Witajcie!
Od kilku tygodni bije się z myślami: czy odejść od partnera, który nadużywa alkoholu. Nie jest to jakaś patologia, awantury, porzucanie pracy... Ale jednak. Zacznę może jednak od początku.
Mam córkę - 7-latke. Związek z jej ojcem pozostawił wiele blizn. Na tyle dużych, ze nie chciałam się z nikim wiązce przez prawie 4 lata po rozstaniu. Nikogo nie dopuszczałam na tyle blisko, by mógł mnie zranić...
Na imprezie urodzinowe, mojej zresztą, poznałam dziewczynę- koleżankę, koleżanki. Po 5 min rozmowy powiedziała mi: jesteś idealna kobieta dla mojego kolegi ( nazwijmy go T), niczego jeszcze nie byłam tak pewna, jak tego, ze będzie z was para idealna.
Urodziny mam w styczniu, koleżanka do kwietnia namawiała mnie na zapoznanie się z T. W końcu dałam się przekonać... Spotkaliśmy się u znajomych i musze przyznać, ze od pierwszego momentu cos zaiskrzyło. Jakby mnie cos do niego ciągnęło. Po tym pierwszym spotkaniu dzwonił do mnie często, rozmawialiśmy godzinami o wszystkim. 4 Tygodnie później zaprosił mnie na obiad i zaczęliśmy się oficjalnie spotykać.
Byłam taka jakby ,,zardzewiała'' po tych wszystkich latach i BARDZO nieufna. Ale on był cierpliwy, do niczego nie namawiał, powoli otwierał mnie na siebie i nas. Było jak z bajki, wydawałoby się, ze urodziliśmy się dla siebie. On przed 40-ka, ja 30-kilka, on - niespełniony ojciec, ja samotna matka. Słuchaliśmy podobnej muzyki, lubiliśmy taka sama kuchnie i nie było tematu, na który nie potrafiliśmy rozmawiać. No, ale najważniejszy sprawdzian był wciąż przed nim - poznanie mojej córki ( a jest to w moim życiu osoba absolutnie najważniejsza ). Polubiła go od razu. Szybko znaleźli wspólny język, ona pozwalała się rozpieszczać, ( choć nie robił tego, aby jej się przypodobać, wiem, bo by to wyczula) a on był cierpliwy...
Wydawać by się mogło, ze nic nie może zakłócić tej sielanki, a jednak... Często wychodziliśmy do znajomych, na koncerty, imprezy… No wiadomo, zawsze pojawiał się alkohol. Po jakimś czasie zauważyłam, ze T pije dużo. Pojawiały się sytuacje, kiedy nie poszedł do pracy, bo kac, bol głowy itp. Itd. Raz zabrał moja córkę na spacer do parku i wrócił po paru piwkach. Jakiś incydent tu i tam, zaczęłam się martwic. Porozmawiałam z nim, przyznał, ze tak, oczywiście mam racje, ze będąc sam nie zwracał na to uwagi, ale teraz będzie.
Miesiąc później pomagał moim znajomym w remoncie – o 6 wieczorem musiał się zwinąć do domu, bo był niezłe już wcięty.
Ja oczywiście znowu rozmowy, tłumaczenia. Kilka tygodni spokoju i znowu jakiś numer. Zaczęłam się denerwować kłócić, nawet grozić. Kilka tygodni spokoju i znowu jakiś wybryk… aż do ostatniego tygodnia, kiedy zaczęłam się poważnie zastanawiać nad rozstaniem. Chodził jakiś przybity kilka dni, niby pogoda, przeziębiony takie tam…Piątek znajomi zaprosili nas na urodziny córki – wszystko ok. Nie był pijany ani nic, ale jak wróciliśmy do domu, doprawił’’ się kilkoma piwkami. W sobotę wstał po 11 i oczywiście pierwsze, co, to piwko. Tego dnia wieczorem miał do nas przyjechać siostrzeniec mojego byłego. Mieszkamy dość blisko i utrzymujemy z rodzina byłego stosunki powiedzmy poprawne, kulturalne.
T. poszedł po zakupy na obiad, wrócił o 3 ,,na gazie’’. Prosiłam, przekonywałam, żeby się ogarnął, doprowadził do porządku, nie pil już tego dnia – na nic. Zawsze był zazdrosny o moje układy z rodzina byłego – nie potrafił zrozumieć, dlaczego i po co utrzymuje z nimi bliskie kontakty. Kiedy chciał mi dogryźć nazywał ich moja ,,bliższą rodzinna’’ twierdząc, ze są u mnie na wyższym miejscu niż on. Rozżalony wypił jeszcze 3 piwa i poszedł spać… Wstał około 10 wieczorem i oczywiście wybrał się do sklepu po kolejne 4…
Pochodzę z rodziny, w której nadużywało się alkoholu, wiec doskonale wiem, czym to pachnie. Nie chce zgotować mojej córce takiego losu! To wiem na pewno. Ale z drugiej strony T jest pełny ciepła, dobry dla mnie i dla niej. Owszem bywa zazdrosny i zaborczy, ale bardzo o nas dba…
Wszystkie te wydarzenia miały miejsce w przeciągu około roku. Jeszcze nie jest za późno, żeby się wycofać. Jest bardzo bliski dla mojej córki, ale skoro pożegnała się z własnym ojcem, który wyjechał z kraju, myślę, ze dałaby sobie rade z pożegnaniem T, jeśliby do tego miało dojść…
Tylko, co zrobić? Kocham go i pierwszy raz w życiu wiem na pewno, ze jestem kochana, ważna, doceniana… Ale nachodzą mnie myśli, czy powoli wychodzi szydło z worka i teraz będzie już tylko gorzej? Co robić? Proszę poradźcie…
Podobne tematy
Droga Autorko - moim zdaniem powinnaś postawić sprawę jasno.
Sama przyznałaś, że masz niestety doświadczenia jak ten nałóg może się skończyć.
On musi wybrać - albo ty i córeczka albo piwko.
Przede wszystkim patrz na to, żeby córka nie musiała potem być świadkiem nieciekawych scen.
Jak coś to po możesz porozmawiać z nim o jakiejś terapii skoro ma z tym problem.
Z tego co piszesz mnie by się zaświeciła czerwona lampka.
Trochę za dużo tych dziwnych sytuacji. Alkohol to śliska sprawa.
A poza tym zawsze dziwię się jak można wlać w siebie kilka piw na raz. Kilka litrów znaczy się. Trzeba być bardzo pojemnym że tak powiem.
O boże, chroń córkę i siebie! Nie wchodź w taki związek, wpakujesz się tylko w tarapaty.
5 2015-12-14 14:26:39 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-14 14:33:15)
Witaj,
Pojawiały się sytuacje, kiedy nie poszedł do pracy, bo kac, bol głowy itp. Itd. Raz zabrał moja córkę na spacer do parku i wrócił po paru piwkach.
czy dorośli(dojrzali?) ludzie w tym popapranym świecie, taki wzorzec mają
Jakiś incydent tu i tam, zaczęłam się martwic.
i bardzo dobrze
Chodził jakiś przybity kilka dni, niby pogoda, przeziębiony takie tam…Piątek znajomi zaprosili nas na urodziny córki – wszystko ok. Nie był pijany ani nic, ale jak wróciliśmy do domu, doprawił’’ się kilkoma piwkami. W sobotę wstał po 11 i oczywiście pierwsze, co, to piwko.
katar czy chęć alkoholu a Ty już mu komfort picia zaczęłaś psuć
pochodzę z rodziny, w której nadużywało się alkoholu, wiec doskonale wiem, czym to pachnie. Nie chce zgotować mojej córce takiego losu! To wiem na pewno. Ale z drugiej strony T jest pełny ciepła, dobry dla mnie i dla niej. Owszem bywa zazdrosny i zaborczy, ale bardzo o nas dba…
odpowiedz sobie sama na pytanie, czy bieg czasu, oraz okoliczności nie wpłynęły już może na Twój zmysł "powonienia" ![]()
czyż sama się nie okłamujesz już po troszku
"więc doskonale wiem, czym to pachnie" - jak wiesz to znów chcesz żeby Cię "popieściło prądem"
"Owszem bywa zazdrosny i zaborczy, ale bardzo o nas dba" - to się równoważy ?? pozwalasz na coś w imię czegoś??
z deszczu pod rynnę?? mam nadzieje że się mylę ![]()
dbaj o córkę, mądrych decyzji życzę