Witajcie, postanowiłam napisać, bo sama nie potrafię spojrzeć na sytuację z boku, proszę o obiektywną opinię choć wiem, że ciężko jest gdy zna się wersję jednej strony.
Mam kolegę, znamy się około dwóch lat. Ostatnio mieliśmy ze sobą większy kontakt, jesteśmy oboje samotni i zapracowani, cieszyłam się, że mam kogoś, do kogo mogę zadzwonić, napisać, czy spotkać się, w dodatku po moich przejściach związkowych ceniłam bardzo jego kulturę, sposób odnoszenia się do mnie i inne ważne dla mnie rzeczy. Jako mężczyzna podoba mi się, też w dużym stopniu przez jego charakter.
Tak było, teraz już nie wiem co jest i jak...chciał się ze mną spotkać i ...mnie wystawił. Zaprosił mnie, a że nie mamy czasu w ciągu dnia to miało to być późnym wieczorem, już bywałam u niego a on u mnie, ostatnio dłużej się nie widzieliśmy więc tym bardziej się ucieszyłam. Umówiliśmy się godzinę wcześniej przez telefon w rozmowie. Miał wracać do domu od kolegi. Przyjechałam i pocałowałam klamkę, postanowiłam poczekać bo mógł być w drodze - nie odbierał telefonu. Okolica szemrana, ktoś całe szczęście wpuścił mnie do klatki. Oprócz domofonu, dzwoniłam także bezpośrednio do drzwi. Zaczęłam się na dobre niepokoić gdy nie odbierał cały czas telefonu ani nie odpisywał smsu!. W końcu nie wiedziałam co zrobić, zmartwiłam się, że coś mogło się wydarzyć złego. Po godzinie pojechałam do domu. Nie spałam w nocy - naprawdę się zmartwiłam, w dodatku jego telefon został wyłączony. Postanowiłam poczekać z jakimiś ruchami jednak do rana.
Rankiem otrzymałam sms, że cały czas był w domu, że zasnął i nie słyszał mnie.
I to wszystko. Popłakałam się, ja dorosła kobieta, poczułam się jakby ktoś mnie pokopał. Nie wytrzymałam i napisałam co o tym myślę. W głębi ducha odetchnęłam z ulgą, że wszystko ok, ale targnęły mną straszne uczucia - to, że tak się przejęłam, czy było faktycznie czym? to że on nawet nie zadzwonił mnie przeprosić, wytłumaczyć chociaż, tylko wysłał sms...
Poza tym nie mogę w to uwierzyć, nie wiem w co mam wierzyć, nigdy nie zawiódł mojego zaufania a tu wszystko jest takie dziwne w tej konkretnej sytuacji. Czy człowiek może w mniej niż godzinę zasnąć tak, że nie słyszy wielokrotnego dzwonka do domofonu, dzwonienia do drzwi i telefonu?
Czy ja przesadzam z tym, że się wkurzyłam? Czy sms z przepraszam wszystko powinien zrekompensować? Jak mam się zachować po tym, gdy mnie to zraniło, takie są moje odczucia i nic na to nie poradzę....Zależy mi na tej znajomości i nie wiem jak mam się zachować, chciałabym aby zrozumiał, że tak się nie robi, że to jest nieodpowiedzialne, niepoważne, nie chcę wyjść jednocześnie na narzekającą babkę - już mu i tak napisałam co nieco w smsie, a jednocześnie, czy mam to tak po prostu zostawić? Czy powinien się poczuć do tego aby mi to wynagrodzić? Czy powinien mi wystarczyć sms z przepraszam aby wszystko było ok w naszych relacjach?