netkobietyWszystkie działy
Psychologia kariery - moja kariera zawodowa

"Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

16 odpowiedzi11 663 wyświetleniazałożony przez Janke, 02.04.2008

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Wiecie, ja lubię moją pracę, ale w moim zespole mam dziewczynę, która jest bardzo niezadowolona, i wciąż narzeka, że aż powoduje, że ja jestem zdemotywowana. Ciągle opowiada o rozmowach kwalifikacyjnych, na jakie chodzi!Ja ju z nie mogę tego znieść!Z jednej strony rozumiem, że chce się wyżalić z drugiej mam serdecznie dość wysłuchiwać jej narzekania!

2

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje
Janke napisał/a:

Wiecie, ja lubię moją pracę, ale w moim zespole mam dziewczynę, która jest bardzo niezadowolona, i wciąż narzeka, że aż powoduje, że ja jestem zdemotywowana. Ciągle opowiada o rozmowach kwalifikacyjnych, na jakie chodzi!Ja ju z nie mogę tego znieść!Z jednej strony rozumiem, że chce się wyżalić z drugiej mam serdecznie dość wysłuchiwać jej narzekania!

Janke,

to powiedz jej, że działa to na Ciebie destruktywnie i wprowadza Cię w niemiły nastrój. poproś o to, by przestała to robić. Wiem, że wymaga to pewnej odwagi i otwartości - ale to jedyna droga do zmiany profilu waszych rozmów. Myślę, że ona/koleżanka wcale nie poprawia sobie nastroju takim gadaniem - jeśli tak myśli to wierz mi, że jest w błędzie.

3

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Rozumiem,co masz na myśli.
Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłaby rozmowa z tą osobą, a może spróbuj też tak samo narzekać jak ona i wtedy się przerazi, jak to faktycznie demotywująco brzmi, może poskutkuje... smile
Pozdrawiam!

4

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Miałam kiedyś podobną sytuację w pracy. W tamtym czasie jedna z moich koleżanek wciąż powtarzała, że "mamy problem". Pierwsze co słyszałam kiedy wchodziłam do biura to "mamy problem" Kompletnie nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Traf chciał, że uczestniczyłam w pewnym ciekawym szkoleniu gdzie po raz pierwszy usłyszałam o kotwicach i radzeniu sobie z nimi. W skrócie chodzi o to, że często jakiś obraz czy dźwięk łączy się z przeżywaną w danej chwili emocją i ją nie jako kotwiczy, to znaczy za każdym razem gdy później pojawi się ten obraz lub dźwięk automatycznie powraca emocja, która była z nią związana. Mechanizm ten działa non stop a najprostszy przykład to romantyczna piosenka, która za każdym razem kiedy ją słyszymy przywołuje jakieś piękne i romantyczne chwile.

Ale wróćmy do koleżanki. Po tym szkoleniu dowiedziałam się, że ważne jest zidentyfikowanie takich negatywnych kotwic w naszym życiu i zrobienie wszystkiego, aby je wyeliminować, ponieważ negatywnie wpływają na nasz stan a to z kolei przekłada się na nasze zachowania. Więc po powrocie ze szkolenia zaproponowałam wszystkim, mała zabawę. Za każdym razem, kiedy ktoś w dziale powiedział mamy problem wrzucał do skarbonki złotówkę. Na początku zebrała się nawet spora kwota którą przeznaczaliśmy na ciastka i takie tam drobne przyjemności. W ten sposób wyeliminowaliśmy negatywną kotwicę, a zebrane pieniądze dobrze wpłynęły na naszą integrację.

W ten sposób upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu.

5

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje
Agnieszka128 napisał/a:

Traf chciał, że uczestniczyłam w pewnym ciekawym szkoleniu gdzie po raz pierwszy usłyszałam o kotwicach i radzeniu sobie z nimi. W skrócie chodzi o to, że często jakiś obraz czy dźwięk łączy się z przeżywaną w danej chwili emocją i ją nie jako kotwiczy, to znaczy za każdym razem gdy później pojawi się ten obraz lub dźwięk automatycznie powraca emocja, która była z nią związana. Mechanizm ten działa non stop a najprostszy przykład to romantyczna piosenka, która za każdym razem kiedy ją słyszymy przywołuje jakieś piękne i romantyczne chwile.

Ale wróćmy do koleżanki. Po tym szkoleniu dowiedziałam się, że ważne jest zidentyfikowanie takich negatywnych kotwic w naszym życiu i zrobienie wszystkiego, aby je wyeliminować, ponieważ negatywnie wpływają na nasz stan a to z kolei przekłada się na nasze zachowania. Więc po powrocie ze szkolenia zaproponowałam wszystkim, mała zabawę. Za każdym razem, kiedy ktoś w dziale powiedział mamy problem wrzucał do skarbonki złotówkę. Na początku zebrała się nawet spora kwota którą przeznaczaliśmy na ciastka i takie tam drobne przyjemności. W ten sposób wyeliminowaliśmy negatywną kotwicę, a zebrane pieniądze dobrze wpłynęły na naszą integrację.

W ten sposób upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu.

Czy w necie mozna znaleźć gdzies cos wiecej na  temat tych kotwic? Bardzo mnie zaciekawilo to o czym napisałaś.

6

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Wpisz w dowolnej wyszukiwarce kotwiczenie, proces kotwiczenia. Można sporo znaleźć na ten temat.

7

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Ok dzięki nie pomyslałam o tym:)

8

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Bardzo proszę:)

9

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Podbijam temat, ponieważ ostatnio czytałam ciekawy artykuł na temat "syndromu zatrucia koleżeńskiego". Okazuje się bowiem, że często to nie sama praca, zakres obowiązków, warunki zatrudnienia wpływają na nas demotywująco, odbierając nam chęć przychodzenia do pracy. Prawda jest bowiem taka, że to nasi współpracownicy mogą skutecznie odbierać nam chęć do pracy nawet w sytuacji gdy sama praca jest interesująca, pozwala nam realizować się w zawodzie, zarobki są na odpowiednim poziomie i jesteśmy w pełni zmotywowani.

Otóż wieczne narzekanie naszych współpracowników na wszystkich i wszystko dookoła, teorie na temat szefa, który się na nich uwziął, Klientów którzy są złośliwi i nic nie warci itp. potrafią na tyle skutecznie zatruć nam życie, że zaczynamy szukać nowych możliwości. Co ciekawe zarząd często nie dostrzega problemu i nie podejmuje żadnych działań, które mogłyby go rozwiązać.

A co Wy możecie powiedzieć na ten temat biorąc pod uwagę Wasze dotychczasowe doświadczenia? Spotkaliście się z taką sytuacją?
Jak sobie radzić z takim problemem?

10

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Dokładnie.
Relacje koleżeńskie są bardzo istotne. Tym bardziej gdy spędzamy cały czas pracy w tym samym pomieszczeniu. Nastrój współpracowników się nam udziela.
W miejscu, w którym teraz pracuję mieliśmy spotkanie wszystkich nowych pracowników, na którym poznaliśmy historię, politykę firmy. Osoba prowadząca spotkanie powiedziała wprost, że zwraca się dużą uwagę na to, czy ktoś ciągle narzeka na swoje życie zawodowe, prywatne itd. Roztacza wokół siebie taką nieprzyjemną aurę, bo to niestety udziela się innym.
Jest w tym dużo racji.

11

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

"Syndrom zatrucia koleżeńskiego" niestety nie występuje tylko w pracy, ale zdarza się też w zwykłych relacjach z koleżankami...

W ogóle (szczerze mówiąc) uważam, że istnieją na świecie tzw. toksyczni ludzie, którzy potrafią innych zatruwać i znajdą zawsze ku temu powód, nawet najbardziej błahy... Po prostu taki już mają sposób bycia i potwornie ciężko to zmienić (a u części z nich zapewne w ogóle nie jest to możliwe).

Swego czasu miałam taką koleżankę. Miałam z nią całkiem dobry kontakt (ani ona, ani ja nie miałyśmy zbyt wielu znajomych, więc jeśli chodzi o takie bliższe relacje, byłyśmy zdane głównie na siebie) i długo walczyłam, by zmienić w niej nastawienie (choć sama nie jestem zbyt wielką optymistką).

Niestety nic z tego nie wychodziło, nie pomagały żadne rozmowy i prośby z mojej strony typu: "zamiast narzekać na to jak jest źle, postarajmy się zrobić coś, by umilić sobie życie w danej chwili, jak już się ze sobą widzimy".

Obie nie miałyśmy w życiu lekko, ale miałyśmy zupełnie inne podejście do tego:
- ona spotykała się ze mną wyłącznie po to, by wylewać swoje frustracje na cały świat (a co za tym idzie - pogarszała nastrój również mnie, potrafiła mnie potwornie zdołować i "podcinać już i tak krótkie skrzydła")
- ja spotykając się z nią chciałam oderwać się od życia codziennego, od smutków i po prostu odreagować - wyjść na spacer, iść do kina, albo zrobić sobie babski wieczór - dobre jedzonko, jakieś komedie itd, wszystko aby nawzajem poprawić sobie nastrój

Jak się łatwo domyślić - kompletnie nic z tego nie wychodziło. Miła atmosfera trwała nie dłużej nić 10 minut i znowu było narzekanie z jej strony i znów wracanie do tych samych wątków, które słyszałam już setki razy.

W końcu się poddałam i zrezygnowałam z tej znajomości, bo już naprawdę nie mogłam tego wszystkiego wytrzymać i psychicznie nie dawałam rady. Ona była potwornie zdziwiona, że przestałam się odzywać itd, w końcu oficjalnie powiedziałam jej, że tak naprawdę jesteśmy zupełnie inne, mamy inne wyobrażenie na temat ZDROWYCH relacji koleżeńskich, nie mamy wspólnych zainteresowań i właściwie nie mamy o czym ze sobą rozmawiać, a ciągłe słuchanie jej narzekań i tego, jak obgadywała inne osoby (a później do nich biegła "z wywieszonym językiem") jest męczące i mam dosyć.

Być może ktoś z Was teraz sobie pomyśli, że jestem wredna czy coś, ale naprawdę nie dało się z nią dojść do porozumienia, mimo wielu prób z mojej strony. Nie była to dla mnie łatwa decyzja, ale dziś nie żałuję, że się od niej odcięłam i sądzę, że dobrze zrobiłam.

Dlatego moja rada dla innych jest taka: jeśli tylko istnieje możliwość "odcięcia" się od takiego toksycznego człowieka, to najlepiej zrobić to jak najszybciej, zanim całkowicie zatruje Wam życie i zaszczepi głęboko w Was negatywny sposób patrzenia na świat.

12

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

"Otóż wieczne narzekanie naszych współpracowników na wszystkich i wszystko dookoła, teorie na temat szefa, który się na nich uwziął, Klientów którzy są złośliwi i nic nie warci itp. potrafią na tyle skutecznie zatruć nam życie, że zaczynamy szukać nowych możliwości"

Doskonale wiem o czym mowa.
Może ktoś da mi radę: jak poradzić sobie z osobą, która nie tylko wiecznie jest niezadowolona z pracy (robi wszystko żeby tylko nie pracować), szefa, współpracowników - ale na dodatek każdemu mówi coś innego np. codziennie narzeka do mnie na jedną ze znajomych mi osób a w rozmowie z nią jest tak słodka i przyjaźnie nastawiona, że gdybym tego nie usłyszała na własne uszy to bym nie uwierzyła?
Dwulicowość - to chyba odpowiednie słowo.

Należę do dość otwartych osób, wiele przeszłam w życiu zawodowym i myślałam, że nic mnie już nie zdziwi - ale obserwując jej zachowanie zachodzę w głowę jak to możliwe aby tak zwinnie i płynnie przywłaszczać sobie zasługi innych, jednocześnie obgadując ich, działać na ich szkodę i bez mrugnięcia okiem utrzymywać z nimi świetne relacje.
Spotkaliście się kiedyś z takim zachowaniem?
Jest w ogóle sens z tym walczyć? Może lepiej to ignorować?

13

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

tak w ogóle to co jak można narzekać na wszystko. przecież życie jest piękne i nawet praca taka może być

14

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

utarło sę tak mówić że "narzekanie" jest domeną  naszego narodu , że zawsze znajdziemy  w calkiem fajnym zyciu wentyl niedoskonałości i marudzenia .
coś wtym rzeczywiście jest a szczególnie ma to miejsce w środowisku pracy , w którym kumuluje się nasze niezadowolenie z szefa , pracowników , z pracy jaką wykonujemy , często również przenosimy w to miejsce swoje prywtane porblemy , kłótnia z partnerem , nadmiar domowych obowiazków itp .
Są osoby , które potrafią  trzymać na wodzy swoje negatywne emcje , przeżycia,  a są i tacy którzy czują potrzebę komunikowania swojego nieszczęścia światu a większość z nas w tym szczególnie współpracownicy nie chcemy tego słuchać , choć z drugiej strony informacji o tym jak komuś się dobrze wiedzie również niechetnie przyjmujemy bo ta rodzić moze zawiść .
Sama jestem różna w zależności od nastroju raz pogodna innym razem troche zmęczona i przygaszona choć z przewagą tych pierwszych jednak smile staram się nie przenosić swojego prywatnego życia w miejsce pracy , raczej słucham a jak mówię to na ogóle tematy, przeszkadza mi moje własne marudzenie c\kiedy czasem się pojawia ale traktuje to jak przejściowy gorszy nastrój który pzrecież kaźdego z nas dotyka ,
ale jestem przeciwniczką krytykowania i zganiania winy na marudzące osoby , bo wtedy powstaje w nas prześiwdczenie że to nie my odpowiadamy za nasze złe samopoczucie tylko marudzący  współpracownik , obarczamy jego zamiast samych siebie za swój własny zły nastrój , przecież nie musimy na to narzekanie reagować ? można włączyć radio , skupić się na zadaniu a przede wszystkim nie przylączać się do jego/jej marudzenia .
ile razy słyszę jak koleżanka komunikuje mi że ma zły dzień bo kolega z pracy marudził przez cały dzień ,
a przecież jest dorosłą odpowiedzialną osobą i wysawało by sie ze sama powinna odpowiadać za swój nastrój .
obecnie uczę się właśnie brania odpowiedzialności za siebie , teź pracuje z osobą która potrafi marudzić ale powtarzam sobie że widocznie ma taką potrzebe i okey nie mniej ja mogę jej zcasem wysłuchac a innym razem skupić się na sobie , to jest trudne ale przy silnej woli i przede wszstkim dobrej chęci mozna się tego nauczyć .
w tym roku od marudzenia i obgadywania innych ludzi boli mnie głowa i czuje stan podobny do przepalenia od nadmiary nikotyny , uczucie cięźkości i świadomosć pułapki , dlatego nie daję sie wkręcić w marudzenie i obgadywanie i jest  mi z tym dobrze , choć to wymagało ode mnie przyznania się do własnych błedów i pomyłek choć mogłam oczywiście pójśc  ta łatwiejszą drogą stwierdzając że ja jestem taka fajna a inni mi w tym przeszkadzają bo marudza wokoło ....

15 Ostatnio edytowany przez TrzyKostkiLodu (2013-03-14 18:48:13)

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

W sumie stary temat, ale musze ponarzekać smile

Własnie wróciłam ze spotkania z "kolezankami" ze szkoły, użyłam cudzysłowia, bo az tak dobrze ich nie znam. W szkole wiadomo troche rozmawiamy, ale bardziej na tematy biezace. Kiedys postanowiłam wybrac sie z nimi do kawiarni po zajeciach, pierwsze co mnie uderzyło, to to, ze jedna z nich wciaz narzeka, znam ten rodzaj ludzi, kiedys pracowałam z taka osobą i był to koszmar.
Po pierwszym spotkaniu stwierdziłam, ze moze miała zły dzien, spotkałam sie z nimi jeszcze raz (tym razem było lepiej) i raz spotkałam sie z tą drugą dziewczyną, do tej akurat nic nie mam, bo jest ok, co prawda dziwi mnie, ze tyle czasu spedza z tą narzekającą. Moze własnie to mnie zmyliło, ze moze nie jest tak zle z tą narzekającą skoro ktos mimo wszystko spedza z nia czas. Zazwyczaj szybko "oceniam" ludzi i ostatnio postanowiłam sie temu przyjrzeć, miałam odczucie, ze moze nie daje ludziom szansy. Z takim tez nastawieniem wybrałam sie na dzisiejsze spotkanie. Rozmawiałysmy na rózne tematy i jakos az tak zle nie było, co prawda co jakisz czas zajęczała w związku z czymś. Następnie zeszła na temat swojego zdrowia, wymieniając całą listę chorób, tego jak to okropnie sie czuje, ze lekarze nie mogą jej pomóc, ze są niedouczeni, że pielegniarki wogóle nic nie potrafią i że cała służba zdrowia jest do d... Sama stawia sobie diagnozy, chodzi do róznych lekarzy i kłóci sie z nimi smile Narzeka, że jest gruba i ze nie moze cwiczyc ani byc na diecie, bo nie ma silnej woli i ze zazdrosci mi, ze tak wyglądam, ze jem zdrowo i ze np. biegam. Twierdzi, ze jak będe w jej wieku to dopiero zobacze jak to jest (ma 33 lata a ja 30), nie ma na nic siły, nic jej sie nie chce, nic jej sie nie udaje itp. Na jakiekolwiek zapewnienia z mojej strony, ze nic nie przychodzi łatwo i ze trzeba po prostu sie za cos wziąć, zeby cos osiagnąć, ona stwierdza, ze wszystko przychodzi mi bez problemu, a ona nic nie może. Narzeka na to, ze nie chce jej sie uczyć, ze nie wie jak. Na poczatku starałam sie jej słuchać, doradzić cos subtelnie, ale tak mnie to zmeczyło, ze w koncu powiedziałam jej, ze moze chodzi o psychikę, moze ma jakies nerwobóle czy cos podobnego. Jej matka była pielegniarką, moim zdaniem ona ma jakies fiksacje na temat zdrowia i po prostu łatwiej jej jest tak zyc. Moze potrzebuje byc w centrum uwagi, pewnie wciaz potrzebuje nowych ludzi by ich zalewać tą swoją bezradnością i problemami. Stwierdziła tez, ze ona nie moze nic robic sama, ze potrzebuje, by ktos wciaz z nią był.
W koncu zdenerwowała sie na mnie, bo jej powiedziałam, ze nie moze zmienic swojego życia nic w nim nie zmieniając. Zażartowałam tez z niej, ze moze po prostu lubi chodzic do lekarza i ma duzo czasu by wciaz rozmyslac o tych chorobach, moze troche przesadziłam z tym, ale po prostu az mnie na wymioty brało. Wtedy wkroczyła ta druga kolezanka, próbujac załagodzic sytuacje. Ja rozumiem, ze mozna miec gorszy czy lepszy dzien, byc chorym fizycznie czy psychicznie, miec roznego rodzaju zaburzenia, ale obarczac innych tym wszystkim i wciaz narzekac i nic nie robic by poprawic swoj stan lub sytuacje?
W sumie to powinnam byc wyrozumiała, bo sama mam kilka problemów natury psychicznej i wciaz  z nimi walcze, ale nie mam po prostu siły byc dla niej wsparciem, moge miec tylko nadzieje, ze kiedys sama sie sobą zmęczy i bedzie chciała cos zmienic w swoim zyciu.
To było moje ostatnie spotkanie z tą osobą poza szkołą.

W sumie to zabawne narzekać na kogoś kto narzeka smile

16

Odp: "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Nie cierpię takich wampirów energetycznych. Mam kilka takich koleżanek, które lubiły wpaść "pogadać" i narzekały przez okrągłą godzinę, oczekując chyba tylko tego przytakiwania, bo na nic innego nie miałam siły. Na początku jeszcze się angażowałam, ale później zaczęłam ograniczać te kontakty do minimum.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » "Syndrom zatrucia koleżeńskiego" - Koleżanka, która demotywuje

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026