Hej,
chciałabym się Was spytać o ludzkie zachowania.
Mam 25 lat od ok 3-4 lat nie byłam w prawdziwym związku. Wydaje mi się, że byłam trochę trzymana pod kloszem. Rodzice nie chcieli aby stała mi się krzywda. Tak mi się wydaje. Wiadomo, rodzina zawsze pomaga, odsuwa niebezpieczeństwa. Zawsze byłam osobą ambitną, zdolną- nie chwalę się ale tak było. Jednak zawsze słuchałam się podświadomie mamy- zawsze liczyłam się z jej opinią.
A obecnie z niektórymi rzeczami się nie zgadzam. Widzę, że podświadomie się ścieramy- mimo, że nie ma kłótni.
Nie chcę tutaj opisywać sytuacji w domu ( tak nadal mieszkam z rodzicami, studiuję i pracuję na zlecenia w tym samym mieście), ale może nakreślę delikatnie co działo się u mnie od ok 6 miesięcy.
Od pół roku jakby dorosłam- nie wiem z czego to wynika, ale wydaje mi się, że wcześniej byłąm osobą dość niedojrzałą. Nie byłam poważna, niby zaradna życiowo ale emocjonalnie idiotka, albo dziecko. Zawsze szukałam u innych aprobaty- tak jakbym innych nawet starszych kolegów uważała za 'rodziców' chciała usłyszeć od nich, że coś dobrze robię. Kiedy słyszałam krytykę chowałam ją w sobie- nic nie okazywałam- dopiero sama w domu płakałam itp.
Miałam nad sobą otoczkę dziewczyny, która jest samodzielna, inteligentna, mądra, rozrywkowa, wiedząca czego chce- a tak naprawdę w środku byłam niepewna, szukałam aprobaty, uwagi innych i ciągneło mnie do innych ludzi. Nie wiedziałam co chcę robić z życiem.
Z rok temu poznałam jednego chłopaka przez znajomych. Pół roku temu przespaliśmy się- oczywiście później do niego wypisywałam,ale nie jakoś namolnie. On nie odpowiadał, okazał się dupkiem, nie wartm mojego czasu i uwagi. Jednak zastanawiam się czy tak by się stało gdybym była bardziej pewna siebie- czy pozwoliłabym sobie i jemu na pójście do łózka jako koledzy licząc się z tym, że on może mnie 'wystawić'.
Wiem już teraz że związku nie buduje się od tzw dupy strony , ale obecnie czuję, że ta sytuacja, to, że on zniknął, że mnie olał, później ignorował mnie w towarzystwie , to że wyjechał do pracy na kilka miesięcy za granicę i tam życje ( wraca za 2 tygodnie) chyba sprawiły że jestem dorosła. Nie boję się i nie wstydzę relacji międzyludzkich.
Wiem już że życie jest idiotyczne, twarde, niesprawiedliwe. Zastanawiam się co będzie jak on wróci. Moi znajomi mówią, że dorosłam psychicznie, fizycznie schudłam. Wydaję się już osobą bardziej przystęną ale zarazem jestem twardsza psychicznie.
Nie boję się innych. Od pół roku obracam się w towarzystwie innych ludzi w moim wieku a nie tylko siedzę w domu przed komputerem pracując.
I wiecie, nawet nie wiem po co to napisałam.
Z jednej strony nienawidzę tego kolegi, bo widziałam, że mu się podobam i on chyba też nie wiedział co z tym zrobić. Po prostu poniosło nas- ALE jak widać nie prowadzi to do związku ani do niczego. Od tych 6 miesięcy nie rozmawiamy. On chyba myśli, że mi jest głupio i jemu też jest głupio. Tak słyszę od znajomych. To znaczy po 6 miesiącach i 3 miesiącach za granicą wątpię, żeby mnie jeszcze pamiętał czy coś.
Wątpię, że jeszcze o mnie myśli.
Ale zastanawia mnie nadal fakt bycia zainteresowanym i flirtowania ze mną przez pół roku a później totalne odcięcie.
Ale to chyba mnie wzmocniło. Ta sytuacja pokazała, że byłam naiwna i głupia.
Co mam zrobić jak on wróci? To znaczy chodzi mi o sam fakt np spotkania się na jakiejś imprezie. Pamiętam jak go widziałam wcześniej ostatni raz- olewał mnie, odwracał się tyłem, nie poznawał KIEDY ja byłam miła i już wyrzuciałm sobie go z głowy.
Kiedy myślałam o nim wcześniej to się spinałam, a kiedy wyrzuciłam go z głowy i byłam miła on zaczął być dziwny.
Myślicie że moja naiwność i brak dojrzałości mógł sprawić, że po prostu 'poddałam się' fali namiętności?
Znajomi widzą, że się zmieniłam- i podświadomie dziękuję mu za to że to się stało bo sama dla siebie jestem inna. Jednak jak reagować na niego jak wróci?
Dla mnie i tak zachował się jak dupek jeśli nawet nie miał odwagi ze mną porozmawiać albo normalnie powiedzieć 'hej' na imprezie czy spotkaniu....