Otóż jestem z chłopakiem pół roku.. prędzej tez się sporo spotykaliśmy.. z początku mi bardziej zależało, on był raczej bierny później jednak mu tez, zaczął się starać, był zazdrosny itp. aż w końcu zainicjował związek.. Na dzień dzisiejszy bardzo go kocham, takiego jaki jest uwielbiam uprawiać z nim seks, dostaje od niego tyle czułości tak wspaniale sie przy nim czuje... On mieszka 30 km za moim miastem. Przez co jest spisany na autobusy, które kursują bardzo rzadko i krótko. I już zaczynają się problemy. Ostatni miesiąc był baaardzo kłótliwy sporo nerwów przykrych słów z zarówno mojej jak i jego strony. Ale w sumie w jakim związku nie ma kłótni? Rzadkość. Otóż przejdę do sedna sprawy. Mam wrażenie ze mój facet chce mnie mieć na wyłączność.. i tylko dla siebie.
Mam mu mowic kiedy i gdzie ide , nie mam pic alkoholu(bo wg niego kobiety po alkoholu głupieją, mówic mu wszystko, nie spotykac z kolegami itp itd. Czasami mam wrażenie ze w ogóle nigdzie nie mogę wychodzić, bo już widzę jaki ma problem najlepiej to by mnie w klatce zamknął. Powiem tak- przed nim bardzo lubilam sie zabawic, wyjsc z kolegami na dwor- wolalam ich towarzystwo niz kolezanek, pic alkohol i ogolnie niczego nie zalować. Jak zaczął się związak zgodziłam się na to. Teraz to tylko praca no i ON.. czasami jakies koleżanki. On tez miał beze mnie nie imprezować i mówić mi o wszystkim. Jednak on ma przyjaciółki swoje serdeczne od serca. Które chyba są o mnie zazdrosne- bo wcześniej go miały na wyłączność. Poznałam je na tyle że wiem jak mają na imię. On twierdzi że to TYLKO przyjaźń po za tym mi je przedstawił. Jednak jedną ze swoich przyjaciółek wyróżnia na tyle, że by za nią w ogień wskoczył (sama nigdy niczego podobnego od niego nie usłyszałam). Jednak ona ma faceta- a moj TŻ go nie lubi (pokłócili się). Twierdzi że ona jest naiwna i wpatrzona w niego. Jak to słysze to automatycznie nie mam humoru. Wyróżnia ją ZA BARDZO. Inna przyjaciółka która jak sam stwierdził zaprosiła go kiedyś na kawusię i może jakis wspólny film jednak on twierdzi że to w zarcie i on się z tego śmieje z nią. Ogolnie umówili się, ze kiedys się pobiorą. Ale to tez twierdzi że zarcik. Ja nie pozwolę sobie na takie coś i jasno mu powiedziałam że mi to na przyjaźń nie wygląda i że nie chcę żeby się przyjaźnili. Zabolało mnie to że on ją bronił.. przecież to tylko przyjaźń on jej moze zaufać ale nic ich nie łączy. Tylko piszą- tak jak ja ze swoimi kolegami. Skończyło się na tym ze nadal ten kontakt mają. Ja nie chciałam ograniczyć kontaktu z kolegami- ponieważ nie chcę tracić kontaktu, bo pozniej zostałabym z niczym. A chcę mieć ludzi z którymi czasami poplotkuję wygadam się itp. Nie mam przyjaciół. Wiem, że jeśli miałabym zacząć się spotykać po przyjacielsku z chłopakiem od jakiś flirtów by się zaczęło- i tak zawsze było. Więc mam tylko kolegów z którymi popiszę od czasu do czasu, pomimo tego że notorycznie mam proponowane wyjścia itp. Mój luby spotyka się z przyjaciolkami i nie zawsze mi o tym powie. Czasami 'zapomni'. Przez co znów kłótnia. Bo ja muszę się jak głupia spowiadać a on robi co chcę... Ostatnio tez kłócimy się o to że nie mamy czasu dla siebie, sytuacja: nie widziałam się z TŻ 5 dni ( ja mialam 1 wyjscie on coś tez) po czym umawiamy się tego i tego dnia. Ok widzimy sie po czym on mnie informuje po 3h ze już idzie bo umówił się na mecz z kolegami. I pozniej się dziwi ze jestem wkurzona skoro woli sobie poogladac mecz niż zostać trochę dłużej ze mną bo tyle sie nie widzielismy. A ja oczywiscie wszystko wysprzatane uszykowana dla niego... szkoda gadać. Ostatnio mu wspomniałam ze wyjezdzam i mnie nie bedzie przez tydzień. On jednak nie wie ze to już teraz. Teraz wyjdzie ze mu na złość robię... W przeciagu tych 5 dni widzielismy sie 3 godziny i teraz conajmniej tydzień też nie bedziemy. Coraz bardziej mnie to denerwuje ale wydaje mi się że przyda mi się ten tydzień spokoju bo tak wiele sprzeczek ostatanio było że głowę to ja mam całą. Ale będę za nim tęskniła.. strasznie.. Jednak on widuje sie czesciej z przyjaciolkami i kolegami swoimi, twierdzi ze chcialby ze mna czesciej ale to nie jest od niego zalezne bo tak ma autobusy itp.. trochę mnie to boli i odsuwa od niego... ale czy jest jakieś tutaj wyjście..on w kłótniach twierdzi ze to ja się nie staram, że mam wszystko gdzieś, ciagle ja robie coś zle, nienawidzi moich kolegów.. a ja naprawdę rzuciłabym wszystko..
1 2015-12-01 19:27:50 Ostatnio edytowany przez paulinabartkowska (2015-12-01 19:30:00)
Podobne tematy
W związku nie ma być żadnych kłótni. Macie się spotykać tak długo aż nauczycie się spokojnie rozmawiać albo się rozstaniecie. Dopiero po przejściu tego okresu możecie powiedzieć że jesteście w związku.