byliśmy prawie 3 lata, pierwsza, wielka miłość i... koniec.
zaczęło się od głupiego smsa ( kilka dni po wspaniałych przeprosinach) po 2 dniach przyjechał do mnie z cudowną wiadomością. pominę fakt, że nie powiedział mi wprost, chociaż nie trudno było się domyśleć o co chodzi, najpierw był szok, niedowierzanie, a później głupia nadzieja, że wszystko się ułoży, bo miało być na całe życie... pisałam, że mi zależy, że kocham. po paru dniach w sms-ach napisał o co tak naprawdę poszło, nie powiem, nie zawsze było kolorowo ale zawsze wychodziliśmy z tego z uśmiechem, cóż, chyba miarka się przebrała w najmniej spodziewanym momencie. nigdy nie było kłótni, rzucania talerzami, zawsze szło o błahostki, niedopowiedzenia, ale jak wcześniej wspomniałam kończyło się to śmiechem i wszystko wracało do normy. tak funkcjonowaliśmy, dwa uparciuchy, którym ciężko było odpuść, ale przede wszystkim kochaliśmy się.
po tygodniu od zerwania spotkaliśmy się, było normalnie tak jak zazwyczaj, oczywiście bez żadnych buziaczków i "kocham", jak kumple, nic więcej. porozmawialiśmy o wszystkim tylko nie o tej całej sytuacji, bałam się poruszać tego tematu, wiedziałam, ze jest za wcześnie. chciałam dać mu czas, może coś by zrozumiał. pisaliśmy do siebie później przez kilka dni, żartowaliśmy, było tak miło, aż nie wytrzymałam i napisałam, że z mojej strony nic się nie zmieniło, że jeśli tylko zechce...
Głupia.
odpowiedział, że wszystko przecież jest jasne, że nie ma do czego wracać, jednak olewać mnie nie będzie bo nie czuje takiej potrzeby.
zabolało chyba bardziej niż całe to rozstanie bo dał nadzieje, kilka dni uśmiechu,. nie podejrzewam, że zrobił to specjalnie, może ja za dużo sobie wyobrażałam. wreszcie dotarło.
wiem, że nigdy nie ma dobrego momentu na koniec, ale zostawił w najmniej odpowiednim. zabrakło wsparcia tak po prostu.
Podobne tematy
Jak piszesz,"miarka się przebrała".Twój eks jest zmęczony kłótniami,nawet jeśli to są błahostki.Chce życia z kobietą,z którą znajduje zrozumienie,właśnie w takich codziennych sprawach.Paradoksalnie byłoby lepiej dla Was gdybyście się kłócili rzadziej,ale o sprawy większego kalibru,które można wspólnie rozwiązać.Jeżeli "idzie dym" ciągle o to samo,o te same sprawy,nawet błahe,to jakaś strona może dojść do wniosku,że tak już będzie zawsze,że to różnice nie do pogodzenia,że to będzie takie "małe piekiełko".A kto chciałby je sobie urządzać na własne życzenie.Pytanie retoryczne.
3 lata to długo na wzajemne dotarcie się,obawiam się,że Wam się nie udało.
jest cholernie trudno się z tym pogodzić bo jeszcze kilka tygodni temu były wspólne, udane, wakacje, snucie wspólnych planów, a tu koniec.
zawsze myślałam, ze jak się prawdziwie kocha to jest o co walczyć, jemu chyba zabrakło sił, nie wiem. nigdy nie było poważnych kłótni a sprzeczki traktowaliśmy ( do czasu jak widać) jako nieodzowny element, nie moge napisać że mi to odpowiadało, bo tak nie było ale zawsze wiedziałam, że moge na niego liczyć, że się uda. no tym razem się nie udało.
zastanawia mnie tylko jak tak można szybko (z jego strony) przejść ze stosunku dziewczyna-chłopak na koleżanka- kolega. nie wiem już co jest gorsze, taka relacja czy zero kontaktu.
ciężko jest się pogodzić jak się traci ukochaną osobę, i ciągłe myśli co by było gdyby...
4 2015-10-07 19:13:14 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-10-07 19:13:27)
Dla osoby porzuconej po rozstaniu gorsze jest utrzymywanie kontaktu,niż jego zupełny brak.Dla osoby porzucającej jest to bez znaczenia,chociaż niektórzy porzucający utrzymują kontakt z poczucia winy,litości itp.Jeżeli rozstanie jest definitywne,to najlepiej dla zdrowia psychicznego jest zerwać wszelki kontakt (oczywiście gdy nie ma dzieci).Dla Ciebie eks szybko przeszedł na relacje kolega-koleżanka,ale myślę,że u Niego to już ewoluowało od dawna,tylko nie dał po sobie poznać,a ujawniło się po rozstaniu.Dla Ciebie to jest szok,dla Niego coś naturalnego.
oj, bolesna prawda, ale dziękuję ![]()
6 2015-10-07 21:09:06 Ostatnio edytowany przez madoja (2015-10-07 21:10:02)
Gdy tylko przeczytałam Twój post, juz miałam podobne zdanie jak bartass.
Z moich obserwacji zauważyłam że gdy kobieta mówi "mieliśmy drobne sprzeczki, oboje takie uparciuchy", to znaczy że TO ONA była kłótliwa. Potwierdza to też fakt, że TO ON z Tobą zerwał tłumacząc że ma już dość, ponadto w innym temacie napisałaś jakiejś lasce, że za coś tam już robiłabyś awanturę.
Powtarzam w każdym temacie na tym forum, że facet kłótliwej kobiety nie zniesie. A nawet gdy kocha, to ta miłość mu minie. Nie ma tak jak piszesz że gdy kocha to walczy, wybacza i dalej w tym tkwi. Żadnemu nie chce się walczyć jeśli przez 3 lata nadal są kłótnie / sprzeczki. Moim zdaniem jego miłość gasła już dawno. I nawet całkiem w porządku stwierdził że olewać Cię nie ma za co - być może ma do Ciebie sentyment lub lubi Cię. Ale skoro nie macie być razem, to Wasz kontakt jest zbędny i bolesny (dla Ciebie).
Jedynym sposobem byś się zmieniła jest rozstanie i całkowity brak powrotu kiedykolwiek. Tylko to da Ci kopniaka. Wyciągnij wnioski, popracuj nad sobą i nie popełniaj tych samych błędów w kolejnym związku.
Nie karm się myślami "to jego wina, za mało kochał, chciałam, starałam się, a sprzeczki są w każdym związku" (swoją drogą, z tym ostatnim to nieprawda), bo w ten sposób nie wyciągniesz niczego na przyszłość. Skoro od Ciebie odszedł to powód jest.
może mój błąd, nie wiem, starałam się jak mogłam, dużo w sobie zmieniłam dla niego, miał dość, odszedł, ja to poniekąd rozumiem, ale nie mówi się nikomu "kocham" a tydzień później się zrywa.
nie chce siebie bronić, bo widzę popełnione błędy i wyciągnęłam wnioski, ale jest ciężko tak z dnia na dzień zapomnieć o sobie, która była dla mnie wszystkim. boli też to, że tak szybko zapomniał o tym co nas łączyło, a jeśli od dłuższego czasu było mu źle to nie mógł tego skończyć wcześniej? po co to ciągnął? ludzie są z miłości, nie z przyzwyczajenia.
Skolowana ktos juz o tym wczesniej wspominal, bodajze Elle. To nigdy lub prawie nigdy nie jest tak ze zerwanie jest spontaniczna decyzja zrywajacego. To jest proces ktory w jego glowie rozpoczyna sie duzo wczesniej niz w dniu kiedy pada slowo koniec. W miedzy czasie taki czlowiek zachowuje sie czesto calkiem normalnie jakby wszystko bylo ok. Robi to z roznych przyczyn. Bo chce sie upewnic czy ta mysl i decyzja ktora w nim kielkuje jest aby nie pochopna lub zwyczajnie boi sie konfrontacji i sprawienia bolu tej drugiej stronie wiec "przeczekuje " do momentu gdy juz nie ma sil udawac lub drobna pierdola przelewa w nim czare goryczy ktora zbiera sie od dawna. Na Twoim miejscu ucielabym kontakt z bylym dla wlasnego dobra. Pocierpisz troche zapewne ale potem bedzie duzo lzej. Po co przeciagac katowanie sie nadzieja.
9 2015-10-08 11:56:02 Ostatnio edytowany przez skolowana (2015-10-08 12:52:33)
z każdym dniem jest lepiej, to prawda, tylko jak sobie pomyśle, że z jego strony to ciągnęło się od dłuższego czasu to szlag mnie trafia
tak dobrze udawał? te wszystkie czułe słówka, wspólnie spędzone chwile. trochę czuje się wykorzystana. nie było rozmowy, że coś nie pasuje, że się zastanawia, nic, nie było sygnałów. akurat TERAZ, bardzo nagle, w momencie kiedy wszystko było ok ( widocznie tylko ja tak myślałam).
z każdym dniem jest lepiej, to prawda, tylko jak sobie pomyśle, że z jego strony to ciągnęło się od dłuższego czasu to szlag mnie trafia
tak dobrze udawał? te wszystkie czułe słówka, wspólnie spędzone chwile. trochę czuje się wykorzystana. nie było rozmowy, że coś nie pasuje, że się zastanawia, nic, nie było sygnałów. akurat TERAZ, bardzo nagle, w momencie kiedy wszystko było ok ( widocznie tylko ja tak myślałam).
Nie dawał wcześniej jakiś sygnałów, że coś między wami jest nie tak lub, że się od Ciebie oddala?
właśnie nie, były sprzeczki ale zawsze dawaliśmy rade z tego wyjść, wiedziałam, że to męczące ale nigdy bym nie pomyślała, że to właśnie przez nie się wszystko skończy. w środe było ok, w czwartek napisał bardzo dziwnego smsa a w sobote zerwał, troche taki szok, bo myślałam, że jest poukładane
tydzień po rozstaniu przyjechał i zachowywał się jak kumpel niczego nie wyjaśniając. myślałam, że to chwilowe, ale stwierdził, że wszystko jasne, że nie trzeba drążyć tematu. nie wiem co myśleć, lepiej byłoby skończyć to zaraz po jakiejś sprzeczce, wtedy bym wiedziała o co chodzi, a tak było w porządku i nagle zerwał.
feniks35 napisał, że to zawsze jest proces, że zrywający podejmuje decyzje przez jakiś czas, rozmyśla. nie chce nawet myśleć od kiedy to się ciągnęło, bo naprawdę było super, tak dobrze udawać to chyba nikt nie potrafi.
podjął taką a nie inną decyzję, szanuje to. wiem, że problem leży w dużej mierze po mojej stronie, za wrażliwa i tyle, czasami nie rozumieliśmy swoich żartów, jakiś głupich ( ale nie wrednych, raczej się droczyliśmy) tekstów, i tak się zaczynało, kilka godzin milczenia, niekiedy dni, ale zawsze się godziliśmy. wiedziałam, że jest się o co starać, bo nie było tylko chłopakiem ale przyjacielem, traktowałam go jak rodzinę, z jego strony było tak samo bo mówił to nie raz.
może za bardzo kochałam, nie potrafiłam wyluzować, a jak się chce lepiej to zawsze wychodzi gorzej. nie czepiałam się, nie robiłam awantur.
nie szczędziliśmy sobie czułości, miłych słów, wiadomo, ze bywały gorsze humory, dni. nie chce się nad sobą użalać, bo gdyby było naprawdę dobrze to nie zerwałby, straciłam ukochaną osobę i momentami nie wiem co ze sobą zrobić.
każdy mówi żeby zerwać kontakt, nie pisać, nie dzwonić, ja w panice pisałam po zerwaniu, od kilku dni dałam sobie spokój, nic na siłe.
Nie zauważyłaś niczego,bo jak coś zauważyć w ciągłych sprzeczkach.Z drugiej strony on przecież też nie podjął tej decyzji od razu,i co,miał Ci powiedzieć "Kochanie zaczynam od dzisiaj mieć wątpliwości co do przyszłości naszego związku,wiedz,że dzisiaj one się zaczynają,teraz będę się przez miesiąc albo dwa zastanawiał,tak dla Twojej wiadomości,a teraz jak zwykle,co na obiad?" On się zastanawiał sam,nie musiał się z tymi rozmyślaniami z Tobą dzielić.Przecież on też nie był od razu pewien,w jaką stronę to pójdzie.
nie wspominałam, że sprzeczki były codziennością... zdarzały się, ale nie stanowiły podstawowego elementu relacji, były wspaniałe dni, w końcu to były 3 lata, nikt przy zdrowych zmysłach nie wytrzymałby ciągłego napięcia.
dziwi mnie to, ze nie było z jego strony żadnej chęci podjęcia rozmowy na ten temat, ze mu momentami ciężko, ze nie wyrabia, głupia nie jestem, zrozumiałabym. ale nie, najlepiej wszystko przemilczeć, udawać, ze jest ok i zerwać z dnia na dzień.
A rozmawialiście o innych swoich problemach? Nie takich przyziemnych? Może on się bał z Tobą porozmawiać o swoich wątpliwościach?
oczywiście, rozmawialiśmy na różne tematy, zwierzaliśmy się, normalnie jak to robią ludzie w związkach. może faktycznie bał się porozmawiać, nie wiem. dopiero w smsach, nie twarzą w twarz, wyjaśnił mi o co poszło, ja to rozumiem, ale łatwiej byłoby mi gdyby dawał jakieś sygnały i nie chodzi mi o szczerą rozmowę bo może wydawało mu się że mnie tym zrani, ale stwarzał pozory, że jest ok. tydzień przed zarwaniem mówił, że kocha, był czuły, pocieszał mineło kilka dni, zaznaczę, że spokojnych, nic się nie wydarzyło i koniec.
17 2015-10-09 19:29:25 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-10-09 19:30:01)
Nie chcę Go usprawiedliwiać,może masz rację,jeżeli mówi,że kocha a po tygodniu już nie kocha,to chyba za krótko,żeby "uczciwie" się odkochać
Czyli,musiał cię oszukiwać niestety.No cóż,bardzo to wszystko ludzkie,każdy popełnia błędy.Nikt nie jest do końca bez winy.
Te sprzeczki to kto zaczynał zazwyczaj, Ty czy on?
Oraz zrób rekonesans pod kątem czy pan się już z kimś spotyka, albo może za chwilę zacznie. Wcale bym się nie zdziwiła.
Historia bardzo podobna do mojej.
Ona zainteresowała się kimś innym i myślę, że Twój były NA PEWNO ma inną panią.
NA PEWNO to Kopernik nie żyje
To kobiety zwykle są jak małpy,które trzymając się jeszcze jednej liany sięgają po drugą.
ciężko mi a Wy wypalacie z jakąś panną
jeszcze tego by brakowało, nie sprawdzałam, nie wiem, ale był uczciwym człowiekiem i RACZEJ nie, może teraz, zerwał i wziął się do roboty. w każdym razie nic takiego nie mówił, a szperać w telefonie nigdy nie zamierzałam, każdy ma prawo do prywatności.
z tymi sprzeczkami było różnie, raz on, raz ja, chociaż muszę się przyznać, że najczęściej wyglądało to tak, że mówił coś ( może nieświadomie) mi robiło się przykro i na jakiś czas wolałam się przymknąć, przeczekać. mówił, że niekiedy jest to bardzo nieprzyjemne, a on, żebym się nie przejmowała, nie brała wszystkiego na poważnie, fakt, czasami nie mogłam wyluzować, ale ile razy można spokojnie tłumaczyć, ze dane zachowanie jest niestosowne? pod żadnym pozorem nie chciałam go zmieniać, wiedziałam jaki ma charakter. nie wiem... może z biegiem czasu wiedział, ze może sobie na więcej pozwolić, zaznaczę, ze to nie były jakieś chamstwa, dobrze mnie traktował tylko czasami się nie rozumieliśmy. jak szybko pojawiała się chora sytuacja tak szybko się kończyła.
dziękuje za każde komentarze i świeże spojrzenia ludzi z boku ale szczerze powiem, ze to trosze dołujące czytać takie teorie. nie chce go idealizować ale wierze, że nie zrobiłby umyślnie niczego co by mnie zabolało.