netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

8 odpowiedzi2 308 wyświetleńzałożony przez lilly25, 23.10.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2015-10-23 20:08:33)

Temat: Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

"Jest dla mnie szokujące, jak bezmyślnie przechodzimy nad takimi sprawami jak reklamy, które drwią z naszej rzekomo wolnej woli. Ciągle o tym piszę, ponieważ bezustannie dręczy mnie myśl, dlaczego nikt nie wyciąga z tego wniosków. Są one co najmniej wstrząsające.

Moda dla baranów

Wyobraźmy sobie taką sytuację z życia wziętą. Panie dostają histerii na punkcie jakiejś fryzury, sukienki czy stylu ubierania się. Każda chce wyglądać jak modny wzór, nachalnie promowany w telewizji, modnych gazetach, internecie Jeśli tak nie wygląda – czuje się źle sama ze sobą, nie śpi, nie je, nie może znaleźć sobie miejsca, atakuje rodziców, chłopaka, męża bądź znajomych; słysząc śmiech – wyobraża sobie że to na pewno z niej, bo nosi ciuchy z poprzedniego sezonu, już niemodne. Po prostu źle się czuje, a mówiąc wprost – cierpi psychiczne męczarnie, przeżywa wewnętrzny konflikt. Jeśli wygląda jak promowany wzór bo kupiła kieckę czy jakiś kamyczek – czuje się dobrze, czuje się dowartościowana, może z pogardą patrzeć na te kobiety, które nie wyglądają tak jak trzeba, modnie. Mijają problemy z łaknieniem, snem, poczuciem bycia odstającą od stada czarną owcą; jest KIMŚ. To oczywiście nieprawda, nie jest kimś, a ofiarą agencji reklamowej.

Ale są też faceci, którzy bez nowego Iphona czują się źle – a gdy go kupią, czują się dobrze. Lista męskich gadżetów jest równie długa co kobieca.

Jak zrobić ze szmaty kult? Zapłać.

A co to jest trend, moda? To koncern płacący pieniądze agencji reklamowej, która jakąś szmatę czy cokolwiek na czym ktoś zarabia, przedstawia w taki sposób by ludzie poczuli tej rzeczy BRAK EMOCJONALNY. Brak jest niemiłym odczuciem, więc chcemy go zaspokoić – gdy kupujemy jakiś przedmiot, poczucie braku znika i wraca dobry nastrój. Dana rzecz nie daje nam przyjemności, a likwiduje wykreowany brak który odczuwamy jako przyjemność. Przecież jeśli ktoś nas mocno bije i się zmęczy, koniec bicia odczuwamy jako wielką przyjemność, ale przecież nią nie jest. Czy to nie genialne?

Wykreowano nam poczucie braku, negatywną emocję – oraz pokazano, jak można ten brak zlikwidować, by doświadczać przyjemności – oczywiście trzeba kupić dany przedmiot, wtedy wróci dobry nastrój. Dokładnie tak samo działa w naszej kulturze kościół katolicki – najpierw kreuje poczucie winy, grzechu, niegodności za śmierć Jezusa i grzech pierworodny, a później za drogie uczestnictwo we wspólnocie (chrzest, bierzmowanie, śluby, pogrzeby itd.) oferuje chwilowe wyzwolenie od stworzonego przez siebie odczucia. Musi być chwilowe, bo by klienci przeszli do konkurencji, albo nie daj Panie Boże, w ogóle nie korzystali z usług religijnych. Dlatego od dziecka akwizytorzy tej organizacji (księża) mocno pracują nad tym, by niewinnym i naiwnym z natury dzieciom wtłoczyć do głowy silne poczucie winy i niegodności za pieniądze rodziców. Nie opuści ich ono do końca życia, rujnując seks, zdrowie, związki, finanse i każdą ich działalność. Jak człowiek wierzący że jest winny śmierci jakiegoś mądrego Żyda sprzed dwóch tysięcy lat, ma być szczęśliwy? Poczucie winy wytworzone w dzieciństwie przesącza się do myśli, uczuć a nawet wyglądu, rujnując życie człowieka, nie pozwalając mu na osiągnięcie pełni swego potencjału i szczęścia. Korporacja religijna zarabia na tym nieprawdopodobne, fantastyczne wręcz pieniądze.

Wolna wola i inne bajki dla plebsu

To gdzie jest ta wolna wola? Zdecydowana większość ludzi reaguje dokładnie tak, jak chce agencja marketingowa, czyli ludzie utrzymywani przez tych, którzy im dobrze zapłacą. Gdyby reklama nie działała, nikt nie inwestowałby w nią ponad pół biliona dolarów rocznie. Jeśli ktoś wierzy ze reklama na niego nie działa, jest z pewnością jej ofiarą. Reklama nie oddziałuje na umysł i inteligencję, a na podświadomość, więc jeśli ktoś nie wie jak działa ta część jego osobowości, jest kompletne bezbronny. Opisuję to wszystko w książce „Stosunkowo dobry”. Wklejam tekst o wydatkach na reklamę w 2014 roku:

W bieżącym roku wydatki na reklamę w naszym kraju mają być o 1,8 procenta wyższe niż w roku minionym – prognozuje dom mediowy ZenithOptimedia Group. Ich łączna wartość ma sięgnąć nawet 6,5 miliarda złotych. Z kolei globalne wydatki mają wspiąć się o 5,4 procenta, sięgając 524 miliardów dolarów.

Tłuścioch gwałci nasze umysły codziennie

Chciałbym byście szanowni Państwo to sobie UŚWIADOMILI. Ktoś kto ma pieniądze, może w was stworzyć poczucie braku, czyli negatywne emocje – i przewidzieć w jakim kierunku będziecie działać, by się tego nieprzyjemnego uczucia pozbyć. To kwestia odpowiedniej reklamy, dobrych speców i propagandzistów, oraz pieniędzy. Idziemy w kierunku który ktoś nam wytyczył, dokładnie obliczył ile na nim zarobi. Nie wiem jak dla Państwa, ale dla mnie to wstrząsające, to policzek dla mnie. Jestem jednak już za cwany, by się buntować i odwracać krzyż do góry nogami bo to dziecinne działanie – ja chcę zrozumieć, poznać te prawa i się od nich uwolnić by mnie nie więziły. Myśl że jakiś tłusty spaślak, szef koncernu (spożywczego, militarnego, religijnego, państwowego) kieruje moimi emocjami, jest dla mnie obrzydliwa.

To kim jesteśmy, oraz to czego pragniemy jest w nas WYKREOWANE. Większość naszych pragnień, pożądań i dążeń nie jest NASZE, a jest wynikiem PRANIA MÓZGU w postaci reklamy, propagandy, oddziaływania społecznego, religijnego, czyli wpływu korporacji religijnych, sprzedających gruszki na wierzbie za realne pieniądze.

Ludzina z ziemniaczkami i kapustką

Muzułmanin jak sobie wyobrazi jedzenie wieprzowiny, dostanie wymiotów – ogarnie go poczucie winy, strach przed piekłem, bo tak go uwarunkowano. Polak – katolik zje świnię ze smakiem, bo wprawdzie zwierzę boi się panicznie śmierci i jest jej świadome, ale prawdziwy Polak ma to gdzieś, przecież nie będzie jadł kartofli ze śmietaną. Co ich różni? Tylko to, co im wmówiono. Żyd i muzułmanin zanim ubiją krowę, będą ją męczyć stosując ubój rytualny „halal” – czyli poderżną wierzgającej i ryczącej z bólu i przerażenia krowie gardło by się wykrwawiła, bo tak nakazuje im „Bóg”. Polak się tym oburzy – i będzie miał rację, bo cierpienie konającego zwierzęcia nie ma nic wspólnego z żadnym Bogiem. To czysty sadyzm i jeśli mieszamy w to niewidzialnych przyjaciół, będzie to zapewne ktoś z drugiej, ciemnej strony. Miłość z bestialskim cierpieniem zwierzęcia nie może mieć nic wspólnego. Smacznego!

W Azji jedzą owady ze smakiem, my się od tego porzygamy. Ludzkie mięso podobne jest w smaku do wieprzowiny, jest pożywne i smaczne – każdy je zje, chyba że się dowie co je, wtedy nastąpi reakcja obrzydzenia i wymioty. „Ludzinę” jedzono na froncie wschodnim (np. Stalingrad) czy w trakcie wielkiego głodu na Ukrainie, gdzie komuniści zagłodzili niemal dziesięć milionów ludzi. Rodzice wielu dzieci zarzynali jedne, by wykarmić drugie – inaczej wszyscy by umarli.

Ludzie to bezrefleksyjne roboty

Wszystko to jest efektem wychowania, czyli tak nas uwarunkowano – jak roboty. My w życiu nie realizujemy siebie, tylko cudze wzorce i pomysły na życie. Żyjemy jak roboty, jak żywe trupy. Takich przykładów jest cała masa, a pokazuje to nam jak jesteśmy PROGRAMOWANI. Robi się z nami to samo, co z komputerami – tylko że przy komputerach są pryszczaci, tłuści programiści, a przy nas tłuści, lubieżni marketingowcy z białym nosem. Oczywiście spece od manipulowania dużymi masami ludzkimi, to są bardzo inteligentni ludzie, czasem prawdziwi artyści, a od manipulowania emocjami klientów bazarów i zakupów cebuli wystarczy mieć skończoną kiepską prywatną uczelnię, np. w Częstochowie.

Mniejsza z tym. Od wielu lat mnie zastanawia jedna kwestia, która akurat dla mnie jest bardzo ważna. Na ile pragnienie bycia z tą podobną jedną jedyną „połówką pomarańczy” jest nasze, wypływa z naszej „duszy”, centrum, ducha – jak zwał tak zwał – a na ile z programowania społecznego. W końcu od dzieciństwa nam się wmawia, że jak szczęście to tylko z drugą osobą. Wszelkie bajki, seriale, filmy, komiksy… wszystkie nam od dzieciństwa wmawiają, przekonują i czarują, że szczęście to kobieta i dziecko. Jesteśmy tym shitem bombardowani od dziecka tak mocno, że nawet nie podejrzewamy że może być to nieprawda. Jesteśmy przekonani że tak właśnie wygląda życie – niestety, tak wygląda życie serialowe, które tworzą rozwodnicy i narkomani. Z życiem realnym ma to tyle wspólnego, co krzesło z krzesłem elektrycznym.

Rozwój to pozbywanie się a nie nabywanie wiedzy

Ponieważ to co Państwu opisuję fascynuje mnie od lat, obserwuję swoje reakcje, emocje – moje wnioski są katastrofalne, przerażające. Ja się nie dziwię że większość ludzi uważa mnie za wariata, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że to co ja u siebie „wybadałem”, jest w sumie straszne. Nie każdy ma ochotę takie rzeczy poznawać, kiedy świat pełen przyjemnych i wiele obiecujących bodźców zachęca, kusi i nawołuje jak morskie syreny.

Jesteśmy sumą cudzych wzorców. Przekopanie się przez ten cały burdel do siebie prawdziwego, to zadanie na całe lata. Poznanie tego co lubimy, ku czemu się skłaniamy, jaki mamy naprawdę charakter i pasje – to coś do czego trzeba się dogrzebać. To nie jest proces gdzie zdobywamy jakąś wiedzę, coś dodajemy – wręcz przeciwnie, trzeba tony cudzych śmieci wyrzucić, pozbyć się tych toksyn bo poświęcamy życie dla cudzych celów, marnujemy nasz ograniczony czas na realizację CUDZYCH celów.

Pytanie retoryczne

Dlatego zadaję retoryczne w zasadzie pytanie. Czy szanownych Państwa marzenia o związku, wasze wizje jak wtulacie się w ukochaną osobę i jesteście szczęśliwi… czy one są wasze, czy wam je wmówiono, tak jak wmawia nam się wiarę w wielkość Jobsa, Wałęsy i wielkiego Papieża Polaka? Kilkadziesiąt lat temu masy ludzkie wierzyły w boskość Hitlera, Stalina, Mao i Pol Pota, dlatego jestem bardzo ostrożny, gdy mówi mi się kogo mam czcić.

To bardzo trudne pytanie, ponieważ odpowiedź nie może przyjść z umysłu, z szablonów którymi automatycznie reagujemy (zaczerpnięte z filmów, komedii romantycznych i fantazji), a musi to być wypracowana porządkami swego umysłu prawda, której wydobycie musi potrwać.

Życie bez żony i dzieci jest możliwe

Przyznam że swego czasu byłem przerażony, gdy UŚWIADOMIŁEM sobie że nie chcę mieć stałego związku – oraz nie chcę dzieci. Nie potrzebuję kobiety, dzieci, pieniędzy ani religii do szczęścia, ponieważ szczęście to NAWYK REAGOWANIA a nie jakikolwiek „obiekt” (przedmiot bądź osoba to dla naszego umysłu to samo) na zewnątrz mnie. Szczęście muszę wyćwiczyć, przyłożyć swój czas, energię i wysiłek, a nie liczyć że ktoś czy coś mi to da. Jeśli ktoś mi da szczęście, wcześniej czy później zażąda OLBRZYMIEJ odpłaty. Obserwuję to od lat w związkach i wszelkich ludzkich relacjach, które są wzajemnymi relacjami żebraków – obie strony prawnej umowy małżeńskiej chcą od siebie uzyskać poczucie przyjemności. Jeśli nie mam szczęścia, nie chcę go od innych, ponieważ nie chcę być od innych zależny. To jak z pieniędzmi. Jak czegoś chcę, nigdy nie wezmę kredytu – nie mam pieniędzy, nie kupuję. Kredyt mnie wiąże oraz drogo kosztuje, czyni niewolnikiem – zwłaszcza konsumpcyjny.

Natomiast potrzebuję seksu, ponieważ go lubię. Ale żeby go mieć, nie muszę się żenić – zresztą jak wskazują lata mojej pracy z ludźmi, seks po ślubie przeważnie znika, przekształca się w rozpacz, depresję czy fochy bądź agresję niezadowolonej partnerki. Dzieci także nie dają szczęścia – dają dumę od czasu do czasu, ale to tylko promil czasu. Resztę wypełniają strach o dzieci, gniew na nie że są od nas inne – czy że nami gardzą, bo się zatraciliśmy w konsumpcjoniźmie. Dzieci więcej widzą, ponieważ nie muszą zarabiać na życie, zgnoić się w imię pensji. Ale i na nie przyjdzie czas, by zostać zgniecionymi przez system w jakim żyjemy.

Lubię ten świat

Mam 36 lat, oraz smutną świadomość że nie żyję wiecznie. Wcześniej czy później umrę, więc ze wszelkich sił pragnę zrozumieć kim jestem, po co pojawiłem się na tej krążącej w mroku planecie, gdzie mój gatunek skolonizował głupsze od siebie zwierzęta, bezwzględnie je eksploatując – i naiwnie liczy, że silniejszy od nas i mądrzejszy czy bardziej rozwinięty gatunek, nie żeruje podobnie na nas.

Wejście w rozmnażanie i związki, to dla mnie koszmarna strata czasu. Jak mogę dać życie komuś, komu nie wytłumaczę kim jesteśmy? Dziecko ma być robotem jak ja i mamusia, zasuwającym dla elit i koncernów by realizować wykreowane w nim pragnienia? Dawniej tego pożądałem, ale gdy poznałem swoje pragnienia odkryłem że nie są moje. Uwierzyłem kłamstwom że tu znajdę szczęście, ale tam nic nie ma – lata pracy z facetami boleśnie mi to uświadomiły. Stereotypy każą mi zapuścić brodę, mieszkać w pustelni, srać w krzakach i podcierać się łopianem – ale to kolejna cudza wizja jakiegoś cwaniaka, za którą podążają nieświadomi. Kolejna to porzucenie świata, ale to także nie moja wizja. Lubię ten świat i jego rozkosze, ale nie chcę być od nich zależny. Bawię się nimi, ale uważam by mnie nie pochłonęły. Wypieranie się rozkoszy którą daje ten świat, to jakościowo to samo co obsesyjne zatracenie się w nim. To i to jest gówno warte. Pozytywna obojętność i dystans – to jest moje życiowe credo, które staram się realizować.

Śmierć robota

W każdej chwili myślę o śmierci, której nawet nie tyle się boję, ale której nie rozumiem i która mnie zastanawia. Co z moimi bliskimi? Co z komputerem gdzie mam tyle tekstów i pornosów? Co z forum braciasamcy.pl i moimi chłopakami na nim? Ciężka jest myśl że gdy umrę, wszystko to co stworzyłem zniknie. Swojego unicestwienia się nie boję, gdyż wszystko to kim jestem, póki co nie jest moje. Umrze cudza kalka a nie indywidualność, która w masowym świecie jest mitem. Jestem robotem który jest świadomy swego uwarunkowania. Szczęście w nieszczęściu.

Kim jestem? Nie wiem. Po co tu się narodziłem? Nie wiem. Jaki jest sens mojego istnienia? Nie wiem. Może tak ma być, może niewiedza jest błogosławieństwem? Dzięki niewiedzy mogę doceniać każdy dzień, odczucia mojego ciała. Świat wydaje się przerażąjący ale i fascynujący, jak magiczny świat z dziecięcych wyobrażeń. Ja nic nie wiem, ale mój umysł wypełniają tysiące przeczytanych teorii. Dlatego każdy dzień witam jak przygodę, z fascynacją ale i lękiem. Może dziś na mnie przyjdzie pora? Nie ma się co żalić, głodny nie byłem, chłodu nie zaznałem jak miliardy ludzi, ale człowiek mimo wszystko chce żyć. Ten bezwzględny instynkt życia, czyni mnie jego niewolnikiem i poddanym."

tekst pochodzi ze strony samczeruno.pl



A co wy o tym myślicie? Czy mieliście podobne refleksje?

2

Odp: Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Myślę, że trochę prawdy w tym jest i trochę ludzi faktycznie chyba czuje się lepszymi, że mają model tego czy tego telefonu czy takie ciuchy, reklamy mają wpływ, ale pewnie też to, że ludzie lubią jak ktoś zazdrości - nie wszyscy, ale bywa taka tendencja przecież. Dlatego faktycznie warto pomyśleć nad tym czego my chcemy, czy nie jest to tak, że my powielamy wzorce czy robimy to co sugeruje rodzina, bo i tak często bywa, ktoś tępi w sobie swoje zdanie i uważa, że tak ma być, że tak mówią, że to tak musi być i boi się żyć inaczej. Także z jednej strony powielanie wzorów, z drugiej strach u wielu osób przed życiem tak jak chcą. To no przykre, ale tak bywa. Dlatego warto po prostu pomyśleć czego sami chcemy i nie obawiać się po to sięgnąć, bo życie zgodnie z tym czego sami chcemy daje szczęście. Tak uważam. Sama akurat myślę, że chciałam fajnego związku z sama siebie, ok, nie wiemy jak by było, gdyby w serialach czy filmach inne wątki poruszano, ale i tak człowiek chce stworzyć rodzinę, w czasach, gdy nie było telewizji też chciano, bo biologicznie większość ludzi chce prosto mówiąc przedłużyć gatunek. A ludzie zakochiwali się i tworzyli potem też dojrzałe związki już raczej bardzo dawno temu, do tego reklama akurat nie jest tak potrzebna, to bardziej naturalna potrzeba. Z tym, że jeśli nie ma nikogo fajnego, to tak, wtedy nie ma co na siłę się wiązać, bo samemu też można dobrze się czuć, bo szczęście i tak powinno wypływać z nas samych. Co innego posiadanie ciuchów takich czy takich, moda, tutaj faktycznie to nie jest świadomy wybór, bo sami w sobie tego tak konkretnie nie potrzebujemy, to nie jest potrzeba biologiczna tak jak rodzenie dzieci, stworzenie związku itp. No, ale i tak niech każdy żyje jak chce, jak chce być modny jego sprawa, jak chce mieć dzieci czy nie, to też kwestia indywidualna, bo mimo wszystko widzimy, że mamy wybór. Niektórzy są bezrefleksyjni i to widać często w życiu codziennym, ale nie wszyscy.

3 Ostatnio edytowany przez grinta (2015-10-24 09:28:17)

Odp: Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Mam dokladnie tak samo jak autor tekstu. Przyszedl moment w zyciu ,ze pytanie "jaka jestem naprawde" nie dawalo mi spokoju. Jaka bym byla bez tego co mi wlozono do glowy od dziecinstwa poczawszy, gdybym zyla w dziczy jak czysta kartka, gdzie nie byloby religii, wyznan, chorego spoleczenstwa, manipulacji. I tu powstaje taka refleksja: przeciez wszedzie ludzie zyja w grupach i ucza sie jeden od drugiego nabierajac takich samych przekonan, nasladujac zachowania i niech to bedzie taki Mongol zyjacy wolno w jucie, ktory raz na ruski rok widzi drugiego czlowieka a jednak bedzie podobnie zyl jak ten drugi "pustelnik"-tak samo rozstawi namiot, tak samo tradycyjnie ugosci, bedzie mial podobne zachowania. Trzeba by zyc samotnie, dziko-wtedy czlowiek obserwowalby nature i stworzyl wlasny sposob zycia. Ale czy o to chodzi? czy  w ogole jest mozliwe w dzisiejszych czasach, w tak duzych skupiskach ludzkich by kazdy mial szanse od urodzenia poznawac siebie i nie nasladowac? Zwierzeta tez ucza sie przez nasladownictwo, jakos przeciez trzeba wejsc w zycie. Czlowiek tego potrzebuje: nasladownictwa. I w zaleznosci gdzie sie urodzi tak bedzie sie ksztaltowal.Od madrosci rodzicow zalezy na ile uda im sie niedopuscic do wielu niepotrzebnych wplywow z zewnatrz (nieogladanie reklam, wybor filmow i lektury, rozmowy o relacjach z kolegami, uczulenie na to gdzie moze byc manipulacja i namawianie do ciaglej obserwacji bez komentarza) jak i wlasnych (dzieci maja prawo dochodzic wlasnego zdania, miec wlasna opinie, wlasny gust i smak bez wzgledu na to jaki ma rodzic). Potem jako dorosly czlowiek moze dalej zdejmowac z siebie kolejne warstwy, ktore nie sa jego bo tak uczulony od dziecinstwa czlowiek bedzie mial wieksza swiadomosc i latwiej dostrzeze co nie jego.
Ja tez nie czulam potrzeby zakladania rodziny choc instykt macierzynski pojawil sie, potrzeba zalozenia gniazda-ale to calkowicie w srodku, nigdy nie myslalam,ze zaloze rodzine bo w ogole nie dotykal mnie model spoleczny. Ale idac za tym tekstem: czy aby na pewno? tego sie nie dowiem co bylo w podswiadomosci a mnie moglo wydawac sie,ze nie bylo. W kazdym razie zylam i zyje pod prad, z wielu rzeczy zdalam sobie sprawe i nie obchodzi mnie,ze ktos o mnie pomysli,ze mam nierowno pod sufitem-zycie jest moje i to ja mam sie dobrze czuc a nie spoleczenstwo czy manipulatorzy. Zawsze uwazalam,ze posiadanie dzieci wiaze sie z egoizmem ich pragnienia, wlasnego pragnienia, natomiast wydajac je na swiat serwujemy im Matrix-i to ma byc milosc?No tak, ale wowczas nieprzetrwalby gatunek gdyby tak kazdy myslal-moze wlasnie o to chodzi? W naturze tak wlasnie gasna gatunki jesli otoczenie nie jest przyjazne w  jakis sposob.
To co mozemy robic to obserwowac z cala otwartoscia umyslu, poglebiac Swiadomosc, miec odwage i ceirpliwosc by dostrzegac to co czesto niewygodne lub bolesne-ale to nie jest praca dla kazdego. Wielu ludziom dobrze jest jak jest i nie widza powodu do zastanawiania sie nad soba bo maszyna dobrze dziala i czuja sie w swoim zywiole. Do wielu takie teksty w ogole nie docieraja bo widza w nich jakas paplanine filozoficzna i moze tak ma byc?

4 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-10-24 11:40:09)

Odp: Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Nie wydaje mi się,  by autor miał rację.  Każdy człowiek jest inny i to właśnie jest dowodem na to,  że nie poddajemy się programowaniu, że przesiewamy to, czym jesteśmy epatowani przez własny rozum, sprawdzamy, opiniujemy, wybieramy to, co nam pasuje, odrzucamy, z czym się nie zgadzamy, albo co nam zdecydowanie nie leży. To, że wielu żyje "pod prąd " świadczy o naturze człowieka,  jego umiejętności zbuntowania się i indywidualnego wyboru,  zgodnego z potrzebami i zapatrywaniem.
Przecież nawet, jeśli reklamy skłaniają nas do wyboru jakiegoś produktu,  to jeśli go kupimy, przetestujemy i okaże się kiepski, to nawet gdyby tylko tę reklame puszczali w telewizji, drugi raz się nie nabierzemy.
Tak samo z modą, są tacy, którzy całkowicie olewaja to, co na czasie,inni wybiorą z niej, co im pasuje,  a jeszcze inni będą ślepo podążać za trendami,  pogardzajac tymi, którzy są na bakier. To jest właśnie najlepszy target do programowania,  prania mózgu i ofiar różnych sekt. A tu już, moim zdaniem, powodem jest niska inteligencja,  brak pewności siebie i skłonność do ulegania wpływom.
Ja bym tu zauważyła inną prawidłowość - im większy dostęp do informacji i zgoda systemu na  niezależność jednostki,  tym ten nasz wybór jest bardziej świadomy. I odwrotnie,  w krajach zacofanych styl życia społeczeństwa jest mniej zróżnicowany. A w demoludach i socjalizmie to władze decydują,  jak to życie ma wyglądać. Choć i tam są rewolucjonisci, więc chyba koniec końców nie jest z nami tak źle.
Należy po prostu żyć po swojemu, nie przejmując się krytyką innych, którzy nie uznają odstepstw od utartych, niekoniecznie sensownych  schematów.

5

Odp: Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Jeśli ktoś wychowuje się w dziczy, to jego zachowanie też jest determinowane przez miejsce i okoliczności w których ten ktoś się wychował. Socjalizacja nie jest dla mnie niczym złym, wprost przeciwnie. Podoba mi się model miłości, który niejako mi wpojono, dzięki temu jestem szczęśliwa. Gorzej, jeśli wzorce, które dostajemy są zaburzone, patologiczne i prowadzą do toksycznych relacji z innymi ludźmi.

Uważam też, że to wina samych ludzi i ich lenistwa, jeśli całkowicie płyną z prądem i poddają się praniu mózgu, które wprowadza religia, kultura, reklamy itp. Nie chce im się myśleć za siebie, więc kogo tu winić poza nimi samymi?

6

Odp: Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Myślę, że sporo ludzi też boi się zmian. Dlatego czasem wolą nawet codziennie robić to samo, rutyna i może nie do końca im to pasuje, ale boją się zrobić coś inaczej. Mają mało wiary w siebie i swoje możliwości. No, ale czasem też stanie się coś takiego, że zaczynają wierzyć, że jednak może im się udać, wystarczy chcieć, czasem nawet wystarczy usłyszeć historie innych ludzi, gdzie jasno widać, że jak się chce, to naprawdę wiele może się udać. Wtedy to też może być czynnikiem do tego, że coś ktoś zaczyna zmieniać w swoim życiu i widzi, że te zmiany nie są złe, że często warto.

7

Odp: Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Szczerze? Nie chce mi się czytać tego artykułu już po paru zdaniach - co to za bzdura, ze każda z nas goni za nową fryzurą, sukienką etc?... Mieszkam na Marsie, czy co? Wokół mnie NIE MA takich kobiet, a te, które zyją w ten sposób to wyjątki.

To jest kolejna BZDURA wciskana nam przez media, ze kobieta chce wyglądać w określony sposób. Większośc kobiet jakie znam ma głęboko w ...poważaniu jakie kiecki czy fryzury są obecnie modne.


I taką samą bzdurą jest podkreślony tekst.  Nikt nie WMUSZA w nikogo chęci posiadania rodziny, tak samo jak niechęć do zakładania rodziny nie zawsze wynika ze swiadomej decyzji, tylko ze STRACHU. Strachu przed zmianą stylu zycia, ograniczeniami.

Ten sam artykuł można by odwrócić i próbować udowadiać, że to media wmawiają ludziom ten strach przed łączeniem się w pary , posiadaniem dzieci itp, jak i odwrotnie.

nie cierpię takich "odkrywczych" artykułów tongue

8

Odp: Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Związek tak, dzieci nie.

Związek jest po to żeby była więź uczuciowa, jednak mało kto jej potrzebuje, mniej niż 10% ludzi. Reszta żyje ze sobą bez żadnych uczuć jak zwierzęta.

9 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-25 23:39:12)

Odp: Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

No cóż należy zatem spytać "Czy pragnienie bycia singlem jest autentycznie nasze?"
Myśli głęboko filozoficzne, ale jak to bywa ZNOWU bazujące na środowisku wink. Owy Pan jeszcze nie czuje potrzeby zbudowania rodziny, ale może już za rok coś się zmieni?
Osobiście patrząc na Siebie powiem, że pomimo straszenia mnie przez znaczą część rodziny tym strasznym staropanieństwem nie czułam potrzeby założenia rodziny praktycznie od dziecka do kilku lat po studiach - więc koncentrowałam się na Sobie. Tego typu pragnienie przyszło później wink.

Każdy ma własne życie, jednak w moim odczuciu BEZWZGLĘDNIE na KAŻDEGO wpływają ludzie, środowisko, kultura, religia - nawet na tego Pana. Tylko teraz jest moda na bycie wyjątkowym/w opozycji do poglądów masy. Ja w obu podejściach widzę plusy i minusy - a niech każdy sam zważając na własne dobro wybierze najlepszą opcję smile. Nawet jeśli miałaby być w opozycji do tego Pana.

MrSpock napisał/a:

Związek tak, dzieci nie.

Związek jest po to żeby była więź uczuciowa, jednak mało kto jej potrzebuje, mniej niż 10% ludzi. Reszta żyje ze sobą bez żadnych uczuć jak zwierzęta.

Przykro mi jeśli właśnie tak podchodzisz do związku. Chcesz żyć z kobietą bez uczuć jak zwierzę wink. Ja powoli już z niektórych z Was (mężczyzn) nie mogę...

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy pragnienie związku jest autentycznie nasze?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026