Cześć dziewczyny chciałam was prosić o radę. Tak was czytam, bo szukam odpowiedzi na swój problem i postanowiłam napisać. Też zawsze staram się być miła i wszyscy mi wchodzą na głowę, zwłaszcza w rodzinie męża. Nikt niczego nie docenia, im się zawsze wszystko należy...
Mianowicie chodzi o rodzinę męża. Dokładnie o jego brata i żonę. Za niedługo będą odprawiać urodziny swoim dzieciom i jak co roku będą dzwonić z zaproszeniem, ale ja wcale nie mam ochoty tam iść (co roku tam chodzimy bez zająknięcia). Mąż jest chrzestnym jednego z nich. Szwagier i szwagierka to specyficzni ludzie, wiecznie mają do nas jakieś nieuzasadnione pretensje i co najlepsze nie powiedzą nam o co im chodzi tylko nagadują na nas rodzicom. Do naszego dziecka na roczek mieli ogromny problem przyjść, musieliśmy kilka razy zmieniać terminy i właściwie przyparliśmy ich do muru, żeby przyszli w końcu i to z wielkim fochem, jakby wchodzili na ścięcie, w dodatku się spóźnili. Po tej całej sytuacji stwierdziłam, że nie będę odprawiała urodzin swojemu dziecku (jedynie do dziadków), ale nie mam ochoty też tam chodzić. Czuję się oburzona ich zachowaniem, zwłaszcza, że to nasze pierwsze dziecko i roczek, a ci takie szopki robią. Mąż jakoś się tym nie przejmuje, ale też nie ma chęci tam iść.
Chodzi mi o tę jedną sytuację, bo takich sytuacji, gdy byli do nas nie fair było bardzo wiele, dużo by pisać, zawsze musi być tak jak oni chcą. Szwagierka mówi, że ma zawsze wiele wydatków, ale jakoś źle im się nie żyje, a gdy mają coś od siebie dać to już jest problem. Chcę zaznaczyć, że my mamy o wiele gorzej, jeden zarobek i jakoś publicznie nie użalamy się nad sobą, zwłaszcza, że rodzina jest duża i sporo dzieci i co roku są duże wydatki, np. urodziny, a za chwilę komunie.
Co byście zrobiły na moim miejscu odnośnie pójścia na urodziny? Jak dyplomatycznie odmówić i nie dać sobie wejść na głowę. Proszę o radę.