Mam 50 lat a ostatnie 2 lata to samotność, Smutne to ale jestem samotna w ten poniekąd jednak wyjątkowy wieczór roku. Ktoś jeszcze tak ma?
Obok mnie "mój "facet ale ja sama. Nie dogadujemy się od dawna a o zmiany trudno. Tak więc obok siebie dzień po dniu i teraz też. On ma telewizor a ja komputer. Dlaczego i kiedy tak się porobiło ? Nie wiem. Od 3 lat jesteśmy ze sobą , oboje po przejściach a nie umiemy się porozumieć. Oczywiście ja myślę - jego wina , on pewnie że moja. Próbowałam milion razy mówić co dla mnie ważne ale on nie słucha. Mało rozmawiamy, z każdym dniem coraz mniej. Problemy z komunikacją. Ja chce rozmawiać a jego męczy moje zrzędzenie
Jeśli któraś z Was tez jest taka samotna w ten wieczór niech napisze. W grupie razniej.:)
Podobne tematy
Próbowałam milion razy mówić co dla mnie ważne ale on nie słucha. Mało rozmawiamy, z każdym dniem coraz mniej. Problemy z komunikacją. Ja chce rozmawiać a jego męczy moje zrzędzenie
Odpowiem Tobie w ten sposób...
Pewnego poranka, tak jak często się zdarzało, kalif Harun al.-Rashid, zawołał znanego wróżbitę i opowiedział mu następujący sen:
- Śniło mi się, że zęby wypadały mi jeden po drugim i nie było ich już zupełnie w moich ustach.
- Och, proszę pana, to bardzo niedobry znak. Wskazuje na to, że wszyscy z pana rodziny umrą przed panem i zostanie pan sam! - powiedział wróżbita.
Kalif rozwścieczył się do tego stopnia, że nakazał wróżbicie, aby się już nigdy więcej u niego nie pokazywał. Opowiedział jednak swój sen innemu wróżbicie. Ten jednak powiedział mu:
- Och, mój panie, to bardzo dobry sen. Mówi on o tym, że będziesz miał bardzo długie życie i przeżyjesz całą swoją rodzinę, będziesz też o wiele od nich zdrowszy!.
Uradowany kalif odpowiedział mu:
- Cóż za piękny sen! - i za tak dobrą przepowiednię dał mu w nagrodę sto denarów.
Dopiero potem zawołał swojego wezyra, nakazał mu odszukać pierwszego wróżbitę, i przeprosić go za to, że został wypędzony z zamku. A tak naprawdę, to pierwszy powiedział mu to samo co i drugi, tyle tylko, że w inny sposób.
Brunno Ferrero
Kiedyś nie byłam taka mądra.
Oj. nie ładnie pod jednym dachem tak sie zachowywać. Jesteście od 3 lat a od 2 nie rozmawiacie. To po co ci ten facet w tym lokum. Rozumiem być kompletnie samemu, ale facet bez jaj.
Może próbuję rozmawiać nie tak jak powinnam,może on nie umie zrozumieć .
Sytuacja patowa. Wciąż może mam nadzieję a może tylko boję się kolejnych zmian i tkwię w niby związku gdzie nikt nie jest szczęśliwy. Szykuje nam się dłuższa rozłąka która może pomóc uzdrowić sytuację. Jeśli jemu mnie zabraknie to może doceni moją obecność.
To był najsmutniejszy sylwester w moim życiu
Powinni przeczytać to wszyscy ci, którzy uważają, że posiadanie partnera jest jednoznaczne z tym, że nie będziemy czuli się samotni !
Tak. Przeczytajcie to i się zastanówcie przed wplątaniem się w związek z kimś kto Wam tak do końca nie odpowiada. Zaczynając ten związek myślałam sobie że miło będzie tak razem się poprzytulać , poplanować , porozmawiać ,isć do kawiarni. On był oczywiście mną zauroczony ale szybko to minęło. Nadal twierdzi że nie pozwoli mi odejść ale nic nie robi żeby pokazać że zależy mu naprawdę. Spędza czas w taki sposób jaki dla mnie jest nie do zaakceptowania.
Zaczynając związek nie wzięłam pod uwagę tego że mamy inne priorytety, że co innego dla mnie jest ważne co innego dla niego, że wartości takie jak uczciwość, szczerość , odpowiedzialność są dla niego mało ważne ( choć widoczne były początkowe symptomy).
Bądzcie uważne bo to że Wy chcecie związku opartego na szczerości, odpowiedzialności, rozmowach nie znaczy że facet tez tego chce. Facet często chce tylko mieć kobietę ale bez angaęowania sie ze swojej strony, woli wygodę , robic to co lubi choćby to było gapienie się w telewizor.
Mam resztki nadziei że cos jeszcze z tego będzie ale dosłownie resztki. Czuję się samotna. Umiem funkcjonować sama i facet nie jest mi na siłę potrzebny.
Wplątałam sie w jakiś dziwny związek z którego nie wiem jak i czy się wyplątać
Pozdrawiam Was Forumowiczki
Wiem, wiem jest napewno wielu naprawdę porządnych fajnych facetów ale ja pisze akurat o takim przypadku- uparciuch, nie odzywa się pierwszy, nie przeprasza, nie jest odpowiedzialny i mnie nie słucha a na próbę rozstania mówi że nie.
Aż prosi się zadać pyt. "po jaką cholerę z nim jesteś " ?? Nie pisz, że ze strachu przed samotnością, bo samotna to już jesteś.
8 2016-01-02 23:32:52 Ostatnio edytowany przez lucyna.przyt (2016-01-02 23:35:36)
Tak mnie wzięło w tego sylwestra i chciałam tylko się trochę wyżalić.
Czekam na odpowiedni moment na odejście albo na cud że on się jeszcze zmieni. Nie boję się samotności bo tak jak napisałaś jestem teraz bardzo samotna.
Może z wiosną coś z tym zrobię jeżeli się sytuacja nie poprawi .Psychicznie do tego już dojrzałam żeby się rozstać, no chyba że on pokaże że jednak kocha, dam mu jeszcze troszkę czasu choć już nie powinnam, miał go dość