Ta historia zdarzyła się w szpitalu im. Narutowicza , gdzie czekałam na usg. Oczywiście radośnie i spokojnie, bo tylko spokój może nas uratować. Ruch oczywiście jak diabli, jedne damy wchodzą na badanie, inne czekają na odebranie wyniku. Ponieważ zawsze w takie miejsca udaję się z książką, to dopiero okrzyk pewnej pani zwrócił moją uwagę. Pani stała na środku korytarza gapiąc się w swój wynik i wrzeszczałą; Co q..a??!! Mięśniaki na macicy?? Ja od pięciu lat nie mam macicy!! Mąż blady starał się ją uciszyć, a na korytarzu zapanowała martwa cisza i konsternacja. Niestety, nie wiem jak się cała rzecz zakończyła, bo wierząc, że kobieta wie czy ma macicę czy nie dałam dyla.
Niestety na swojej skórze przekonałam się, że zrobić usg, a umieć je odczytać, to duuuża różnica, ale to już inna historia.