Hej, podzielę se z wami moim problemem
Otóż jesteśmy z dziewczyna już 8 lat, poznaliśmy się młodo ona 16 ja 21. Ostatnio chodziła jakaś przymulona, niechętna na zbliżenia, itd. Chociaż nigdy nie była wylewna jeżeli chodzi o uczucia, ma ogólnie z tym problem, wystarczało ze jestem.. jednak zauważyłem ze coś jest nie tak i zacząłem wyciągnąć z niej o co chodzi, na początku mówiła ze wszytko jest okej, jednak po kilku tyg po kolejnej serii pytań w końcu pękła i powiedziała ze łzami w oczach, ze chyba nie wie czy jeszcze mnie kocha, ze coś się chyba wypaliło ze nie jest tak jak np rok temu, próbuje to naprawić sama, już ok 3 miesiące ale jej nie wychodzi, i robi sobie straszne ciśnienia na to i się meczy przez to, ale z drugiej strony ze chce być ze mną, bardzo dobrze się ze mną czuje, itd. Ogólnie przez te lata kłótni nie było, dogadujemy się b.dobrze jedno drugiemu ustępuje, czujemy się naprawdę dobrze w swoim towarzystwie, ograniczeń na wychodzenie ze znajomymi nigdy nie było wiec to raczej nie to, osoby trzeciej tez raczej nie ma (przysięga na wszystko ze nie). Stwierdziła ze chyba potrzebuje małej przerwy na przemyślenie, (choć tez nie była jakaś mega chętna na to) zobaczenie czy w ogóle zatęskni czy jej mnie zabraknie itd...
Co o tym wszystkim sądzić? Ogólnie widujemy się tylko w weekendy, z racji odległości i wygody w sumie
Czy takie 2 tyg przerwy bez jakiegokolwiek kontaktu może coś zmienić? czy tylko pogorszy temat i walczyć o ten związek inaczej? A może potrzebna jest większa przerwa?
Minęły dopiero 2 dni od tego dnia w którym pękła, z jednej strony szykuje się na najgorsze z drugiej mam nadzieje ze będzie ok, bo nie widzę szans na życie bez niej
Może to wszytko z braku zazdrości o mnie, naprawdę się do niej przywiązałem i nie mam potrzeby chodzenia po klubach itd...