Witam Wszystkich. Nigdy nie sądziłam, ze zwrócę się o pomoc do Was - jednak nadszedł ten czas... Jestem to nowa i przychodzę z nowym problemem.
Mąż zaniedbuje nasz związek od dłuższego czasu. Mieliśmy poważny kryzys dwa lata temu. Wydawało się, że zażegnany. Od miesięcy nie usłyszałam od niego dobrego słowa, jeśli wychodzimy to na moją prośbę i nie zawsze. Jest obojętny emocjonalnie, wycofany. Nigdy wiele nie mówił, ale teraz nie rozmawiamy prawie wcale. Mamy problemy w związku z chorobą córki, która dodatkowo jest w wieku dojrzewania i sprawia problemy. Jestem samotna w związku i sama z wieloma sprawami. Bez wsparcia emocjonalnego, chyba, że to wyproszę. Dwa lata temu teściowa próbowała zniszczyć nasze małżeństwo, ponieważ mąż poskarżył się rodzinie, że nie jest szczęśliwy. Jest uzależniony od matki i dwóch starszych sióstr, co potwierdził psycholog po naszej wspólnej terapii. Mąż oczywiście wszystkiemu zaprzecza. Nigdy nie stanął po mojej stronie, ani po stronie dzieci, gdy te były źle traktowane w jego rodzinie. Nie ma odwagi. W tym roku poznał kolegę, który jest rozwiedziony. Spotykają się od czasu do czasu. W kontakcie z nim zmienia się diametralnie. Maślane oczy, czuły, miły głos, a ze spotkań wraca radosny, niemal uskrzydlony. Po tych spotkaniach jest dla mnie wyjątkowo miły - jak wówczas gdy pornografia była jego światem - po zaspokojeniu się przed komputerem był przeważnie bardzo czuły wobec mnie. Zwykle jest człowiekiem, który dużo narzeka, ma pretensje, jest chumorzasty - jak powiedziała psycholog - zepsuty przez matkę, z którą ma zaburzoną relację. Kiedyś wyznał mi, że zaskoczyła go jego własna reakcja w kontakcie z innym kolegą, wiele lat temu - zaczał się w nim zakochiwać. Wycofał się z tej relacji, zdziwiony i przestraszony. Mam wrażenie, że teraz nie zamierza się wycofywać. Jest mi bardzo ciężko. Walczyłam o to małżeństwo wielokrotnie, wiele musiałam mu wybaczyć. Gdy nasze dzieci były maleńkie, okazało się, że jest uzależniony od pornografii. To u nich rodzinne - ojciec również był. Nie wiedziałam o tym wcześniej. Chciałam unieważnić małżeństwo, ale dałam mu jeszcze jedną szansę. Teraz nie wiem. Jestem zdruzgotana, bo jest wiele problemów, które się nawarstwiły, a teraz jeszcze ta dziwna relacja... Sama nigdy go nie zdradziłam, ani nie okłamałam. On nie cofa się przed kłamstwem i manipulacją. Podobnie jak jego matka i siostry. Nie wiem co robić. Jestem sama i popadam w coraz większą niemoc i rozpacz. Za dużo tego wszystkiego.
Podobne tematy
Uciekaj poki czas... Ja tez mialam wiare, nadzieje i milosc! On mial chyba jedenie na celu swoja wygodę. Na poukladanie spraw stracilam 15 lat, dzis jestem po 60- tce, bez sil, zniszczona psychicznie. Nie zmusisz nikogo do milosci, nie da sie nic naprawicm, a jesli, bedzie to udawane szczęscie, uciekaj!
Może ja młoda i głupia jestem, może nie rozumiem jeszcze jak działa ten świat, ale, na Boga, co ludzie widzą w takich zgniłych związkach? Tego ani miłością, ani tym bardziej partnerstwem nie nazwiesz. Jeden wielki syf, przez który wszyscy wokoło cierpią, a nikt nie ma na tyle odwagi, by go uprzątnąć.
Czasem naprawdę mnie przerażacie.
Tak mi przykro. Współczuję. Mąż to kawał..... - nie będę kończyć zdania. Zastanów się co ty tam jeszcze robisz. Czy ja dobrze zrozumiałam, że mąż spotyka się z tym facetem i jest w nim zakochany? Jeśli tak, to nie dość że romans na boku, toksyczna relacja z matką, to jeszcze zaniedbanie cię przez te wszystkie lata. Szykuj się na ewakuację i miej dobry plan na wyjście.
droga Autorko!Mozesz ratowac zwiazek,ale tylko wtedy gdy ta druga osoba tez chce ten zwiazek ratowac.Swoim chceniem nic nie zdzialasz jezeli nie ma checi z jego strony.Nikt nie uwolni go od wplywu mamuski i siostrzyczek jezeli on sam nie bedzie tego chcial.Twoja sytuacja jest trudna.Twoj maz nalezy do osob,ktorzy sa w silnej wiezi z mamusia i rodzenstwem,a przy okazji ma tez zone-na doczepke.Zrob sobie bilans zyskow i strat-ile dobrego jest w tym ukladzie,a ile zlego.Nie staraj sie go zmienic,bo to sie nie uda.On przyzwyczail cie do takiego zycia ,i pewnie jemu jest dobrze.Nie zmieni tego ,tak po prostu.Co robic dalej?Sama musisz zadecydowac.
Mąż gej?
Witajcie. Dziękuję za Wasze odpowiedzi.
Szczerze przyznam, że jestem nimi zaskoczona - spodziewałam się raczej krytyki typu: to Twoja wina, że on taki jest, za mało o niego dbasz, wina zawsze leży po obu stronach...
Oczywiście jestem świadoma tego, że mam swoje wady.
Jednak w kluczowych sprawach nigdy nie zawiodłam, to ja byłam tą odpowiedzialną, tą dążącą do lepszego, i tą, na którą zwalało się winę za wszystko.
Dziękuję Wam - niestety teraz nie mogę się rozpisać, ale dałyście mi do myślenia. Jest mi strasznie trudno przyznać przed samą sobą, w czym tkwię. Za wszelką cenę staram się utrzymać na powierzchni i zdaję sobie sprawę, że moja sytuacja jest konsekwencją moich wyborow. Boli mnie to, że mamy wspaniałe dzieci, które wzrastają w tak niestabilnym środowisku.
Muszę kończyć - obiecuję napisać później.
Jeszcze raz dziekuję Wam.