Witam!
W moim życiu jakieś ponad 2 lata temu pojawił się męzczyzna,po prostu tak nagle i to w momencie kiedy moje małżeństwo przechodziło kryzys,bardzo poważny...co doprowadziło do rozstania,między innymi przez kontakt z tym człowiekiem,ale nie o to chodzi.
Przeżyłam z tym męzczyznzą niesamowitą historię która otworzyła mi umysł i zmieniła moje życie o 360 stopni,w kontakcie z nim czułam się bardzo dziwnie,czułam że kontroluje moje emocje,włada mną jak tylko chce,miał duży wpływ na mnie,robiłam różne rzeczy do których w życiu bym się nie posunęła,zaznaczę że on jest ode mnie starszy o 18 lat i jest niesamowicie inteligetną i elokwentną osobą,działacz partyjny...ma rodzinę,dorosłe dzieci i żonę.
Początki naszej znajomości były bardzo oschłe,ja się bardzo stawiałam a to było teraz do tego doszłam pewnym wyzwaniem dla niego,wkręcałam się co raz bardziej,czekałam,pisaliśmy kilkadziesiąt smsów dziennie do siebie,zaznaczam że byłam jeszcze z mężem,nasza znajomośc opierała się na rozmowach telefonicznych i pisaniem smsów,no i się zakochałam a teraz wiem że się zauroczyłam...spotkaliśmy się,zaczęło się na maksa...rozmawialiśmy dużo o tym że chcemy być ze sobą ja sie bałam,miałam wątpliwości a jego to irytowało-manipulacja...przyszedł taki dzień że postawiłam wszystko na jedną kartę,zostawić męża i być z nim..ale coś dziwnego zaczęło się dziać,on zaczął się pięknie wykręcać,robił to naprawdę rewelacyjnie tylko że ja byłam głupia i dawałam się,byłam bardzo słaba,przeszłam terapię,trafiłam do szpitala psychiatrycznego,chciałam pozbawić się życia tylko dlatego że odbierał mi to co wcześniej chciał dać,odebrał mi nadzieję na bycie razem...odwiedził mnie w szpitalu pewnie dla zaspokojenia swojego sumienia...pisał iesamowicie o bogu,miłości do mnie,że jestem jego narkotykiem,że beze mnie nie będzie potrafił dalej żyć-zaznaczam że utwierdzał mnie w tym że z żoną nic go nie łączy,że nie mieszkają razem,potem okazałao sie że jednak są ze sobą a to tylko dlatego że zdobyłam numer telefonu i po wyjściu ze szpitala zadzwoniłam do niej,przedstawiła się i tak po prostu przedstawiłam sytuację jak to wygląda..nie była zaskoczona...rozmawiałysmy ze sobą bardzo często i długo,była sympatyczna i ja ją także polubiłam...powiedziała że jeżeli między nami jest miłość i przetrwa to odsunie się na bok...bardzo cierpiała,mówiła mi o tym i pisała,wspierałyśmy się wzajemnie...zaznaczam że on spotkał się z moim męzem i powiedział o swoim uczuciu do mnie,że mnie kocha,swojej żonie tak samo...a ja wciąż nie wierze jemu,czuję się manipulowana i myślę ze to jest jego sposób na życie...i tak się ciągnęła aż do momentu kiedy naprawdę było tragicznie...przegięłam,nie potrafiłam się od niego uwolnić,zmieniałam numery tel.mąż mi w tym pomagał,chciał naprawić nasze małżeństwo ale ja się upierałam broniłam,płakałam,raniłam męża i doszło do tego że nie wytrzymał i postanowił odejść...wcześniej ja mu to powiedziałam że chcę odejść do niego...teraz widzę jak krzywdziłam męża...
Jakoś ciężko mi przejść do sedna sprawy,bo to strasznie zagmatwana historia...więc ten męzczyzna zaczął powoli się wycofywać,oddalał sie...mnie czekał wyjazd na Islandie,bo tak naprawdę nie wiedziąłam gdzie mam się podziać i co dalej,postanowiłam że zarobię na mieszkanie dla mnie i mojego synka...3 miesiące przed wyjazdem byłam trupem,nigdy w życiu nie przeszłam czegos takiego strasznego,chudłam,miałm lęki,płakałam,nic mi się nie chciało...pisałam do niego,chciałam wsparcia a on jak to on bardzo inteligętnie się zamykał przede mną...aż wkońcu zniknął,zamilkł...odezwał się przed samym wyjazdem...cierpiałam,cierpiał moja cała rodzina,syn,mąż już się kompletnie ode mnie odciął,był zmęczony moim zachowaniem...na Islandii wciaż czekałam na niego aby się ode zwał,ale milczał...teraz znowił kontakt i czuję ze sie zaczyna...co jest nie tak ze mną że ja chcę aby on był w moim życiu,tak po prostu był i nic więcej...zaczął delikatnie ale teraz się rozkręca i mi z tym jest zle...napisałm mu dzisija e-maila co o tym sądze i także że chce utrzymywać z nim kontakt ale na innych zasadach,bez manipulacji i wpływu na uczucia drugiej osoby...pisząc do mnie wyczytuje w tresciach jego manipulację...przeprasza i mówi że nie będzie zakłócam mi więcej mojego spokoju....czy on jest nienormalny???Co mnie ciągnie do niego???co jest nie tak???czy to jego sposób na Zycie???czy on naprawdę mnie kocha,czy kochał???