, tak już się złożyło że liczyć można tylko na siebie i myśleć trzeba przede wszystkim o sobie, im dłużej pożyjesz tym się przekonasz że mam rację a tymczasem nie załamuj się tylko ruszaj do przodu, przeszłość to przeszłość.
A ja może na początek zacznę z innej strony.
Masz jakieś zainteresowania? Pasje? Marzenia?
Czy jedynym celem w życiu jest spotkanie miłości po grób?
Bardzo lubię fizykę, jest to kierunkiem moich studiów. Prócz tego fascynuję się czołgami, czasami składam modele z papieru ![]()
Nie zmienia to faktu, że miłość po grób jest warunkiem, bym kiedykolwiek był szczęśliwy. Chcę mieć do kogo wracać do domu, chcę, by ktoś na mnie czekał i nie widział świata poza mną.
Twoja wizja miłości jest piękna jednakże w dzisiejszych czasach jest praktycznie nie do zrealizowania, taka prawdziwa miłość kobiety do mężczyzny i na odwrót to zjawisko bardzo ale to bardzo rzadkie.
Im szybciej do twojej podświadomości dotrze fakt że twoje marzenie leży w sferze science-fiction tym lepiej dla ciebie, w przeciwnym razie poznasz kolejną osobę i tym razem coś sobie zrobisz.
I teraz może podpadnę co poniektórym ale nigdy nie uzależniaj szczęścia od tego czy masz kogoś, tak już się złożyło że liczyć można tylko na siebie i myśleć trzeba przede wszystkim o sobie, im dłużej pożyjesz tym się przekonasz że mam rację a tymczasem nie załamuj się tylko ruszaj do przodu, przeszłość to przeszłość.
Zdawałem sobie z tego sprawę od niepamiętnych czasów, jednak zawsze żyłem tą resztką nadziei, że może to największe pragnienie się spełni. Spotkałem dwie dziewczyny które uznałem za godne zaufania, a one zapewniały mnie, że dają mi, tego czego potrzebuję. To naiwne i wiem to doskonale, ale wciąż żyję nadzieją, że może kiedyś. Że kiedyś się uda. Nie odbieraj mi tej nadziei, bo gdy czytam takie wypowiedzi logicznie myślących ludzi i zdających sobie sprawę z rzeczywistości, załamuję się jeszcze bardziej. Choć podświadomość podpowiada mi, że masz rację...
Pierwszy raz czytam wypowiedź mężczyzny, który pisze otwarcie, że zawsze marzył o wielkiej miłości , a nie tylko zwykłym przeleceniu i porzuceniu dziewczyny. To piękne i bardzo dobrze o Tobie świadczy. To, że trafiłeś na takie dwie kobiety, to tylko pech. Życie nie polega wyłącznie na pięknych chwilach. Każdy musi doświadczyć bólu, cierpienia, nieprzyjemności w postaci różnych przypadków, wydarzeń życiowych. Ale czy ten ból poszedł na marne? Nie. Jesteś bogatszy o nowe doświadczenia.
Na pewno nie załamuj się i nie snuj czarnych scenariuszy na całe swoje życie, bo spotkałeś dwie nieodpowiednie osoby. Nie można się tak załamywać. Nie każdemu jest dane poznać od razu miłość swojego życia. Jeden poznaje ukochaną osobę w wieku 18 lat, drugi w wieku 30, a trzeci w wieku 40 itd. Na każdego przychodzi kolej. Jedyne, co mogę Ci doradzić to abyś był bardziej cierpliwy i co najważniejsze nie zakochuj się tak szybko. Testuj poznaną osobę, wystawiaj ją na próby, aby stwierdzić, czy na pewno jej zależy. Po za tym na początku każdej znajomości bardzo ważny jest dystans i chłodne podejście. Nie warto się z niczym spieszyć.
P.S to nie jest chora wizja miłości. To jest piękna wizja, godna pochwały. Niestety ten świat jest tak skonstruowany, że obecnie jest ciężko poznać ukochaną osobę na całe życie. Ciężka rzecz, ale nie niemożliwa. Nigdy z miłości nie rezygnuj i nie poddawaj się.
Dzięki... to słowa dające kopa w tyłek, lecz... chyba musiałbyś nałożyć glany i złamać mi kość ogonową, bym się otrząsnął. Miałem po co żyć, miałem powód do oddychania i w ciągu jednej chwili wszystko zostało mi odebrane. Boję się, że nigdy już takiej miłości nie spotkam. Że nie będę potrafił się zakochać. I nikt nie zakocha się we mnie. Boję się, że nie będę w stanie zaufać dziewczynie, która złapie mnie za dłoń i w zaszklone oczy wyszepta, że zawsze przy mnie będzie i zawsze czekała, akurat na mnie. Wtedy czułbym się spełniony. Nie potrafię i nie chcę żyć, będąc nieszcześliwym. A to niestety jedyna metoda, by mi się to udało. Próbowałem już oduczyć się i zapomnieć o tej wizji, ale za każdym razem, gdy widziałem kanapę, wyobrażałem sobie, że jest tam moja wybranka, czekająca aż się do niej przytulę. W swoim łóżku pragnąłem kogoś, kto czuwałby nad moim snem i odwrotnie. To wszystko boli jeszcze bardziej, gdy zostałem tak okrutnie oszukany...
8 2016-01-11 04:43:41 Ostatnio edytowany przez Tom94 (2016-01-11 04:45:42)
Zdawałem sobie z tego sprawę od niepamiętnych czasów, jednak zawsze żyłem tą resztką nadziei, że może to największe pragnienie się spełni. Spotkałem dwie dziewczyny które uznałem za godne zaufania, a one zapewniały mnie, że dają mi, tego czego potrzebuję. To naiwne i wiem to doskonale, ale wciąż żyję nadzieją, że może kiedyś. Że kiedyś się uda. Nie odbieraj mi tej nadziei, bo gdy czytam takie wypowiedzi logicznie myślących ludzi i zdających sobie sprawę z rzeczywistości, załamuję się jeszcze bardziej. Choć podświadomość podpowiada mi, że masz rację...
"Nadzieja jest matka głupich" jak głosi te powiedzenie a ty sądząc po pisowni wcale się nie zaliczasz do takich osób ![]()
Moim celem nie jest dobicie ciebie a tylko uzmysłowienie że to o czym marzysz jest właściwie nierealne, spróbuj aż tak emocjonalnie do tego nie podchodzić, wiem że to trudne ale możliwe a wiesz czemu?
Ponieważ do niedawna moje marzenie było podobne do twojego ale szybko dotarło do mnie, że to czysta fikcja nie mająca racji bytu.
Taka jest brutalna rzeczywistość po prostu, też chciałbym aby było inaczej ale nie mam siły sprawczej i świata nie zmienię, im szybciej to zrozumiesz tym lepiej, w przeciwnym wypadku poznasz kolejną znów się zawiedziesz i co dalej? Samobójstwo? Bo sądzę że byłbyś do tego zdolny
Nie tędy droga kolego, i tak zrobisz to co uważasz za słuszne, nie musisz się ze mną zgadzać masz wolną drogę ale przemyśl to co ci napisałem.
O ja Cię... Chłopie co Ty masz w głowie?!
Piszesz, że boisz się zaufać kobiecie po tym co przeżyłeś, ale co Ty takiego właściwie strasznego przeżyłeś, prócz tego co praktycznie każdy?
I na czym polegała ta zdrada tej pierwszej dziewczyny? Bo domyślam się, że po prostu poznała innego i sobie do niego poszła. Była młoda i to normalne w tym wieku. Ja nie twierdzę, że dobre, ale to są właśnie te błędy młodości. Dziewczyna chciała spróbować z kimś innym, bo po prostu nie była gotowa na tak poważny związek. Nikt by praktycznie nie był. Chłopie, Ty w wieku 16 lat oczekiwałeś od kobiety wielkiego uczucia aż po grób? To Ty nie wiesz, że baby są zmienne, a już na bank nastolatki!? Miała prawo nie być gotowa na stały związek. Druga tak samo. Ona Ci tym bardziej nic nie zrobiła złego. Ludzie od siebie odchodzą i to są dobre decyzje. Wolał byś, aby się przy Tobie męczyła?
No i druga sprawa to tego Twojego zaufania... Oczywiście, że znajdziesz miłość, tylko trochę wyluzuj! Czy wiesz, że dobra, prawdziwa i piękna miłość, to taka która nie uzależnia? A wiesz co to znaczy? To znaczy, że miłość ma budować, ma upiększać i ułatwiać życie, a nie być wszystkim! Człowiek, który twierdzi, że bez swojej kobiety nie potrafi oddychać, to tak naprawdę nie kocha... Nie można kogoś uzależnić od siebie, bo każdy człowiek jest wolny. Ty zaś tworzysz bardzo toksyczne związki, które opierają się na przymusie. Kobieta musi z Tobą być, musi Cię kochać, musi na Ciebie zawsze czekać... To jest faktycznie chora wizja miłości. Bo kobieta może być z Tobą tylko jeśli tego chce i w każdej chwili ma prawo odejść, a Ty powinieneś zawsze umieć ją puścić wolno życząc jej szczęścia. Na tym polega miłość.
Podsumowując: szczera i prawdziwa miłość jest wtedy, kiedy kobieta wie, że w każdej chwili może odejść, a mimo to i tak przy Tobie zostaje. I takiej miłość Ci życzę, bo Ty takiej właśnie potrzebujesz. Tylko najpierw musisz nauczyć się pozwalać ludziom odchodzić.
niestety romantycy mają pod górę w życiu i są skazani na cierpienie, niczym młody Werter :-)
Bo sobie sami pod górę robią. Ja też romantyczką jestem, ale nie uzależniam swojego szczęścia i życia od drugiej osoby.
no to on jest nieuleczalnym romantykiem.
O ja Cię... Chłopie co Ty masz w głowie?!
Piszesz, że boisz się zaufać kobiecie po tym co przeżyłeś, ale co Ty takiego właściwie strasznego przeżyłeś, prócz tego co praktycznie każdy?
I na czym polegała ta zdrada tej pierwszej dziewczyny? Bo domyślam się, że po prostu poznała innego i sobie do niego poszła. Była młoda i to normalne w tym wieku. Ja nie twierdzę, że dobre, ale to są właśnie te błędy młodości. Dziewczyna chciała spróbować z kimś innym, bo po prostu nie była gotowa na tak poważny związek. Nikt by praktycznie nie był. Chłopie, Ty w wieku 16 lat oczekiwałeś od kobiety wielkiego uczucia aż po grób? To Ty nie wiesz, że baby są zmienne, a już na bank nastolatki!? Miała prawo nie być gotowa na stały związek. Druga tak samo. Ona Ci tym bardziej nic nie zrobiła złego. Ludzie od siebie odchodzą i to są dobre decyzje. Wolał byś, aby się przy Tobie męczyła?No i druga sprawa to tego Twojego zaufania... Oczywiście, że znajdziesz miłość, tylko trochę wyluzuj! Czy wiesz, że dobra, prawdziwa i piękna miłość, to taka która nie uzależnia? A wiesz co to znaczy? To znaczy, że miłość ma budować, ma upiększać i ułatwiać życie, a nie być wszystkim! Człowiek, który twierdzi, że bez swojej kobiety nie potrafi oddychać, to tak naprawdę nie kocha... Nie można kogoś uzależnić od siebie, bo każdy człowiek jest wolny. Ty zaś tworzysz bardzo toksyczne związki, które opierają się na przymusie. Kobieta musi z Tobą być, musi Cię kochać, musi na Ciebie zawsze czekać... To jest faktycznie chora wizja miłości. Bo kobieta może być z Tobą tylko jeśli tego chce i w każdej chwili ma prawo odejść, a Ty powinieneś zawsze umieć ją puścić wolno życząc jej szczęścia. Na tym polega miłość.
Podsumowując: szczera i prawdziwa miłość jest wtedy, kiedy kobieta wie, że w każdej chwili może odejść, a mimo to i tak przy Tobie zostaje. I takiej miłość Ci życzę, bo Ty takiej właśnie potrzebujesz. Tylko najpierw musisz nauczyć się pozwalać ludziom odchodzić.
Nie przeżyłem niczego straszniejszego niż każdy z nas, ale to bardzo płytkie rozumowanie. Nie bierzesz pod uwagę tego, że dla jednego zdrada to złość na trzy dni, a dla drugiego depresja na resztę życia. Każdy z nas odbiera inaczej te same sytuacje, jedna kobieta mdleje z bólu podczas porodu a druga zaciska pięści i jest niezłomna.
Na czym polegała pierwsza zdrada? Na tym, że zaszło między nami nieporozumienie, co zakończyło się (dla niej) namiętnym seksem z przyjacielem z dzieciństwa. Krótko i na temat.
Może to normalne w tym wieku... ale.
Ja nikogo nie zmuszam do związku ze mną. Nie mówię mu, "masz być ze mną na dobre i na złe". Nikogo do smyczy nie przywiązuje. Ja jedynie podkreślam, jak wygląda mój związek, jakie są jego zasady. I że bardzo, bardzo cierpię w przypadku zdrady bądź porzucenia. I dopiero gdy uświadomię kobiecie jak to wygląda, ona ma prawo to zaakceptować lub nie. Nie stawiałem ich przed faktem dokonanym. Zdecydowały się na to świadomie, a to, że nie dotrzymały słowa nie świadczy o tym, że jestem tyranem i nie pozwalam im odejść ani mnie zdradzać, a jedynie, że to najgorsze co może mnie spotkać. Przeżyłem śmierć bliskich mi osób, różne niepowodzenia w życiu. I zawsze wychodziłem z tarczą, jednak ten temat, temat miłości jaką sobie wymarzyłem tkwi głęboko we mnie i potrafi rozłożyć mnie na łopatki, jak nic innego.
I tak, naiwność jest mym drugim imieniem, ale oczekiwałem od szesnastolatki miłości po grób. Niestety, nie wszyscy dojrzewają emocjonalnie tak wcześnie. I to jest moje fatum.
Nie musi mnie kochać, nie musi ze mną być. Ja jedynie bardzo tego potrzebuję. I uświadamiam je o swoich potrzebach. A one uświadomione, świadomie się na to zgodziły (celowy zabieg nadużywania słowa). Nikomu pistoletu do skroni nie przystawiałem.
Namiętny seks przed 16 rokiem życia, coooo?
Jesteś miękką kluchą, i mimo że to nic złego to kobiety takich facetów nie lubią. Nieważne co usłyszysz, po prostu nie lubią ich jako potencjalnych partnerów i tyle. Albo to zrozumiesz i się ogarniesz, albo nie i umrzesz w samotności.

16 2016-01-14 14:34:30 Ostatnio edytowany przez EasyRider88 (2016-01-14 14:37:28)
O ja Cię... Chłopie co Ty masz w głowie?!
Piszesz, że boisz się zaufać kobiecie po tym co przeżyłeś, ale co Ty takiego właściwie strasznego przeżyłeś, prócz tego co praktycznie każdy?
I na czym polegała ta zdrada tej pierwszej dziewczyny? Bo domyślam się, że po prostu poznała innego i sobie do niego poszła. Była młoda i to normalne w tym wieku. Ja nie twierdzę, że dobre, ale to są właśnie te błędy młodości. Dziewczyna chciała spróbować z kimś innym, bo po prostu nie była gotowa na tak poważny związek. Nikt by praktycznie nie był. Chłopie, Ty w wieku 16 lat oczekiwałeś od kobiety wielkiego uczucia aż po grób? To Ty nie wiesz, że baby są zmienne, a już na bank nastolatki!? Miała prawo nie być gotowa na stały związek. Druga tak samo. Ona Ci tym bardziej nic nie zrobiła złego. Ludzie od siebie odchodzą i to są dobre decyzje. Wolał byś, aby się przy Tobie męczyła?
No i druga sprawa to tego Twojego zaufania... Oczywiście, że znajdziesz miłość, tylko trochę wyluzuj! Czy wiesz, że dobra, prawdziwa i piękna miłość, to taka która nie uzależnia? A wiesz co to znaczy? To znaczy, że miłość ma budować, ma upiększać i ułatwiać życie, a nie być wszystkim! Człowiek, który twierdzi, że bez swojej kobiety nie potrafi oddychać, to tak naprawdę nie kocha... Nie można kogoś uzależnić od siebie, bo każdy człowiek jest wolny. Ty zaś tworzysz bardzo toksyczne związki, które opierają się na przymusie. Kobieta musi z Tobą być, musi Cię kochać, musi na Ciebie zawsze czekać... To jest faktycznie chora wizja miłości. Bo kobieta może być z Tobą tylko jeśli tego chce i w każdej chwili ma prawo odejść, a Ty powinieneś zawsze umieć ją puścić wolno życząc jej szczęścia. Na tym polega miłość.Podsumowując: szczera i prawdziwa miłość jest wtedy, kiedy kobieta wie, że w każdej chwili może odejść, a mimo to i tak przy Tobie zostaje. I takiej miłość Ci życzę, bo Ty takiej właśnie potrzebujesz. Tylko najpierw musisz nauczyć się pozwalać ludziom odchodzić.
Jak czytam takie niektóre słowa, jak twoje to mi się scyzoryk otwiera...
Powiem wprost, twoje słowa ranią autora. I to bardzo. Co on niby takiego przeżył? A ty co niby takiego przeżyłaś? I dlaczego usprawiedliwiasz tamtą dziwkę, co go zdradziła? Bo na miano dziewczyny ona nie zasługuje. To, że ktoś jest młody, to nie może się naprawdę zakochać? A ty piszesz te swoje wypociny, że co on niby o tym wiedział. Kto dał ci prawo do oceniania czyichś uczuć? Chłopak cierpiał, a ty w dodatku się z tego w pewnym sensie wyśmiewasz. Bo ona była młoda, więc miała prawo zdradzać, bo tak wynika z tego co napisałaś. Każde cierpienie, a w dodatku te wynikające z miłości do drugiej osoby bardzo nadszarpują zaufania. Podsumowując, kobieta jak i mężczyzna kiedy między nimi jest prawdziwa miłość nie potrzebuje w każdej chwili odjeść. A ty tak stwierdzasz, na odwrót. Cóż...
A ja autorowi życzę, aby trafił na odpowiednią kobietę.
Po pierwsze: oczywiście, że potrzebuje odejść! Każdy potrzebuje mieć pewność, że może odejść od drugiej osoby i że ta osoba wtedy przyjmie to normalnie. Miałam różnych chłopaków i najlepiej wspominam tego, który pozwolił mi odejść, który na pożegnanie nie mówił mi: "obyś była już wiecznie sama, żeby Cię każdy zostawiał i żebyś poczuła to samo co ja"
A najbardziej to denerwuje mnie taki fakt: jak z kimś byłam, to byłam cudowna, niezwykła, wspaniała i praktycznie bez wad. Jak odchodziłam, to byłam zła, okropna, egoistyczna itd... No ludzie! Niech każdy zrozumie, że druga osoba ma prawo żyć jak chce.
Po drugie: ja z opowieści autora wnioskuje, że to wcale nie było tak jak on pisze. Dlaczego? Bo jest właśnie w tej fazie, że jego ex były okropne i okrutne. Ja tu naprawdę nie bronię zdrady, ja tylko wątpię, że do tej zdrady doszło. Miałam chłopaków takich jak autor i wiem jak to wygląda. Romantyzm, a zwłaszcza taki nie jest dobry i nigdy nie będzie.
A po trzecie: ja nie jestem jedną z tych, które zawsze bronią kobiet, a jeżdżą po facetach. Wręcz przeciwnie, ja dużo szybciej zrozumiem właśnie faceta niż babę. I dalej będę myśleć, że najlepszy związek to taki, w którym ktoś w każdej chwili może odejść.
Po pierwsze: oczywiście, że potrzebuje odejść! Każdy potrzebuje mieć pewność, że może odejść od drugiej osoby i że ta osoba wtedy przyjmie to normalnie. Miałam różnych chłopaków i najlepiej wspominam tego, który pozwolił mi odejść, który na pożegnanie nie mówił mi: "obyś była już wiecznie sama, żeby Cię każdy zostawiał i żebyś poczuła to samo co ja"
A najbardziej to denerwuje mnie taki fakt: jak z kimś byłam, to byłam cudowna, niezwykła, wspaniała i praktycznie bez wad. Jak odchodziłam, to byłam zła, okropna, egoistyczna itd... No ludzie! Niech każdy zrozumie, że druga osoba ma prawo żyć jak chce.
Takie numery odstawiaja tez kobiety nie tylko mezczyzni...
A po trzecie: ja nie jestem jedną z tych, które zawsze bronią kobiet, a jeżdżą po facetach. Wręcz przeciwnie, ja dużo szybciej zrozumiem właśnie faceta niż babę. I dalej będę myśleć, że najlepszy związek to taki, w którym ktoś w każdej chwili może odejść.
No widzisz i tutaj pierwszy raz musze sie z toba zgodzic
. To jest prawda gdy zaczynaja sie numery w stylu to az czlowiek zaczyna sie dusic zanim wejdzie w taki zwiazek a co dopiero w zwiazku.
19 2016-01-19 16:15:53 Ostatnio edytowany przez MrSpock (2016-01-19 16:16:08)
W tym wieku rzadko zdarza się miłość, raczej jest to zauroczenie.
Na pewno powinieneś zmienić podejście, żeby dziewczyna nie była dla ciebie wszystkim, mieć inne zainteresowanie. Ograniczyć częstotliwość kontaktów. Co prawda są pary które żyją ze sobą w jednym mieszkaniu ale to jest trudne. Spotykaj się z dziewczyną najwyżej dwa razy w tygodniu. Prawdopodobnie najlepiej byłoby dla ciebie raz w tygodniu. Niekiedy wystarczy raz w miesiącu.