Długo zastanawiałam się nad napisaniem. Usłyszałam jednak od kogoś, że są tu pozytywne dusze i może uda mi się spojrzeć na sprawę inaczej...
Małżeństwem byliśmy krótko, nie doczekaliśmy nawet drugiej rocznicy. Powodem rozwodu jest coś co początkowo uważałam za wspaniałą cechę mojego męża. Mąż jest bardzo rodzinny. Wszystkim chce pomagać. Niestety w żaden sposób nie ma to odzwierciedlenia w rodzinie którą świadomie założył. Mama i tata, a zwłaszcza jego tata są całym jego światem. Nie można złego słowa powiedzieć o jego tacie, który niejednokrotnie na mój temat wypowiadał się, delikatnie mówiąc, nieodpowiednio.
Szkoda, że zapomniał w tym wszystkim, że sam stał się tatą. Szczerze mówiąc ja praktycznie swojego męża nie widziałam. Całe dnie tylko u rodziców w pracy. Co gorsza gdy pojawił się nasz synek, też go nie było. Wychodził rano, wracał na kąpiel synka (po moich prośbach) i znowu wychodził. Wracał o 1-2 w nocy. Gdy wróciłam do pracy myślałam, że te weekendy, które będziemy mieli, rzeczywiście będą dla nas. Nie, bo trzeba mamusi i tatusiowi pomóc, albo odespać (spał do 15). Podczas gdy ja pracowałam dzieckiem zajmowali się na zmianę moja mama i ojciec dziecka. Niestety opieka ojca polegała na wychodzeniu do pracy rodziców. Często też wykorzystywał moją mamę, żeby z małym została, bo on miał ważne sprawy.
Gdy postawił plany rodziców ponad naszą rocznicę ślubu już nie wytrzymałam. Wiele razy z nim rozmawiałam, tłumaczyłam, prosiłam. Niestety gdy się zbuntowałam, zostawił nas. Gdy syn trafił do szpitala odwiedził nas po 4 dniach. Gdyby nie moi rodzice nie miałabym nawet wody do picia.
Gdy złożyłam pozew o rozwód stał się zaborczym tatą. On chce bo ma prawo. W odpowiedzi na pozew stwierdził, że chce opieki 50/50 bez płacenia alimentów. Wszystko kręci się wokół pieniędzy. Jego ojciec kiedyś gdy jego brat kłócił się z partnerką twierdził, że zrobią wszystko żeby zabrać jej dzieci. Teraz robi wszystko by zabrać synka mi...Boję się, że któregoś dnia nie odda mi dziecka. Nigdy nie ograniczałam mu kontaktów, a teraz robi coś takiego. Gdzie był gdy go potrzebowaliśmy? Teraz chce ciągać synka, który ma niecałe dwa latka, z domu do domu co drugi dzień! Nie wyobrażam sobie czegoś takiego...
Przepraszam, za taką długą wiadomość, ale już sobie z tą sytuacją nie radzę. Szantażowanie mnie przez męża, traktowanie w taki a nie inny sposób... Jestem twarda dla synka. Jednak czasami nie jestem w stanie pohamować łez... Dobrze, że jest synek, który jest bardzo przytulaśny i wesoły. To daje mi ogrom radości i szczęścia...
Boję się jednak, że rzeczywiście ta rodzina zrobi wszystko by odebrać mi synka...