Nawet nie wiem od czego mam zacząć. Głupio mi się do tego przyznać.
Wiem, że takie sytuacje się zdarzają. Często przeglądam to forum i widzę, że wiele dziewczyn dokonuje takiego wyboru jak ja.
Zakochałam się w pewnym mężczyźnie, właściwie to całkowicie straciłam dla niego głowe, problem tylko w tym, że to uczucie platoniczne.
Nie będę ściemniać. Mam 18 lat, nie wiedzieć czemu swoje uczucia ulokowałam w 37 letnim facecie. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym dlaczego to tacy mężczyźni mnie interesują, boże wychodzi na jaw brak ojca w dzieciństwie - nie wiem.
Miałam z nim styczność może 3 razy w życiu w dodatku w sprawach całkowicie 'służbowych' a wywrócił moje życie do góry nogami. Jak głupia naiwna dziewczynka, miałam w głowie wiele marzeń właśnie związanych z nim. Szczerze to nazwałabym to nawet obsesją np. często rzucałam sobie okiem czy jest w pracy czy też nie. Miałam to szczęście, że moja mama troche o nim wiedziała i miałam dużo informacji od ręki.
Wiedziałam, że jest rozwodnikiem i spędza sobie życie samotnie. I właśnie żyłam w tym przekonaniu, że może kiedyś ja go uwolnie z tej samotności. Pewnie się teraz śmiejecie, ale właśnie tak myślałam. Nie chciałam się nim zabawić ani go wykorzystać tylko chciałam z nim być . Kontynuując tak sobie żyłam marzeniami, każdego dnia o nim myślałam. Raz intensywniej, raz nie, ale zawsze był obecny. Jak tylko padła jakaś informacja na jego temat, od razu się uśmiechałam. Mama nawet zaczęła już to traktować z przymrużeniem oka i robiła sobie ze mnie różne żarty związane z tym tematem.
Żyłabym tak nadal, ale dziś dowiedziałam się, że kogoś ma. W chwili kiedy to usłyszałam to aż mnie zakuło serce. W dodatku to nie jest jakaś kobieta z ustabilizowanym życiem, tylko 23 letnia dziewczyna. A jeśli ona z nim jest dla pieniędzy i go wykorzysta, co wtedy, znowu go ktoś zrani? Nie potrzeba mi było więcej, od 3 godzin czuje się tak jakby ktoś odebrał mi fragment samej siebie. Nawet nie potrafię tego opisać. Nawet nie mam siły na cokolwiek. Chyba tak bardzo w to wszystko wpadłam, że nie zdawałam sobie do tej pory sprawy z tego jak on wiele dla mnie znaczył, wychodzi na to, że ja żyłam tymi marzeniami. Nie potrafie sobie znaleźć miejsca. Ukrywam łzy, żeby nie wywołać głupich podejrzeń.
Myślę o tym, że straciłam szanse a właściwie utwierdzam się w przekonaniu, ze ja nie byłam w nim zakochana tylko go kochałam tak prawdziwie i to już od prawie 3 lat ta miłość platoniczna trwa.
Głupio mi, ze musicie to czytać. Ja wiem, że z waszej perspektywy traktujecie tą historię jak coś śmiesznego, ale ja naprawdę czuje że straciłam swoje życie, a przynajmniej jego część.
Nawet nie proszę o rady, ale o wsparcie bo strasznie się czuje.