Witajcie netkobietki! Piszę ponieważ chcę się Was poradzić bo sama jestem zagubiona. Cztery miesiące temu poznałam faceta, na początku miałam silne przekonanie, że chcę być sama i nie dawałam mu zbyt wielkich szans. On bardzo się starał, pisał, dzwonił, zabierał mnie do kina, na spacery, robił prezenty. Im bardziej się starał tym bardziej mnie drażnił. Ale pewnego dnia coś we mnie pękło, mogę powiedzieć, że " wychodził" sobie moją sympatię. Zostaliśmy parą, zabierał mnie do swoich znajomych, poznał z rodziną, ja jego zresztą też. Planował wspólne mieszkanie. Ale pojawiły się pierwsze kłótnie, przede wszystkim o to, że pisali do mnie różni faceci a ja oczywiście wiedząc, że chcą ode mnie czegoś więcej odpisywałam. On mi powiedział, że bardzo go to blokuje, że przez to nie potrafi się w pełni zaangażować emocjonalnie. Zrozumiałam, że mi na nim zależy i ucięłam kontakt, ze wszystkimi pseudokolegami. Niestety nie widziałam już tego błysku w jego oczach, przestał na mnie patrzeć, nawet jak mnie przytulał czułam, że to jest mechaniczne. Jego zachowanie w stosunku do mnie się nie zmieniło, nadal się o mnie troszczył, dbał ale to było bez uczuć. On ma generalnie problem z okazywaniem emocji, nigdy od niego nie usłyszałam, że jestem ważna, że mu zależy ale tłumaczyłam sobie, że pokazuje mi to więc może nie musi o tym gadać. Jednak ostatnio nie wytrzymałam, wykrzyczałam mu wszystko, że emocjonalnie czuję się jak koleżanka. On powiedział mi coś czego się zupełnie nie spodziewałam: że nie potrafi się zakochać, że nie czuje "tego czegoś", że zależy mu na mnie ale czuje, że powinien mnie chronić przed nim samym, bo może być tak, że on się nigdy nie zakocha a ja z dnia na dzień będę się bardziej angażować. Zostawiłam go, powiedziałam, że życzę mu wszystkiego dobrego i odeszłam. On się popłakał ale pozwolił mi odejść. Dwa dni później dostałam od niego krótką wiadomość "chcę być z Tobą". Wiem, że dużo kosztowało go napisanie tej wiadomości, wiem, że zanim to napisał przemyślał to milion razy, wiem, że jeśli to napisał to musi być tego pewny. Znam go na tyle, że wiem, że nie potrafiłby się mną bawić. Ale nie wiem co mam dalej robić, czy wejść w związek, kiedy mam świadomość, że facet nie czuje " tego czegoś"? Czy dać temu szansę? Ciągle o tym myślę, analizuję wszystkie za i przeciw. Boję się, że on teraz będzie się zmuszał do pokochania mnie a wiem, że to nierealne. Proszę kochane, poradźcie mi coś. Wiem, że nikt za mnie nie podejmie decyzji, ale może... uda się Wam ją chociaż ułatwić.
Podobne tematy
Trochę ciężko go rozszyfrować, bo skoro kiedyś tak bardzo o Ciebie zabiegał, to zależało mu. Moim zdaniem on boi się okazać swoje uczucia, albo nie chce się sam przed sobą przyznać, że Cię kocha. Moim zdaniem powinnaś z nim szczerze porozmawiać i powiedzieć o swoich obawach. Może wtedy otworzy się przed Tobą i dowiesz się dlaczego się zachowuje. Możliwe jest też to, że ktoś kiedyś go bardzo skrzywdził i dlatego miota się ze swoimi uczuciami.
Jeśli jednak nie otworzy się przed Tobą, to ja bym się nie pakowała w ten związek.
dziękuję za odpowiedź
wiem, że 2 lata temu rozstał się z kobietą, którą bardzo kochał, to też był bardzo burzliwy związek. Opowiadał, że wtedy dosyć szybko się zaangażował i obiecał sobie, że następnym razem tak szybko tego nie zrobi. Przez ten czas po rozstaniu spotykał się z wieloma kobietami, ale w każdej coś mu nie pasowało i bardzo szybko kończył znajomość. Jestem pierwszą kobietą po tamtej relacji, z którą próbuje stworzyć związek. Najgorsze jest to, że jakakolwiek rozmowa z nim na tym etapie niestety chyba nie jest możliwa. On chyba powiedział mi już wszystko co czuje, myślę, że tym co mi napisał dał do zrozumienia, że chce dalej próbować. Nie chce w kółko rozmawiać z nim na ten sam temat bo wiem, że to staje się męczące dla niego i dla mnie. A każda kolejna rozmowa na ten sam temat może być odczytywana jako próba nacisku z mojej strony. Najgorsze, że zostałam z tym sama i muszę jakąś decyzję podjąć.
W takiej sytuacji może warto spróbować, szczególnie jeśli Ci na nim zależy. Rozumiem, że boi się zaangażować, ale powiedział Ci o tym, jest fair, więc może warto. Niestety decyzję musisz podjąć sama. Powodzenia i poinformuj jak się wszystko skończyło ![]()
Trwa to wszystko dalej...postanowiłam, że dam temu szansę. Teraz jestem w szpitalu, odwiedził mnie, kupił kwiaty. Codziennie pisze i dzwoni, jesteśmy parą z prawdziwego zdarzenia. Znalazł kawalerke dla nas i za miesiąc mamy się wprowadzic. A ja mam ochotę mu napisać, że to koniec. Wiem, wiem co o mnie myślicie... że jestem kretynką. Ale nie widzę w nic uczuć. Podczas odwiedzin w szpitalu nawet mnie nie dotknął, czuję nawet że chwilami go drażnię. Za każdym razem jak próbuje z nim rozmawiać o tym, że go do mnie nie " ciągnie" to twierdzi, że znowu sobie dorabiam teorie, albo że mam mu nie wmawiać co myśli bo nie siedzę w jego głowie. Zawsze starałam się być silną babką a teraz czuję się taka bezradna. Zależy mi na nim ale czy trwać mimo braku uczuć z jego strony? Doradźcie coś proszę...
jakbym przeczytała tylko Twój ostatni mejl to bym pomyślała że facet jest na maxa zaangażowany, troskliwy i zakochany. Bo przecieź kolega czy znajomy nie proponowałby mieszkania razem..
Niby cała oprawa jest , a brak uczucia z jego strony jak piszesz..
Tylko jedno mi się na myśl nasunęło w tym przypadku ...na związek z rozsądku.