Temat na tym forum wałkowany pewnie z milion razy. Chciałbym jednak opowiedzieć swoją historię która miała dużo wzlotów i upadków i zasięgnąć porady. Jak zapomnieć.
Stało się, dokładnie 2 tygodnie temu rozstałem się ze swoją dziewczyną którą kochałem ponad życie. Związek trwał 2,5 roku. A teraz opowiem historię w lekkim skrócie.
Poznaliśmy się w maju 2013 na spotkaniu na którym byli nasi wspólni znajomi.Ja lat 27 ona lat 23 Ja zauroczony jej uśmiechem i sposobem bycia tydzień później po zdobyciu jej numeru zadzwoniłem i umówiłem się na pierwszą randkę. Niestety podczas pierwszej randki która jej się bardzo podobała (tak przynajmniej napisała w smssie po) dowiedziałem się, że jedzie na 2,5 miesięczną praktykę za granicę. Znałem sytuację i wiedziałem, że nasze losy mogą różnie się potoczyć ale byłem dobrej myśli. Po jej powrocie (wrzesień 2013) znowu się spotkaliśmy. Zaiskrzyło i zostaliśmy parą. Jak to bywa na początku wszystko było fajnie, każdy cieszył się sobą, każdy o siebie dbał. Wspólne wyjazdy w góry (bardzo to lubiliśmy) cementowały nasz związek i utwierdzały mnie w przekonaniu że to właśnie na nią czekałem w swoim życiu. Był nawet okres w którym chciałem się zaręczyć. Niestety gdy dowiedziałem się o jej kolejnym wyjeździe na praktyki (2,5 miesięczne) postanowiłem to odłożyć na nieco później. Wiedziałem, że jako chłopak nie mogę jej zabronić wyjazdu. Wiedziałem także co może się tam stać i jakie pokusy czyhają w krajach morza śródziemnomorskiego. Znała moje obawy i moją opinię jednak mimo to pojechała. I znowu musiałem czekać na nią przez 2,5 miesiąca. Był to okres dosyć trudny dla mnie, problemy w pracy brak wsparcia fizycznego od osoby którą kochałem. No i doczekałem się, wróciła. Jednak wróciła trochę inna. Pod koniec września (2014) wyjechaliśmy na wspólne tygodniowe wakacje do Hiszpanii. Wydawało mi się, że było cudownie. Nic bardziej mylnego. Mniej więcej po 2 tygodniach od naszego powrotu dowiedziałem się, że staram się o nią zbyt mało, mimo to, że w rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej. Zawsze starałem się być przy niej , wspierać ją i pomagać. Jakoś załagodziliśmy sytuację. W listopadzie wraz ze gronem znajomych mieliśmy jechać na 5 dni do Barcelony. Niestety 2 dni przed naszym wyjazdem mojej byłej dziewczynie zmarła babcia z która ona była bardzo zżyta. Bez wahania postanowiłem zostać i ją wesprzeć. Nie obchodziły mnie wtedy nawet stracone pieniądze. Myślałem, że to pokaże jej jak bardzo mi na niej zależy, jak bardzo ją kocham. Przez 3 może 4 miesiące był dobry okres w którym nic nie wskazywało na to co się stało. Dowiedziałem się z jej ust, że ona ponownie w nadchodzącym okresie letnim (tuż przed obroną pracy magisterskiej) znowu opuszcza mnie na 2,5 miesiąca w celu wyjazdu na praktyki. Mimo, że znała moje zdanie na temat wyjazdu to pojechała. Kilka tygodni przed wyjazdem (czerwiec 2015) spędziliśmy tydzień czasu w Zakopanym. Było cudownie. Niestety weekend po na wspólnym spotkaniu ze znajomymi oznajmiła, że po powrocie z praktyk rodzice zafundowali jej wyjazd na wspólne wakacje do Włoch (w ramach obrony pracy magisterskiej). Niestety termin wyjazdu zbiegał się z weselem mojej bliskiej kuzynki na który mieliśmy iść razem (wiedziała o tym terminie przynajmniej pół roku wcześniej). Po jej powrocie z praktyk nic nie było już takie samo. Zaraz po obronie wyjechała do Włoch z rodzicami. Po powrocie różnie się między nami układała. Wiele razy z nią rozmawiałem na temat tego jak mnie traktuje i co dla mnie robi. Apogeum był wspólny wyjazd ze znajomymi na przełomie listopada i grudnia. Jej zachowanie na tym wyjeździe (kompletne ignorowanie mojej osoby) skłoniło mnie do podjęcia konkretnych czynów. 2 dni po powrocie powiedziałem jej, jak się czuję tym jej traktowaniem jak się powinna zachować i powiedziałem, że jeżeli to ma tak wyglądać to ja pasuje. I wtedy usłyszałem słowa: wypaliłam się.
W tym związku chciałem aby kobieta wiedziała, że może na mnie zawsze polegać, w każdej sytuacji służę jej pomocą. Niestety działało to tylko w jedną stronę. Przez okres 2,5 roku nie potrafiła nic dla mnie zrobić (poza kartką na 27 urodziny którą wykonała własnoręcznie). Wydawało mi się, że nasze poglądy na przyszłość są w pewnym sensie podobne. Ja myślałem o rodzie (teraz mam 29 lat) ona niestety o tym jak to by się najlepiej zabawić na imprezie. Wcześniej byłem w związku który trwał 3 lata niestety zaborcza osoba z którą byłem spowodowała, że to ja postanowiłem odejść.
Pytanie do was drogie Panie. Jak po tym wszystkim się pozbierać. Nie mogę spać, zmuszam się do jedzenia, w głowie siedzi mi cały czas moja była już dziewczyna. Każdy ze znajomych powtarza mi, że dobrze, że tak się stało, że ona nie zasługiwała na mnie. Niestety wiem co robiła dla mnie (praktycznie nic) ale w mojej psychice siedzi co innego. Chciałbym się tego pozbyć i raz na dobrze wymazać ten okres z mojego życia. Mimo to wciąż ją kocham...
