Witam serdecznie.
Zdaje sobie sprawę, że to forum dla kobiet, ale to właśnie porada od was, Pań, będzie tą najlepszą..
Sprawa wygląda następująco.
Dokładnie tydzień temu, rozpadł się mój związek, z dziewczyną z którą byłem 4 lata.
Nasz związek nie był nie udany, kochaliśmy się, i wierzę, że nadal tak jest.
Problem leżał we mnie - byłem zbyt zaborczy. Wiecie, głupie zakazy, wywoływałem zbyt wiele kłótni, trwało to za długo. Dawała mi do zrozumienia, że chce żebym się zmienił - ale ja głupi tego nie zauważałem. Zrozumiałem dokładnie każdy swój błąd dopiero po zerwaniu, i z tego powodu jest mi na prawdę źle. Nie spałem, nie mogłem normalnie funkcjonować, wciąż rozmyślałem jakim idiotą byłem, i ile oddałbym żeby znowu dała mi szansę. Nie myślcie, że po prostu wydaje mi się że się zmieniłem. Nie - dokładnie rozważyłem wszystko co robiłem, i przyznaję, gorzej głupi być nie mogłem.
Po prostu się sparzyła.
Po zerwaniu rozmawiałem z nią kilka razy, sam inicjowałem rozmowy, głównie przez telefon. Nie chciała spotkać się ze mną w oczy, nie wiedziałem czemu. Była zdziwiona, ale widząc mnie po chwili zaczęła się uśmiechać. Zacząłem ją przepraszać, zapewniać że kocham, że się zmienie. Powiedziała mi, że wciąż jej zależy, i jest to dla niej ciężkie, ale nie chce dać mi szansy, bo boi się że po upływie pewnego czasu znowu zacznę być taki sam, że już podjęła decyzję, i jej nie zmieni. Jednak tej nocy, rozmawialiśmy jeszcze na normalne tematy, opowiadała mi o głupotach, jak zawsze, i było widać, że dobrze jej z tym że znowu rozmawiamy(znam jej uśmiech, uśmiechała się tak zawsze gdy była z czegoś szczęśliwa..).
Skonczyliśmy rozmawiać, ponieważ była bardzo późna pora, a jej robiło się w dodatku zimno. Obiecała mi, że spotkamy się w normalnych warunkach następnego dnia, by porozmawiać. Chwilę potem, dostałem telefon, że przeprasza, ale zrobiła błąd, że dopiero doszlo do niej co mi obiecała, i że nic z tego. Nie rozumiałem tego.
Dnia następnego nie wytrzymałem, i zadzwoniłem. Zapytałem, czy mimo wszystko nie możemy się spotkać, by porozmawiać normalnie, w żywe oczy. Odpowiedziała, że nie chce, i nie chciała podać mi powodu. Jednak po moich prośbach, dowiedziałem się że nie chciała się spotkać, bo mięknie jak tylko mnie widzi.. Jednak to nie był koniec na ten dzień. Los chciał, że oboje wybraliśmy się tego dnia do miasta. Ja ze swoim przyjacielem, Ona z przyjaciółką. Dowiedziałem się potem, że jest w pewnym klubie, i poszedłem pod niego, po czym zadzwoniłem do niej, i spotkaliśmy się. Na samym początku, nie rozmawialiśmy w ogóle na temat związku, gdyż chwilę po niej wyszła jej przyjaciółka, postanowiła że wraca, a my poszliśmy z nią. Temat związku zaczął się dopiero na przystanku, gdy jej przyjaciółka spotkała znajomą. Rozmawialiśmy długo, zapewniałem jej, że się zmienię, mimo to ona nie odchodziła od swojej decyzji.
Dnia następnego zadzwoniłem znowu, przyznałem się do każdego błędu, do tego że za późno je zrozumiałem, przepraszałem. Spytałem czy nie mogłoby być tak jak wczoraj, gdy oboje się uśmiechaliśmy, odpowiedziała że było fajnie, ale niestety nic z tego, że poznała mnie już, i czuje że zmienię się, ale tylko na trochę, że chce ją po prostu odzyskać, po czym zacznie wracać moja zaborczość.. Powiedziała mi, że dobrze wie, że mam drugą, kochaną stronę, że zdaje sobie sprawę z tego że ją kocham, ale mimo to za bardzo martwi się tym zaborczym mną.. Prosiła bym przestał się starać, bo robię to aż za bardzo, a jej wciąż zależy, i też jest jej bardzo ciężko, ale podjęła decyzję, i nie zmieni jej.
Nie chce męczyć jej codziennie telefonami, bo wiem że musi ją to wkurzać. Ale nie mogę się też poddać.. Kocham ją bardzo mocno, zrozumiałem każdy swój błąd. Wiem, że przesadzałem w wielu kwestiach, a Ona miała tego dość, ale jestem gotowy zrobić wszystko byleby ją odzyskać, wiem że zmieniła mnie ta sytuacja, i nigdy więcej nie byłbym taki zazdrosny, bo nie miałem do tego powodu, a jedynie sam je sobie wymyślałem. Powiedziała mi, że wszystko byłoby ok, gdybym zmienił się jeszcze dzień czy dwa przed rozstaniem, zanim ostatecznie zdecydowała, żeby mnie zostawić.. Chciałbym zaznaczyć, że przez cały związek nie zdradzałem jej, nie potrzebowałem nawet kontaktu z innymi dziewczynami, koleżankami, jedynym mankamentem we mnie była ta przesadzona zaborczość..
Co powinienem teraz zrobić? Stanąłbym na rzęsach żeby dała mi szansę.. Myślicie że to już koniec? Nie jestem w stanie odpuścić jej sobie, bo za dużo razem przeszliśmy, zbyt wiele dla mnie znaczy. Jak przekonać ją, że nie zmieniłem się tylko na trochę? Czy tydzień po rozstaniu to za mało czasu by mogła dać mi szansę? Powinienem teraz milczeć w spokoju, i odezwać się za kilka dni? Jak myślicie, jest nadzieja, że jednak zmieni swoje zdanie?..
Będę wdzięczny za każdą pomoc udzieloną przez was, pozdrawiam.