Mój dziadek w 1995 roku stracił prawa do mieszkania komunalnego(przez długi), zmarł 2001 roku, wraz z dziadkiem mieszkali moi rodzice i czwórka naszego rodzeństwa, przez ileś tam lat mieszkanie nie było płacone aż w końcu groziła nam eksmisja i miasto podpisało z moją matką umowę ratalną, która była spłacana przez ostatnie lata i nadal jest spłacana...niedawno moja mama zmarła i w mieszkaniówce powiedzieli mi, że nie ma żadnych szans na uzyskanie praw do tego mieszkania i grozi nam eksmisja, dlatego, że zwrócić prawa można byłoby tylko mojej mamie, ale moja mama tez nie była głównym najemcą o czym nie wiedzieliśmy, natomiast wszystkie dokumenty były na nią...tak naprawdę mieszkamy na dziko od 1995 roku?! Czy można coś poradzić w tej sytuacji? Teoretycznie powinniśmy wylecieć po śmierci dziadka? Ponieważ także nie było żadnej możliwości podpisania umowy najmu komunalki? Dodam jeszcze, że do 2009 roku było nieletnie dziecko zameldowane
Podobne tematy
Myślę, że w tej sprawie doszło do zawarcia umowy najmu w sposób dorozumiany. Żeby została zawarta umowa najmu, to wcale nie trzeba pisać dokumentu na piśmie. Nasze prawo nie stawia takich wymagań. A skoro umowa istniała, to matka mogła do niej przystąpić. Inna sprawa, że jeżeli mieszkaliście w mieszkaniu to i tak odpowiadacie za długi: linka masz w mojej sygnaturce. Warto sprawdzić najpierw kwestię tych długów, bo może wyjść z tego niezłe bagno...
Z długiem sobie poradzimy, ale problem jest taki, że właściwie jestem bezdomna (bo chyba nie zwrócą nam praw) czyli jak spłacamy długi to taka umowę mogą spisać, ale jak spłacimy już nie podpiszą z nami żadnej? Jeżeli się wymelduje i pójdę mieszkać gdzie indziej gdzie mam się zgłosić by podzielić dług?