Witam, a wiec szczerze mówiąc zarejestrowałam sie tylko, aby poszukać pomocy.
Krótko mówiąc chodzi o moją mame -jest strasznie skąpą osobą. Chodzę do liceum, dostaje alimenty od ojca, tymczasem ona mi je zabiera. Kiedyś ustalałysmy, że będę dostawała kieszonkowe, niewielkie, ponieważ tylko na kosmetyki/wyjścia ze znajomymi, a ubrania będzie mi kupowała za swoje pieniądze. Ok, jestem bardzo oszczędna, więc kieszonkowe mi wystarczało, ale.. Nie mam ubrań. I nie, nie chodzi o to, że nie mamy pieniędzy (choć to ciagłe wymówki mamy). Sama jest chyba zakupoholiczką, co tydzień nowa torebka, buty, sukienka. Kiedy o coś prosiłam -nie mam pieniędzy -słyszałam. Aż w koncu zaczęłam mamie wypominać, że dla siebie kupuje mnóstwo drogich rzeczy, na mnie żałuje. W koncu ona zaczęla ukrywać swoje zakupy po przyjściu do domu, ale nieraz coś zauwazylam i miałam pretensje. Stwierdziła, że muszę sobie kupić ubrania za kieszonkowe, ale to za mało. Kiedy zaczynam rozmowę na temat pieniędzy od razu robi się nerwowa, krzyczy, wrzeszczy, dostaje szału. Kiedyś, gdy chciałam zabrać alimenty z jednego miesiąca zrobiła mi awanturę, wyzwała od najgorszych, nawet wspomniała, że żałuje, że mnie urodziła i groziła, że wyrzuci z domu.. Co ja mam zrobić, skoro nie da się z nią spokojnie rozmawiać?
Podobne tematy
Nie wiem czy czasem nie da się zrobić czegoś takiego, że alimenty są wpłacane na konto w banku. A Ty miała byś oczywiście to konto w posiadaniu. Czyli zrobić konto, pójść do urzędu o poprosić aby były właśnie tam wpłacane. A Twoja mam widząc łatwe i darmowe pieniądze, bo prostu je zabiera bo jest skąpa. Jak sama stwierdziłaś. I nie chce jej się może pracować lepiej, bo po co? Skoro można zabrać pieniądze własnej córce. Kradzież, przywłaszczenie przedmiotów, lub pieniędzy przekraczające wartość 750zł wg. kodeksu karnego jest przestępstwem. Pamiętaj to są Twoje pieniążki, a nie matki!
Pamiętaj Easy, że póki nie jest pełnoletnia, alimenty są na nią, ale to nie ona nimi dysponuje, tylko jej prawny opiekun. Po osiągnięciu pełnoletności spokojnie możesz zrobić to, co napisał. Wcześniej, trudno powiedzieć.
A ja mam inne zdanie. Twoja mama kupuje ci jedzenie, płaci za twoją wodę, prąd, środki czystości itp. Jakby moja córka wyskoczyła z tekstem, że chce alimenty to bym jej te alimenty dała. Dałabym jej również taką samą kwotę od siebie i kazała utrzymać się samej. Gwarantuje, że moment by zmiekla, bo po prostu nie dałaby rady się utrzymać za te pieniądze. A jak chcesz mieć swoje pieniądze to możesz np w weekendy pracować jako hostessa . Praca wcale nie mało płatna i się nie nameczysz. Ja tak dorabialam. Chyba że jesteś zbyt leniwa . Ale zastanów się, bo ta sytuacja może nie najlepiej się dla ciebie skończyć.
5 2015-09-05 09:48:23 Ostatnio edytowany przez REA_lna (2015-09-05 10:02:58)
Nic nie zrobisz. Ona taka już jest i nic jej nie zmieni. Będziesz się tak męczyć zanim nie zaczniesz zarabiać na siebie. Jedyne co mogę Ci doradzić to porozmawiać z ojcem czy nie sfinansowałby Ci jakichś ubrań. No chyba, że nie masz kontaktu z nim.
Nie chcę Cię martwić ale jak będziesz już zarabiała , to Twoja mama pewnie przyssie się do Ciebie jak pijawka i wciąż będzie oczekiwała pomocy finansowej ( bo przecież straci alimenty).
Współczuję, moja koleżanka też tak miała, spodnie jej spadały z tyłka ze starości, kurtka zimowa po starszej siostrze a szafa jej mamy pękała w szwach, torebki kupowała do koloru butów. Straszne to było. Bo przecież każdy kochający rodzic dba o swoje dzieci i stara się zaspokoić ich potrzeby. Zawsze potrzeby dziecka są jakby na pierwszym miejscu - tak to już jest (choć czasem się to mści) w relacjach opartych na miłości. Jeśli matka zaspakaja głównie swoje potrzeby to moim zdaniem jest to patologia. Nic nie zrobisz, miłość do dziecka i opiekuńczość trzeba mieć w sobie i je czuć, widać Twojej mamie czegoś brakuje.
Ponieważ jesteś niepełnoletnia, to widzę tylko jedno wyjście z sytuacji - rozmowa z ojcem.
Powiedz mu, na co idą alimenty. On będzie mógł podjąć jakieś kroki.
Innego wyjścia, poza czekaniem do osiemnastki, raczej nie masz.
A ja mam inne zdanie. Twoja mama kupuje ci jedzenie, płaci za twoją wodę, prąd, środki czystości itp. Jakby moja córka wyskoczyła z tekstem, że chce alimenty to bym jej te alimenty dała. Dałabym jej również taką samą kwotę od siebie i kazała utrzymać się samej. Gwarantuje, że moment by zmiekla, bo po prostu nie dałaby rady się utrzymać za te pieniądze. A jak chcesz mieć swoje pieniądze to możesz np w weekendy pracować jako hostessa . Praca wcale nie mało płatna i się nie nameczysz. Ja tak dorabialam. Chyba że jesteś zbyt leniwa . Ale zastanów się, bo ta sytuacja może nie najlepiej się dla ciebie skończyć.
No tak, niech chodzi nago. Ja tu przeczytałem, że matka zabiera jej alimenty i kupuje sobie graty za to. A jej daje małą część i każe za to się ubrać.
To może konkrety. Ile dostajesz tych alimentów i ile z tego mama Ci daje kieszonkowego?
Moja mama dostawała na mnie 250zł. Nic z tego nie dostawałam, bo to jest śmieszna kwota.
samotnax4 napisał/a:A ja mam inne zdanie. Twoja mama kupuje ci jedzenie, płaci za twoją wodę, prąd, środki czystości itp. Jakby moja córka wyskoczyła z tekstem, że chce alimenty to bym jej te alimenty dała. Dałabym jej również taką samą kwotę od siebie i kazała utrzymać się samej. Gwarantuje, że moment by zmiekla, bo po prostu nie dałaby rady się utrzymać za te pieniądze. A jak chcesz mieć swoje pieniądze to możesz np w weekendy pracować jako hostessa . Praca wcale nie mało płatna i się nie nameczysz. Ja tak dorabialam. Chyba że jesteś zbyt leniwa . Ale zastanów się, bo ta sytuacja może nie najlepiej się dla ciebie skończyć.
No tak, niech chodzi nago. Ja tu przeczytałem, że matka zabiera jej alimenty i kupuje sobie graty za to. A jej daje małą część i każe za to się ubrać.
A kto powiedział że ma chodzić nago? znasz tylko wersję jednej strony. Moja córka też wiecznie nie ma się w co ubrać, a w szafie ma więcej ubrań niż ja z mężem oraz synem razem wzięci. Nastolatek nie znasz? Jak jej tak źle niech sobie zarobi. Jaki problem. Albo niech bierze alimenty, ale dokłada się do życia. Ciekawe co wtedy powie
Burzowy napisał/a:samotnax4 napisał/a:A ja mam inne zdanie. Twoja mama kupuje ci jedzenie, płaci za twoją wodę, prąd, środki czystości itp. Jakby moja córka wyskoczyła z tekstem, że chce alimenty to bym jej te alimenty dała. Dałabym jej również taką samą kwotę od siebie i kazała utrzymać się samej. Gwarantuje, że moment by zmiekla, bo po prostu nie dałaby rady się utrzymać za te pieniądze. A jak chcesz mieć swoje pieniądze to możesz np w weekendy pracować jako hostessa . Praca wcale nie mało płatna i się nie nameczysz. Ja tak dorabialam. Chyba że jesteś zbyt leniwa . Ale zastanów się, bo ta sytuacja może nie najlepiej się dla ciebie skończyć.
No tak, niech chodzi nago. Ja tu przeczytałem, że matka zabiera jej alimenty i kupuje sobie graty za to. A jej daje małą część i każe za to się ubrać.
A kto powiedział że ma chodzić nago? znasz tylko wersję jednej strony. Moja córka też wiecznie nie ma się w co ubrać, a w szafie ma więcej ubrań niż ja z mężem oraz synem razem wzięci. Nastolatek nie znasz? Jak jej tak źle niech sobie zarobi. Jaki problem. Albo niech bierze alimenty, ale dokłada się do życia. Ciekawe co wtedy powie
Gadasz od rzeczy.
Autorka wyraźnie powiedziała, że matka jest zakupoholiczką. Że stać ją na drogie ubrania, kosmetyki czy tam rzeczy. Ma to wszystko bo zabiera córce pieniądze. A to są pieniążki córki. Owszem córka może dawać na prąd czy jedzenie. Ale zauważ, że jakby kupowała sobie ubrania, niezbędne kosmetyki, czy opłaca swój telefon, lub płaciła za bilet do szkoły. To nie uważasz, że to też by nie była pomoc finansowa? Bo jakby nie było odciążyła by matkę. Która nie musiała by kupować tych rzeczy.
A co do autorki, powiedz nam ile masz lat? Bo jak jesteś już pełnoletnia, to sytuacja jest już inna.
Twoja mama to nałogowiec, a być może twoje alimenty to podstawa do tego aby mogła swój nałóg praktykować. Nic więc dziwnego, że reaguje szałem wiedząc, że nagle jej nałóg może być poza jej zasięgiem+gdzieś z tyłu ma wyrzuty sumienia. I chyba w geście rodzica należy zapewnić dziecku mieszkanie, ubranie i wyżywienia. Bardziej przykre jest raczej to, że autorka widzi, że mama ma dla siebie kasę, a dla niej nie. Ale też autorko nie możesz zabrać mamie alimentów bo może jest zupełnie inaczej i ona z tych alimentów właśnie utrzymuje ciebie, płaci na czynsz i jedzenie. A ze swoją pensją robi co chcę, jeżeli pracuje. Jak masz dobre kontakty z Tatą to może zagadaj o jakieś kieszonkowe, a jak nie to faktycznie pozostaje zarobić jeżeli masz taką możliwość i tyle. Jeszcze kwestia co oznacza dla ciebie nie mam ubrań. Bo jeżeli masz 2 pary spranych jeansów na tyłek, kilka T-shirtów i ze 2, 3 bluzy to faktycznie słabo, a co innego jak szafa pęka w szwach od koszul, bluzek, spódniczek i spodni, które po prostu się znudziły.
12 2015-09-06 14:00:19 Ostatnio edytowany przez Olinka (2015-09-08 02:43:36)
W tym roku ukonczyłam 18 lat i alimenty są wpłacane na moje konto, jednak zawsze wysyłam je mamie, a sobie zostawiam 200zł, bo tak się umawiałysmy. Mam świadomość, że utrzymanie mnie kosztuje, dlatego daję jej większość, ale nie mogę zdzierżyć, że ona co chwilę ma nową rzecz, a mi truje, że nie ma ciągle pieniędzy itp. Tak, mam tylko 2 bluzy, 3 pary spodni, w wakacje chodzilam w 2 parach spodenek na zmianę (jedne jeszcze z gimnazjum...) a na rozpoczęcie roku nie miałam nawet stroju galowego, na szczęscie sama zaoszczędzilam i kupilam buty, a koszulę pożyczylam od koleżanki. Dla mnie to co mam to bardzo mało, a mama uważa, że mam mnostwo ubran, ale w nich nie chodzę (a chodzi o ubrania, które siostra po sobie zostawila, gdy sie wyprowadzała. A dodam, że wyprowadzila się 3-4 lata temu, no ale cóż, jak mama twierdzi 'nie jest napisane ile mają lat' oraz nie liczy się to, ze większosc jest schodzona i za duża). Serdecznie mam tego dość, ale boje się mojej matki, po jej reakcji gdy ostatnio chcialam wydać całość, zeby kupic sobie nowe rzeczy. Zaczęła przeklinać i wyzywać mnie od najgorszych, padły ostre słowa, podchodzące pod patologie i nie mam odwagi, a spokojna rozmowa nic nie daje, ponieważ od razu zmienia siię w klotnie. Może przesadziłam z zakupoholizmem u niej, bardziej jest to kryzys wieku średniego, próbuje za wszelką cene się odmłodzic kupując modne ubrania, ma mnóstwo rzeczy, przeciez w naszym domu osobny pokoj to jej garderoba, ale powiedzcie mi, po co kobiecie po 50 najnowszy samsung, gdy jej córka ma popsutego złoma (dotyk nie dziala do polowy) a ona nie chce mi go naprawić, bo przeciez "dzownić moge" -.-
EDIT: naprawde marze, by iść do pracy, szczególnie chcialabym wyjechać za granicę do mojego chlopaka, ale w tym roku zdaję mature, nie dałabym rady uczyć sie i pracować jednoczesnie. Poza tym mieszkam w malutkim miasteczku i szansa na znalezienie pracy jest znikoma. Co więcej matka mi nie pozwala wyjechac, twierdzi, że mam zostac w Polsce i iśc na studia (hmm, pewnie po to, by alimenty wzrosly i miała je jak najdłużej)
To może zrób tak, że kupisz sobie na przykład nowe spodnie i wyślij mamie kwotę pomniejszoną dokładnie o cenę tych spodni, oczywiście o te Twoje 200zł też, wraz z wyjaśnieniem. W domu możesz okazać paragon.
Cóż - powiedz mamie, że potrzebujesz więcej pieniędzy - weź dla siebie o 100zł więcej i wytłumacz, dlaczego - potrzebujesz ubrania, obuwie, etc.
Zawsze możesz też wynająć pokój gdzieś u kogoś i zabierać całą kwotę dla siebie. I to Ci szczerze polecam.
Akurat studia bym zrobiła na twoim miejscu tylko wyjechałabym do dużego miasta i alimenty brała dla siebie. Popatrz też się na wyprzedaże na stronach Sinsaya, Top secret, bonprix czy TXM, tam możesz za 100 zł kupić sobie ze 3 bluzy, a nie jedną za 80 jak to jest przeważnie po mieścinach. Z telefonem jak ci się skończy umowa to poproś tatę lub mamę o umowę z telefonem. Jesteś pewna, że mama nie pobrała kredytów na to wszystko? Ewentualnie obniż wydatki na kosmetyki. Możesz też sprzedać ubrania siostry. Twoja mama w ogóle pracuje czy utrzymujecie się z alimentów? Na pocieszenie dodam, że też przechodziłam liceum w 2-3 żakietach, jakimś swetrze, bluzach i dwóch portkach i żyję. Masz w sumie 3 wyjścia: zabrać 100 więcej bez pytania co równa się wojnie, ograniczyć wydatki na wyjścia i kosmetyki do 100 zł co polecam, lub wyprowadzać się przed maturą.
W tym roku ukonczyłam 18 lat i alimenty są wpłacane na moje konto, jednak zawsze wysyłam je mamie, a sobie zostawiam 200zł, bo tak się umawiałysmy. Mam świadomość, że utrzymanie mnie kosztuje, dlatego daję jej większość, ale nie mogę zdzierżyć, że ona co chwilę ma nową rzecz, a mi truje, że nie ma ciągle pieniędzy itp. Tak, mam tylko 2 bluzy, 3 pary spodni, w wakacje chodzilam w 2 parach spodenek na zmianę (jedne jeszcze z gimnazjum...) a na rozpoczęcie roku nie miałam nawet stroju galowego, na szczęscie sama zaoszczędzilam i kupilam buty, a koszulę pożyczylam od koleżanki. Dla mnie to co mam to bardzo mało, a mama uważa, że mam mnostwo ubran, ale w nich nie chodzę (a chodzi o ubrania, które siostra po sobie zostawila, gdy sie wyprowadzała. A dodam, że wyprowadzila się 3-4 lata temu, no ale cóż, jak mama twierdzi 'nie jest napisane ile mają lat' oraz nie liczy się to, ze większosc jest schodzona i za duża). Serdecznie mam tego dość, ale boje się mojej matki, po jej reakcji gdy ostatnio chcialam wydać całość, zeby kupic sobie nowe rzeczy. Zaczęła przeklinać i wyzywać mnie od najgorszych, padły ostre słowa, podchodzące pod patologie i nie mam odwagi, a spokojna rozmowa nic nie daje, ponieważ od razu zmienia siię w klotnie. Może przesadziłam z zakupoholizmem u niej, bardziej jest to kryzys wieku średniego, próbuje za wszelką cene się odmłodzic kupując modne ubrania, ma mnóstwo rzeczy, przeciez w naszym domu osobny pokoj to jej garderoba, ale powiedzcie mi, po co kobiecie po 50 najnowszy samsung, gdy jej córka ma popsutego złoma (dotyk nie dziala do polowy) a ona nie chce mi go naprawić, bo przeciez "dzownić moge" -.-
EDIT: naprawde marze, by iść do pracy, szczególnie chcialabym wyjechać za granicę do mojego chlopaka, ale w tym roku zdaję mature, nie dałabym rady uczyć sie i pracować jednoczesnie. Poza tym mieszkam w malutkim miasteczku i szansa na znalezienie pracy jest znikoma. Co więcej matka mi nie pozwala wyjechac, twierdzi, że mam zostac w Polsce i iśc na studia (hmm, pewnie po to, by alimenty wzrosly i miała je jak najdłużej)
hmmm a ja mam do ciebie pytania dziewczyno
ile wynosza te alimenty???
bo to jest bardzo wazne ,zeby starczylo na zakupoholizm to musza byc porzadne ,no min 5000,a cos mi sie nie wydaje
drugie pytanie--ile zarabia twoja matka??
bo nie wiem czemu ale mam wrazenie ,ze jestes bardzo roszczeniowa i cos szosty zmysl mi podpowiada ze matka duzo zarabia wiec pozwala sobie na zakupy jakie chce(co jest absolutnie zrozumiale) i w tym wypadku nic ci do tego,
jak bede znala odpowiedzi na oba kluczowe w tym wypadku pytania to napisze wiecej,bo cos mi mowi ze podajesz nam bardzo stronnicze fakty a wazne przemilczasz
17 2015-09-06 16:00:42 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-09-06 16:02:06)
Mnie się wydaje, że 200zł na swoje wydatki, to nie jest tak źle, w momencie, gdy masz sobie kupić parę spodni, bluzkę, czy buty.
No chyba, że Ty chcesz AirMaxy, Levisy, czy inne...
Kosmetyki, to też nie jest wydatek co miesiąc - dezodorant starcza na dłużej, tusz, podkład też.
Albo wojna z mamą, albo się wyprowadź i bierz wszystko.
Ja nie dostawałam kompletnie nic od matki, poszłam do pracy przed maturą i dałam radę.
I nie odpowiedziałaś na pytanie, co na to wszystko Twój tata.
Mnie się wydaje, że 200zł na swoje wydatki, to nie jest tak źle, w momencie, gdy masz sobie kupić parę spodni, bluzkę, czy buty.
No chyba, że Ty chcesz AirMaxy, Levisy, czy inne...
Kosmetyki, to też nie jest wydatek co miesiąc - dezodorant starcza na dłużej, tusz, podkład też.Albo wojna z mamą, albo się wyprowadź i bierz wszystko.
Ja nie dostawałam kompletnie nic od matki, poszłam do pracy przed maturą i dałam radę.
I nie odpowiedziałaś na pytanie, co na to wszystko Twój tata.
totez daje mi do myslenia i wychodzi mi wybitnie roszczeniowa dziewucha,200 razy 12 to daje nam 2400 rocznie na ciuchy i kosmetyki..... no ja bym powiedziala ze powinno jej na to wystarczyc,a matka to moze i 100 tys zarabiac i wydawac na co jej pryjdzie ochota, no niechby mnie moje dzieci probowaly rozliczac z ilosci torebek i butow( a mam ich obawiam sie wiecej niz matka autorki;-) to ja bym po jednej takiej akcji zadnego kieszonkowego nie dala............
19 2015-09-06 17:15:34 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-09-06 17:28:56)
bo nie wiem czemu ale mam wrazenie ,ze jestes bardzo roszczeniowa i cos szosty zmysl mi podpowiada ze matka duzo zarabia wiec pozwala sobie na zakupy jakie chce(co jest absolutnie zrozumiale) i w tym wypadku nic ci do tego,
Jeśli matka dużo zarabia to w takim razie powinna odłożyć te pieniądze , które zostaną z alimentów , po odliczeniu kosztów np na dalszą naukę a nie wydawac na siebie.
Jak już tak rozliczacie to matka też ze swoich powinna ją utrzymywac i ze swoich dawać na spodnie a nie tylko z alimentów, bo co? alimenty i ona już nie musi.?
a na rozpoczęcie roku nie miałam nawet stroju galowego, na szczęscie sama zaoszczędzilam i kupilam buty, a koszulę pożyczylam od koleżanki. Dla mnie to co mam to bardzo mało, a mama uważa, że mam mnostwo ubran, ale w nich nie chodzę (a chodzi o ubrania, które siostra po sobie zostawila, gdy sie wyprowadzała. )
Czy nie jest obowiązkiem matki zadbać o to,żeby dziecko miało strój galowy do szkoły?
Zaraz napiszecie, że autorka pełnoletnia to może sobie sama kupic , jak widać nie może.
Ja sobie nie wyobrażam,żeby najpierw kupić sobie z później dziecku. Mam na odwrót.
A Ty Ananku zrób porządek z ciuchami, oddaj te w których nie chodzisz, po co Ci one?
20 2015-09-06 18:02:20 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-09-06 18:04:09)
LUSILJU napisał/a:bo nie wiem czemu ale mam wrazenie ,ze jestes bardzo roszczeniowa i cos szosty zmysl mi podpowiada ze matka duzo zarabia wiec pozwala sobie na zakupy jakie chce(co jest absolutnie zrozumiale) i w tym wypadku nic ci do tego,
Jeśli matka dużo zarabia to w takim razie powinna odłożyć te pieniądze , które zostaną z alimentów , po odliczeniu kosztów np na dalszą naukę a nie wydawac na siebie.
Jak już tak rozliczacie to matka też ze swoich powinna ją utrzymywac i ze swoich dawać na spodnie a nie tylko z alimentów, bo co? alimenty i ona już nie musi.?Ananku napisał/a:a na rozpoczęcie roku nie miałam nawet stroju galowego, na szczęscie sama zaoszczędzilam i kupilam buty, a koszulę pożyczylam od koleżanki. Dla mnie to co mam to bardzo mało, a mama uważa, że mam mnostwo ubran, ale w nich nie chodzę (a chodzi o ubrania, które siostra po sobie zostawila, gdy sie wyprowadzała. )
Czy nie jest obowiązkiem matki zadbać o to,żeby dziecko miało strój galowy do szkoły?
Zaraz napiszecie, że autorka pełnoletnia to może sobie sama kupic , jak widać nie może.
Ja sobie nie wyobrażam,żeby najpierw kupić sobie z później dziecku. Mam na odwrót.
A Ty Ananku zrób porządek z ciuchami, oddaj te w których nie chodzisz, po co Ci one?
Przede wszystkim, to Autorka jest pełnoletnia.
Zadecydowała, że będzie matce oddawać pieniądze do ręki.
Ma wyjście, może się wyprowadzić, może próbować dyskutować i dogadać się z matką...
Cuda wianki.
Prąd, woda, gaz - to też kosztuje. Nie widzę powodu, dla którego Autorka miałaby się nie dokładać do domowego budżetu.
Kwestia dogadania, ile się będzie dokładać i tyle.
Jak nie pasi, zawsze może iść na wynajem.
Zresztą, skąd pewność, że matka wydaje na siebie alimenty córki? Wcale takiej pewności nie mamy. Może dokłada z tych pieniędzy do rachunków. Internet też nie jest za darmo.
Kurczę, ja za 200zł mam parę butów, spodnie, bluzę i T-shirt. Bez problemu. A kosmetyki się nie kupuje co miesiąc, starczają na dłużej. Można tak zaplanować wydatki, by na wszystko wystarczyło. A jak nie - to zostaje wyprowadzka.
rojka napisał/a:LUSILJU napisał/a:bo nie wiem czemu ale mam wrazenie ,ze jestes bardzo roszczeniowa i cos szosty zmysl mi podpowiada ze matka duzo zarabia wiec pozwala sobie na zakupy jakie chce(co jest absolutnie zrozumiale) i w tym wypadku nic ci do tego,
Jeśli matka dużo zarabia to w takim razie powinna odłożyć te pieniądze , które zostaną z alimentów , po odliczeniu kosztów np na dalszą naukę a nie wydawac na siebie.
Jak już tak rozliczacie to matka też ze swoich powinna ją utrzymywac i ze swoich dawać na spodnie a nie tylko z alimentów, bo co? alimenty i ona już nie musi.?Ananku napisał/a:a na rozpoczęcie roku nie miałam nawet stroju galowego, na szczęscie sama zaoszczędzilam i kupilam buty, a koszulę pożyczylam od koleżanki. Dla mnie to co mam to bardzo mało, a mama uważa, że mam mnostwo ubran, ale w nich nie chodzę (a chodzi o ubrania, które siostra po sobie zostawila, gdy sie wyprowadzała. )
Czy nie jest obowiązkiem matki zadbać o to,żeby dziecko miało strój galowy do szkoły?
Zaraz napiszecie, że autorka pełnoletnia to może sobie sama kupic , jak widać nie może.
Ja sobie nie wyobrażam,żeby najpierw kupić sobie z później dziecku. Mam na odwrót.
A Ty Ananku zrób porządek z ciuchami, oddaj te w których nie chodzisz, po co Ci one?
Przede wszystkim, to Autorka jest pełnoletnia.
Zadecydowała, że będzie matce oddawać pieniądze do ręki.
Ma wyjście, może się wyprowadzić, może próbować dyskutować i dogadać się z matką...
Cuda wianki.Prąd, woda, gaz - to też kosztuje. Nie widzę powodu, dla którego Autorka miałaby się nie dokładać do domowego budżetu.
Kwestia dogadania, ile się będzie dokładać i tyle.
Jak nie pasi, zawsze może iść na wynajem.Zresztą, skąd pewność, że matka wydaje na siebie alimenty córki? Wcale takiej pewności nie mamy. Może dokłada z tych pieniędzy do rachunków. Internet też nie jest za darmo.
Kurczę, ja za 200zł mam parę butów, spodnie, bluzę i T-shirt. Bez problemu. A kosmetyki się nie kupuje co miesiąc, starczają na dłużej. Można tak zaplanować wydatki, by na wszystko wystarczyło. A jak nie - to zostaje wyprowadzka.
DOKŁADNIE
majac niewiele wiecej lat niz autorka pracowalam,studiowalam,majac malutkie dziecko,malo tego nie podawalam rodzicow o alimenty,chociaz moglam, nawet do glowy mi to nie przyszlo......
22 2015-09-06 20:45:05 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-09-06 20:45:48)
Ja również pracowałam od najwcześniejszych lat. Jak najwcześniej się dało. I już wiele, wiele lat planuję wydatki.
Ale to nie znaczy,że mam wygnać dziecko do pracy. Ja nie chcę ,żeby ona miała tak jak ja. Chcę SAMA dać jej więcej.
U nas w mieście to są lumpeksy.spodnie hm za 8zl nowe czerwone mierzylam w sobotę i marynarkę Orsay po 12.i z tego pięćdziesiąt procent taniej.
Kurtka po 20na pol firmowa.dla dzieci taniej.
Ja smigalam na lumpy wiele razy.można się ubrac i za 100zl mieć 10 rzeczy.
U nas w mieście to są lumpeksy.spodnie hm za 8zl nowe czerwone mierzylam w sobotę i marynarkę Orsay po 12.i z tego pięćdziesiąt procent taniej.
Kurtka po 20na pol firmowa.dla dzieci taniej.
Ja smigalam na lumpy wiele razy.można się ubrac i za 100zl mieć 10 rzeczy.
My też się ubieramy w lumpeksach. Nowe z metkami ubrania można dostać za bezcen.
Syna tylko w lumpach ubieram. Chyba, że coś tam babcie kupią w prezencie nowego.
Tak.kurteczki za 5zl.bluzki po złote dwa.
Spodnie po 4.nowki.
Ja poszlam do pracy to teraz kupuje nowe u chińczyka.od 20.ale to jak cale miasteczko.
Mały żart dla wszystkich Nie mam czasu bic się w lidlu o spodnie trekkingowe czy inne cuda.bo mam za daleko.
Ciuchy w lumpach.polecam.na mazurach kroluja.oczywiście pilnować się żeby nie przesądzić ale czasem kupuje.nie szkoda wywalic jak się znudza.
Powinnaś chyba porozmawiać z tatą, zwłaszcza że z tego co mówisz, Twoja mama reaguje w niewłaściwy sposób, kiedy mówisz że chcesz rozmawiać o pieniądzach. Musi być tu jakiś problem bo przecież zawsze można normalnie porozmawiać i powiedzieć czego oczekujesz, co Cię boli złości i denerwuje a skoro mama reagune nerwowo na wzmiankę o pieniądzach może jest z tym jakiś problem.
27 2015-09-06 21:52:51 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2015-09-06 21:53:16)
A ja rozumiem twoje oburzenie ze mama
wydaje na pióra a nie kupi córce butów spodni i najzwyczajniejszego kosmetyku na poziomie Avon za 10 zł.
28 2015-09-07 20:03:39 Ostatnio edytowany przez Olinka (2015-09-08 02:41:58)
Fakt, też mogłabym kupic za te 200zl miesięcznie spodnie, bluzke, buty, ale mam też inne wydatki -jestem rocznikiem osiemnastek, toteż ostatnimi czasy często daje znajomym w kopertę, kosmetyki, wyjścia z przyjaciółmi, to co mi zostaje z każdego miesiąca odkładam i już uzbierałam na prezenty na święta, ale umowa z mamą była jasna, a to ona się nie wywiązała. Sama pracuje, dostaje rente, częśc moich alimentów, ona kupuje sobie co chce i nie ma z tym problemu, więc dlaczego pojawia się problem, gdy trzeba coś kupić mi? Już proponowałam, że chcę dostać troche więcej i sama mogę kupić, odmówila. Z tatą nie mam kontaktu.
LUSILJU kim ty jesteś, zeby nazywać mnie 'roszczeniową dziewuchą'? Ja sama nie komentuję twojej osoby więc oczekuje tego samego. a te twoje wyliczone 2400 rocznie to nie same ubrania i kosmetyki. Mam dwójke chrześniakow, jest takie coś jak święta/urodziny, spotykam sie ze znajomymi na mieście, coś robimy, jemy i to też swoje daje.
A skoro twierdzisz, że nic mi do tego, co mama kupuje, to mojej mamie nic do moich alimentow, po co jej, skoro i bez nich ją na wszystko stać?
Fakt, też mogłabym kupic za te 200zl miesięcznie spodnie, bluzke, buty, ale mam też inne wydatki -jestem rocznikiem osiemnastek, toteż ostatnimi czasy często daje znajomym w kopertę, kosmetyki, wyjścia z przyjaciółmi, to co mi zostaje z każdego miesiąca odkładam i już uzbierałam na prezenty na święta, ale umowa z mamą była jasna, a to ona się nie wywiązała. Sama pracuje, dostaje rente, częśc moich alimentów, ona kupuje sobie co chce i nie ma z tym problemu, więc dlaczego pojawia się problem, gdy trzeba coś kupić mi? Już proponowałam, że chcę dostać troche więcej i sama mogę kupić, odmówila. Z tatą nie mam kontaktu.
LUSILJU kim ty jesteś, zeby nazywać mnie 'roszczeniową dziewuchą'? Ja sama nie komentuję twojej osoby więc oczekuje tego samego. a te twoje wyliczone 2400 rocznie to nie same ubrania i kosmetyki. Mam dwójke chrześniakow, jest takie coś jak święta/urodziny, spotykam sie ze znajomymi na mieście, coś robimy, jemy i to też swoje daje.
A skoro twierdzisz, że nic mi do tego, co mama kupuje, to mojej mamie nic do moich alimentow, po co jej, skoro i bez nich ją na wszystko stać?
i tu sie mylisz,ALIMENTY SA NA ZASPOKAJANIE PODSTAWOWYCH POTRZEB DZIECKA ,Z NICH TWOJA MATKA OPLACA TWOJE UTRZYMANIE,TWOJA CZESC MEDIOW,JEDZENIE ETC ,POLOWE PLACI NA TO W POSTACI ALIMENTOW TWOJ OJCIEC A POLOWE ZAPEWNE DOKLADA MAMA,NA TO SA PRZYZNAWANE ALIMENTY...
po tym jak rozliczasz pieniadze ktore zarabia twoja matka ,,roszczeniowa dziewucha,, to delikatne okreslenie,oj jakbys sie w moje łapy i mojego meza dostała............ja bym cie szybko utemperowala,.....
moj syn od 5 lat,w kazde wakacje wyjezdza za granice do pracy,zarobil sobie juz na wiele rzeczy ,min auto,otwarcie dzialalnosci ,mimo ze moglismy mu to oplacic ,alee to nie byloby wychowawcze,utrzymujemy go bo studiuje ,a to co zarobi przeznacza na to co chce,a ze jest bardzo rozsadny i dojrzaly.........
a ty wg mnie rosniesz na pasozyta i tyle w temacie
Ananku, przykro mi, ale alimenty, to są pieniądze na Twoje utrzymanie, a nie na prezenty dla rodziny i przyjaciół.
Ananku, przykro mi, ale alimenty, to są pieniądze na Twoje utrzymanie, a nie na prezenty dla rodziny i przyjaciół.
no najlepsze ,,kwiatki,,nomen omen to te KOPERTY ,oplułam klawiature
dziewczyna chce kase na wyjscia,kosmetyki,szmaty ,a cooo....ja to wiecie co bym zrobila,dała jej te alimenty po pierwszym jej wystepie,plus tyle samo ode mnie i kazala zalatwic internat i to biegusiem.......
32 2015-09-07 20:51:16 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-09-07 20:51:43)
Alimeny jak same piszecie są na utrzymanie dziecka to dlaczego ona nie może koleżankom zrobić prezentu a matka moze kupić sobie co chce?
Poproszę odpowiedż tylko na moje pytanie bez zbędnego pouczania mnie.
Alimeny jak same piszecie są na utrzymanie dziecka to dlaczego ona nie może koleżankom zrobić prezentu a matka moze kupić sobie co chce?
Poproszę odpowiedż tylko na moje pytanie bez zbędnego pouczania mnie.
Bo matka zarabia i prawdopodobnie kupuje za swoje pieniądze.
Jest proste wyjście - zabrać całość kasy i iść na swoje.
Od matki zażądać alimentów i gitara.
Dobrze pod warunkiem,że wydaje swoje a nie alimenty na dziecko, bo o nich tu mowa, Autorka nie rozlicza matki z JEJ kasy tylko z tej, którą dostaje na alimenty.
Pomysł z pójściem na swoje jest całkiem dobry , uczący ![]()
rojka napisał/a:Alimeny jak same piszecie są na utrzymanie dziecka to dlaczego ona nie może koleżankom zrobić prezentu a matka moze kupić sobie co chce?
Poproszę odpowiedż tylko na moje pytanie bez zbędnego pouczania mnie.
Bo matka zarabia i prawdopodobnie kupuje za swoje pieniądze.
Jest proste wyjście - zabrać całość kasy i iść na swoje.
Od matki zażądać alimentów i gitara.
nno i ciekawe ile razy wsadzi do tej koperty wtedy.............. no ludzie nie przestana mnie zadziwiac, nigdy chyba
36 2015-09-07 21:01:35 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-09-07 21:03:26)
Dobrze pod warunkiem,że wydaje swoje a nie alimenty na dziecko, bo o nich tu mowa, Autorka nie rozlicza matki z JEJ kasy tylko z tej, którą dostaje na alimenty.
Pomysł z pójściem na swoje jest całkiem dobry , uczący
nie umiesz czytac miedzy wierszami?
ZADALAM JEJ DWA PYTANIA,O WYSOKOSC ALIMENTOW I O WYSOKOSC ZAROBKOW MATKI,mloda to omija,nie daje ci do myslenia dlaczego?? masz dzieci?to chyba wiesz skad te uniki
a do Ciebie nie dotarło,żeby mnie nie poczać? od tego masz syna
38 2015-09-07 21:05:07 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-09-07 21:06:08)
Dobrze pod warunkiem,że wydaje swoje a nie alimenty na dziecko, bo o nich tu mowa, Autorka nie rozlicza matki z JEJ kasy tylko z tej, którą dostaje na alimenty.
Pomysł z pójściem na swoje jest całkiem dobry , uczący :)
Proszę Cię - co za różnica? Musi zapłacić za utrzymanie, rachunki... Ta kasa z nieba nie spada.
Autorka niech pójdzie na swoje i zobaczy, jak to jest.
Poza tym, wciąż nie odpowiedziała na pytania - ile tych alimentów dostaje i co ojciec na to.
a do Ciebie nie dotarło,żeby mnie nie poczać? od tego masz syna
-))
jego nie musze pouczac,on ,,bardzo lotny jest,, ;
40 2015-09-07 21:24:04 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-09-07 21:25:20)
Nie , nie wiem bo ja nie muszę się zastanawiać czy moje dziecko prawdę mówi i czy robi uniki.
Ja mam swoje zdnianie Wy macie swoje, tego chyba tłumaczyć nie trzeba?
Nie , nie wiem bo ja nie muszę się zastanawiać czy moje dziecko prawdę mówi i czy robi uniki.
Ja mam swoje zdnianie Wy macie swoje, tego chyba tłumaczyć nie trzeba?
Rojka, ale przecież nie zabraniam Ci mieć swojego zdania...
Normalnie odpowiadam na pytania.
Nie jesteś trochę przewrażliwiona?
42 2015-09-07 21:31:41 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-09-07 21:32:30)
Może trochę, ja już się zamykam, bo nic dobrego z tego nie będzie.
Takie koszty jak czynsz, woda, prąd, gaz, telefon internet są dla dzieci niezauważalne. Z jedzeniem jest już chyba lepiej, ale nadal w oczach dziecka to taki hm koszt widmo? Wstanie rano włączy światło po drodze skorzysta z internetu weźmie prysznic pójdzie na śniadanie i dla niej to takie normalne coś co ma i już. Nie zdaje sobie sprawy ile to kosztuje.
Autorko, Twoja mama ponosi naprawdę sporo różnych wydatków i związanych z sobą i z Tobą. Kupuje Ci leki gdy chorujesz. Naprawdę masą rzeczy nie musisz się przejmować. Twoja mama pewnie zarabia 1500 zł to taka średnia pensja, może 2000 zł jakoś nie sądzę aby to było 5k. Koszt mediów i jedzenia jest naprawdę spory, może w jej oczach wydajesz za dużo na rzeczy które nie są podstawowe? Wiesz tak naprawdę, to wcale nie musisz wychodzić z znajomymi do kanjp kina etc a przynajmniej tak często. To że dostajesz na to jest dobrą wolą Twojej mamy, mogłaby zarządać tych pieniędzy i z tego kupować Ci ubrania i kosmetyki.
Ja bym wolała kupić ubrania, niż wydać pieniądze aby "popisać się" przed znajomymi. Nie powinno mieć znaczenia co przynosisz, ale Twoja obecność i pamięć.
Mama powinna wydać na młoda i na siebie.nie rozwali kasę na pierdy a potem nic nie ma.są kobiety które rozwala kasę.miałam koleżankę wyszła ze stowa a wróciła z groszem.bo np musiała kupić badziew i polewe do ciasta a na koniec tulipany w kwiaciarni.jakby to studentcr potrzebne było.podczas gdy ja zastanawialam się czy lepszy jogurt z przeceny czy mortadela...
Mama powinna wydać na młoda i na siebie.nie rozwali kasę na pierdy a potem nic nie ma.są kobiety które rozwala kasę.miałam koleżankę wyszła ze stowa a wróciła z groszem.bo np musiała kupić badziew i polewe do ciasta a na koniec tulipany w kwiaciarni.jakby to studentcr potrzebne było.podczas gdy ja zastanawialam się czy lepszy jogurt z przeceny czy mortadela...
Są osoby, których się kasa nie trzyma i nie powinny dysponować dużymi kwotami.
Anaku, a dlaczego Ty nie poszukasz sposobów na dorobienie sobie? Zamiast szukania sposobów na przekonanie mamy do czegoś, co jest raczej z góry skazane na porażkę?
Masz zapewnione utrzymanie, dach nad głową - w takiej sytuacji urządzają Cię nawet niewielkie dodatkowe kwoty. A o takie nie jest trudno - nawet w małych miejscowościach. Np. moja koleżanka dorabiała sobie przy obsłudze wesel - marna stówka za noc, ale przy 2 takich imprezach miałabyś 2 razy więcej kasy niż masz teraz. A to tylko jeden z bardzo wielu sposobów. Minęły wakacje - gdybyś 2 tygodnie z 2 miesięcy poświęciła na jakąkolwiek pracę sezonową to teraz nie miałabyś żadnego dylematu odzieżowego...
A ja nie do końca rozumiem wypowiedzi dotyczące pracy. To znaczy, jasne, tak byłoby najłatwiej - dorobić gdzieś. Tylko że nie chodzi o to. Jeżeli matka autorki faktycznie nie przeznacza całych alimentów na nią, to tu jest problem. A nie chodzi tylko o alimenty, bo ona sama powinna też dokładać się do utrzymania dziecka. A skoro stać ją na drogie rzeczy dla siebie, to alimenty od niej byłyby raczej wysokie - bo przecież możliwości rodzica również są brane pod uwagę. Więc jeżeli autorka nie otrzymuje tego, co jej się należy, to tu jest problem. A nie w tym, żeby iść dorobić. To tak samo, jakby powiedzieć okradzionej osobie, żeby nie dochodziła swoich praw, a poszła i sobie zapracowała na nowe rzeczy.
A ja nie do końca rozumiem wypowiedzi dotyczące pracy. To znaczy, jasne, tak byłoby najłatwiej - dorobić gdzieś. Tylko że nie chodzi o to. Jeżeli matka autorki faktycznie nie przeznacza całych alimentów na nią, to tu jest problem. A nie chodzi tylko o alimenty, bo ona sama powinna też dokładać się do utrzymania dziecka. A skoro stać ją na drogie rzeczy dla siebie, to alimenty od niej byłyby raczej wysokie - bo przecież możliwości rodzica również są brane pod uwagę. Więc jeżeli autorka nie otrzymuje tego, co jej się należy, to tu jest problem. A nie w tym, żeby iść dorobić. To tak samo, jakby powiedzieć okradzionej osobie, żeby nie dochodziła swoich praw, a poszła i sobie zapracowała na nowe rzeczy.
To nie tak.
Ja jestem bardzo za tym, żeby dochodziła swoich praw.
Niech weźmie alimenty od ojca, idzie na swoje i poda matkę o alimenty, skoro się z nią dogadać normalnie nie da.
49 2015-09-08 11:58:48 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-09-08 12:08:32)
A ja mam wrażenie, że gdyby dziewczyna dostawała całe alimenty i miała z tego dokładać się do domowego budżetu, to by sobie z tym zadaniem poradziła. Jej utrzymanie to nie tylko kwesta alimentów od ojca, swoją część ponosi też matka.
(Kwota od matki + kwota od ojca) - (połowa rachunków + połowa kosztów "życia",żywności, środków czystości itd).
Wymaga ustalenia warunków co do kosztów "życia" (ograniczenie niepotrzebnych wydatków) no i zostają jeszcze obowiązki domowe do podziału.
Nie wiem czy straszną roszczeniowością jest chcieć mieć sprawny telefon i więcej niż 2 bluzy.
Skoro dziewczyna napisała, że oddaje większość matce a jej zostaje 200 zł, to znaczy, że że oddaje minimum 300, prawdopodobnie więcej.
Razem 500. Drugie 500 od matki. Nie dałaby rady utrzymać się za 1000 zł płacąc połowę wszystkiego?
Osobna sprawa to podejście matki do obcięcia dochodów i ukrywanie zakupów. Żenujące.
Za 1000 zł to się studenci w Warszawie utrzymują z wynajmem pokoju włącznie. ![]()
Dlatego niech idzie na wynajem, skoro nie idzie się z matką dogadać.
52 2015-09-08 12:30:15 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-09-08 12:31:25)
O ile zakład, że matka od siebie nie da ani grosza, tylko zrobi awanturę? (A za kilka lat wystąpi o alimenty na siebie)?
A decyzja sądu za kilka miesięcy optymistycznie.
Ale tak, ja na jej miejscu też bym się wyprowadziła.
O ile zakład, że matka od siebie nie da ani grosza, tylko zrobi awanturę? (A za kilka lat wystąpi o alimenty na siebie)?
A decyzja sądu za kilka miesięcy optymistycznie.
Ale tak, ja na jej miejscu też bym się wyprowadziła.
Nie da nic od siebie dobrowolnie, taki typ człowieka.
Ale coś za coś, trudno.
A na serio ta wyprowadzka to dobry pomysł? Jak dziewczyna dostaje 1000 zł to po opłaceniu internatu, jedzenia, kosmetyków( i nie mówię tu o tuszach czy maskarach), biletu autobusowego nie zostanie jej wiele więcej. Anaku już pisała, że mieszka w małym miasteczku i realia są takie, że małe miasteczka to nie Kraków czy Warszawa gdzie taki uczeń może się na ulotkach zatrudnić. Anaku zostaje ci jedno wyjście: 50 zł miesięcznie odkładasz/ wydajesz na ciuchy i to ustalasz jako swój finansowy priorytet kosztem prezentów, wyjść, kosmetyków. Koszty na pół mogą autorkę przerosnąć bo jak np. mama wynajmuje mieszkanie to jakieś 2400 czyli pensja na mieszkanie pójdzie plus wyżywienie 300 zł, bilet 50-70, a alimenty to 1000 zł to nic z tego. Choć mama w tej sytuacji zamiast chować ciuchy po kontach powinna usiąść, wytłumaczyć koszty życia i zamiast kolejnej sukienki do szafy kupić córce ze 2 bluzki, parę spodni i buty. Ja nie dostawałam nic kieszonkowego ale na wyjścia, prezent, podstawowe ubrania i bilety dostawałam od rodziców, jak tylko mieli. Na miejscu autorki skupiłabym się także aby wyglądać po prostu porządnie: jakieś bluzki, sweterki, t-shirty. I raczej jak nie mieszka pod dużym miastem to jej internet zostaje.
A na serio ta wyprowadzka to dobry pomysł?
Tak, jeżeli obie z matką nie dogadają się, albo któraś z nich nie ulegnie.
Za 1000 zł to się studenci w Warszawie utrzymują z wynajmem pokoju włącznie.
To chyba jakiś żart? Najtańsze jedzenie 400 zł, pokój 700, do tego kosmetyki, chemia, ubrania, ksera, komunikacja.
Autorko - jeżeli naprawdę twojej matce niczego nie brakuje to spróbuj wynegocjować z nią na spokojnie 100 zł więcej miesięcznie.
Pokój 700? Może jak się nie umie szukać. W Krakowie za pokój w mieszkaniu z dwoma dziewczynami (ja miałam jednoosobowy) płaciłam 480 zł. W Warszawie większość moich znajomych płaci 500 zł. Nie w samym centrum, ale jakieś 20 min tramwajem. Dwa lata temu w Warszawie wynajmowałam dwupokojowy domek z ogródkiem ze znajomym (65 m kwadratowych) za 1000 zł. Są też tańsze, ale brzydkie.
No chyba że się szuka tak, że pierwsza oferta z brzegu i z głowy. To tak, nawet i za 1200 zł pokoje oglądałam. A tak jadę zawsze wcześniej do Warszawy na dzień - dwa - trzy (każdego roku inaczej wychodzi) i spokojnie znajduję coś taniego, a ładnego i dość dużego.
No to nawet jak pokój za 500 zł. To co z resztą?
Jak to co? Studenci na studiach dorabiają, otrzymują stypendia....
Nie było mowy o sposobach pozyskania pieniędzy, ale o tym, że niby student w dużym mieście może utrzymać się spokojnie za 1000 zł. Jak dla mnie przy normalnym życiu (gdzie ktoś od czasu do czasu wyjdzie na piwo czy kupi sobie bluzkę) nie ma na to szans.
tak bywa
Eee jak najbardziej są. Pokój z wszystkim 500 zł, bilet 50-60, jedzenie 300 i jeszcze zostaje 150 na jakieś wyjścia czy bluzkę
Jasne jest to życie bez szaleństw, z jedzeniem podstawowe produkty na obiad i śniadanie czy kolacje, o słodyczach lepiej zapomnieć
A tu mówimy o studencie, który mieszka na mieszkaniu, jak student mieszka w akademiku i płaci 320 zł za wszystko to i na przyzwoite jedzenie, ubranie czy wyjście wystarczy ![]()
Nie było mowy o sposobach pozyskania pieniędzy, ale o tym, że niby student w dużym mieście może utrzymać się spokojnie za 1000 zł. Jak dla mnie przy normalnym życiu (gdzie ktoś od czasu do czasu wyjdzie na piwo czy kupi sobie bluzkę) nie ma na to szans.
Zależy, co kto rozumie przez normalne życie. Jak ktoś chce więcej, to niech pracuje. Natomiast, jak mówię, znam sporo osób, które dostają równy tysiąc od rodziców, nie dorabiają i żyją.