Witam.
Jestem obecnie w takim dole, że nie wiem jak sobie z nim poradzić. Chodzi dokładniej o fakt, że nie potrafię doprowadzić mojej kobiety do orgazmu pomimo, że daje z siebie wszystko, skupiam się na wspólnej zabawie i nie traktuje tego jako celu. A ja daję z siebie wszystko, więc postanowiłem tutaj napisać z nadzieją, że ktoś mi coś doradzi, coś powie.
Na wstępie napiszę, że mam 21 lat. Moja kobieta 19. Oboje jesteśmy ze sobą więcej niż tylko kalendarzowy czas, wydaje mi się, że pomiędzy nami rzeczywiście istnieje miłość. Problem jednak leży w tym, że każde nasze zbliżenie kończy się tak samo, że kończymy niedosytem.
Oboje współżycie zaczęliśmy ze sobą. Jesteśmy swoimi pierwszymi partnerami (i fajnie by było jakbyśmy przy tym pozostali). Początkowo był to stres przed pierwszym razem bo wiadomo jak to jest, planowaliśmy to dłuższy czas, chcieliśmy aby to był wyjątkowy moment w życiu nas obojga. Nie wymagaliśmy od tego za dużo. Pomimo bycia blisko ona już na początku powiedziała, że to nie jest tak fajne jak to opisują i, że się jej to nie podoba.
Uznałem wtedy, że w takim razie trzeba się skupić na niej. Nie jestem typem egoisty i najbardziej na świecie zależy mi na jej szczęściu. Wszystkie nasze zbliżenia zaczęły skupiać się na niej: gra wstępna, później dalsze zabawy były tylko pod nią. Orgazmu jednak nie było. Bo rozumiem, że to trudne do osiągnięcia. Pomijam fakt, że ja też muszę się doprowadzać sam ręką bo mną niestety nie umie się zająć, często nawet nie próbowała. Cały czas mój penis sterczy ale nie wiem czemu gdy tylko ona go dotknie to nagle to wszystko opada. Może to coś złego z moją podświadomością, więc ja jednak nie mam jej tego za złe. Moje motto to: "razem dojdziemy do perfekcji". Jak ona będzie szczęśliwa, to i ja będę.
Zaczęliśmy więc rozmawiać na ten temat braku orgazmu ze względu, że komunikacja to ponoć najważniejszy element w związku. Dowiedziałem się, że ona sama nie zna swojego ciała, sama nie umie się do niczego doprowadzić, nigdy jej się to nie udało, nie wie co jej się podoba a co nie i tak czy inaczej mój dotyk jest lepszy niż jej sam. Wtedy powiedziała mi (i do tej pory tak mówi), że dla niej życie mogłoby istnieć bez orgazmu. Wszystko byłoby spoko i rozumiałbym to gdyby nie fakt, że chwile później mówi, że fajnie by było go przeżyć. Nawet z jakimiś kumplami na fb rozmawia, że szkoda, że ona tego nie doświadcza, że marzy się jej to. A ci tam się przechwalają jakimi to oni nie są łóżkowymi ogierami i co ich kobiety nie przeżywają. Więc wychodzi na to, że mówi mi to tylko aby nie sprawiać mi przykrości. A ta siedzi we mnie a gdy próbuje o tym porozmawiać to milczy. Od razu mówie, że gdyby nie jej zachowanie i to co mówi nigdy bym nie zachowywał się jakby to była jakaś obsesja.
Przeczytałem już naprawdę MASĘ tematów na internecie jak typu: jak doprowadzić kobietę do orgazmu, co może powodować brak orgazmu itp itd. Próbowałem wszystko wdrążyć w życie. Przełamałem się do wielu rzeczy tylko dla niej, zrobiłem to z miłości ale też nic nie dawały. A mi się to koniec końców podoba i nie robie tego z żadnego przymusu. Ona też mnie do tego nie zmuszała, nawet nie proponowała. To była moja inwencja.
A jeżeli chodzi o sam przebieg. Ona zawsze się po prostu kładzie na plecach i leży, od czasu do czasu podrapie mnie po plecach ale brakuje tutaj jakiejkolwiek komunikatywności i jej zaangażowania. Nie mówi co jej się podoba, jak mam robić, czego nie robić tylko leży w milczeniu nie wydając z siebie ani jednego odgłosu. A ja się produkuje nie wiedząc niczego, jak i co robić. Gdy pytam się o cokolwiek, jakieś instrukcje to dostaje standardowe: nie wiem. I dalej mknę ślepo w spekulacjach. Latają jej nogi podczas pieszczenia miejsc intymnych ale mówi, że to kwestia unerwienia. A kiedy jest jej dobrze mówi, że czuje jakby chciało się jej sikać i wszystko wstrzymuje, całe odczucie opada i nie może już wrócić.
Zawsze po tym jak próbujemy coś zdziałać robi się oschła, taka zawiedziona, smutna. Jakby nie widziała, że daje całego siebie i jeszcze więcej tylko dla niej. I to nie tylko w tej jednej dziedzinie życia. Rezygnuje z tego, unika takich momentów przez kilka miesięcy. Zamiast ćwiczyć i próbować.
Następuje brak uczuć, tak jakby to ona się na mnie wiecznie zawodziła. Gdzieś na internecie wyczytałem, że partner, który nie daje orgazmu jest gówno warty. Kobiety takich mężczyzn nie kochają i gdy zjawi się ktoś lepszy to ze względu na brak jakiejś więzi, która jest wytwarzana przez szczytowanie, zostawiają ich dla innego, który jest w stanie to zapewnić. Rodzą mi się myśli, że ona również uważa, że to ja jestem do dupy i, że nie jestem jej dać tego czego pragnie każda kobieta. Że najchętniej by mnie wymieniła, wzięła sobie kogoś innego z tego powodu. A to wszystko przez jej zachowanie.
Oboje zamiast czerpać radość z bliskości zaczęliśmy podchodzić do tego zadaniowo. I niestety odnoszę wrażenie, że wynika to z jej zachowania. Nie robimy tego po prostu żeby spędzać ze sobą czas, być blisko a po to, że ona chciałaby orgazmu. Nie potrafimy się dobrze bawić czego bardzo żałuje.
Co wy o tym wszystkim sądzicie? Może nasuwa się wam myśl co robię nie tak? Albo co powinniśmy zrobić aby na tym wszystkim popracować? Czy ona rzeczywiście może o mnie tak myśleć, że należy mnie wymienić? Niestety podpowiedź "wystarczy porozmawiać" się tutaj nie sprawdza.
Mam nadzieję, że powstanie z tego jakaś ciekawa dyskusja z której coś wyniknie.