netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Przemoc psychiczna.

12 odpowiedzi3 313 wyświetleńzałożony przez redberry, 14.09.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Przemoc psychiczna.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Przemoc psychiczna.

Powoli dojrzewa we mnie decyzja o rozstaniu.
Zdaję sobie sprawę, że stałam się ofiarą domowej przemocy. Psychicznej. Mąż podkopuje moje poczucie wartości, godności szacunku do siebie samej – wymuszonymi stosunkami, które jemu mają pomóc rozładować napięcie, a mnie stawiają w pozycji przedmiotu.
Nie zawsze tak było. Od jakiegoś czasu chodzę do psychologa, porządkuję, układam, staram się zrozumieć. Staram się zrozumieć zachowania swoje i jego. Mąż nie widzi w sobie winy, problemu, mówi, że on do psychologa nie pójdzie. Jednocześnie swoje stresy, frustracje wyładowuje na mnie. Kiedyś bym przełknęła, stwierdziła, że pewnie tak ma być. Ale nie. Już nie.
Tak, jestem ofiarą. Mój mąż wmawia mi, że to moja wina. Moja i tylko moja i daje sobie prawo do wypominania mi wszystkich win, do upokarzania mnie. Na to wszystko patrzą dzieci. Staram się jak mogę, ale nie zawsze udaje mi się nie przelewać na nie swojego smutku – wtedy jest niepotrzebny krzyk, kłótnie. A one są malutkie (3 i 5 lat). Mąż grozi, że jeśli będziemy się rozstawać to ja mam się wyprowadzić (mieszkanie wspólne, na kredyt), ale zastrzega, że zrobi wszystko żeby dzieci zostały z nim. Mówi, że ja ich niczego dobrego nie nauczę… Nasz kryzys wybuchnął jakieś dwa lata temu. Wtedy było na ostrzu wszystko. Jakoś się poukładało. I między wybuchami bywa dobrze. Mąż nawet mówi, że kocha, że fajne mieliśmy wakacje – najfajniejsze od kilku lat. Ale za chwilę zaczyna wymyślać, wypominać, gwałcić – nie boję się tego słowa. Tak, czuję się gwałcona. Czuję wtedy obrzydzenie do siebie.
Do niedawna w złych chwilach przypominałam sobie te dobre słowa. Ale już nie chcę. Coś we mnie pękło.
Kiedy buchnął kryzys powiedział, że mam wybrać z którym dzieckiem chcę zostać. Że są na tyle duże, że można je rozdzielić. Córka miała 3 lata, synek rok. Koszmar.
Do niedawna dusiłam wszystko w sobie. Trochę wie mój brat, moja koleżanka. Muszę zawalczyć o siebie, a przede wszystkim o dzieci.
Mąż lubi wykorzystywać czynnik finansowy. Zarabia więcej ode mnie i mówi, że pojedzie z dziećmi za granicę. Ja sobie przecież za wyjazd nie zapłacę a on mi nie da. Na moje słowa, że chciałabym być podczas pierwszych zagranicznych wczasów dzieci mówi że nie musze, i że go ograniczam bo zabraniam czas z dziećmi spędzać.
Mąż mówi, że nikt mnie nie kocha, że zrażam do siebie ludzi, że na nikogo nie mogę liczyć. Łykam te gorzkie słowa. Czasem płaczę, ale już coraz mniej. Gdyby nie dzieci zrobiłabym ostateczny krok. Ale boję się o nie. Boję się tej walki.
Czuję, że nie mam już tego błysku w oku co kiedyś, że moja niegdysiejsza radość gdzieś się ulotniła. Ile można znosić tyle gorzkich słów? Ktoś, kto się nazywa twoją najbliższą osobą tak krzywdzi… Na weselu mojego brata zdałam sobie sprawę, że muszę coś zrobić. Jeszcze mogę być szczęśliwa. Może byłoby mi trudniej fizycznie samej, ale psychicznie bym odpoczęła.
Nie chcę już słuchać, że mam nie tańczyć, bo źle tańczę. Nie chcę już słuchać, że moja mama nie chce mi pomagać bo zraziłam ją do siebie… Że mój ojciec do mnie nie dzwoni.
Chcę móc w spokoju, a nie po kryjomu móc wejść na to forum, odczytać czy odpisać na maile bez konieczności tłumaczenia gdzie piszę. Mąż daje sobie prawo do przeglądania maili, historii w komputerze, komórki. Nawet kalendarza w torebce.
To nie jest tak, że jestem bez winy. Pewnie jestem. Kiedyś, kiedy nie mogłam porozumieć się z mężem odezwał się do mnie kolega z dawnych lat. Od maila do maila zaczęliśmy pisać. I tyle. Żadnego spotkania, nic z tych rzeczy. Mąż dotarł do tych maili. Przeczytał i zapisał je wszystkie na wszelki wypadek, jako dowód dla sądu. Nic w nich nie było, skargi na obecną sytuacją jaka w moim domu panowała, chłód itp. Napisałam też, że chciałabym znowu poczuć się kobietą, mając na myśli męża. Żeby on zauważył znowu, że jestem obok. On mi to wypomina, że z innym bym chciała a z nim nie. Dlatego godzę się na te stosunki bez uczucia. Głupia liczę, że może coś się zmieni. A tracę tylko szacunek do siebie.
Mąż mówi, że znajomemu pisałam to, czego jemu nie mówiłam. Ale on był nieobecny. Mówiłam, a on nie słyszał. Kolega i te maile stały się buforem żebym nie wybuchnęła.
Miałam problem ze spłatą karty kredytowej. O to też mąż ma pretensje. Od dawna znając jego powściągliwość w wydawaniu pieniędzy bałam się i głupio mi było się przyznać, że nie umiem sobie poradzić. Tutaj też wpłynęły trochę moje duchy z przeszłości, to wyszło na terapii. Mąż pomógł spłacić, ułożyliśmy jakiś plan. Wydawać by się mogło, że się poukłada. Problem w tym, że ja chodząc na terapię staram się zmieniać, raz wychodzi lepiej, raz gorzej. A mąż albo boi się tej nowej mnie, która już nie jest kładącą uszy po sobie myszką, albo nie umie sobie poradzić z czymś innym. Bo w każdej kłótni mi wypomina to, co było. Mówi, że jedno wynika z drugiego. Że on nie rozdziela. A według mnie jeśli dziś mam sprzeczkę o np. wylane mleko, to sprzeczam się o to mleko, a nie że kiedyś ktoś, coś…
Jestem już tym zmęczona. Dodatkowym problemem jest to, że mąż w zasadzie wymusił na mnie podpisanie rozdzielności majątkowej (czy można takie coś podważyć, mówiąc że zostałam przymuszona), że teraz wszystkie pieniądze są jego. Nie ważne, że moja pensja np. wpływa na konto co prawda jego, ale mam pełnomocnictwo. Nie mam do niego karty, dostępu online. Kiedy chcę podkręcić ogrzewanie w mieszkaniu mówi, że ja tu za nic nie płacę tu nic nie jest moje. Brakowało mi odwagi, żeby się spytać co się dzieje z moją pensją. Przecież też zarabiam. Wydaje mi się jakby mąż odpłacał sobie za wszystkie krzywdy jakich ode mnie doznał.
Czy ma rację? Czy tak powinno być?
Dzisiaj postanowiłam przerwać milczenie. Napiszę wszystko w listach do mamy i brata. Najpierw tak zrzucę z siebie ciężar, oczyszczę, postaram się sobie pomóc. To będzie mój pierwszy krok. A potem zobaczymy…

2

Odp: Przemoc psychiczna.

Przykro czytać!

Znalazłam w necie taką wypowiedź, odnośnie zniesienia rozdzielności majątkowej:
"Czy małżonkowie mogą potem wrócić do wspólności majątkowej?

Mogą.  Pod warunkiem, że chcą tego oboje.  Jeśli zawarli rozdzielność majątkową u notariusza, to w taki sam sposób u notariusza rozwiązują intercyzę i „przywracają” wspólność majątkową. To „przywrócenie” działa tylko na przyszłość. Moim zdaniem nie można „anulować” poprzedniej umowy o rozdzielności, tak by okres w którym obowiązywała rozdzielność zastąpić wspólnością. Jest jednak sposób na to, aby majątek zgromadzony podczas obowiązywania rozdzielności objąć wspólnością majątkową. Wystarczy zawrzeć umowę rozszerzającą wspólność majątkową na przedmioty nabyte w okresie kiedy obowiązywała rozdzielność.

Trochę trudniej jest powrócić do wspólności majątkowej jeśli rozdzielność ustanowiona została przez sąd. Ale też się da, jeśli jest na to zgoda obojga małżonków"
Z historii jaką opisałaś, to raczej powyższe nie wchodzi w rachubę, bo mąż nie po to "zmusił" cię do jej podpisania, żeby teraz zmieniać.
Dlaczego nie masz karty do wypłaty środków z waszego wspólnego konta, skoro masz pełnomocnictwo? Czyżby jakieś ograniczone. Możesz też wypłacać pieniądze bezpośrednio w banku.
Przeczytaj dokument, albo idź do banku i dowiedz się.
Najprościej byłoby, abyś założyła swoje osobiste konto i od tego zacznij tę drogę wyswobodzenia się z pod męża ciemiężyciela.

3

Odp: Przemoc psychiczna.

Skads to znam. Tylko u mnie dochodzila do tego przemoc fizyczna.. Ale wypisz wymaluj to samo. Podkopywanie ze jestem nikim ze na nikogo nie moge liczyc ze dzieci zniszczylam gwalty.. Ach nawet mi sie nie chce myslec. Wiem co przezywasz wiec jestem z Toba calym sercem. Moj pozew poszedl 1. wrzesnia bo juz dluzej nie dam rady.. Najbardziej w tym wszystkim szkoda dzieci. Ze musza na to patrzec i to przezywac

4

Odp: Przemoc psychiczna.

Dobrze że poszłaś do psychologa, dobrze tez ze odważyłaś się o tym mówić, zrobiłaś  to duży krok do przodu. Teraz musisz uważać aby się nie cofnąć. Przede wszystkim musisz zabezpieczyć sobie środki finansowe, aby to zrobić musisz założyć nowe konto i zgłosić je u pracodawcy. Karygodne jest że nie masz dostępu do pieniędzy.
Na dzień dzisiejszy pożycz pieniądze od rodziny i idź do adwokata po poradę, bo sama sobie z tym nie poradzisz.
Idź też do opieki społecznej we własnej gminie i zgłoś problem przemocy, niektóre gminy mają prawników darmowych do spraw rodzinnych, czasami darmowi prawnicy działają przy parafiach.  Sam psycholog coś tam pomoże ale niewiele, tobie potrzebny jest terapeuta przygotowany do prowadzenia terapii dla osób żyjących w przemocy.

Nie licz na poprawę zachowania męża, on się nie zmieni, bo jemu jest tak dobrze, ma na kim odreagowywać stres, czuje się panem we własnym domu. Sytuacja taka mu odpowiada. On wykorzysta każde twoje potknięcie, a będziesz je robić bo działasz w stresie. Pod wpływem strachu już pozbawiłaś się środków  finansowych i pozwalasz się gwałcić.
Piszesz, że kiedyś było lepiej, było bo byłaś silniejsza, teraz zeszłaś do poziomu ofiary i łatwo mu tobą manipulować, pamiętaj ze to maż cię tam zaprowadził więc nie licz na jego pomoc i zrozumienie, bo w nim nie ma empatii.

Sama tego strachu nie pokonasz, jeszcze raz podkreślam, tu może ci pomóc terapeuta od spraw rozwiązywania problemów rodzinnych. Poszukaj  też w necie nr telefonu do niebieskiej linii, zadzwoń na ten anonimowy numer  mam nadzieję, że  cię odpowiednio  pokierują i powiedzą  co masz robić i gdzie się zgłosić. 
Ale  zacznij, choć by już jutro, od wizyty w opiece społecznej w gminie czy urzędzie miasta w zależności gdzie mieszkasz. Nie czekaj, bo będzie tylko gorzej. Niedługo twoje dzieci będą świadkiem gwałtów na matce, chyba tego nie chcesz. Uczęszczając na terapię spotykałam kobiety, gwałcone przez mężów i ich dzieci  musiały na to patrzeć, bo nie zatrzymywana agresja narasta, wiesz co te dzieci czuły i co przeżyły?

Pamiętaj, ze mąż jest tym silniejszy im ty bardziej  jesteś słabsza. W druga stronę to może tez działać. Więc znajdź w sobie siłę i walcz.
Masz prawo poprosić rodzinę  o pomoc, a oni mają  obowiązek ci pomóc. Nie ukrywaj tego  przed nimi.
Powodzenia, życzę dużo siły do walki.

5

Odp: Przemoc psychiczna.

Szczerze mówiąc, nie do końca wiem co powiedzieć. Bardzo Ci współczuję. Podpisuję się też rękoma i nogami pod tym, co pisały Ci wszystkie osoby powyżej. Nie możesz pozwolić mu dłużej siebie wyniszczać. Masz tylko jedno życie, nie daj komuś go sobie odebrać. Walcz dla siebie i dla dzieci. Coś wiem o przemocy w rodzinie i mogę Cię zapewnić, że ZNACZNIE lepsze dla nich będzie posiadanie rodziców po rozwodzie niż oglądanie tego, co dzieje się teraz. Bo dzieci nie są głupie ani ślepe, one widzą, słyszą, zapamiętują. Niech więc ich oraz Twoje własne dobro będzie teraz dla Ciebie priorytetem, żebyś dała radę się od niego uwolnić, ułożyć swoje życie na nowo, bez bólu i ciągłego strachu.

Informuj nas tu na bieżąco jak się sprawy mają, co zdecydowałaś. I pamiętaj, nie działaj pod wpływem chwili. Jeśli chcesz tę sprawę wygrać i wyjść z tego obronną ręką, musisz sobie wszystko porządnie przemyśleć. Odetnij się również finansowo i to jak najszybciej, żeby nie miał żadnych podstaw, by rościć sobie prawa do dzieci. No i przede wszystkim bądź silna, nie ugnij się. Bo to bardzo możliwe, że jak tylko dowie się o rozprawie, zaczną się przeprosiny, błagania, obietnice zmiany. Nie wierz w ani jedno słowo, tacy ludzie się nie zmieniają.

Z całego serca życzę Ci, żebyś dała radę to przetrwać.

6

Odp: Przemoc psychiczna.

Bardzo dobrze zrobiłaś, ze poszłaś na terapię. Z czasem otworzą Ci się oczy i nabierzesz siły do zmian.
Skoro macie rozdzielność majątkową, dlaczego Twoja pensja wpływa na jego konto?
Niech wpływa na Twoje oddzielne konto, zaś jeśli chodzi o wydatki domowe, zawsze można stworzyć trzecie konto, na które będziecie przelewać każde po określonej kwocie i z tego utrzymywać dom.
Nie wierzę, że zrażasz do siebie ludzi. Twój post jest, pomimo emocji, tak przemyślany i wyważony, że jestem pod wrażeniem.
Myślę, że jesteś bardzo sensowną babką, która po prostu miała pecha i trafiła na niewłaściwego człowieka.  A może takiego wybrała, bo czasem tak bywa, zwłaszcza jeśli coś złego działo się w dzieciństwie. Co nie zaprzecza Twojej wartości.
Jeśli nie znasz, poczytaj bloga (i książkę) "Moje dwie głowy". Myślę, że Ci pomoże.
Nie wierz praktycznie w nic, co mówi Twój mąż. On powie cokolwiek, byle tylko umniejszyć Twoją wartość bo wtedy sam czuje się silniejszy. Za tymi wszystkimi absurdalnymi zarzutami, za całym tym jadem, kryje się mały słaby toksyczny gnojek, który maskuje swoją słabość deprecjonowaniem innych.

7 Ostatnio edytowany przez redberry (2015-09-15 08:53:20)

Odp: Przemoc psychiczna.

Dziękuję bardzo za słowa otuchy i wsparcia.
Myślę, że mąż bardziej szaleje kiedy widzi, że jego słowa nie robią już na mnie wrażenia. Chce spać w drugim pokoju, niech śpi. Nie chce się odzywać, udawać, że mnie nie słyszy. Niech udaje. Kiedyś, jak już wspomniałam, położyłabym uszy po sobie, kajała się, wzięła winę na siebie, przepraszała. Teraz już nie. Nie czuję się winna, nic złego nie zrobiłam. Nie chcę w nieskończoność pokutować za niegdysiejsze przewinienia. Tak nie można, ciągle żyć w poczuciu winy. Dzięki terapii zrozumiałam, że nie musze ciągle przepraszać, kajać się, prosić, niemalże błagać o wybaczenie ze łzami w oczach. Teraz wystarczy kiedy spokojnie i stanowczo powiem, że nie podoba mi się to, jak mąż się do mnie zwraca, że uważam jego zachowanie za nieadekwatne do mojej „winy”. A kiedy on widzi mój spokój coraz bardziej się nakręca. Taka woda na młyn dla niego.
Czasem przemknie mi przez myśl żeby dla świętego spokoju przeprosić itd., ale powiedzcie ile można? Za każdym takim razem muszę sobie mówić „nic nie zrobiłaś, nie masz za co przepraszać”. A małżonek „celebruje” rocznicę „wykrycia” moich maili, łapie wtedy doła z fochem i zamyka się w sobie.
Na terapii mam stwierdzone początki nerwicy. Bywa tak, że wracając do domu czuję ścisk żołądka nie wiedząc w jakim  nastroju będzie mąż. Wtedy wystarczy niewinne pytanie dziecka, jakiś ich grymas na buzi, a ja już jestem zdenerwowana. Nie umiem nad tym zapanować, najchętniej bym usiadła i płakała w takich momentach. Wiecie o czym mówię? Czasem idąc ulicą ogarnia mnie irracjonalny strach. Nogi stają się jakieś ciężkie, zaczyna mi być gorąco. Tak samo z siebie. Pani psycholog mówi, że to na tle nerwicowym. Zasypiam i budzę się tak ściśniętymi zębami, że rano czuję jak twarz mam napiętą, jak żeby mnie bolą od tego ściskania.
Tak, żyję w stresie. Dlatego popełniam błędy. Mój brat mówi, że to taka spirala. Denerwuję się żeby nie zrobić błędu czy czegokolwiek co mogłoby zdenerwować męża i dlatego popełniam błędy i tak już będzie. Im bardziej się staram tym mniej wychodzi. Starałam się kiedyś o tym mężowi powiedzieć, wytłumaczyć. Ale on tylko stwierdził, że go nie słucham i olewam i robię to specjalnie. Co więcej, usiłuje mi wmówić, że jestem złą matką, że nie dbam o dzieci. Nie wydaje mi się słuszne żeby zmuszać dziecko do czegoś jeśli nie ma na to ochoty. Na przykład do ćwiczenia rysowania kółek. Czasem mam wrażenie, że mąż boi się, żeby nasze dzieci nie były gorsze od innych. Córka nie lubiła bawić się lalkami, nie robiła im przyjęć, nie przebierała, nie woziła w wózku. Nie każda dziewczynka musi bawić się lalkami. Znowu moja wina – nie pokazuję jak powinna bawić się dziewczynka. Dużo by mówić takich przykładów…
A co do finansów. Macie rację, powinnam się odciąć. Tylko boję się. Boję się bo moja pensja pochłonie dokładnie połowę wydatków: kredyt, przedszkole, opłaty. Nie wiele zostanie na życie. Pensja wpływa na powiedzmy wspólne konto bo tak mi wygodnie. Tak mi wygodnie ze strachu. Mąż mówił, że dopóki jest między nami dobrze to będzie jak jest. To znaczy dopóki się mniej więcej dogadujemy. Nawet jakieś „kieszonkowe” mam na własne wydatki. Nie wiem jak długo to potrwa jeszcze. Mam swoje konto, ale po aferze z kartą kredytową zleciłam w pracy aby przelewali pensję na konto wspólne. Mąż ma dostęp online, ma kartę. Ja kartę biorę czasem do sklepu. Mogę iść do banku, ale nie chcę. Chcę uniknąć pytań – po co ci pieniądze? Przecież ja robię zakupy.
Kiedyś bardzo chciał mieć wgląd w moje konto. Uważał, że w małżeństwie ma się jedno konto, że on musi wszystko wiedzieć. Po aferze z kartą i mailami kazał się logować żeby sprawdzić na co wydaję pieniądze i czy przypadkiem nie mam "lewych" wpływów od kochanków. Czasem w ogóle mam wrażenie, że nie nie daje mi prawa do prywatności. On uważa, że po tym, co mu zrobiłam nie mam prawa mieć prywatności, on ma prawo mieć wgląd we wszystko.
Na razie wymyśliłam, że podpytam w pracy czy dałoby radę żeby dodatki socjalne: premie, wczasy pod gruszą czy dodatki świąteczne przelewać na moje konto, a pensję jak dotąd na wspólne. Na rozdzielność zdecydowałam się pod groźbą, że jeśli się nie zgodzę to mąż wystąpi do sądu o sądowne jej ustanowienie. Mój brat mówił, żebym nic nie podpisywała bez prawnika, ale przestraszyłam się.
Wiem, że to jak się mąż zachowuje wynika z jego strachu, pewnie z jakieś poczucie niższości, które nie wiem z czego może wynikać. Widzę, że im bardziej ja jestem spokojna tym on bardziej szaleje. Myślę, że terapia by mu pomogła, ale on nie chce. Za to jest bardzo ciekawy o czym rozmawiam na swoich spotkaniach z psychologiem. Chyba kiedyś taki nie był. Nie wiem co go tak zmieniło. A może był, tylko ja tego nie widziałam. Być może chciałam się odciąć od rodziców. Może chciałam w końcu kogoś mieć… Faktem jest, że nie umiałam rozmawiać, nadal mam z tym problem. Tylko, że mam również wrażenie, że mąż nie staje po mojej stronie. Kiedy skarżę się na coś w pracy staje po stronie pracodawcy, kiedy mówię, że może bym poszukała innego zajęcia (bez parcia, ale po prostu żeby sprawdzić czy mam szanse gdzieś indziej) mówi: ty nie możesz pracować w innej branży. A niby, przepraszam dlaczego nie? Wiecie, że to śmieszne, ale wtedy chowam się w sobie i nie ciągnę dyskusji. Nawet nie dlatego, że on ma rację, ale dlatego że nie chce mi się wierzyć, że go przekonam. W takich chwilach w jego oczach widzę (to za duże słowo) coś podobnego do pogardy. Kiedyś zaproponowałam wycieczkę. Usłyszałam "nie chce mi się. nie mam pieniędzy. jakbyś miała prawo jazdy to byś mogła jechać". A ja chciałam jechać 30 km od miasta na wycieczkę z dzieckiem.

8

Odp: Przemoc psychiczna.
redberry napisał/a:

Dziękuję bardzo za słowa otuchy i wsparcia.
Myślę, że mąż bardziej szaleje kiedy widzi, że jego słowa nie robią już na mnie wrażenia. Chce spać w drugim pokoju, niech śpi. Nie chce się odzywać, udawać, że mnie nie słyszy. Niech udaje. Kiedyś, jak już wspomniałam, położyłabym uszy po sobie, kajała się, wzięła winę na siebie, przepraszała. Teraz już nie. Nie czuję się winna, nic złego nie zrobiłam. Nie chcę w nieskończoność pokutować za niegdysiejsze przewinienia. Tak nie można, ciągle żyć w poczuciu winy. Dzięki terapii zrozumiałam, że nie musze ciągle przepraszać, kajać się, prosić, niemalże błagać o wybaczenie ze łzami w oczach. Teraz wystarczy kiedy spokojnie i stanowczo powiem, że nie podoba mi się to, jak mąż się do mnie zwraca, że uważam jego zachowanie za nieadekwatne do mojej „winy”. A kiedy on widzi mój spokój coraz bardziej się nakręca. Taka woda na młyn dla niego.
Czasem przemknie mi przez myśl żeby dla świętego spokoju przeprosić itd., ale powiedzcie ile można? Za każdym takim razem muszę sobie mówić „nic nie zrobiłaś, nie masz za co przepraszać”. A małżonek „celebruje” rocznicę „wykrycia” moich maili, łapie wtedy doła z fochem i zamyka się w sobie.
Na terapii mam stwierdzone początki nerwicy. Bywa tak, że wracając do domu czuję ścisk żołądka nie wiedząc w jakim  nastroju będzie mąż. Wtedy wystarczy niewinne pytanie dziecka, jakiś ich grymas na buzi, a ja już jestem zdenerwowana. Nie umiem nad tym zapanować, najchętniej bym usiadła i płakała w takich momentach. Wiecie o czym mówię? Czasem idąc ulicą ogarnia mnie irracjonalny strach. Nogi stają się jakieś ciężkie, zaczyna mi być gorąco. Tak samo z siebie. Pani psycholog mówi, że to na tle nerwicowym. Zasypiam i budzę się tak ściśniętymi zębami, że rano czuję jak twarz mam napiętą, jak żeby mnie bolą od tego ściskania.
Tak, żyję w stresie. Dlatego popełniam błędy. Mój brat mówi, że to taka spirala. Denerwuję się żeby nie zrobić błędu czy czegokolwiek co mogłoby zdenerwować męża i dlatego popełniam błędy i tak już będzie. Im bardziej się staram tym mniej wychodzi. Starałam się kiedyś o tym mężowi powiedzieć, wytłumaczyć. Ale on tylko stwierdził, że go nie słucham i olewam i robię to specjalnie. Co więcej, usiłuje mi wmówić, że jestem złą matką, że nie dbam o dzieci. Nie wydaje mi się słuszne żeby zmuszać dziecko do czegoś jeśli nie ma na to ochoty. Na przykład do ćwiczenia rysowania kółek. Czasem mam wrażenie, że mąż boi się, żeby nasze dzieci nie były gorsze od innych. Córka nie lubiła bawić się lalkami, nie robiła im przyjęć, nie przebierała, nie woziła w wózku. Nie każda dziewczynka musi bawić się lalkami. Znowu moja wina – nie pokazuję jak powinna bawić się dziewczynka. Dużo by mówić takich przykładów…
A co do finansów. Macie rację, powinnam się odciąć. Tylko boję się. Boję się bo moja pensja pochłonie dokładnie połowę wydatków: kredyt, przedszkole, opłaty. Nie wiele zostanie na życie. Pensja wpływa na powiedzmy wspólne konto bo tak mi wygodnie. Tak mi wygodnie ze strachu. Mąż mówił, że dopóki jest między nami dobrze to będzie jak jest. To znaczy dopóki się mniej więcej dogadujemy. Nawet jakieś „kieszonkowe” mam na własne wydatki. Nie wiem jak długo to potrwa jeszcze. Mam swoje konto, ale po aferze z kartą kredytową zleciłam w pracy aby przelewali pensję na konto wspólne. Mąż ma dostęp online, ma kartę. Ja kartę biorę czasem do sklepu. Mogę iść do banku, ale nie chcę. Chcę uniknąć pytań – po co ci pieniądze? Przecież ja robię zakupy.
Na razie wymyśliłam, że podpytam w pracy czy dałoby radę żeby dodatki socjalne: premie, wczasy pod gruszą czy dodatki świąteczne przelewać na moje konto, a pensję jak dotąd na wspólne. Na rozdzielność zdecydowałam się pod groźbą, że jeśli się nie zgodzę to mąż wystąpi do sądu o sądowne jej ustanowienie. Mój brat mówił, żebym nic nie podpisywała bez prawnika, ale przestraszyłam się.
Wiem, że to jak się mąż zachowuje wynika z jego strachu, pewnie z jakieś poczucie niższości, które nie wiem z czego może wynikać. Widzę, że im bardziej ja jestem spokojna tym on bardziej szaleje. Myślę, że terapia by mu pomogła, ale on nie chce. Chyba kiedyś taki nie był. Nie wiem co go tak zmieniło. A może był, tylko ja tego nie widziałam. Być może chciałam się odciąć od rodziców. Może chciałam w końcu kogoś mieć… Faktem jest, że nie umiałam rozmawiać, nadal mam z tym problem. Tylko, że mam również wrażenie, że mąż nie staje po mojej stronie. Kiedy skarżę się na coś w pracy staje po stronie pracodawcy, kiedy mówię, że może bym poszukała innego zajęcia (bez parcia, ale po prostu żeby sprawdzić czy mam szanse gdzieś indziej) mówi: ty nie możesz pracować w innej branży. A niby, przepraszam dlaczego nie? Wiecie, że to śmieszne, ale wtedy chowam się w sobie i nie ciągnę dyskusji. Nawet nie dlatego, że on ma rację, ale dlatego że nie chce mi się wierzyć, że go przekonam. W takich chwilach w jego oczach widzę (to za duże słowo) coś podobnego do pogardy.


jak przeczytalam co napisalas w swoim pierwszym poscie to BYLAM NA CIEBIE ZLA..... jak mozna pozwolic na to,jak mozna byc tak bezwolna.............

teraz sobie mysle czy  TY PRZYPADKIEM NIE BOISZ SIE ZE BEZ MEZA POPLYNIESZ ,ze powtorzy sie sytuacja z karta kredytowa,maz wrył ci w psyche ze nie ogarniasz,,siebie ,nie masz kontroli nad soba a w razie W to on uratuje ci tylek,, i ty w to uwierzylas,bo przeciez uwierzylas i dlatego nawet NIE MASZ DOSTEPU DO WLASNEJ KASY,

MAZ CIE NIE SZANUJE ,bo mu na to pozwolilas,teraz troche sie buntujesz....ale nadal pozwalasz sie gwalcic.........rowniez emocjonalnie,musisz cos robic,zbierz dowody,nagraj meza jak cie poniza,postaraj sie ,mozesz zglosic znecanie psychiczne,nie msisz byc bezwolna istota ,nawet gdy w przeszlosci troche narozrabialas z finansami i w pewnym momencie wymknelo ci sie to z pod kontroli....

9

Odp: Przemoc psychiczna.

Tak, masz rację na własne życzenie uwierzyłam, że bez męża nie dam rady. Że jestem do dupy i nie dam sobie rady. To jest racja, że pokutuję za wcześniejsze „potknięcia” finansowe.
To chyba jest strach, ale bardziej strach o dzieci. Strach, że mąż zamieni życie w piekło. Już nie raz mówił, że jeśli chcę się rozstać to proszę bardzo, ale to ja mam się wyprowadzić bo to wszystko moja wina. To ja mu zniszczyłam życie. Dzieci oczywiście mają zostać z nim. Inaczej, gdybyśmy się rozwiedli, a dzieci zostały ze mną on musiałby wyjechać i zerwać kontakty z dziećmi, siostrą i rodzicami. Ze wszystkimi. Taki szantaż emocjonalny…
Teraz, pisząc na tym forum też jest we mnie strach, że on dotrze do moich postów. Że jakimś swoim cudownym skanerem mnie prześwietli i będzie wiedział. A przecież mówił, że mam nie pisać na forum, że mam nie mieć fb…
Tego się boję, tej walki…
To już nawet nie chodzi o strach, że znowu wpadnę w jakieś tarapaty finansowe. Dostałam psychiczne wsparcie od brata, przyjaciółki. Myślę, że gdybym była pod kreską pomógłby mi mój tata.
Paraliżuje mnie tylko strach. O słowa męża, o to do czego jest zdolny. A może nie jest zdolny, tylko mocny w gębie… W każdym razie już kilka razy padło zdanie, że mam mu oddać 8 tysięcy za urządzenie kuchni bo on wyłożył swoje pieniądze na to. Mówił, żebym poprosiła swoją mamę o pomoc. A jeśli ja tego nie zrobię to on pójdzie do niej i jeszcze opowie jaka jestem fałszywa i jak jego życie zmieniłam w piekło. Co prawda pani prawnik, z którą się konsultowałam, powiedziała, że w takiej sytuacji mam mu odpowiedzieć żeby zabrał sobie dwie szafki, lodówkę i zmywarkę. Nigdy tego nie powiedziałam. Ze strachu. Pani prawnik zachowanie męża jak najbardziej podciągnęła pod psychiczną przemoc, utwierdziła w przekonaniu, że każdy ma prawo do prywatności. Kiedy mąż się dowiedział, że byłam u prawnika oszalał. Szalał przez kilka dni. Teraz czasem wypomina. Mówi „idź do prawnika, poradź się czy mogę tak do ciebie mówić, albo czy możesz tak i tak się zachować”. Czasem sobie myślę, że on się tak zachowuje bo nie sądził, że mam w sobie tyle siły by iść po poradę. A czasem już sama nie wiem co myśleć. Łapię się na tym, że może on czeka na to aż to ja zrobię ten pierwszy krok ku ostateczności? A wtedy to wykorzysta. Bo skoro chcę odejść to mam się wyprowadzić. Już dwa lata temu krzyczał, że wyrzuci mi walizki za drzwi, zmieni zamki itd. Ja mu wtedy na to, że to też moje mieszkanie, że wrócę z policją i on będzie miał wstyd a nie ja. Bo mąż bardzo przeżywa, że ja o swoich emocjach czy kłótniach z nim mogę rozmawiać z koleżanką. On przyjacielowi o naszym kryzysie nie powiedział, jedynie swoim rodzicom, a on trochę się odcięli, ale dali też znać (zwłaszcza teściowa), że są za mną w każdej chwili. Przecież każdy musi mieć jakiś swój wentyl. Inaczej można zwariować. A on ma pretensje, że z koleżanką rozmawiam. Określił, że domowe brudy na płocie wywieszam. On bardzo dba żeby czasem ktoś źle o nim nie powiedział… Boi się, że ktoś mógłby rysę zobaczyć na jego nieskalanej osobie. Ma siebie za jedynego prawego, a mnie za obłudną i fałszywą szmatę. Tak, kiedyś takie określenie usłyszałam.
Dlatego się boję. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Na razie postanowiłam wszystko napisać mamie i bratu. Potem może razem zastanowimy się co robić…

10

Odp: Przemoc psychiczna.

Boże, kobieto, żyjesz w piekle...

Miałam podobną reakcję, jak Lusilju, byłam zła, jak można dać tak sobą pomiatać??? Nie gniewaj się, to po prostu emocjonalna reakcja na krzywdę, byłam zła na Ciebie, że na to pozwalasz, a Twojego męża to w ogóle bym....

A tak na spokojnie- kontynuuj tę pracę nad sobą, którą już zaczęłaś. Absolutnie nie wierz w żadne słowa swojego męża na TWój temat, chodź na terapię i szukaj wielu źródeł wsparcia, w rodzinie, tu, u przyjaciół. Nie daj się! Trzymam kciuki za Ciebie!

Mam nadzieję, że słowa wsparcia, które tu otrzymujesz i na pewno otrzymasz jeszcze więcej, będą Cię motywować do walki o swoje życie i szczęście, również o przyszłość i szczęście swoich dzieci.  Tak nie można żyć!

11 Ostatnio edytowany przez Azbi (2015-09-15 14:01:48)

Odp: Przemoc psychiczna.

Czarna Kotka wskazała ci blog do przeczytania "Moje dwie głowy" ja dorzuce jeszce drugi "Uciekamydoprzodu", pisza go kobiety, które były w przemocowych związkach i udało im sie wyzwolic, teraz same udzielajá rad wiéc  tam tez pisz.
Posłuchaj LUSILJU i nagrywaj meża, nagrania chowaj przed nim, najlepiej u matki lub brata, bardzo ci się moga kiedys przydać.

Nie bój się, ze mąż zobaczy, że piszesz na tym czy innym forum, masz do tego prawo o ile nie zaniedbujesz obowiązków wzgledem dzieci. To co piszesz przyda ci się gdy zechcesz założyć męzowi niebieską kartę, bo tu już masz wszystko spisane i nie będziesz miała mtliku w głowie, gdy pójdziesz do opieki społecznej lub policję. 

Dzieci maż  ci nie odbierze, bo sąd nie ma podstaw do tego aby pozbawic cię praw rodzicielskich, a wpadkę z kartą może miec każdy, pieniędzy nie wydawałaś chyba na hazard, alkohol czy inne rozrywki, miałas wyciagi i udowodniłabyś, że kupowałaś rzeczy potrzebne do domu więc tez nic by ci w sądzie nie zrobił i rozdzielności nie otrzymałby, brat dobrze ci radził, ale go nieposłuchałaś. Dowiedź sie od prawnika, czy w przypadku zablokowania dostepu  przez meża do pieniędzy nie możesz wystąpić o alimenty na zabezpieczenie dzieci i opłat,a przede wszystkim załóż sobie nowe konto i tam przelewaj swoją wypłatę, nie pozbawiaj się środków finasowych, bo to jest główna przyczyna twojego strachu.

Przeczytaj też wątek bznwrblwsk "przeprowadzka z miasta na wieś" w zakładce  STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA,  ona tez żyła w podobnym związku, może jeszcze gorszym  przez pięć lat, dopiero założenie niebieskiej kart pomogło jej i mąż musiał odpuscić dojrzała nawet do tego że wzięła z nim rozwód i wyniosła się z domu.

12

Odp: Przemoc psychiczna.

Latwo sie mowi jestem na Ciebie zla za to ze dajesz sie tak ponizac ,ale kiedy slyszysz codziennie przez kilka lat ze nie jestes warta zlamanego grosza i ze bez PANA sobie nie poradzisz to sila rzeczy sama zaczynasz w to wierzyc.. Ja tez sie obawiam wszystkiego ale staram sie nie pokazywac tego po sobie.. Jestem dobra aktorka. Na ustach mam usmiech a w sercu.. Nawet nie mowie

13

Odp: Przemoc psychiczna.

… w ostatni weekend był ślub mojego brata. Mąż poszedł spać ok. 1 w nocy, wcześniej to powiedział. Ja zostałam. Chciałam porozmawiać z moimi dawno niewidzianymi kuzynami, a poza tym miałam ochotę się jeszcze pobawić. Mąż miał pretensje, że nie poszłam za nim powiedzieć, że zostaję dłużej i że jestem w związku z tym szują. Nawet nie chciało mi się dyskutować z tym. Przypomniał, że kiedyś tez poszłam do koleżanki mieszkającej dwie bramy dalej i zamiast po dwóch godzinach wróciłam po pięciu i w ciągu tego czasu tylko raz dałam znać, że wrócę później.
Nie czuję się winna. Gdzieś tam w głowie na dnie pojawia się mini-myśl, że może jednak mogłam coś zrobić. Z drugiej strony nie chcę traktować dorosłego faceta jak jajko. Zastanawiam się czy poruszyć z nim ten temat czy odpuścić. Z jednej strony kiedy odpuszczę narażam się na słowa „podjęłaś już decyzję jak chcesz żyć. Dzieci nie będą miały rodziny. To ty wybrałaś…” itd., z drugiej jak zacznę to moje argumenty mogą zostać zakrzyczane, albo spuszczone w wc.
Zastanawiam się jak mogę zbierać dowody jego słownej przemocy, ale zastanawiam się czy to, co tutaj piszę jest też jakimś dowodem. Czy na przykład zapisywać ile danego wieczora wypił piw. Nie będę miała świadków jego agresji, no ewentualnie teściów bo nie raz widzieli w jaki sposób się do mnie odnosił. Ale oni oczywiście, w razie W, odmówiliby zeznań. To ich syn w końcu. Na razie Niebieskiej karty zakładać nie chcę – uważam, że to jeszcze nie ten czas. Czy wizyty u psychologa, porady prawnika np. w CPK mogą być dowodem?
Jedynie mój brat od razu zaznaczył, że jest gotowy zeznawać jeśli tylko będzie taka potrzeba. Ale on bardziej na podstawie moich opowiadań o sytuacji i tym, że widzi jaka jestem zestresowana.
Jestem w rozterce bo z jednej strony czuję, że jeśli zacznę rozmowę to znowu postawię się trochę w pozycji ofiary, kajającej się, przyznającej rację dla świętego spokoju. A z drugiej nie chcę nie próbować…

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Przemoc psychiczna.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026