Kobietki pomóżcie!
Jestem z chłopakiem od ponad 2miesięcy, a znam się od stycznia. Zaczęliśmy być razem w wakacje, a teraz jest ode mnie daleko, bo studiuję. W wakacje mimo bliskiej odległości od siebie widzielismy sie co tydzien: ja praca i on praca. Wszystko fajnie pięknie. Wraz z końcem wakacji niestety musielismy sie rozstac na dluzej. Ustalilismy ze bedziemy sie widziec co 2 tygodnie bo wtedy bedzie zjezdzał. Od 2 tygodniu praktycznie sie nie odzywamy... Tydzien temu wypadał 2 tydzien i mielismy sie zobaczyc tymbardziej ze mial wolny pt sb ndz i pon ale napisal ze pierdzieli i nie przyjezdza. Dzis mija kolejny week kiedy nie przyjechal.... nie wiem czy jestem w stanie tak zyc.. od tygodnia zastanawiam sie co mam robic.. czy powinnam z nim zerwac. nie łączę z nim jakiejkolwiek przyszlosci. To jest moj pierwszy facet ktoremu powiedzialam kocham cie, okazalam mu milosc... bo wydawalo mi sie naprawde ze to jest.. Gdy sie z nim widze nadal czuje to do niego ale jak nie to mnie rozrywa od srodka... i zdarza mi sie plakac choc nie mowie mu o tym bo z nim sie nie dao tym porozmawiac..nie traktuje tego powaznie tak jak ja to traktuje. jak z nim zerwac? konieczne jest spotkanie sie? jak go zobacze nie bede chyba w stanie mu to powiedziec w oczy.. dziewczyny, zmotywujcie mnie i poradzcie co mam w tej sytuacji robic, blagam
z góry dziekuje