Rozstanie nr 3. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Rozstanie nr 3.

Witajcie... mam taką dziwną sprawę... Postaram się streścić.
4.5 roku temu byłem na imprezie z dziewczyną, z którą psuły mi się już stosunki. Poznałem na tej imprezie... jak się okaże lata później - milość mojego życia. Miesiąc po tamtej imprezie rozpadł się mój związek. W międzyczasie Moja Miłość (MM) już coś do mnie czuła, a ja - mimo jakichś - niewinnych w zasadzie - spotkań z nią, byłem ślepy... a poza tym wiedziałem jakim jestem człowiekiem, niedojrzałym etc. I bałem się z nią związać. 2 miesiące po poprzednim związku - który wyleczył mnie z wcześniejszego, wielkiego zawodu miłosnego - zacząłem pseudozwiązek z kimś innym; byłem totalnie na haju hormonalnym i feromonowym; nie słuchałem nikogo do okoła. A MM stała cały czas z boku. Po tym, jak się ta - krótka, 4mc relacja z PaniąZło - rozpieprzyła - MM, chociaż tego nie chciała, stała się moim oparciem i pocieszeniem... Aż doprowadzilo to kilka miesięcy później do związku (rok po poznaniu). Było fajnie, tak po prostu dobrze nam było. Aczkolwiek... pierwsze 2.5 roku byłem... straszny. Nie mogąc zaufać kobiecie tak naprawdę. Ona stawała na rzęsach, a ja bardzo, bardzo, bardzo powoli ewoluowałem. Dopiero po 1.5 roku związku powiedziałem jej, że ją kocham, jak doszedłem do tego, że to czuję - ona też dopiero w odpowiedzi na moje słowa to powiedziała. Ale jeszcze przez rok bywałem skurczybykiem. Nie, nie robiłem jej bezpośrednio krzywdy. Byłem nauczycielem tańca, sam też dużo tańczyłem imprezowo itd - ona jest temu dokumentnie przeciwna (co dzisiaj rozumiem jak nigdy... dlatego nie mam już nic wspólnego z tańcem). Flirtowałem, etc. Ona, MM, mimo wszystko mi bardzo ufała... Ale zmęczyła się naszymi relacjami i niecały rok temu, 8.01 zerwała ze mną.. po raz pierwszy. To dało mi strasznego kopa, do porzucenia tańca (wtedy prawie całkiem, dziś już całkiem), do stabilności finansowej (co już wcześniej się zaczęło) itd itp. Po 4 tygodniach wróciliśmy do siebie. Zaczęło być cudownie! Już myślałem - czas na oświadczyny gdy... pewnego wieczoru byliśmy na osobnych wyjściach, ona z pracy, ja ze znajomymi. Wróciła wcześniej do mojego mieszkania. Wzięła do ręki mój polski telefon (mieszkamy w UK). Chciała nasze stare smsy poczytać... a znalazła jakieś flirty sprzed prawie 2 lat (z kobietą, z którą mnie nic, poza takim flirtem nie łączyło, żadna zdrada czy coś)... co ciekawe, już wtedy jak to przeczytała, zdawałem sobie sprawę, że moje dawne flirty itd to było skur...syństwo i czułem do siebie odrazę wiedząc jaki skarb mam przy sobie.
MM się załamała. Wtedy straciła zaufanie. 2 miesiące później rozstaliśmy się po raz drugi...
I jakoś tak było to rozmemłane, że po niecałym 1.5 miesiąca - się zeszliśmy. Mieliśmy kontakt itd. Wychodziło, że nie możemy bez siebie żyć. Przyjechałem po nią na lotnisko, odwiozłem do domu... I się potoczyło. Trwało tak jeszcze 4 miesiące, do 24. listopada, jak ja przyleciałem z wizyty u rodziny. Podjąłem wtedy kilka decyzji (m.in. o zmianie wspólnoty, bo przez całe lata jak mieszkam w UK byłem związany z kościołem w rodzinnym mieście jak pępowiną [oboje jesteśmy protestantami, ja i MM]). O zamieszkaniu z nią itd. Wiedziałem, że pogubiliśmy w naszym związku Boga. Ja go już wtedy szukałem/odnajdywałem, wiedziałem, że moja miłość do niej to coś innego, to coś, czego nie zaznałem nigdy w życiu i raczej nie zaznam.
...dzień po moim przylocie powiedziała mi, że już nie może...
Wściekłem się. Spakowałem jej rzeczy, zawiozłem ją do domu, odebrałem moje rzeczy (m.in. kota, który był u niej) i wróciłem do siebie. Byłem wściekły, bo decyzje, które podjąłem były niesamowicie ciężkie... A ona nawet o nich jeszcze nie wiedziała... A wiem, że zawsze w przeszłości jak wracałem z Polski - drżała, czy nie zakończę związku... (byłem już kiedyś żonaty, a moja wspólnota była przeciwna ponownym małżeństwom).
Po kilku dniach mi przeszło, ale wiedziałem, że muszę poczekać, aż się odezwie sama. Tak też się stało... było ozięble, nawet napisała, że nie możemy się kontaktować, bo jej jest łatwiej.
2 dni temu leciała do Polski na święta. Zrobiłem jej niespodziankę: pojechałem po nią i zawiozłem na lotnisko. Było świetnie. Śmiech, rozmowa... Tęsknota... Jak się mieliśmy żegnać, to widziałem jak aż się trząsła niecierpliwie, żeby mnie przytulić... skończyło się pocałunkami.
Tego samego wieczoru, po długiej, głębokiej modlitwie wysłałem jej e-maile... W których otwarłem się jak nigdy dotąd. Wyznałem jej całą swoją miłość i akceptację dla jej decyzji.
Wczoraj zadzwoniła do mnie. Rozmawialiśmy 2 godziny...
Płakała. Ja też się poryczałem trochę przez moment...
Powiedziała, że mnie kocha, ale jest to inna miłość niż moja; że to nie jest taka miłość, jak w 1Kor13. Że to jest samolubna, nastawiona na zaspokajanie siebie miłość (?)... Powiedziała, że kocha, ale że od momentu jak zerwałą ze mną po raz pierwszy coś pękło. Że od tamtego dnia, mimo tego, że widziała jak ja się staram, mimo tego wszystkiego - próbowała podsycić w sobie żar uczucia, ale on gasł jej w oczach...
Że nauczyła się mi znowu ufać; że wie, nie muszę jej udowadniać, jak strasznie i szalenie ją kocham. Ale że musi nauczyć się żyć z tą decyzją, którą podjęła; Że nie może mieć ze mną kontaktu, bo wtedy to jest trudniejsze. Że tęskni, ale nie możemy być razem... Żebym jej wybaczył, ale nie wyśle mi życzeń na święta, na urodziny (mam 26), na Nowy Rok, że za dużo tych okazji do kontaktu i to by ją rozwaliło. I potwierdziła, że pogubiliśmy w tym naszym związku relację z Bogiem...
Powiedziałem jej, że to szanuję. Że serce mnie boli, ale chcę uszanować jej decyzję...
Na koniec się modliliśmy razem... i pożegnaliśmy...
A ja...
Teraz wyję i nie mam pojęcia - co dalej... Nie dociera to wszystko do mnie i nie mam pojęcia co zrobić...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie nr 3.

Jak to mówią, jak kobieta podejmuje w końcu decyzję o odejściu, to już na 100%. Za bardzo się na tobie zawiodła w pierwszym okresie, nie szanowałeś jej, nie kochałeś wtedy, zaufania nie udało się odbudować. Za późno zdałeś sobie sprawę, że jest dla ciebie ważna i że się postarasz. Za dużo się wydarzyło po prostu. Musisz dać jej teraz odejść. Uszanować jej decyzję. Czasami nie da się pewnych rzeczy odbudować. Tak już jest.

3

Odp: Rozstanie nr 3.
lifrinat napisał/a:

Jak to mówią, jak kobieta podejmuje w końcu decyzję o odejściu, to już na 100%. Za bardzo się na tobie zawiodła w pierwszym okresie, nie szanowałeś jej, nie kochałeś wtedy, zaufania nie udało się odbudować. Za późno zdałeś sobie sprawę, że jest dla ciebie ważna i że się postarasz. Za dużo się wydarzyło po prostu. Musisz dać jej teraz odejść. Uszanować jej decyzję. Czasami nie da się pewnych rzeczy odbudować. Tak już jest.

Na 100%... 3 razy?

4

Odp: Rozstanie nr 3.

Musiała cię bardzo kochać, że aż tyle podejść jej to zabrało smile. Ale czuć, że już chce pójść własną drogą i zacząć kiedyś żyć z czystą kartą z kimś innym.

5

Odp: Rozstanie nr 3.

W twojej historii brakuje meskich decyzcji za ktore dobrowolnie i w 100% wezmiesz odpowiedzialnosc i poniesiesz koszty.

6

Odp: Rozstanie nr 3.

Jesteś we wspólnocie chrześcijanskiej (zbór protestancki) i nie rozumiesz dlaczego ta dziewczyna zakończyła znajomość z tobą, bo przecież on nie tylko ten cudowny związek zakończyła, ale przede wszystkim wycofała się ze znajomości z tobą. Naprawdę nie rozumiesz dlaczego ona tak postąpiła? W takim razie taki z ciebie chrześcijanin, jak z koziej doopy trąba. Nic dziwnego, że ona kopnęła cię w zad- oby Bóg wspierał tę dziewczynę w jej decyzji. Może powinieneś pogadać z pastorem? Jakim cudem znalazłes się w tej wspólnocie? Jesteś żałosny.

7

Odp: Rozstanie nr 3.
Chorwat napisał/a:

W twojej historii brakuje meskich decyzcji za ktore dobrowolnie i w 100% wezmiesz odpowiedzialnosc i poniesiesz koszty.

100% Zgody, przez długi czas takich decyzji brakowało. Co już się dawno zmieniło.

oliwia9195 napisał/a:

Jesteś we wspólnocie chrześcijanskiej (zbór protestancki) i nie rozumiesz dlaczego ta dziewczyna zakończyła znajomość z tobą, bo przecież on nie tylko ten cudowny związek zakończyła, ale przede wszystkim wycofała się ze znajomości z tobą. Naprawdę nie rozumiesz dlaczego ona tak postąpiła? W takim razie taki z ciebie chrześcijanin, jak z koziej doopy trąba. Nic dziwnego, że ona kopnęła cię w zad- oby Bóg wspierał tę dziewczynę w jej decyzji. Może powinieneś pogadać z pastorem? Jakim cudem znalazłes się w tej wspólnocie? Jesteś żałosny.

A możesz to jakoś rozwinąć, siostro? Owszem, mam sobie sporo do zarzucenia, ale chyba każdy ma prawo zawrócić ze złej ścieżki i wejść na tę prawą?
Nie, nie rozumiem dlaczego TERAZ zakończyła. Rozumiałbym 3 lata temu. Rozumiałbym 2 lata temu. Jakoś przepłakałbym, gdyby konsekwentnie trzymała się decyzji sprzed roku. Ale obecna decyzja jest dla mnie dokumentnie niezrozumiała. I owszem, jestem po wielu, wielu rozmowach z pastorem, z liderem itd. Ostatnie Twoje stwierdzenie, takie chrześcijańskie, pominę komentarz, pomimo że poczuwam się do niego jeśli chodzi o moje dawne życie.

8 Ostatnio edytowany przez Chorwat (2015-12-16 20:11:50)

Odp: Rozstanie nr 3.

Autorze, niekonsekwentne i sprzeczne sygnaly od dziewczyny to oznaka braku zainteresowania mezczyzna.

9

Odp: Rozstanie nr 3.
Chorwat napisał/a:

Autorze, niekonsekwentne i sprzeczne sygnaly od dziewczyny to oznaka braku zainteresowania mezczyzna.

Masz na myśli, że jestem jej obojętny?

10

Odp: Rozstanie nr 3.

Nieważne czyja wina raczej na powrót marne szanse chyba, że za jakiś czas aż wszystkie "rany" się zagoją. Teraz skup się na sobie. Może wróć do tańca? Akurat tego nie rozumiem... Tańczyłeś jeszcze zanim byliście razem wiedziała o tym,a potem kazała Ci z tego zrezygnować? Słabe. I nie ma co obarczać całą winą autora- każdy kij ma dwa końce, a skoro ona tak odchodziła i wracała to też jakiś problem z emocjami jest. Sama nie wiedziała czego chce. Jak dla mnie to Ona jest właśnie za pewna Twojego uczucia więc co akurat w danej chwili czuje tak się zachowuje. Gdyby bała się, że faktycznie może Cię stracić to wątpię, że byłaby taka kategoryczna, chyba że faktycznie Cię nie kocha to wtedy w ogóle nie ma rozmowy. Zacznij dbać o siebie, przeanalizuj swoje zachowania w tym związku, ale pod żadnym pozorem nie odzywaj się do niej.

11

Odp: Rozstanie nr 3.

njoy69, z kobietami to jest tak, ze z czasem rośnie URAZA. Ty nie rozumiesz dlaczego nie po razie nr 1 a ja ją rozumiem, ze po razie nr 3.

Twoje myślenie jest właściwe dla mężczyzn, jej działanie właściwe dla kobiet.

Kobiety więcej wytrzymują ale tak jak mówiłam rośnie w nich uraza. Rośnie powoli i jeśli historia się powtarza to się utrwala, w końcu po którymś razie "kropla przelewa czarę" i jak ktoś tu już Ci napisał ona może się już za Tobą nie odwrócić.

Może nie jesteś jej obojętny ale jej serce jest dla Ciebie zamknięte. Może się jeszcze otworzy a może już nigdy nie.

12

Odp: Rozstanie nr 3.
JuliaKaa napisał/a:

njoy69, z kobietami to jest tak, ze z czasem rośnie URAZA. Ty nie rozumiesz dlaczego nie po razie nr 1 a ja ją rozumiem, ze po razie nr 3.

Twoje myślenie jest właściwe dla mężczyzn, jej działanie właściwe dla kobiet.

Kobiety więcej wytrzymują ale tak jak mówiłam rośnie w nich uraza. Rośnie powoli i jeśli historia się powtarza to się utrwala, w końcu po którymś razie "kropla przelewa czarę" i jak ktoś tu już Ci napisał ona może się już za Tobą nie odwrócić.

Może nie jesteś jej obojętny ale jej serce jest dla Ciebie zamknięte. Może się jeszcze otworzy a może już nigdy nie.

Dokładnie tak jest, uraza, narasta żal i już jest za dużo. Kobiety są bardzo PAMIĘTLIWE. Faceci lubią testować, testują, testują, a potem się dziwią, dlaczego kobieta odchodzi.

13

Odp: Rozstanie nr 3.

Wcale nie była taka wspaniała. Chciała Cię zmieniać. Kazała Ci porzucić Twoją pasję (taniec).

14

Odp: Rozstanie nr 3.

Ok, od... końca wink

madoja napisał/a:

Wcale nie była taka wspaniała. Chciała Cię zmieniać. Kazała Ci porzucić Twoją pasję (taniec).

Nie, nie kazała. NIGDY W ŻYCIU by mi nie postawiła takiego warunku. Po prostu ja zrozumiałem wreszcie jak bardzo ją to rani i zrezygnowałem.

@Ifrinat, JulkaKaa: cała rzeczp olega na tym, że przez ostatni rok NIE DAWAŁEM JEJ POWODÓW DO URAZY. Dokładnie na odwrót!

Cały czas wszystko rozkminiam. I doszedłem do jednego wniosku. Ona się pospieszyła trochę. Nie dużo, troszkę...
Analizowałem naszą rozmowę, to co jej powiedziałem... I jej reakcje. Tak samo jak samo rozstanie i nasze reakcje.
Ona nie była przygotowana na to, że ja tak ostro zareaguję...
Ona nie była przygotowana na to, że jestem po poważnych decyzjach...
Ona... wymieniliśmy 2 smsy, normalne, fajne. Po trzecim napisała "Ale mam prośbę. Trzymajmy się umowy, bez kontaktu. To dla mnie zbyt trudne"
Dla mnie to bardziej wygląda tak, że ona boi się, że uczucia przeważą, dlatego na wszelki wypadek woli się izolować.
Boi się, że kocha mnie tak bardzo, że jednak by wróciła?...
Nie wiem... I nie wiem jak z tym walczyć. Z tym, że ewidentnie wmawia sobie na siłę tę separację nawet jeśli tak naprawdę jej nie chce...

15

Odp: Rozstanie nr 3.

Ta dziewczyna robi wrażenie osoby o bardzo silnym charakterze.
Nie obraź się, ale intuicja mi mówi, że w Waszym związku to ona nosi spodnie.

Przewiduje, że gdy spełnisz jej oczekiwania odnośnie "pogubionej relacji z Bogiem" to wróci do Ciebie.  A przynajmniej do następnego razu, kiedy będzie chciała, abyś coś radykalnie zmienił w waszym życiu...

Ja bym miał kłopot z zaakceptowaniem takiego dochodzenia do wspólnych wartości i celów w swoim związku. Wolałbym więcej dialogu.

Uwaga: nie muszę mieć racji, to są tylko takie forumowe intuicje oparte na tych kilku akapitach z Twojego wpisu. Przyjmij to jako sygnał, coś do ewentualnego przemyślenia, a nie jako ostateczną diagnozę, bo do dawania takiej nawet nie aspiruję.

16

Odp: Rozstanie nr 3.
njoy69 napisał/a:

Ok, od... końca wink

madoja napisał/a:

Wcale nie była taka wspaniała. Chciała Cię zmieniać. Kazała Ci porzucić Twoją pasję (taniec).

Nie, nie kazała. NIGDY W ŻYCIU by mi nie postawiła takiego warunku. Po prostu ja zrozumiałem wreszcie jak bardzo ją to rani i zrezygnowałem.

@Ifrinat, JulkaKaa: cała rzeczp olega na tym, że przez ostatni rok NIE DAWAŁEM JEJ POWODÓW DO URAZY. Dokładnie na odwrót!

Cały czas wszystko rozkminiam. I doszedłem do jednego wniosku. Ona się pospieszyła trochę. Nie dużo, troszkę...
Analizowałem naszą rozmowę, to co jej powiedziałem... I jej reakcje. Tak samo jak samo rozstanie i nasze reakcje.
Ona nie była przygotowana na to, że ja tak ostro zareaguję...
Ona nie była przygotowana na to, że jestem po poważnych decyzjach...
Ona... wymieniliśmy 2 smsy, normalne, fajne. Po trzecim napisała "Ale mam prośbę. Trzymajmy się umowy, bez kontaktu. To dla mnie zbyt trudne"
Dla mnie to bardziej wygląda tak, że ona boi się, że uczucia przeważą, dlatego na wszelki wypadek woli się izolować.
Boi się, że kocha mnie tak bardzo, że jednak by wróciła?...
Nie wiem... I nie wiem jak z tym walczyć. Z tym, że ewidentnie wmawia sobie na siłę tę separację nawet jeśli tak naprawdę jej nie chce...

Nie sądzę Njoy...
Raczej myślę, że ona się "odkochała".... zdała sobie sprawę, że to nie to... że zwyczajnie już nie chce związku z Tobą...
Ale ponieważ nie jest gotowa / nie chce / nie potrafi powiedzieć Ci tego wprost, widzi Twoje zaangażowanie i nie chce Cie ranić, to owija to w bibułkę - bierze winę na siebie, mówi Ci o zagubieniu Boga w waszym związku, próbuje wziąć Cię na litość ("to dla mnie zbyt trudne" - czytaj: tak bardzo Cię kocham, że mnie TEŻ to rani, tak samo jak Ciebie, ale przecież wiadomo, że umówiliśmy się, więc trzymajmy się  - mimo "obostronnego" bólu - umowy).

Przykro mi... ale nie zatrzymasz nikogo siłą. Kto był winny? To już nie ma żadnego znaczenia. Ona odeszła. Ty musisz się z tym pogodzić i sobie z tym poradzić.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018