Witam. Wiem, że nikt mi nie powie co mam zrobić i nie podejmie za mnie decyzji, ale spróbuję opisać swoją sytuację .. Mam chłopaka, chcemy zamieszkać razem po skończeniu szkół za 2 lata. Ja mam 18 a on 20 lat. Wszystko fajnie, bardzo się kochamy, jesteśmy pewni czego chcemy .. Tylko mam problem z mamą. Wydaje mi się, że ona w nas nie wierzy, ciągle powtarza mi, że bez pieniędzy nawet największa miłość nie przetrwa, że nie damy sobie rady, że po technikum nie znajdę pracy, że ja tylko o nim myślę, kiedy mówię jej, że się z nim spotkam, to mam warunek "dobre oceny" (mieszkamy 100km od siebie) i ciągle coś jest nie tak. Wszyscy wokół nas w nas wierzą, że damy radę, że będzie dobrze, nawet nauczyciele. Znam również wielu ludzi w młodym wieku, którzy się wyprowadzili i całkiem dobrze sobie radzą. Ogólnie odkąd byłam mała mama powtarzała mi, że jestem sierotką, że sobie w życiu nie poradzę. I w końcu w te powtarzane słowa zaczęłam wierzyć. Ona uważa, że zawsze ma rację, a ja nigdy nie mogę się jej sprzeciwić. Kiedy ja mam rację i inni to potwierdzają to nie słucha mnie i mówi że przesadzam. Czepia się nawet tego jak ja mówię i wywołuje poczucie winy mówiąc, że nie chce mi się nawet z nią porozmawiać. Ocenia jak się czuję, zachowuję i co robię, a ja nawet nie mogę powiedzieć, że jest inaczej, bo ona wie przecież swoje. Ciągle "kontroluje" moją osobowość .. Takie odnoszę wrażenie. Gubię się sama w tym wszystkim i nie wiem już czy ma rację, czy powinnam zrobić jak mówi mi serce. Przestać przejmować się tym co mama powie, co o mnie pomyśli (zawsze chciałam zaistnieć w jej oczach, a nie być tylko tempakiem). Przeciwstawić się jej i pokazać, że potrafię. Nie wiem dlaczego ona tak mówi, kiedy inni mówią "poradzicie sobie!". 18 lat staję na głowie i staram się, aby była zadowolona. Chcę się wyprowadzić, aby być blisko chłopaka, usamodzielnić się, nie być zależnym od matki i słuchać narzekań na swój temat. Jedynie kiedy robię wszystko jak ona chce jest dobrze .. Czuję się jakby umykało mi życie, bo przeżywa je ktoś za mnie. Chcę mieszkać z kimś kto mnie uszczęśliwia a nie dołuje
Podobne tematy
Skoro chcecie zamieszkać razem za dwa lata, więc dlaczego się tym martwisz już teraz.
Powiem Ci teraz jak "stary zgred" - w Twoim wieku dwa lata jest to kupa czasu i wszystko się może w ciągu tego czasu zmienić. Więc jak na razie staraj się żyć "tu i teraz", skończyć szkołę, zdobyć zawód i powoli usamodzielnić się. Żeby pokazać, że jesteś naprawdę dorosła, nie tylko "metrykowo". A dorosłość to przede wszystkim odpowiedzialność za siebie, za swoje decyzje a także za innych, bliskich Ci ludzi. To także możliwość samodzielnego utrzymywania się. To co uważasz za niedocenianie Twojej matki z mojego punktu widzenia jest wyrazem jej troski o Ciebie. Może wyrażonej w najnieszczęśliwszej formie, może zbyt surowo ale zawsze troski. Może jeżeli masz taką możliwość spróbuj znaleźć jakąś dorywczą pracę udowadniając mamie, że to nieprawda, że sobie finansowo nie poradzisz, że potrafisz być odpowiedzialna i konsekwentna. Matki zazwyczaj widzą w swoich dzieciach ciągle nieporadne stworzenia które trzeba chronić i wskazywać im na każdym kroku drogę. Udowodnij matce że tak już nie jest.
Z jednym mama ma rację: musicie oboje mieć stałą pracę zanim podejmiecie decyzję o zamieszkaniu. Mama jest doświadczoną kobietą i po prostu myśli o praktycznej stronie życia. Chcę też podkreślić słowo "oboje" - nie zgadzaj się na zamieszkanie u niego, za jego pieniądze. Powinnaś mieć swoją pracę, być niezależna. Podejrzewam, że gdy pracę znajdziesz, mama przestanie "gęgać" ![]()
Życie Ci nie umyka, jeszcze go sporo masz przed sobą. Skończ szkołę, znajdź pracę, to wtedy możesz się uniezależnić.
Dziwna ta twoja mama. Ale tak jak wyżej Panie piszą może ona tylko tak potrafi okazać swoją troskę o swoje dziecko? Dlaczego nie porozmawiasz z mamą? powiedz jej , że nie podoba ci się to, że w Ciebie nie wierzy. Powiedz mamie, że potrzebujesz jej aprobaty a nie ciągłego pouczania i gadania jak to ty sobie z niczym nie poradzisz.
Byc moze Twoja mama jest typem kobiety, ktora nie wierzy po prostu w Ciebie, jak piszesz, lub nie chce bys byla zaradna. Uwazam,ze nie powinno sie mowic dziecku,ze jest sierotka i sobie nie poradzi poza tym jesli ona wie lepiej co czujesz to tez nie jest w porzadku. Moze byc tez tak,ze pokazesz mamie,ze potrafisz a ona i tak Cie nie pochwali bo chce czuc sie potrzebna w Twoim zyciu-sa tacy rodzice, ktorzy zyja zyciem dzieci i je ukladaja na swoja nute. Tak jak napisaly poprzedniczki ucz sie poki co i nie dyskutuj z mama na ten temat, przyjdzie czas i pokaze jak sie ulozy zycie. I nie rob nic by udowodnic cos mamie-zyj dla siebie przede wszystkim a nie by pokazac i nie oczekuj pochwaly.