Zerwanie i nadzieja... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zerwanie i nadzieja...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 60 z 79 ]

Temat: Zerwanie i nadzieja...

Hej, mam ciężką sytuację i nie wiem jak już sie ogarnąć. Byłam zaręczona ze swoim ex od 2 lat, w sumie w związku 3 lata w tym 2 na odległość 
Poznalismy się przez neta szybko załapaliśmy siebie na rozmowy emocjonalne i jakoś tak wyszło. W ostatnim roku przeprowadził sie specjalnie dla mnie żebysmy wynajeli razem pokój. Jestem studentką farmacji on pracował. W zasadzie do samego końca związku myślałam że jest bardzo dobrze, ale mieliśmy jeden większy wyrzut emocjonalny po którym on stwierdził ze nie ma siły i w sumie wyszedł powiedział mi potem że będzie nocować u kolegi i tak do tej pory go nie widziałam (zerwal na kilka dni przed moim wyjazdem do domu rodzinnego na praktyki, umowę na pokój rozwiazalismy).
Po rozstaniu zaczęłam analizować co było nie tak i on musial byc przytłoczony moimi studiami i moim nastawieniem. Akurat byłam na najtrudniejszym roku, w zasadzie większość czasu sie uczyłam albo stresowałam, ewentualnie niczym zombie przeglądałam facebooka. Kolosy były w każdym tygodniu, kazdy trzeba było zaliczać, byly cięzkie, na ćwiczebiach trzeba bylo sie wyrabiać... przez to wszystko nie miałam sił skupiać się na jego problemach za to obrzucałam go swoimi. Wiem że tak nie powinnam, nie powiedział mi tego wprost a ja zwyczajnie z przemeczenia tego nie zauważyłam.
Bardzo go kochałam, on tez bardzo kochał mnie, moi znajomi i nasi wspolni byli szczęsliwi naszym szczęściem, nikt sie nie spodziewał tego co się stało. Po zerwaniu chcialam chwilę go przekonywac go do powrotu ale tylko powtarzał że nie ma sił, naszym wspólnym znajomym mówił że nie wie czy bedziemy razem, że nie potrafi tego określić, że na ta chwilę (1,5miesiaca temu) czuje ulgę. Potem ja się wcale nie kontaktowałam, to on pisał że może poszukać mi pokoju nowego na wynajem, że mnie przeprasza za to wszystko i inne rzeczy. Nie odpowiadałam, lub odpowiadałam mocno z dystansem. Parę dni temu zadzwonil ze chce porozmawiać co ze wspólnych rzeczy może wziąć. W rzeczywistości mam wrażenie że to byl tylko pretekst, bo tak naprawde praktycznie nic z nich nie chciał brać za to mówil mi że smutno że się z nim nie kontaktuje, że mogę wynajać mieszkanie obok niego, że został w tym mieście co studiuję głównie ze względu na mnie. Ale też mówił że chciałby ze mną mieć nadal kontakt ale mniejszy i podkreślał że nam nie wyszło razem. Powiedziałam na to że nie wiadomo jaka będzie przyszłośc i wtedy to potwierdził, jednak po tej rozmowie czułam się całkowicie źle. Nastepnego dnia napisałam mu dość chlodno ze nie wiem co ja do niego czuje ani co on do mnie, a że mam egzaminy poprawkowe i chce sie na nich skupić to ma sie nie kontaktować ze mną bewzględnie do ktoregoś tam września. Chciałabym móc mieć nadzieję, że coś z tego będzie ale widze po nim, że jest w zawieszeniu. Ja zresztą też. Ciężko mi a muszę się skupić na egzaminach... nie wiem jak się dostosować do tego.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez blueangel (2021-08-21 12:13:08)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

zrobisz, co zechcesz, ale po takich "kryzysowych" sytuacjach mozna poznac faceta. gdyby kiedys pojawilo sie dziecko moze tez byloby mu "za trudno", wiec by sie wymiksowal, a ty zostala sama z problemem.  ja bym nie powracala do tej relacji.
nigdy nie utrzymywalam kontaktu z bylymi. po co?

3

Odp: Zerwanie i nadzieja...
blueangel napisał/a:

nigdy nie utrzymywalam kontaktu z bylymi. po co?

Chcialam szczerze wcale się nie odzywac do niego caly miesiąc albo i 2 po rozstaniu, a potem zobaczyć co będzie ale trzymał nas jeszcze wspólny pokój i nasze rzeczy w nim

4

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Wygląda na to, że on sam nie wie, czego chce. Chce być blisko ale nie razem? To jest totalnie bez sensu

5

Odp: Zerwanie i nadzieja...
lemuronika napisał/a:

Wygląda na to, że on sam nie wie, czego chce. Chce być blisko ale nie razem? To jest totalnie bez sensu

No dokładnie, jakby nie mógł definitywnie zerwać tej relacji. To jest dla mnje jeszcze bardziej ciężkie bo ja sama nie chcialam tego wszystkiego, a teraz ostatecznie to ja bardzirj dystansuje sie od niego

6

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:
blueangel napisał/a:

nigdy nie utrzymywalam kontaktu z bylymi. po co?

Chcialam szczerze wcale się nie odzywac do niego caly miesiąc albo i 2 po rozstaniu, a potem zobaczyć co będzie ale trzymał nas jeszcze wspólny pokój i nasze rzeczy w nim

mi poprostu trudno sobie wyobrazic przyjazn z kims, z kim laczyla nas intymnosc i bliskosc. a jeszcze jesli sa do tego nadal jakies uczucia to nie wiem, po co rozdrapywac rany, zamiast dac im sie zagoic?

a on chce se zostawic otwarta furtke. tyle. przeciez moze zachce mu sie seksu, a moze mu z jakas nie wyjdzie to bedzie ciebie mial w rezerwie

7

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Jak zrywał to mówił że nikogo nie ma na boku i ja w to wierze. Do seksu też by mnie nie wykorzystał (z pewnych przyczyn po prostu wiem że nie zrobiłby tego)
Ale wlaśnie to niezdecydowanie istnieje w nim. Mam teraz miesiąc spokoju od niego po wiadomości co mu powiedziałam żeby nie pisał, ale jak befzie po miesiącu to nie wiem...

8

Odp: Zerwanie i nadzieja...
blueangel napisał/a:

zrobisz, co zechcesz, ale po takich "kryzysowych" sytuacjach mozna poznac faceta. gdyby kiedys pojawilo sie dziecko moze tez byloby mu "za trudno", wiec by sie wymiksowal, a ty zostala sama z problemem.  ja bym nie powracala do tej relacji.
nigdy nie utrzymywalam kontaktu z bylymi. po co?

Wydaje mi się że po tej "kryzysowej" sytuacji to "facet" poznał "babe". Nie dziwie się że po roku czasu w którym on i jego sprawy były nieważne a jego rola sprowadzona do wysłuchiwania, pocieszania itp. poczuł się tym związkiem zmęczony.

9

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Airuf napisał/a:
blueangel napisał/a:

zrobisz, co zechcesz, ale po takich "kryzysowych" sytuacjach mozna poznac faceta. gdyby kiedys pojawilo sie dziecko moze tez byloby mu "za trudno", wiec by sie wymiksowal, a ty zostala sama z problemem.  ja bym nie powracala do tej relacji.
nigdy nie utrzymywalam kontaktu z bylymi. po co?

Wydaje mi się że po tej "kryzysowej" sytuacji to "facet" poznał "babe". Nie dziwie się że po roku czasu w którym on i jego sprawy były nieważne a jego rola sprowadzona do wysłuchiwania, pocieszania itp. poczuł się tym związkiem zmęczony.

Myślę że jest tak jak mówisz. Chciałabym to zmienić jeśli jeszcze jest możliwe. Wiem, że póki co to tylko się dystansuje, ale gdybym cos próbowala dzialać to na obecną chwilę pewnie to by się skończyło jakimś dramatycznym błaganiem o powrót a tego nie chce. Chciałabym jakoś hmm pokazać mu że radze sobie ze swoimi problemami i że w razie czego mogę go w jego wesprzec? Oczywiście to tego sama muszę się nauczyć dlatego czas, czas, czas. On też coś tam jeszcze do mnie czuje bo z mojego powodu to nawet z tego miasta sie nie wyniósł... a ja serio chce się zmienic. I tak1,5 miesiaca mineło i muszę przyznać że duże postępy byly, ale to jeszcze za mało

10

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Nie było mu dobrze w związku, ale trudno było zerwać.

Znalazł się pretekst, wtedy to uczynił.

Ty przypieczętowałaś rozwód:


Orientalna napisał/a:

... napisałam mu dość chlodno ze nie wiem co ja do niego czuje ani co on do mnie, ... ma sie nie kontaktować ze mną bewzględnie do ktoregoś tam września.

I koniec. Nie ma Was.




Chciałabym móc mieć nadzieję, że coś z tego będzie ale widze po nim, że jest w zawieszeniu.

Nie jest w zawieszeniu.
NIE MA WAS.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

11

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Gary napisał/a:

Nie było mu dobrze w związku, ale trudno było zerwać.

Znalazł się pretekst,




Chciałabym móc mieć nadzieję, że coś z tego będzie ale widze po nim, że jest w zawieszeniu.

Nie jest w zawieszeniu.
NIE MA WAS.

To po co by zostawał w tym mieście? Sam mówił ciagle że nie chce w nim być, mówił mi że wyjedzie z niego a nie wyjechał. Tak nie ma nas. Nie ma nas od 1,5 miesiąca nie chcę reanimować trupa ktory zdechł. Chciałabym w przyszłości stworzyć z nim nowy związek na nowych zasadach tylko do tego potrzebuje czasu. On chyba też, bo po znajomych wiem że nadal jest nieokreślony.

12

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Daj sobie z nim spokój, nie wyszło Wam i tyle. Jesteś jeszcze młodziutka, poznasz kogoś innego jeśli będziesz gotowa na związek (ostatnio chyba nie jesteś, brak Ci na to czasu a każdy związek to praca i czas!). Zdaj egzaminy i zajmij się sobą, zaopiekuj, zresetuj. Nie pisz do niego więcej.

13 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-08-21 14:06:21)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:
Gary napisał/a:

Nie było mu dobrze w związku, ale trudno było zerwać.

Znalazł się pretekst,




Chciałabym móc mieć nadzieję, że coś z tego będzie ale widze po nim, że jest w zawieszeniu.

Nie jest w zawieszeniu.
NIE MA WAS.

To po co by zostawał w tym mieście? Sam mówił ciagle że nie chce w nim być, mówił mi że wyjedzie z niego a nie wyjechał. Tak nie ma nas. Nie ma nas od 1,5 miesiąca nie chcę reanimować trupa ktory zdechł. Chciałabym w przyszłości stworzyć z nim nowy związek na nowych zasadach tylko do tego potrzebuje czasu. On chyba też, bo po znajomych wiem że nadal jest nieokreślony.

Nie ma was. Reanimacja nie pomoże, bo fundament jest zepsuty.

Chcesz zbudować nową relację na zdrowym fundamencie? Na to trzeba czasu, analizy swoich czynów i samorozwoju. Zapomnij o nim i rozwijaj się, aby nie powtórzyć błędów z przeszłości.
Może za pół roku, może za rok uda się wam zejść, o ile jedno z was będzie do tego dążyć i będziecie akurat samotni.

Jestem w dosyć podobnej sytuacji. Moja rada? Daj sobie czas i nie myśl o nim. Myśl o sobie. Rozwijaj się, baw, ciesz życiem.
Za te pół roku czy rok może dojdziesz do wniosku, że go nie chcesz, a jak dalej będziesz chciała to zawsze możesz spróbować. Rozmowa nic nie kosztuje, a czas leczy rany i pozwala spojrzeć na niektóre rzeczy z przeszłości bardziej dojrzałym i empatycznym spojrzeniem.

14

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Ja to widzę tak:
- bardzo długi związek na odległość
- mega szybkie zaręczyny, bo rok na odległość to sporo
- bardzo długie zaręczyny, bo znowu 2 lata tu to sporo
Obstawiam, że to przez Twoje studia i pewnie kwestie finansowe. Pracujesz czy utrzymują Cię głównie rodzice?

Porwaliście się z motyką na słonce, a okazało się, że realne wspólne życie Was po prostu przerosło. Tak często jest w związkach, które maną długi epizod bycia na odległość.

Ja na Twoim miejscu zerwałabym z nim kontakt sama, skoro on się do tego nie pali. Po co masz być jego orbiterem??

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

15 Ostatnio edytowany przez madoja (2021-08-21 14:59:23)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Lady Loka napisał/a:

Ja to widzę tak:
- bardzo długi związek na odległość
- mega szybkie zaręczyny, bo rok na odległość to sporo
- bardzo długie zaręczyny, bo znowu 2 lata tu to sporo

W ogóle się nie zgodze. To takie szukanie przyczyny na siłę.
U mnie było tak: związek na odległość przez rok, po tym roku facet zamieszkał u mnie w mieście, po roku wspólnego mieszkania oświadczyny, a dopiero po 3 latach od oświadczyn ślub. Czyli chyba dokładnie taka sama historia jak bohaterki. I my jesteśmy razem i wszystko jest ok.

Ja obstawiam inną kobietę.
Albo to że autorko nie piszesz dokładnie całej prawdy, całej historii, bo może mocno mu zaszłaś za skórę, mocniej niż to opisujesz, skoro facet stwierdził że w końcu poczuł ulgę.
I uważam że niepotrzebnie szukasz znaków że on chce być z Tobą. Bo nie wyprowadził się z miasta? No może lubi swoją pracę (albo w tym mieście mieszka jego nowa kobieta). Bo przyjechał po swoje rzeczy a wziął ich niedużo? Bo może zostawił ich niedużo. Jest jasne i oczywiste że on nie chce już z Tobą być.

16

Odp: Zerwanie i nadzieja...
madoja napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ja to widzę tak:
- bardzo długi związek na odległość
- mega szybkie zaręczyny, bo rok na odległość to sporo
- bardzo długie zaręczyny, bo znowu 2 lata tu to sporo

W ogóle się nie zgodze. To takie szukanie przyczyny na siłę.
U mnie było tak: związek na odległość przez rok, po tym roku facet zamieszkał u mnie w mieście, po roku wspólnego mieszkania oświadczyny, a dopiero po 3 latach od oświadczyn ślub. Czyli chyba dokładnie taka sama historia jak bohaterki. I my jesteśmy razem i wszystko jest ok.

No właśnie nie taka sama, bo u nich było tak:
-> 1 rok na odległość
-> zaręczyny
-> 1 rok na odległość
-> 1 rok razem
-> rozstanie

Wy akurat najpierw razem zamieszkaliście, a potem były oświadczyny i to byłoby lepszym krokiem w przypadku Autorki, bo by zdążyli ze sobą pobyć na codzień.
Co do długości od oświadczyn do ślubu, ja jestem tradycjonalistką mówiącą 1-1.5 roku max wink ale wiadomo, że zależy jaką kto ma sytuację i po jakim czasie te zaręczyny się pojawiły. Tu właściwie patrząc na studia Autorki, to od początku było wiadomo, że ślub pewnie zaczną planować dopiero po studiach, skoro studia same w sobie są ciężkie, a w mojej opinii w takim wypadku można z tymi zaręczynami poczekać wink no ale ja to ja. Tutaj i tak większym problemem była ta odległość.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

17

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Pewnie z zaręczynami za szybko macie racje, ale ja sie ich nie spodziewałam. Jak mój ex nagle uklęknął przede mną z pierścionkiem to przepełniona miłością miałam to odrzucić? Wtedy miałam 22 lata i cieszyłam się że jako jedna z pierwszych wśród moich znaj przechodze ten okres.
Co do przewinień tak jest co nie powiedziałam. Mój były partner po raz pierwszy zobaczyl mnie gdy mialam ranę cięta. Tak sama to zrobilam, tak byłam w depresji i byłam masochista. Nie będę się tlumaczyć z tego, problemy psychiczne sa byly bedą, a blizba zostanie do końca życia trudno. Nie ukrywałam nigdy przed nim tych problemow ale zawsze optymistycznie mówil damy radę. No i w to uwierzyłam. Depresję jako tako pokonałam, ciać się przestałam (juz z rok ani razu), ale on zawsze widział mnie przez pryzmat osoby która chce siebie skrzywdzić. Zapewniałam go że nie, ale nie wierzyl w to. W dzien kryzysu zdenerwowalam się na niego bo poszedl na impreze o ktorej mi nie powiedzial i chociaż na wieczór umowilismy sie ze obejrzymy film to mimo pisania do niego co 1h kiedy bedzie odpisywal tylko ze zaraz wraca. Wkurzylam sie i powiedzialam że w takim razie ja wychodze na calą noc i chuj. Padał wtedy deszcz a ja nie wzielam parasolki no i wrocilam cos przed pólnocą przemoczona. Wtedy uznal że nie ma sil na to. Może ten dzień kryzysowy to bez tego i tak by nadszedl. Zawsze mi mowil gdzie i do kogo idzie a ja nigdy nie mialam z tym problemu. Do tej pory mialam (nie cięlam się, ale raz na miesiąc zrobilam coś co mozna by pod to podciagnąć > nie że jakaś cielesna krzywda ale no takie wyjście w deszcz np.) Ale po zerwaniu dostałam na to blokade ciesze się w sumie. Szok czy tsm trauma jakoś to pokonała.

A co do tego czy cos jeszcze do mnie czuje
-sam powiedział mi że zostal w lublinie ze względu na mnie
- znajomym mowi że nie wie czy bedziemy razem i nie szuka nikogo
- proponowal mi zebym sie przeprowadzila z wynajmem w poblizu niego
- mówił że tęskni za rozmowami ze mną

18 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-08-21 16:36:46)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:

Pewnie z zaręczynami za szybko macie racje, ale ja sie ich nie spodziewałam. Jak mój ex nagle uklęknął przede mną z pierścionkiem to przepełniona miłością miałam to odrzucić? Wtedy miałam 22 lata i cieszyłam się że jako jedna z pierwszych wśród moich znaj przechodze ten okres.
Co do przewinień tak jest co nie powiedziałam. Mój były partner po raz pierwszy zobaczyl mnie gdy mialam ranę cięta. Tak sama to zrobilam, tak byłam w depresji i byłam masochista. Nie będę się tlumaczyć z tego, problemy psychiczne sa byly bedą, a blizba zostanie do końca życia trudno. Nie ukrywałam nigdy przed nim tych problemow ale zawsze optymistycznie mówil damy radę. No i w to uwierzyłam. Depresję jako tako pokonałam, ciać się przestałam (juz z rok ani razu), ale on zawsze widział mnie przez pryzmat osoby która chce siebie skrzywdzić. Zapewniałam go że nie, ale nie wierzyl w to. W dzien kryzysu zdenerwowalam się na niego bo poszedl na impreze o ktorej mi nie powiedzial i chociaż na wieczór umowilismy sie ze obejrzymy film to mimo pisania do niego co 1h kiedy bedzie odpisywal tylko ze zaraz wraca. Wkurzylam sie i powiedzialam że w takim razie ja wychodze na calą noc i chuj. Padał wtedy deszcz a ja nie wzielam parasolki no i wrocilam cos przed pólnocą przemoczona. Wtedy uznal że nie ma sil na to. Może ten dzień kryzysowy to bez tego i tak by nadszedl. Zawsze mi mowil gdzie i do kogo idzie a ja nigdy nie mialam z tym problemu. Do tej pory mialam (nie cięlam się, ale raz na miesiąc zrobilam coś co mozna by pod to podciagnąć > nie że jakaś cielesna krzywda ale no takie wyjście w deszcz np.) Ale po zerwaniu dostałam na to blokade ciesze się w sumie. Szok czy tsm trauma jakoś to pokonała.

A co do tego czy cos jeszcze do mnie czuje
-sam powiedział mi że zostal w lublinie ze względu na mnie
- znajomym mowi że nie wie czy bedziemy razem i nie szuka nikogo
- proponowal mi zebym sie przeprowadzila z wynajmem w poblizu niego
- mówił że tęskni za rozmowami ze mną

Depresja niszczy drugiego człowieka. Ja to wiem po sobie od drugiej strony. U mnie było tak, że mówiła (łagodnie mówiąc) od czasu do czasu, że nie chce żyć. Leżała w łóżku całymi dniami i nic nie robiła. Jej negatywna energia wręcz mną owładnęła i sam się taki powoli stawałem. Na końcu to ja byłem tym złym którego ona problemami się zajmowała (ehh). Jestem po terapii, po wizytach u psychiatry, psychologa, seksuologa. Jedyne co mi dolegało to lęk przed odrzuceniem i mała zazdrość wsteczna. Ja sobie zarzucałem masę złych mechanizmów, zaburzeń, masę rzeczy przez które nam się nie udaje. To było złe, to było zwykłe uciekanie od prawdziwego problemu. Nawet miałem poczucie winy, że jej depresja jest przeze mnie. Taki stan baardzo męczy partnera psychicznie. Chciałabyś mieć za partnera osobę która cały czas narzeka, emanuje złą energią? Raczej nie.

Z perspektywy czasu teraz wiedziałbym jak postępować aby nie dać się ponieść emocjom (niestety czasem one brały górę i wypominałem jej te rzeczy które opisałem. To był mój duży błąd).
Twój ex może z czasem też zrozumie, że Ci też lekko nie było.

Aha i nie lekceważ depresji bo to jedna z najpoważniejszych chorób umysłu. Mowa o prawdziwej depresji, takiej stwierdzonej przez psychiatrę.

19

Odp: Zerwanie i nadzieja...

No wiem. Po tym zmotywowałam się zapisać do psychiatry psychologa etc. Naprawdę zaczęłam pracę nad sobą dlatego też go od siebie odsuwam. Nie chce żeby mnie widział jako osobe smutna, nieradzaca sobie. Chce żeby zobaczył mnie od tej drugiej strony. Ale po prostu czuje ze do siebie pasowaliśmy i przez te  problemy tak wyszło. Jak rozmawialismy jeszcze przez neta zaznaczałam mu że mam problemy ze sobą i nie chce zwiazków przez nie bo wiem że to niszczy. Zeby bylo smieszniej w liceum sama byłam w zwiazku z gosciem co miał depresje i z nim zerwałam bo tez się wypaliłam. Tylko ja to zrobilam zupelnie już na chłodno i bez emocji powiedziałam też przy tym że to definitywny koniec i żeby na nic nie liczył. Urwałam wtedy kontakt i przez rok ze sobą wcale nie rozmawialiśmy.
A tutaj widzę że on nie wypalił uczucia do mnie tylko doznał... hmm traumy?

20

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Orientalna, tak czy inaczej przerosło go i powiedział, że nie chce z Tobą być. Więc pora to wziąć na klatę, zająć się sobą i wyzdrowieć. Bo w takim stanie to Ty się nie nadajesz ani do związku, ani tym bardziej do małżeństwa.
Ja sobie nie wyobrażam, że ja gdzieś wychodzę, coś mnie zatrzymuje, a mój partner stwierdza, że w takim razie on na złość pójdzie sobie w deszcz. To jest zachowanie 14latki, a nie dorosłej kobiety.
Najpierw uporządkuj siebie samą, a potem wchodź w związki. I to, że teraz Ci się epizody nie zdarzają, bo zerwaliście, nie oznacza, że jesteś wyleczona. Potrzebujesz terapii.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

21 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-08-21 16:45:45)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:

A tutaj widzę że on nie wypalił uczucia do mnie tylko doznał... hmm traumy?

Przestań myśleć co on czuje. Odpowiadasz tylko za swoje uczucia. Jego nie znasz.

Zajmij się sobą. Terapią. Dużo czytaj o samorozwoju. Na facetów (może na tego konkretnego z tematu, kto wie, ale to nie teraz. Teraz o tym nie myśl) przyjdzie pora.

Mój opis na tinderze. Według mnie bardzo prawdziwy.

Nie szukam przysłowiowej drugiej połowy jabłka. Wchodząc w relację każdy powinien być osobnym owocem. Razem możemy stworzyć smaczną sałatkę owocową smile
Nie ma jabłek bez pestek. Tak samo nie ma ludzi bez wad.

Teraz nie jesteś osobnym owocem. Szukasz drugiej połówki jabłka która Cię naprawi/scali. A to jest toksyczne. Sama musisz przepracować własne problemy, aby stać się osobnym owocem.
Musisz pokochać siebie. Przebywanie ze sobą. Przewartościować życie. Znaleźć cel, wartości którymi się kierujesz, co sprawia, że czujesz się ważna, doceniania, co sprawia, że masz wysokie poczucie wartości.

22 Ostatnio edytowany przez polis (2021-08-21 17:42:16)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Nie miałaś dla niego czasu przez trudny okres na studiach i się posypało. Trudno, życie nie jest usłane samymi różami i nie zawsze jest lekko i nie zawsze jest to zła wola partnera. Jakbyście mieli dziecko, to też ilość czasu jaki mielibyście razem spadłaby drastycznie. Też byś wtedy była przemęczona i niewyspana, a tutaj to się chociaż wysypiać mogłaś. Podejrzewam, że jak na czymś taki się posypał, to po narodzinach dziecka wasz związek tym bardziej by się posypał. Masz niejako szczęście, że wasz związek przewrócił się teraz, a nie potem na dziecku.

W żadne przyjaźnie się baw. Nie chcesz być chyba kołem zapasowym jak mu z inną nie wyjdzie. Jak wejdzie z inną w związek to zaraz o tobie zapomni i utnie kontakt, a to będzie dla Ciebie kubeł zimnej wody. Raczej nowa dziewczyna nie będzie zachwycona, że się kontaktuje z swoją eks, więc na nic innego bym nie liczyła. Lepiej urwij kontakt porządnie i skup się na swoim rozwoju, terapii.

23

Odp: Zerwanie i nadzieja...

No w tej chwili to ucięłam kontakt więc nie bawię sie w bycie przyjaciółką. Wyjaśniłam że musimy się skupić na sobie, że oboje się pokiereszowalismy po tym wszystkim i żebyśmy starali się nie myśleć o sobie nawzajem a po sesji poprawkowej do niego napiszę i zobaczymy co będzie. On się nato zgodzil. Jednocześnie zaznaczyłam że mogą pojawić się osoby trzecie, czy uznamy że jednak to nie to, czy wg helikopter w nas walnie i umrzemy ale no jakiś tam plan na nawiązanie kontaktu za miesiąc jest

24 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-08-21 18:48:05)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:

No w tej chwili to ucięłam kontakt więc nie bawię sie w bycie przyjaciółką. Wyjaśniłam że musimy się skupić na sobie, że oboje się pokiereszowalismy po tym wszystkim i żebyśmy starali się nie myśleć o sobie nawzajem a po sesji poprawkowej do niego napiszę i zobaczymy co będzie. On się nato zgodzil. Jednocześnie zaznaczyłam że mogą pojawić się osoby trzecie, czy uznamy że jednak to nie to, czy wg helikopter w nas walnie i umrzemy ale no jakiś tam plan na nawiązanie kontaktu za miesiąc jest

Moim zdaniem miesiąc może być mało. Skup się całkowicie na sobie. Na terapii.
Uwierz, nie da się naprawić siebie będąc w związku bez skrzywdzenia tej drugiej osoby.
Ja się na tym przejechałem.

Z tego co wiem, na ile się dowiadywałem i z własnego doświadczenia jeśli weźmiesz się solidnie do pracy to na święta i sylwestra będziesz tym pełnym owocem.

Z takiej klinicznej depresji niestety nie da się całkowicie wyjść. To może wracać. Musisz nauczyć się kontrolować te stany, swoje emocje.
Swojego czasu dużo o tym czytałem jak przejmowałem się losem mojej lubej.

25

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:

No w tej chwili to ucięłam kontakt więc nie bawię sie w bycie przyjaciółką. Wyjaśniłam że musimy się skupić na sobie, że oboje się pokiereszowalismy po tym wszystkim i żebyśmy starali się nie myśleć o sobie nawzajem a po sesji poprawkowej do niego napiszę i zobaczymy co będzie. On się nato zgodzil. Jednocześnie zaznaczyłam że mogą pojawić się osoby trzecie, czy uznamy że jednak to nie to, czy wg helikopter w nas walnie i umrzemy ale no jakiś tam plan na nawiązanie kontaktu za miesiąc jest

Jeśli jeszcze coś do niego czujesz, to im mniej wiesz, tym lepiej będziesz spać, zwłaszcza jak on sobie kogoś znajdzie. Jak nie będziesz wiedzieć, to snu Ci ta informacja nie zakłóci.

Jeśli problem było to, że nie miałaś czasu z powodu studiów, to gość też mógł to zakomunikować, że ciężko mu z tego powodu i chciałby z tobą spędzić więcej czasu. Była w ogóle z jego strony taka próba? Czy milczał, milczał, aż w końcu wybuchł, że on już dłużej tak nie może?

26

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Britan napisał/a:
Orientalna napisał/a:

No w tej chwili to ucięłam kontakt więc nie bawię sie w bycie przyjaciółką. Wyjaśniłam że musimy się skupić na sobie, że oboje się pokiereszowalismy po tym wszystkim i żebyśmy starali się nie myśleć o sobie nawzajem a po sesji poprawkowej do niego napiszę i zobaczymy co będzie. On się nato zgodzil. Jednocześnie zaznaczyłam że mogą pojawić się osoby trzecie, czy uznamy że jednak to nie to, czy wg helikopter w nas walnie i umrzemy ale no jakiś tam plan na nawiązanie kontaktu za miesiąc jest

Moim zdaniem miesiąc może być mało. Skup się całkowicie na sobie. Na terapii.
Uwierz nie da się naprawić siebie będąc w związku bez skrzywdzenia tej drugiej osoby.
Ja się na tym przejechałem.

Z takiej klinicznej depresji niestety nie da się całkowicie wyjść. To może wracać. Musisz nauczyć się kontrolować te stany, swoje emocje.
Swojego czasu dużo o tym czytałem jak przejmowałem się losem mojej lubej.

Najwyżej powiem za miesiąc że potrzebuję więcej czasu. Sek w tym żeby to nie było odezwę się do ciebie kiedyś tam bo to mýsłę że byłoby jeszcze gorsze niż jakaś konretna data. Sama zobaczę jak będe się ze sobą czuła i czy będę gotowa na kontakt z nim. Już i tak się "leczę" 1.5 miesiąca. Teraz mi gorzej bo wróciłam do miasta w którym studiuje i póki co mieszkam (ocxywiście sama) w naszym wspólnym pokoju. Jest wynajęty do końca miesiąca po tym się wyprowadzam.

27 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-08-21 19:02:57)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Umówienie się na kontakt za miesiąc to nie jest urwanie kontaktu...

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

28

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Lady Loka napisał/a:

Umówienie się na kontakt za miesiąc to nie jest urwanie kontaktu...

No dla mnie jest bo przez ten miesiąc się w końcu nie gada. Nie będę wiedziec co u niego a on co u mnie (chyba że bedzie pytać moich znaj o to, ale dałam mu do zrozumienia że tego nie chce bo robił to do tej pory)

29

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Umówienie się na kontakt za miesiąc to nie jest urwanie kontaktu...

No dla mnie jest bo przez ten miesiąc się w końcu nie gada. Nie będę wiedziec co u niego a on co u mnie (chyba że bedzie pytać moich znaj o to, ale dałam mu do zrozumienia że tego nie chce bo robił to do tej pory)

Ale ciągle masz nadzieję wink złudną, ale to sama zobaczysz.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

30

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Lady Loka napisał/a:
Orientalna napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Umówienie się na kontakt za miesiąc to nie jest urwanie kontaktu...

No dla mnie jest bo przez ten miesiąc się w końcu nie gada. Nie będę wiedziec co u niego a on co u mnie (chyba że bedzie pytać moich znaj o to, ale dałam mu do zrozumienia że tego nie chce bo robił to do tej pory)

Ale ciągle masz nadzieję wink złudną, ale to sama zobaczysz.

Ale w końcu ludzie wracają czasem do siebie. Chcesz powiedzieć, że bez nadziei dopiero jest na to szansa?

31 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-08-21 19:48:08)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Orientalna napisał/a:

No dla mnie jest bo przez ten miesiąc się w końcu nie gada. Nie będę wiedziec co u niego a on co u mnie (chyba że bedzie pytać moich znaj o to, ale dałam mu do zrozumienia że tego nie chce bo robił to do tej pory)

Ale ciągle masz nadzieję wink złudną, ale to sama zobaczysz.

Ale w końcu ludzie wracają czasem do siebie. Chcesz powiedzieć, że bez nadziei dopiero jest na to szansa?

W takich sytuacjach paradoksalnie szansa jest wtedy kiedy odpuścisz. Zajmiesz się kompletnie sobą.
Możesz sobie w głowie ustalić, że jak uznasz to za stosowne i będziesz jeszcze tego chciała to się odezwiesz.
Z doświadczenia tutaj forumowego widać, że po takim czasie "abstynencji" ludziom nie chce się wracać do exów.

Ja dopiero zacząłem odnosić sukcesy w terapii kiedy odpuściłem kompletnie.
Twoje zadanie to skupienie się na sobie, na terapii, na rozwoju, a nie myślenie codziennie co robi mój ex.

32

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Nie myśle w zasadzie co on robi juz od dawna. Nie śledze go ani nic.
Bardziej stale odczuwam jego brak i wspomnienia o nim lawirują mi w głowie.
Ale tak chce czuć się dobrze sama ze sobą. W tej chwili trochę się tego boję bo paradoksalnie boję sie tego że przez to nie będę już go chciała. Jednym słowem boję się siebie z przyszłości.
Ale i tak nic nie wskuram aktualnym stanem, więc muszę sie kopnąć i zapomnieć przynajmniej na jakiś czas o nim.
No podjęłam już dużo krokow w tym celu. Oddałam wszystkie prezenty od byłego swoim znajomym na stale lub co ważniejsze dla mnie na przechowanie (byle ich nie widzieć), skasowałam konwersacje z czatów, zdjęcia przeniosłam z nim na dysk który jest nieużywany na codzień. Generalnie wszystko co przypomina mi go usuwam sprzed swoich  oczu.

33

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Orientalna napisał/a:

No dla mnie jest bo przez ten miesiąc się w końcu nie gada. Nie będę wiedziec co u niego a on co u mnie (chyba że bedzie pytać moich znaj o to, ale dałam mu do zrozumienia że tego nie chce bo robił to do tej pory)

Ale ciągle masz nadzieję wink złudną, ale to sama zobaczysz.

Ale w końcu ludzie wracają czasem do siebie. Chcesz powiedzieć, że bez nadziei dopiero jest na to szansa?

Chcę powiedzieć, że nie ma co teraz myśleć o jakimkolwiek powrocie, bo jak do siebie wrócicie, to powód rozstania nie zniknie.
Chcę powiedzieć, że lepiej wyjąć sobie z tego nauczkę na kolejne związku, bo tutaj raczej już nie ma szans na nic. Albo jesteś na orbicie, albo faktycznie odwalało Ci tak bardzo, że on już nie wytrzymał. Nawet jak do siebie wrócicie, to będziesz u niego na cenzurowanym i po jednym nawet małym odpale dostaniesz kopa w tyłek.

Lepiej się odciąć całkowicie i nie wracać do tego, co było.
I uwierz, że te przypadki, gdzie ludzie wracają do siebie, a potem tworzą wieloletnie dobre związki to jest naprawdę ułamek procenta. W przeważającej większości jeżeli już do siebie wracają, to szybko wszystko sypie się kolejny raz. Ale chyba każdy musi to sprawdzić na własnej skórze.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

34

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Lady Loka napisał/a:
Orientalna napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ale ciągle masz nadzieję wink złudną, ale to sama zobaczysz.

Ale w końcu ludzie wracają czasem do siebie. Chcesz powiedzieć, że bez nadziei dopiero jest na to szansa?

Chcę powiedzieć, że nie ma co teraz myśleć o jakimkolwiek powrocie, bo jak do siebie wrócicie, to powód rozstania nie zniknie.
Chcę powiedzieć, że lepiej wyjąć sobie z tego nauczkę na kolejne związku, bo tutaj raczej już nie ma szans na nic. Albo jesteś na orbicie, albo faktycznie odwalało Ci tak bardzo, że on już nie wytrzymał. Nawet jak do siebie wrócicie, to będziesz u niego na cenzurowanym i po jednym nawet małym odpale dostaniesz kopa w tyłek.

Lepiej się odciąć całkowicie i nie wracać do tego, co było.
I uwierz, że te przypadki, gdzie ludzie wracają do siebie, a potem tworzą wieloletnie dobre związki to jest naprawdę ułamek procenta. W przeważającej większości jeżeli już do siebie wracają, to szybko wszystko sypie się kolejny raz. Ale chyba każdy musi to sprawdzić na własnej skórze.

Z ciekawości zapytam - też kiedyś próbowałaś, albo zaliczylas powrót?
Nie pytam ze złośliwości po prostu jestem ciekawa.
Powiem tak. Chciałabym być z nim > to moja myśl na obecną chwilę. Myśl przez którą nic nie wyjdzie bo jest obsesyjna. Myślę tylko o 1 osobie jako tej która może być ze mną.
Będąc tu trochę zrozumialam, że mam bardzo niską samoocenę, pewność siebie i że nie polegam na sobie.
To trudne bo mój były mnie w tych rzeczach wyręczał, w pewnym sensie opiekował sie mną. Jak tylko jaka myśl z nim przyjdzie to w zasadzie czuję jakbym dostała kopa w brzuch.

Wiem że musze nabrać nastawienia "to ja jestem najważniejsza, ja sama sobie radzę ze sobą, nie potrzebuję nikogo w związku, żeby dawac sobie radę" dopiero z takim podejściem będę mogła myśleć o czymkolwiek w przyszłości w perspektywach związku i wtedy dopiero będę mogła racjonalnie stwierdzić czy rzeczywiście bycie z nim to jest to co byłoby dla mnie dobre

35

Odp: Zerwanie i nadzieja...
polis napisał/a:
Orientalna napisał/a:

No w tej chwili to ucięłam kontakt więc nie bawię sie w bycie przyjaciółką. Wyjaśniłam że musimy się skupić na sobie, że oboje się pokiereszowalismy po tym wszystkim i żebyśmy starali się nie myśleć o sobie nawzajem a po sesji poprawkowej do niego napiszę i zobaczymy co będzie. On się nato zgodzil. Jednocześnie zaznaczyłam że mogą pojawić się osoby trzecie, czy uznamy że jednak to nie to, czy wg helikopter w nas walnie i umrzemy ale no jakiś tam plan na nawiązanie kontaktu za miesiąc jest

Jeśli jeszcze coś do niego czujesz, to im mniej wiesz, tym lepiej będziesz spać, zwłaszcza jak on sobie kogoś znajdzie. Jak nie będziesz wiedzieć, to snu Ci ta informacja nie zakłóci.

Jeśli problem było to, że nie miałaś czasu z powodu studiów, to gość też mógł to zakomunikować, że ciężko mu z tego powodu i chciałby z tobą spędzić więcej czasu. Była w ogóle z jego strony taka próba? Czy milczał, milczał, aż w końcu wybuchł, że on już dłużej tak nie może?

No właśnie jego bład ze nie komunikował nic tylko wybuchł  jeszcze kilka dni wczesniej o ślubie mówił...

36

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Orientalna napisał/a:

Ale w końcu ludzie wracają czasem do siebie. Chcesz powiedzieć, że bez nadziei dopiero jest na to szansa?

Chcę powiedzieć, że nie ma co teraz myśleć o jakimkolwiek powrocie, bo jak do siebie wrócicie, to powód rozstania nie zniknie.
Chcę powiedzieć, że lepiej wyjąć sobie z tego nauczkę na kolejne związku, bo tutaj raczej już nie ma szans na nic. Albo jesteś na orbicie, albo faktycznie odwalało Ci tak bardzo, że on już nie wytrzymał. Nawet jak do siebie wrócicie, to będziesz u niego na cenzurowanym i po jednym nawet małym odpale dostaniesz kopa w tyłek.

Lepiej się odciąć całkowicie i nie wracać do tego, co było.
I uwierz, że te przypadki, gdzie ludzie wracają do siebie, a potem tworzą wieloletnie dobre związki to jest naprawdę ułamek procenta. W przeważającej większości jeżeli już do siebie wracają, to szybko wszystko sypie się kolejny raz. Ale chyba każdy musi to sprawdzić na własnej skórze.

Z ciekawości zapytam - też kiedyś próbowałaś, albo zaliczylas powrót?
Nie pytam ze złośliwości po prostu jestem ciekawa.
Powiem tak. Chciałabym być z nim > to moja myśl na obecną chwilę. Myśl przez którą nic nie wyjdzie bo jest obsesyjna. Myślę tylko o 1 osobie jako tej która może być ze mną.
Będąc tu trochę zrozumialam, że mam bardzo niską samoocenę, pewność siebie i że nie polegam na sobie.
To trudne bo mój były mnie w tych rzeczach wyręczał, w pewnym sensie opiekował sie mną. Jak tylko jaka myśl z nim przyjdzie to w zasadzie czuję jakbym dostała kopa w brzuch.

Wiem że musze nabrać nastawienia "to ja jestem najważniejsza, ja sama sobie radzę ze sobą, nie potrzebuję nikogo w związku, żeby dawac sobie radę" dopiero z takim podejściem będę mogła myśleć o czymkolwiek w przyszłości w perspektywach związku i wtedy dopiero będę mogła racjonalnie stwierdzić czy rzeczywiście bycie z nim to jest to co byłoby dla mnie dobre

Tak. Powrót trwał dwa tygodnie, a potem z hukiem się wszystko rozleciało, a ja głupia pracowałam jak nie wiem, żeby jemu było dobrze. A on nawet bez powodu mnie rzucił, po prostu stwierdził, że nie zniósłby mnie w momencie, kiedy powtórzyłby mi się wcześniejszy epizod depresyjny.

Jednak coś jest w tym powiedzeniu, że jak nie możesz wytrzymać ze mną jak jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie jak jestem najlepsza.
Nie o shit testy chodzi, a o życie. Jak ktoś nie potrafi ze mną wytrzymać w gorszych momentach, to to po prostu nie ten facet.

Ponad pół roku po rozstaniu poznałam kolejnego faceta, który za miesiąc zostanie moim mężem.

Jak się będziesz fiksować na nim, to nigdy w życiu nie poradzisz sobie ze swoimi problemami. A druga sprawa jest taka, że facet nie jest po to, żeby Cię wyręczać i się opiekować.

Najpierw zajmij się swoją terapią, a jego olej. Taka terapia to kwestia kilku lat, w których powinnaś być skupiona na sobie. Poznasz kogoś nowego w trakcie - super. Nie? To masz czas na zmianę siebie. Na jednym facecie świat się nie kończy.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

37

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Orientalna napisał/a:

No dla mnie jest bo przez ten miesiąc się w końcu nie gada. Nie będę wiedziec co u niego a on co u mnie (chyba że bedzie pytać moich znaj o to, ale dałam mu do zrozumienia że tego nie chce bo robił to do tej pory)

Ale ciągle masz nadzieję wink złudną, ale to sama zobaczysz.

Ale w końcu ludzie wracają czasem do siebie. Chcesz powiedzieć, że bez nadziei dopiero jest na to szansa?

Wracają. Ale tylko jeżeli druga osoba na prawdę zrozumie i przepracuje ten problem. Do tego staż związku też ma rolę, im dłuższy tym ciężej wrócić, bo tym lepiej siebie poznali.
Takich ludzi jest ułamek. Ludzie to z reguły egoiści nie widza na prawdę w sobie problemów.

38

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Dzięki za pomoc smile ogólnie pewnie trochę stawiam na swoim ale będę uparta i zobacze co z tego wyjdzie.
Najwyżej sie spażę i nic z tego nie wyjdzie, sama chcę to przepracować. Chce ten miesiąc maksymalnie wykorzystać i myśleć tylko o sobie. A potem zobaczę co dalej. Także od jutra nie będę wchodzić już tutaj bo ten wątek jest po częsci o nim. Może wrócę tu po miesiącu powiedzieć co wyszło.

39 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-08-21 21:52:51)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:

Dzięki za pomoc smile ogólnie pewnie trochę stawiam na swoim ale będę uparta i zobacze co z tego wyjdzie.
Najwyżej sie spażę i nic z tego nie wyjdzie, sama chcę to przepracować. Chce ten miesiąc maksymalnie wykorzystać i myśleć tylko o sobie. A potem zobaczę co dalej. Także od jutra nie będę wchodzić już tutaj bo ten wątek jest po częsci o nim. Może wrócę tu po miesiącu powiedzieć co wyszło.

Za mało czasu. To jest kwestia miesięcy. Aby to się udało moim zdaniem musisz odpuścić.
Niech się spotyka z kim chce, Cię to nie obchodzi. Zajmij się sobą.
Myślenie, że jesteś na orbicie dobije Cię psychicznie i zacznie się psychoza...

Ja akurat wierzę w takie rzeczy. Jeśli macie być ze sobą to będziecie za pół roku, za rok, dwa, pięć.
Tylko musisz stać się osobą która jest całym owocem smile

Ja widzę opcję, jeżeli osoba na prawdę szczerze weźmie się za zmianę. Książki lub terapia i te sprawy. Tylko to jak pisałem jest ułamek ludzi. Wielu zaczyna i szybko kończy.

Mi moja luba powiedziała, że bardzo ceni to, że widzi we mnie zmianę. Ale zabiło nas to, że próbowaliśmy być razem kiedy ja próbowałem się zmienić.
Nie wytrzymała psychicznie tego, że obrywa obuchem, a mentalnie jest dosyć krucha i wrażliwa. Do tego doszło dużo kłamstw (W dobrej wierze, ale to nadal kłamstwo) z mojej strony i mieszanka gotowa.

40

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:
polis napisał/a:

Jeśli problem było to, że nie miałaś czasu z powodu studiów, to gość też mógł to zakomunikować, że ciężko mu z tego powodu i chciałby z tobą spędzić więcej czasu. Była w ogóle z jego strony taka próba? Czy milczał, milczał, aż w końcu wybuchł, że on już dłużej tak nie może?

No właśnie jego bład ze nie komunikował nic tylko wybuchł  jeszcze kilka dni wczesniej o ślubie mówił...

Dla mnie to dziwne jak ktoś parę dni wcześniej o ślubie mówi, a potem zrywa twierdząc, że nie może wytrzymać. Takie niepoważne. Jeśli było coś nie tak, coś mu nie pasowało, to nie powinno być żadnych wzmiankę o ślubie, a jeśli już to rozmowy na temat związku, propozycja terapii par, itp.

41

Odp: Zerwanie i nadzieja...
polis napisał/a:
Orientalna napisał/a:
polis napisał/a:

Jeśli problem było to, że nie miałaś czasu z powodu studiów, to gość też mógł to zakomunikować, że ciężko mu z tego powodu i chciałby z tobą spędzić więcej czasu. Była w ogóle z jego strony taka próba? Czy milczał, milczał, aż w końcu wybuchł, że on już dłużej tak nie może?

No właśnie jego bład ze nie komunikował nic tylko wybuchł  jeszcze kilka dni wczesniej o ślubie mówił...

Dla mnie to dziwne jak ktoś parę dni wcześniej o ślubie mówi, a potem zrywa twierdząc, że nie może wytrzymać. Takie niepoważne. Jeśli było coś nie tak, coś mu nie pasowało, to nie powinno być żadnych wzmiankę o ślubie, a jeśli już to rozmowy na temat związku, propozycja terapii par, itp.

Dla mnie to wygląda, że ex autorki też ma spore problemy ze sobą. Tak nie mówi facet ogarnięty emocjonalnie.

42 Ostatnio edytowany przez polis (2021-08-22 12:47:18)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Tak, też tak sądzę. Z tego co czytałam, to raczej małe szanse, że osoba z problemami wejdzie w związek, zwłaszcza w dłuższy związek, z osobą zdrową i ogarniętą emocjonalnie. Jeśli już to osoba z problemem łączy się z inną osobą z problemem i np. tworzą koluzję. Autorka przynajmniej o tym wie, że ma problem i nad czym pracować, więc ma jeszcze spore szanse na normalny związek jak zacznie nad sobą pracować.

43 Ostatnio edytowany przez Orientalna (2021-08-22 14:40:10)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Hej, wieszłam jeszcze teraz tu bo zauważyłam odpowiedzi na temat mojego ex. Właśnie trochę je przemyślałam na temat tego, że u niego coś też nie halo... i hmm rzeczywiście. No mój ex wg jest 5 lat starszy ode mnie + wydawał się stabilny w emocjach ale pamiętam jak poznawalismy się w tej grze że był po rozstaniu, chyba jakieś pół roku po. Był z tą dziewczyną pół roku i też z nią zerwał, mówił mi wtedy że z charakteru kompletnie do siebie nie pasowali i ok tak może być, ale pamietam jak mi też mówił że miesiąc przed zerwaniem planował się jej nawet oświadczyć... poza tym z tego co wiem w innych związkach nie był.

No i generalnie jak my zaczęlismy zawiązywac ze sobą relację to on jeszcze żył trochę tamtą. Mimo że to on zerwał, to pamiętam że strasznie tęsknił za tą dziewczyną ale ona już z kimś była...

44

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Bo to jest prawda życiowa. Osoba zdrowa nie wejdzie w relację z osobą zaburzoną.
Większość tematów na tym forum dotyczy osób zaburzonych po obu stronach barykady (facet i kobieta).

Dlatego moje powiedzenie z wcześniejszych postów jest takie prawdziwe smile

Tak z ciekawości w jakiej grze?

45 Ostatnio edytowany przez Orientalna (2021-08-22 14:53:20)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Britan napisał/a:

Bo to jest prawda życiowa. Osoba zdrowa nie wejdzie w relację z osobą zaburzoną.
Większość tematów na tym forum dotyczy osób zaburzonych po obu stronach barykady (facet i kobieta).

Dlatego moje powiedzenie z wcześniejszych postów jest takie prawdziwe smile

Tak z ciekawości w jakiej grze?

Plemiona2

Grałam w to będąc na innym kierunku studiów w sumie z nudów. Mam bardzo analityczny mózg i nie miałam gdzie używać jego hmm mocy obliczeniowej. Jak poszłam na farmację rzucilam tą grę, a jak miałam urwać już kontakty z ludźmi z tej gry to nagle mój ex zaczął walczyć o naszą głębszą relacje. W sumie to nie wierzyłam w tskie poznawanie partnera. Dla mnie ludzie z internetu do tej pory zawsze byli anonomowi

46

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Britan napisał/a:
polis napisał/a:
Orientalna napisał/a:

No właśnie jego bład ze nie komunikował nic tylko wybuchł  jeszcze kilka dni wczesniej o ślubie mówił...

Dla mnie to dziwne jak ktoś parę dni wcześniej o ślubie mówi, a potem zrywa twierdząc, że nie może wytrzymać. Takie niepoważne. Jeśli było coś nie tak, coś mu nie pasowało, to nie powinno być żadnych wzmiankę o ślubie, a jeśli już to rozmowy na temat związku, propozycja terapii par, itp.

Dla mnie to wygląda, że ex autorki też ma spore problemy ze sobą. Tak nie mówi facet ogarnięty emocjonalnie.

Pewnie i ma problemy jej były ze sobą, niezapominajmy że nawet w miarę stabilnego i normalnego człowieka można doprowadzić na skraj wyczerpania.
Autorko tutaj niezłośliwie ale czy cięcie się nie jest objawem poważnych zaburzeń osobowości? Jak np. Borderline?
Mnie się zdaje, że to nie tylko depresja.
To jest bardzo poważne, powinnaś brać leki, chodzić na terapię. Faktycznie coś nie tak z twoim byłym, ma syndrom ratownika. Ja nie wchodziłabym w związek z mężczyzną, który się tnie. Straszne.

47 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-08-24 14:10:27)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Gitta napisał/a:
Britan napisał/a:
polis napisał/a:

Dla mnie to dziwne jak ktoś parę dni wcześniej o ślubie mówi, a potem zrywa twierdząc, że nie może wytrzymać. Takie niepoważne. Jeśli było coś nie tak, coś mu nie pasowało, to nie powinno być żadnych wzmiankę o ślubie, a jeśli już to rozmowy na temat związku, propozycja terapii par, itp.

Dla mnie to wygląda, że ex autorki też ma spore problemy ze sobą. Tak nie mówi facet ogarnięty emocjonalnie.

Pewnie i ma problemy jej były ze sobą, niezapominajmy że nawet w miarę stabilnego i normalnego człowieka można doprowadzić na skraj wyczerpania.
Autorko tutaj niezłośliwie ale czy cięcie się nie jest objawem poważnych zaburzeń osobowości? Jak np. Borderline?
Mnie się zdaje, że to nie tylko depresja.
To jest bardzo poważne, powinnaś brać leki, chodzić na terapię. Faktycznie coś nie tak z twoim byłym, ma syndrom ratownika. Ja nie wchodziłabym w związek z mężczyzną, który się tnie. Straszne.

No on wszedł ze mną w taki związek wiedział od samego początku. Mnie z kolei w nim urzekło to że mnie zaakceptował po prostu i nie uważał że mój problem jest błahy. (moi rodzice jednak nigdy nie byli dla mnie wsparciem).
Chciał, żebym z tego wyszła, i ja chociaż parę miesięcy upierałam się, że nie da się już, że taka jestem i nic się z tmy nie da zrobić, to potem jednak jakoś przekonał mnie, że mogę chociaż spróbować. I zaczęłam tą mozolną pracę nad sobą. Naprawdę to magia > jeśli przekona się samego siebie, że da się zmienić, to już jest krok milowy.
I rzeczywiście, słuchałam podcastów psychologów, psychiatrów, oglądałam filmiki motywacyjne. (do psychologa bardzo bałam się iść) jednak na ten moment takie rzeczy wiele mi dały. Przestałam mieć myśli samobójcze, przestałam się ciąć, wychodziłam z myśli depresyjnych, zaczynałam planować przyszłość mieć marzenia.

Kiedy ja zaczęłam sobie ogarniać to wszystko mój ex jakby zaczął uważać, że ja się nie zmienię, że nie wierzy w to, że po rpsotu to trwa za długo, że chciałby to jakoś ode mnie zabrać, a nie może. Tłumaczyłam mu, że to nie jest takie łatwe, że nie da się z dnia na dzień, że ja potrzebuję miesięcy jak nie lat na to bo od samego dzieciństwa miałam problemy psychologiczne, ale wtedy im lepiej mi sżło wychodzenie z doła, tym jakoś mniej we mnie wierzył (irracjonalnie trochę).

Jak zamieszkał jakoś ze mną to myślę, że mogę powiedzieć, że depresja mi minęła, zostały dość silne lęki społeczne. (nie mogłam zadzwonić na obcy numer, odebrac połączenia z obcego numeru, pójść do lekarza > w tym psychologa i wiele innych). Zaczęłam więc rozpracowywać ten problem co było o wiele cięższe niż depresja. Jakoś wbicie pozytywnych myśli do głowy było dla mnie łatwiejsze niż kontakt z obcym człowiekiem. No ale stwierdziłam, że dam sobie radę. I zaczęłam zagadywąc obcych ludzi o pierdoły, pytać się w sklepie kasjerek o dzien etc. im bardziej się bałam czegoś zrobić, tym większą czułam satysfakcję i to jakoś powoli mnie napędzało.

Mimo wszystko byłam właśnie w tym okresie też kłębkiem nerwów bo ciężkie studia, nie wyrabiałam się i ze swoim ex w sumie mieszkając w 1 pokoju przeszkadzaliśmy sobie nawzajem. Ja chciałam się uczyć to on grał na kompie (klikanie klawiatury jak trzeba wbijać wzory chemiczne na pamięć jest niedozniesienia), potem on chciał się uczyć programowania to mój widok go rozpraszał i tak w kółko. No nerwowo było, ja jeszcze te swoje problemy społeczne i jak miałam jechać do rodzinnego miasta to uznał że nie ma sił na ten związek.
Ogólnie potem się dowiedziałam że bał się że się zabiję, że mu się to śniło. To dla mnie brzmiało tak jakby kompletnie nie zauważył tych wszystkich zmian na przestrzeni lat tylko patrzył na mnie przez pryzmat pierwszego spotkania ze mna. Dodatkowo to zabolało ale jednocześnie dało kopa w dupę. Jechałam na praktyki których też zresztą bardoz się bałam więc chciałam je wykorzystać jak najlepiej. No i myślę że się udało, podczas tego okresu zrobiłam wiele rzeczy, które wcześniej mnie rperażały, zapisałam się też do psychologa.

No i też teraz taka sytuacja dla mnie niejasna, że były od czasu do czasu szuka kntaktu czy tam pyta po znajomych co tam u mnie. Myślę trochę że robi to z poczucia winy, czy jakoś mu mnie żal, ale ostatnio powiedziałam mu żeby się bewzględnie ze mną nie kontaktował, bo ja się teraz ogarniam, że mi jest potrzebny detoks od niego, a we wrześniu mam egzaminy ale np. wysłał mi po tym filmik z naszym chomikiem...

W sumie zaczynam już tak naprawdę myśleć, że możemy nie być razem. Teraz mam taki troche dołek kiedy impuls do zmian minął a przychodzi świadomość, że już nie ma tej osoby obok mnie. Że jak się pojawi to to wcale nie musi być on, albo to wcale nie musi być prędko mogą minąć miesiące i lata, a ja muszę jakoś sobie życie układać sama.

48 Ostatnio edytowany przez polis (2021-08-24 18:24:22)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Moim zdaniem zaczęłaś się zmieniać, ponieważ gdzieś tam w głębi sama tego chciałaś. Nie jest możliwe zmuszenie kogoś do takiej zmiany. On mógł Ci dać wsparcie, ale motywacja była w Tobie. Nawet jeśli zakopana i głęboko ukryta.

Czego Twój eks szuka nie wiem, ale najwidoczniej on też ma problem i wchodzi w rolę ratownika. Żeby ratownik mógł być ratownikiem musi istnieć ofiara, którą trzeba ratować. Być może fakt, że istniała w Tobie chęć zmiany zaburzała mu schemat. Jeśli zaczynałaś wychodzić z roli tej, którą trzeba ratować, to on Cię być może chciał dalej widzieć w starej roli i stąd niedostrzeganie tego co wypracowałaś.

Tylko nawet jeśli tak jest to jego problem. Skup się na sobie i na swojej zmianie. Zmienić możesz tylko siebie i nikogo więcej.

49 Ostatnio edytowany przez Orientalna (2021-08-24 20:40:01)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Wolałabym raczej wierzyć, że nie jest typem ratownika. Ale też w pewien sposób wiązał się ze mną będąc smutny bo rozstał się właśnie pół roku przed związaniem ze mną z eks.

Ale w ostatnim miesiącu przed zerwaniem ze mną powiedział w sumie 2 zdania na przestrzeni paru dni które były dla mnie dość dziwne. 1. "Ciekawe czy będę ci jeszcze potrzebny jak ogarniesz swoje lęki" oraz "mam wrażenie, że im bardziej wychodzisz do ludzi, tym bardziej się mnie boisz". Obie rzeczy są dla mnei całkiem niezrozumiałe bo nigdy nic takiego nie dałam mu do zrozumienia.

50 Ostatnio edytowany przez Gitta (2021-08-24 21:56:32)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Wydaje mi się, że Tobie jest potrzebny nie tylko dobry psycholog i terapeuta ale i przede wszystkim psychiatra. Musi dobrać Ci leki do twoich zaburzeń (społecznych, lękowych i innych być może). Bardzo dobrze, że stawiasz sobie cele i je realizujesz, nawet jeśli ma być to zapytanie kogoś o godzinę na ulicy czy w sklepie. Widziałam takie coś u innych osób. Nie lekceważ jednak farmakologii, która ustabilizuje Ci nastrój. To nie ma porównania z niczym innym, naprawdę.

Edit:
Jeszcze tak dopytam, Ty zawsze tak miałaś czy stało się nagle w twoim życiu tak, że posypało ci się zdrowie psychiczne? Z pewnością fizycznie też, somatyka zawsze idzie a parze.
Co do Twojego byłego to i Ty i on musicie przepracować wiele spraw, lepiej nie myśl o nim i nie rób nadzieji sobie. Jeżeli on się obawiał o Twoje życie i zdrowie to uwierz, że to straszne uczucie bać się o partnera, gdy jest niestabilny, ciągle wspierać. Nikt w zdrowym związku nie powinien być terapeutą tego drugiego, każdemu należy się względny spokój a nie wieczne podpieranie.

51 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-08-26 20:44:16)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

No od dzieciństwa miałam problem ze zdrowiem psychicznym. Mój ex związał się ze mną w momencie w którym bylam tak na dnie że może jeszcze miesiąc takiego stanu i by mnie nie było tak szczerze, ale motyle w brzuchu a potem chęć pracy zrobiły swoje. Tak szczerze to w momencie zerwania moje zdrowie psychoczne i tak było na o wiele wyższym poziomie niż przez większość mojego życia.
Teraz zaczynam mieć myślenie, że w sumie juz mi aż tak nie zależy, że jeszcze trzyma mnie przyzwyczajenie i wspomnienia, że sama bym się nie starała o ten zwiazek, bo jednak w chujowy sposób go zakończył, że moze ewe bym sie przekonała gdyby sam dosadnie pokazywał że chciałby spróbować jeszcze raz, ale czy tak zrobi pewna nie jestem. Na pewno wiem za to, że jest szczerze zdziwiony że sobie radzę, że nie potrzebuję jego (wyobrażał sobie że nez jego pomocy nic mi się nie uda) i że o nic go nie prosze. Kto wie w jaki sposób to odbierze.

No i przede wszystkim dla mnie takie wow, że teraz w końcu wzięlam sprawy w swoje ręce, owszem jestem bardziej wrażliwa, niż inni ludzie, gorzej idzie mi kontrolowanie emocji > wybucham radością i płaczem. Emocji gniewu, frustracji, zazdrości za to wcale nie mam.
No ale generalnie jestem z siebie dumna że potrafię wiele spraw załatwić bez pomocy innych i idzie mi to nawet czesto lepiej niż jak wtedy kiedy mój byly coś robił za mnie, czy mi pomagal smile

52 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-08-26 22:02:41)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Gitta napisał/a:
Britan napisał/a:
polis napisał/a:

Dla mnie to dziwne jak ktoś parę dni wcześniej o ślubie mówi, a potem zrywa twierdząc, że nie może wytrzymać. Takie niepoważne. Jeśli było coś nie tak, coś mu nie pasowało, to nie powinno być żadnych wzmiankę o ślubie, a jeśli już to rozmowy na temat związku, propozycja terapii par, itp.

Dla mnie to wygląda, że ex autorki też ma spore problemy ze sobą. Tak nie mówi facet ogarnięty emocjonalnie.

Pewnie i ma problemy jej były ze sobą, niezapominajmy że nawet w miarę stabilnego i normalnego człowieka można doprowadzić na skraj wyczerpania.

Fatalnie się czułem jak moja luba potrafiła mówić do mnie teksty typu, "po co ja żyję", " Ty jesteś taki super, po co się spotykasz z takim śmieciem jak ja" i inne takie.
Codziennie rano rzygała. To na prawdę męczy psychicznie i wyciska ostatnią energię. Taka osoba nie robi tego specjalnie, ale to wysysa pozytywną energię z człowieka i powoduje psychozę.
Czasem miałem wrażenie, że ma ciało 50 latki (a ma 30). Cały czas ją coś bolało, siniaki na nogach itp.

Od drugiej strony to na prawdę męczy i nie dziwię się exowi autorki tematu, że tak podszedł do sprawy.

Ja byłem trochę ratownikiem. Może nie do końca, ale szczerze to chciałem być trochę takim wybawicielem, uratować ją przed złem tego świata. 
W zasadzie oboje byliśmy dla siebie ratownikami. Ja też miałem swoje problemy, ale zdałem sobie z nich sprawę i wracam do normalności.

Bardzo podziwiałem w niej to, że walczy. Widziałem jak jej ciężko. Jak ciężko jej ogarnąć emocje, ale walczyła i widziałem u niej zmiany na dobre. Tobie autorce też tego życzę smile

53

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Britan napisał/a:
Gitta napisał/a:
Britan napisał/a:

Dla mnie to wygląda, że ex autorki też ma spore problemy ze sobą. Tak nie mówi facet ogarnięty emocjonalnie.

Pewnie i ma problemy jej były ze sobą, niezapominajmy że nawet w miarę stabilnego i normalnego człowieka można doprowadzić na skraj wyczerpania.

Fatalnie się czułem jak moja luba potrafiła mówić do mnie teksty typu, "po co ja żyję", " Ty jesteś taki super, po co się spotykasz z takim śmieciem jak ja" i inne takie.
Codziennie rano rzygała. To na prawdę męczy psychicznie i wyciska ostatnią energię. Taka osoba nie robi tego specjalnie, ale to wysysa pozytywną energię z człowieka i powoduje psychozę.
Czasem miałem wrażenie, że ma ciało 50 latki (a ma 30). Cały czas ją coś bolało, siniaki na nogach itp.

Od drugiej strony to na prawdę męczy i nie dziwię się exowi autorki tematu, że tak podszedł do sprawy.

Ja byłem trochę ratownikiem. Może nie do końca, ale szczerze to chciałem być trochę takim wybawicielem, uratować ją przed złem tego świata. 
W zasadzie oboje byliśmy dla siebie ratownikami. Ja też miałem swoje problemy, ale zdałem sobie z nich sprawę i wracam do normalności.

Bardzo podziwiałem w niej to, że walczy. Widziałem jak jej ciężko. Jak ciężko jej ogarnąć emocje, ale walczyła i widziałem u niej zmiany na dobre. Tobie autorce też tego życzę smile


No u mnie już takiego użalania nie było od dawna... nie wiem. Zobaczę za jakiś czas jak to będzie wyglądało wszystko, no nie mam juz wielkiego parcia ale szkoda mi tego naszego uczucia i hmm dopasowania(?) Żal by bylo to na zawsze utracić. Wiem też że zerwal ze mna pod wpływem znaj z pracy w tym jednej dziewczyny z którą miał bardzo bliski emocjonalny kontakt - nie wierzę że zaszła zdrada fizyczna bo laska ma faceta + zastrzegł że nic takiego nie było. A ja też nigdy nie byłam typem zazdrosnicy i raczej go pchałam w ludzi.

54

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:

No u mnie już takiego użalania nie było od dawna... nie wiem. Zobaczę za jakiś czas jak to będzie wyglądało wszystko, no nie mam juz wielkiego parcia ale szkoda mi tego naszego uczucia i hmm dopasowania(?) Żal by bylo to na zawsze utracić. Wiem też że zerwal ze mna pod wpływem znaj z pracy w tym jednej dziewczyny z którą miał bardzo bliski emocjonalny kontakt - nie wierzę że zaszła zdrada fizyczna bo laska ma faceta + zastrzegł że nic takiego nie było. A ja też nigdy nie byłam typem zazdrosnicy i raczej go pchałam w ludzi.

To, że tamta ma faceta nie znaczy, że nie mogło dojść do zdrady fizycznej. Gdyby życie było taki piękne.

A że tamta go namawiała, może i tak, ale to on podjął decyzję. Równie dobrze mógł się jej nie posłuchać. Fizycznej zdrady mogło nie być, ale z tego co piszesz emocjonalna mogła być.

Zresztą moim zdaniem dobrze wyszło. Gość, który na kilka dnia przed zerwanie mówi o ślubie, a przy zerwaniu twierdzi, że nie może już wytrzymać, jest niepoważny i nie nadaje się do tworzenia rodziny.

55

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Nie wiem czym jest zdrada emocjonalna, ale w pewny sposób ostatnie dni w zwiazku czułam się dość źle bo widziałam, że właśnie uśmiechał się do telefonu i podrywał jak słyszał wiadomości z messengera. Z 2-3ostatnie dni przed jak szedł do kąpieli patrzyłam z kim tak pisze i to była ta dziewczyna. Niby jakieś duperele, ale ona wysyłała mu no dość dużo serduszek + jej styl wypowiedzi był bardzo emocjonalny właśnie. Przypominał mi trochę mój jak jeszcze nie bylismy razem, ale już prawie... nigdy wcześniej nie zaglądałam mu w telefon ale wtedy jakoś... a potem jeszcze jak już się wyniósł a ja zostałam ostatnie 3 dni przed wyjazdem czytałam z jego lapka mess i ta dziewczyna wtedy mówiła mu że dobrze zrobił, że ona może go zawsze pocieszyć, zawsze może na nią liczyć etc.

56 Ostatnio edytowany przez polis (2021-08-27 11:56:14)

Odp: Zerwanie i nadzieja...

To jest dla mnie zdrada emocjonalna i ty chcesz mieć z nim jakieś kontakty koleżeńskie? Powiedziałbym takiemu, żeby poszedł do swojej pocieszycielki i urywała kontakt na dobre. To znaczy nie odzywam się ani za miesiąc, ani za rok.

Brzmi jakby się zauroczył tamtą i odszedł może myśląc, że i tamta odejdzie od swojego chłopaka.

Poza tym popatrz jaki twój eks to 'złoto', jeśli jakaś panna mówi mu, że powinien zerwać i zamiast z tobą rozmawiać, powiedzieć czego potrzebuje, proponować terapię par, to zrywa. Przynajmniej mógł o tym ślubie nie bredzić.

Swoją drogą, to byłby śmiały krok z jej strony doradzać znajomemu zwłaszcza w realu zerwanie. Znam taki przypadek, gdzie jednej stronie tak doradzano i potem była nieszczęśliwa, bo ta rada to też po prawdzie taka od czapy była. Skończyło się mocnym ochłodzeniem stosunków tej osoby, której doradzono z osobą, która doradziła jej zerwanie. Zazwyczaj widzę, że ludzie, przynajmniej Ci, których znam, nie chcą się w takich sprawach wypowiadać i brać w tym udziału, ponieważ to śliski grunt.

57

Odp: Zerwanie i nadzieja...

A już sama nie wiem i tak czego chce w tej chwili chce. Nie powiem miałam do tej pory idealistyczne marzenie, że partnera seksualnego będę miała tylko jednego w życiu. W wieku licealnym miałam chlopaka przez 4 lata, no ale że nie bylam go pewna to nigdy mu na seks nie pozwoliłam. Potem też mialam przez rok platonoczna milość do faceta ktory mnie nie kochał, ale zarazem trzymał jako przyjaciółkę bo myślal że wywalczy bonus, ale ja się uparłam że zrobię to tylko z osoba ktora chce być ze mną na zawsze. Potem sie tam przewinął ktoś no i on. Jakoś i tak dopiero po oświadczynach to zrobiliśmy... a teraz trochę czuję się pusto przez to. Możliwe że to mnie trzyma.

58

Odp: Zerwanie i nadzieja...

Myślę, że narzuciłaś sobie nierealistyczne cele. Jesteś z religijnej rodziny? Oczywiście dobrze, że nie chcesz spać z pierwszym lepszy, który się nawinie. Choroby weneryczne i HIV ciągle istnieją, ale nie ma się też co biczować jak związek Ci nie wyszedł. Nic złego nie zrobiłaś.

59

Odp: Zerwanie i nadzieja...

No troche tak religijna. Ale ja sama z siebie nie mam poczucia że to grzech. Bardziej chciałam robić to tylko z jednym jedynym

60 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-08-27 18:19:10)

Odp: Zerwanie i nadzieja...
Orientalna napisał/a:

No troche tak religijna. Ale ja sama z siebie nie mam poczucia że to grzech. Bardziej chciałam robić to tylko z jednym jedynym

Masz do tego pełne prawo. Po co się biczujesz? Nie masz do tego powodu.
Może za drugim razem się uda.

Posty [ 1 do 60 z 79 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zerwanie i nadzieja...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021