witam ....część .....
jestem załamany i dlatego tu jestem ...nie wiem czy znajdę tu pocieszenie czy nie ale potrzebuje wsparcia ......
otóż zostawiła mnie moja ukochana z którą byłem nie całe prawie 7 lat smutas.gif serce nie chce mi już bić bo nie mam sił ......
powiedziała mi że mnie już nie kocha .....ja tego nie mogę zrozumieć .....nie mogę bo nie dawno wyciągałem ją z nerwicy i silnej nerwicy
...byłem dla niej jak karetka pogotawia ,czyli zadzwoniła i byłem
nigdy jej nie powiedziałem nie
taki sam byłem dla jej rodziny
wspierałe i wszytko ...tak się niby cieszyła że przy niej jestem
a tu taki dostałem gruz na głowe
w skr€cie to postawiłem ją na nogi a ona mnie zostawiła twierdząc że mne nie kocha -nie rozumiem
nie dawno kupiła mi słuchawki żę pomagałem jej w pracy bo czuła się lepiej jak tam byłem
......dodam żę przez 2i pół roku woziłem ją do psychologa ,którego jej znalazłem i czekałem ....ze strony rodziny zero wsparcia tylko ode mnie ...od nich słyszała ....wez się za robotę
nie powiem ..zanim sie pokapowałem o co chodzi to też jej nie rozumiałem ale zrozumiałem
....... nie rozumiem czemu mnie nie chce ...
nie odzywa się do mnie i koniec
tak bym chciał by wróciła ..nie wierzę że mnie nie kocha
zaproponowałem jej jak odchodziła że sprzedaje auto i wyprowadzam się od rodziców jeśli o to chodzi
a ona twierdzi żę mnie nie kocha
czy to mozliwe ???????????
Czy jest szansą ze wróci do mnie???
Podobne tematy
Jak szukasz wdzięczności to weź sobie psa ze schroniska. Relacjami międzyludzkimi rządzą zupełnie inne prawa. A relacjami damsko-męskimi to już w ogóle nawet nie tyle rządzą, co "żądzą" ![]()
Nie szukam wdzięczności.... poprostu nie rozumiem jak można odejść od człowieka który się troszczy o swoją ukochaną i ma celu ja uszczeliwienia jej.
Cześć,
Przykro mi, że jesteś w takiej sytuacji. Jednak, wydaje mi się, że nie wróci. Postawiłeś ją na nogi, pokazałeś, że może na Ciebie liczyć, i byłeś jej potrzebny - bo tak jak sam napisałeś, innego wsparcia nie miała. Wasz związek - być może się mylę - opierał się bardziej pomaganie Twojej byłej partnerce stanąć na własnych nogach. Niestety, takie związki często się wypalają, szczególnie, gdy jedna strona doświadcza, że może być sama, że nie potrzebuje już tego wsparcia i chce doznać nowych ludzi/doświadczeń. Z tego co rozumiem, dużo do Niej zrobiłeś, i na pewno jest wdzięczna za to, ale nie łudź się, że wróci - może, jeśli straci grunt pod nogami. Będzie wiedziała do kogo się zwrócić o pomoc i wsparcie.
Ehhhhh nie wiem co myśleć ![]()
Napisz coś więcej: w jakim jesteście wieku, czy mieliście konkretne plany na wspólną przyszłość, byliście zaręczeni?
Bycie z sobą ok. 7-dmiu lat, to kawał czasu.
Ja ma 35 lat ona 27.....
Ciężko jest coś planować jam któraś ze stron ma taka depresję ze nie wychodzi się z domu.... narazie się cieszylem że znalazla pracę i daje w niej radę....
Mialem plany się budować pomału... W tym roku chciem załatwiać pozwolenia..... A na w grudniu na święta planowałem się zareczyc
Moim zdaniem nie ma szans na powrot i happy end. Nie kwestionuje tego ze byles dobrym i wspierajacym partnerem. Zapewne pomogles swojej ex stanac na nogi. Gdy juz stanela i poczula sie pewniej byc moze postanowila zaczac wszystko od nowa, z czysta karta,zostawiajac za soba przeszlosc i to co się z nia wiaze. Ty jestes niestety jednym z elementow tej przeszlosci, kojarzysz jej się z okresem w zyciu gdy byla slaba i zagubiona dlatego nie chce kontynuowac dluzej waszej relacji. Niewykluczone rowniez ze z jej strony to nigdy nie byla milosc tylko poczucie bezpieczentwa ktore jej zapewniales. Dzis czuje ze sama da radę ....wiec Ciebie odstawila na boczny tor. Przykro mi.
9 2015-09-03 12:02:25 Ostatnio edytowany przez grupol80 (2015-09-03 12:11:42)
Powiedziała mi tylko ze mnie już nie kocha i coś się w niej wypaliło.... pisze do niej listy SMS i nic.... Ani mi nie odpowiedziała jak mam jej rzeczy zwrócić ![]()
Jest to moja osobista tragedia, dramat
Już druga dziewczyna serwuje mi takie niespodzianki...
Po pierwszej nie wytrzymałem i miałem próbę samobujcza co jak widać nie wyszła....
Potem chciała wrócić ale już byłem z Tą właśnie co teraz odeszła i juz nie było szans....wszystko robiłem by się nie wypaliło..... proponowalem wyjazdy spacery.... wspólne kolację.. robiłem jej obiady.. do łóżka zanosilem śniadania..... kwiaty upominki... niespodzianki..... zakupy i wiele innych rzeczy....
Ja chyba nie rozumiem kobiet.....
10 2015-09-03 12:04:51 Ostatnio edytowany przez Szary_Kot (2015-09-03 12:06:41)
Mówisz, że znalazła pracę? Może tam szukałbym odpowiedzi.
Ktoś dobrze napisał - ona chce się odciąć od przeszłości, a Ty jesteś jednym z jej elementów. Jej emocje łączą jej przeszłość (którą ona chce wyprzeć) z Tobą, a to, że jej pomagałeś wtedy, nie ma niestety znaczenia.
Zaciśnij zęby i przestań się do niej odzywać, to może sama zacznie szukać kontaktu. Wiem, że to cholernie trudne nie odzywać się teraz, ale po prostu musisz, bo z każdym odezwaniem się będziesz dalej brnąć w to bagno. Twoje milczenie to teraz jedyna szansa, że ona zechce wznowić z Tobą kontakt.
Nie szukam wdzięczności.... poprostu nie rozumiem jak można odejść od człowieka który się troszczy o swoją ukochaną i ma celu ja uszczeliwienia jej.
Podobno kobiety nie da się uszczęśliwić i piszę to bez ironii,bo coś w tym jest,zaraz Ci tu ktoś napisze,że byłeś "zbyt dobry",a to się w chłopskiej głowie nie mieści,jednak czasami można zagłaskać kota na śmierć ...
Niepotrzebnie błagałeś ja o powrót,wyszedłeś na "żebrającego o uczucia",nie da się nikogo zmusić do uczuć,pogódź się z tym.
Zebrajacego to mało powiedziane
Zebrajacego to mało powiedziane
No i właśnie dlatego ta dziewczyna wie, że może mieć Ciebie w każdej chwili. A coś, co jest łatwo dostępne, nie jest atrakcyjne.
A jak przestaniesz się do niej odzywać, to jest jakaś tam szansa (gwarancji nie ma, ale szansa jest), że zacznie się zastanawiać, czemu zniknąłeś, dlaczego o niej tak szybko zapomniałeś (nawet jak nie zapomniałeś, to niech ona tak myśli), co robisz itp. I może zechcieć wznowić kontakt. A jak już wznowi, to nie rzucaj się na nią od razu, lecz najpierw napisz o tym tu na forum, jest tu paru ogarniętych facetów, to Ci podpowiedzą, co dalej ![]()
I zacznij umawiać się z innymi dziewczynami. Nie musisz od razu na randki, możesz tak po prostu koleżeńsko, dla higieny psychicznej, wtedy będzie Ci łatwiej nie odzywać się do tamtej i czekać, aż ona się odezwie.
I tak zrobię
Postanowiłem się nie odzywać
Prawidłowo. Wiem, że to cholernie trudne, ale mam nadzieję, że wytrwasz. Z własnego doświadczenia wiem, że prędzej czy później zawsze się odezwą. Jedna się odezwała kiedyś (po tym, jak mnie rzuciła) i potem wróciliśmy do siebie. Inna, która dała mi kosza (a byłem w niej mocno zakochany), odezwała się po paru miesiącach i chciała się ze mną umówić. Umówiliśmy się i... zacząłem się zastanawiać, co ja właściwie widziałem wcześniej w tej dziewczynie
Odkochałem się błyskawicznie.
Tak czy siak odezwie się. Bądź cierpliwy.
Mam jej rzeczy więc raczej się po nie odezwie... narazie chyba ich nie chce
Ja ma 35 lat ona 27.....
Ciężko jest coś planować jam któraś ze stron ma taka depresję ze nie wychodzi się z domu.... narazie się cieszylem że znalazla pracę i daje w niej radę....
Mialem plany się budować pomału... W tym roku chciem załatwiać pozwolenia..... A na w grudniu na święta planowałem się zareczyc
Czy w depresję popadła w trakcie waszej znajomości? A co było przyczyną tego stanu jej zdrowia?
Może jej decyzja o rozstaniu, to nadal objaw nie wyjścia z dołka psychicznego. Rani tych, których kocha, bo nie chce zawiązywać ci życia.
Jest też sugestia, że mogła poznać kogoś w pracy i nie jest to wykluczone.
Może zapytaj wprost, czy kogoś poznała. Ale to jak dojdzie do spotkania i rozmowy w cztery oczy. Nawet jeśli zaprzeczy, to z jej "mowy ciała" wyczytasz odpowiedź.
Sugeruję też trzecią opcję, bo ty tak działasz - jak dla mnie - w zwolnionym tempie..... "budować pomału", "planowałem się zaręczyć"........a 7-em lat to sporo czasu na określone deklaracje. No..... ja jestem kobietą "starszej daty"..........ja bym pewnie się też odkochała. ![]()
Poczekaj, do rozmowy na pewno dojdzie, a może dowiesz się z innych źródeł.
Masz jakiś kontakt z jej rodziną, koleżanką ?
18 2015-09-03 13:16:06 Ostatnio edytowany przez grupol80 (2015-09-03 13:22:56)
Z lekami walczyła od zawsze.... było to spowodowane złymi relacjami pomiędzy jej rodzicami..... ojciec krzyczał... Nie wspireral jej i takie tam....
Wszędzie gdzie chodziła to albo z przymusem a do miasta tylko z mamą
Jak ja poznałem przez dwa lata było dobrze..... jedzilismy na wakacje..wszystko robiliśmy wspólnie.... aż ja prąd kopna i zaczęły się problemy.... wiecznie miała duszności, ból w klatce, nie mogła jeść itd
Mi się do ślubu nie spieszyło jej tez nie z tego co mowila... myslalem ja ja z tego wyciagnac i wkoncu zaczac cos robic wspolnie... a nie siedziec w domu i wpatrywac sie lelewizor....
Tak mam doskonały kontakt z jej rodzina..... lubiana mnie i w ogole
Im też powiedziała ze mnie nie kocha i koniec
Dodam ze zawsze mi mowa że nie wierzy w miłość po tym co widzi na około się działo w malzenstwach
a czy ona przyjmowała jakieś leki? ja tak miałam, choruję na nerwicę, w momencie kiedy leki postawiły mnie na nogi, poczułam się jak nowo narodzona i zapragnęłam "żyć". Podświadomie wydawało mi się, że za mój stan odpowiadają osoby, które niestety nie miały z nim nic wspólnego.
Nie brała bo uważała ze jej będziej szkodzą niż pomogą
Wozilem ja na psychoterapię a wcześniej do psychologa.....
Kupywem jej herbaty ziołowe i ekstrakt z dziurawa.... no i moje wsparcie
Ale przynajmniej powiedziała ci prawdę. Nie kombinować, nie zdradzała, nie szukała winy w Tobie.
Masę domysłów ci zaoszczędzila, i masę cierpienia.
Na tak postawiona sprawę nie ma co radzić.
Poprostu uszanuj te decyzje, jak mężczyzna przyjmij tona klatę.
Myślę że jesteś za dobry dla swoich kobiet
Przyjaciel powiernik opiekun lekarz.
Prędzej czy później tak kończy.
To okrutne ale tak jest niestety.
Bardzo okrutne a nawet zaaaa
23 2015-09-03 14:36:04 Ostatnio edytowany przez Szary_Kot (2015-09-03 14:38:42)
A czy przed rozstaniem znikała gdzieś, na jakieś spotkania "z koleżankami" lub "z kolegą"? Bo może ktoś trzeci jest w tle. Może ktoś z tej nowej pracy?
Poczytaj sobie założony przeze mnie wątek w tym samym dziale forum, tutaj to ja jestem "ten trzeci", ale przynajmniej będziesz wiedział, jak to może funkcjonować od środka. Tak niestety wygląda prawdziwe życie...
Nie wiem ale mylę ze nie
Ponieważ do końca jeździłem do niej do pracy po nią.... mało tego byłem z nią tam jak wszystko ogarniam po pacjentach z racji wykonywanego zawodu.....
Nie było to tak ze ja tak chciałem... tylko ona..nauczyliśmy się tak z racji jej choroby ze jak mogę to mam być przy niej... A tu nagle koniec
Ma bardzo mało koleżanek i rzadko się z nimi widywala... byliśmy Z sobą codziennie.... Nie miała kiedy kogoś poznać..... tak myślę
25 2015-09-03 15:34:37 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-09-03 15:35:01)
Byłeś bardziej jak opiekun w zakładzie dla seniora i terapeuta niż chłopak, z którym ma się ochotę robić coś więcej niż wypłakać w rękaw i przytulić.
Innymi słowy: zamęczyłeś bułę swoją 'dobrocią', która - jak łatwo się domyślić po identycznym powodzie zakończenia poprzedniego związku - jest Twoją strategią zatrzymania kogoś przy sobie. To teraz już wiesz, że to nie jest najszczęśliwsza strategia, a już na pewno nie długoterminowa.
Kobieta to nie piesek czy chomiczek, którego będziesz karmił przez pipetkę i wycierał pod ogonkiem przez całe lata. Co innego krótszy lub dłuższy epizod z chorobą, która wynika w trakcie- wtedy to się nazywa wsparcie i jest bardzo pożądane od partnera.
Ale u ciebie tak się praktycznie zaczęła (!) znajomość i przez lata w takim stanie trwała. Gdzie Ty w tym wszystkim byłeś?
Masz syndrom misjonarza. Wylecz się z tego, bo to wyjątkowo wredny mechanizm sabotażu własnego szczęścia, za to praktycznie dożywotnia gwarancja wchodzenia w 4 litery innym i uszczęśliwiania ich swoim kosztem.
Z lekami walczyła od zawsze.... było to spowodowane złymi relacjami pomiędzy jej rodzicami..... ojciec krzyczał... Nie wspireral jej i takie tam....
Wszędzie gdzie chodziła to albo z przymusem a do miasta tylko z mamą
Jak ja poznałem przez dwa lata było dobrze..... jedzilismy na wakacje..wszystko robiliśmy wspólnie.... aż ja prąd kopna i zaczęły się problemy.... wiecznie miała duszności, ból w klatce, nie mogła jeść itd
Mi się do ślubu nie spieszyło jej tez nie z tego co mowila... myslalem ja ja z tego wyciagnac i wkoncu zaczac cos robic wspolnie... a nie siedziec w domu i wpatrywac sie lelewizor....
Tak mam doskonały kontakt z jej rodzina..... lubiana mnie i w ogole
Im też powiedziała ze mnie nie kocha i koniec (...)
Ty, mając 35 latek nadal mieszkasz z mamusią, ona 27 lat z rodzicami, którzy sami z sobą mają problemy i co, jak piszesz, stało się powodem jej depresji.
W domu "ojciec krzyczał......nie wspierał jej i takie tam....", i mimo, że opisujesz tak oględnie stosunki panujące w jej domu, to domniemywam, że dużo przykrych zdarzeń jest zawarte w tym sformułowaniu.
Owszem, opiekowałeś się nią i to bardzo, nad podziw, ale i tak byłeś tylko "dochodzący"......tyle lat.
Nigdy nie pomyślałeś, że chciałaby wyrwać się z tego domu? Może wówczas prędzej wróciłaby do równowagi psychicznej. Sama nie potrafiła, bo czuła się zagubiona, przytłoczona problemami, które ją przerastały.....pomimo, że była już pełnoletnia.
Mówiła, że jej się nie spieszy do ślubu, wiesz, nie każda powie wprost: ożeń się w końcu ze mną.
Autorze, to są tylko takie moje rozważania.
No może Misz rację....
Pierwszy związek zakończył się bo po zdradzie nie umiałem jej zaufać i byłem zbyt zazdrosny i zaborczy... to rozumie i ok
Nie chciała
Nie chciała
Pierwszy związek zakończył się bo po zdradzie nie umiałem jej zaufać i byłem zbyt zazdrosny i zaborczy... to rozumie i ok
Ha ha. Weź chłopie w końcu wyhoduj dżądra i się szanuj! Pierwszy związek zakończył się bo po zdradzie nie umiałeś zaufać i byłeś zbyt zazdrosny??? Weź, bo od tego bicia się w pierś klatka ci się zapadnie ![]()
31 2015-09-03 16:00:09 Ostatnio edytowany przez grupol80 (2015-09-03 16:06:05)
Ok rozumiem.... ale może już mnie nie dobijanie....
Ba barazie wnioskuje ze TO moja wina ze jak mnie o coś prosiła to nie odmawilem
My Cie nie dobijamy, tylko wskazujemy Twoje błędy w logice i myśleniu o tym co było i dlaczego.
Dołowała to Cię eksia swoim permanentnym bólem istnienia
, który jak widać przeszedł.
Czyli już do mnie nie wróci????
Chyba czytasz bez zrozumienia..
powodzenia, nic tu po mnie ![]()
Może masz rację ze nie rozumiem co masz dokładniej na myśli.
Widocznie nie jestem na tyle inteligentny żeby zrozumieć
36 2015-09-03 16:56:16 Ostatnio edytowany przez Wayne (2015-09-03 16:56:35)
Byłeś zawsze,codziennie wspierałeś,troszczyłeś się,nadskakiwałeś.Może więc ten zły okres w jej życiu za bardzo kojarzył się jej z Twoją osobą.
Czyli już do mnie nie wróci????
Nie odzywaj się do niej, zmień swoje życie, wyprowadz się od rodziców, rób coś ciekawego, pielęgnuj swoje pasje. Jak się odezwie kiedyś i zobaczy Cię odmienionego to jest cień szansy. W innym wypadku nie. Odrzuciła Cię takiego, jaki jesteś teraz, wiec takiego Cię nie weźmie z powrotem, musisz się zmienić.
Jest też szansa, że jak się zmienisz, to w międzyczasie poznasz fajniejszą.
Tak czy siak nie traktuj tej dyskusji jako dobijanie, lecz jako informację zwrotną. Skoro zostałeś odrzucony takim, jaki jesteś, to musisz coś zmienić, bo jeśli cały czas będziesz działał w ten sam sposób, to za każdym razem otrzymasz ten sam rezultat. Chcąc mieć inne rezultaty, musisz zmienić sposób działania.
Cześć,
Przykro mi, że jesteś w takiej sytuacji. Jednak, wydaje mi się, że nie wróci. Postawiłeś ją na nogi, pokazałeś, że może na Ciebie liczyć, i byłeś jej potrzebny - bo tak jak sam napisałeś, innego wsparcia nie miała. Wasz związek - być może się mylę - opierał się bardziej pomaganie Twojej byłej partnerce stanąć na własnych nogach. Niestety, takie związki często się wypalają, szczególnie, gdy jedna strona doświadcza, że może być sama, że nie potrzebuje już tego wsparcia i chce doznać nowych ludzi/doświadczeń. Z tego co rozumiem, dużo do Niej zrobiłeś, i na pewno jest wdzięczna za to, ale nie łudź się, że wróci - może, jeśli straci grunt pod nogami. Będzie wiedziała do kogo się zwrócić o pomoc i wsparcie.
Pięknie napisane
A gdy straci ten grunt pod nogami i napewno odezwie się do Ciebie , zastanów się grubo dwa razy czy warto dalej robić to co robiłeś ... Z tego co piszesz oddałeś się kobiecie cały , byłeś przy niej cały czas a w moim przekonaniu bycie mega słodkim i miłym jest zgubną rzeczą w związkach
Na pewno macie rację..... I nie będę z tym zyskutowac
Myślałem ze pocieszycie mnie ze może jednak wróci... ale większość z Was.. chyba wszyscy mówicie ze nie.....że ja mam się zmienić.. ton chyba zrobię sobie przeszczep mózgu, bo chyba wszystko źle robilem..... ktoś pytał "gdzie bylem". Przy niej.... wspieralem i próbowałem coś robić.... nigdy by na myśl nie przeszło ze mnie zostawi..... cieszyła się mną i była dumna....ale co tam....
To że mieszkam z rodzicami to nie znaczy je jestem mami synkiem.... sam sobie biorę, pracuje., gotuje... mieszkam, bo chce się budować a pójście gdzieś na wynajem i płacenie tysiąca miało mi się celem tgmbardziej ze mam caly dół do dyspozycji
Może jestem takim człowiekiem ze nie rozumiem jak można od kogoś odejść bo sam bym nie mógł.... może jak ktoś ty powiedział ze nie mam jak.... no może kur.wa nie mam ale nawet w najtrudniejszych chwilach nie przyszło mi na myśl zostawienie jej.... zawsze jej mówiłem ze związek ton praca i wyrozumiałość.... mam swoje wady ale wiem o nich i mówiłem ze tak jak ja wpieram ja tak ja potrzebuje też w pewnych kwestiach....
'' To że mieszkam z rodzicami to nie znaczy je jestem mami synkiem.... sam sobie biorę, pracuje., gotuje... mieszkam, bo chce się budować a pójście gdzieś na wynajem i płacenie tysiąca miało mi się celem tgmbardziej ze mam caly dół do dyspozycji "
CHŁOPIE Tym się nie przejmuj to nasza Polska rzeczywistość takie mamy państwo dlatego dużo osób emigruję bo by się sama nawet mieszkania nie dorobiła ![]()
Hehe
42 2015-09-03 19:35:46 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2015-09-03 19:40:16)
Nie chciała
Pewnie to odpowiedź, na mój post o ożenku - tak myślę.
Przecież jej się nie oświadczyłeś, dopiero miałeś w zamyśle.
A proponowałeś jej kiedyś zamieszkanie razem, skoro masz do samodzielnej dyspozycji parter domu?
Bywała kiedyś twoja eks u ciebie?
Jakoś nie wierzę, że mieszkając u mamusi, zawsze sam sobie gotujesz. Chyba, że jesteście skłóceni.
Nie wspominasz o ojcu, więc przyjmuję, że mama jest samotna, a każde z was jest na osobnym garnuszku, dlaczego?
Jeśli umiesz gotować, to ci się chwali i dobrze, że i te inne prozaiczne czynności robisz, takie jak pranie.
Na siebie też zarabiasz.
Zgoda, nie jesteś maminsynkiem, ale.......jakby tu powiedzieć,......kawalerem nie pierwszej młodości, a kiedyś to panowie w tym wieku płacili tzw. bykowe.
Jednakże żyjesz sobie jakby, nie było nadal, u boku mamusi.
Wiesz, ja myślę, że dziewczyna straciła nadzieję na ożenek z tobą i jak stanęła na nogi, to nie chce już ciebie, partnera "starającego się" latami, pomimo twoich zasług.
Inaczej podeszłabym do twojej historii, gdy odeszła od ciebie po zaręczynach i wyznaczonym terminie ślubu.
A tak, to jej nagłe odkochanie się, nasuwa mi takie sugestie.
Poszukaj na forum podobnych historii, mają mniej więcej, ten sam schemat zdarzeń.
Edit:, doczytałam, teraz piszesz, że mieszkasz z rodzicami, ale to i tak nie zmienia sensu mojej wypowiedzi.
Ciekawe co płacą kobiet w tym wieku?
Krowowe?
Jałówkowe? ![]()
44 2015-09-03 20:37:18 Ostatnio edytowany przez grupol80 (2015-09-03 20:52:21)
Przepraszam ale nie rozumiem
Nie chcia mieszkać u mnie J niench jaką się zranić..... chyba wyraźnie pisze na tyle..... jej marzenie bylo wyjść z choroby i pojęcie do pracy.... teraz zdanie prawo jazdy l kupno laptopa w czym też zaoferowalem pomoc....
Nie dawno mi mówią ze nie była by wyjść z domu chyba ze jak szybko nie łapie....
Widzę po pstach ze to moja i wyłączną wina
45 2015-09-03 20:43:33 Ostatnio edytowany przez baziula (2015-09-03 20:44:35)
a kiedyś to panowie w tym wieku płacili tzw. bykowe.
a tak mi się to stwierdzenie spodobało, ze zastanawiałam się co płacą kobiety w tym wieku
Po prostu już cię nie kocha. Jestem pewna, że jest ci wdzięczna za wsparcie, ale chyba nie na wdzięczności powinien się jednak związek opierać...
bykowe mężczyzn
Ciekawe co płacą kobiet w tym wieku?
Krowowe?
Jałówkowe?
Nie wiem, od kiedy został wprowadzony podatek od tzw. bykowego, ale z tego co mi wiadomo, to został zlikwidowany w latach 70-tych.
Obejmował mężczyzn po 30-tym roku życia.
To była "kara" za miganie się od zakładania rodziny. ![]()
Kobiety "płaciły" staropanieństwem z powodu braku oświadczyn. ![]()
Dziękuję
49 2015-09-03 22:40:07 Ostatnio edytowany przez Wayne (2015-09-03 22:41:31)
Autorze a czy nie było czasem tak,że nie byłeś pewny jej uczuć przez ten cały czas?Nie chciałeś czasem tą dobroczynnością czegoś nadrobić i przy okazji liczyłeś,że za to musi Cię szczerze pokochać?
Chciałem jak najlepiej
Zrobił bym co by było czeba jak bym o tym wiedział.... nabprawdę wszystko..... I proszę nie obwiniajcie mnie za wszystko bo tak się teraz czuje....
51 2015-09-03 22:59:59 Ostatnio edytowany przez Wayne (2015-09-03 23:00:19)
Jak możesz to odpowiedz na moje pytanie ![]()
52 2015-09-04 00:06:12 Ostatnio edytowany przez grupol80 (2015-09-04 00:06:55)
Nie... Nie byłem pewien jej uczuć do mnie... raczej nie była wylewna
Lubię być dobry.... I jeśli czegoś potrzebowa a wiem ze samą sobie nie była w sta nie Togo dać to jej dawelem... sprawiało mi TO radość
53 2015-09-05 18:14:10 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2015-09-05 18:15:33)
Nie... Nie byłem pewien jej uczuć do mnie... raczej nie była wylewna(...)
Powiedziała mi tylko ze mnie już nie kocha i coś się w niej wypaliło....
Czemu, nie byłeś pewien jej uczuć?
Może konkretnie: czy mówiła ci w ciągu trwania waszego związku, że cię kocha?
Bo, że przestała, to ci powiedziała, ale czy wcześniej deklarowała swoje uczucie?
Grupo, a może oboje mieliście problemy z wzajemną komunikacją. Nie potrafiliście się otworzyć na siebie, wyrazić co do siebie czujecie.
Nie nazywaliście rzeczy po imieniu. Czyny i owszem, były z twojej strony, ale może brakowało słów na poparcie waszych relacji. One też się bardzo liczą, wytwarzają taką emocjonalną więź między bliskimi osobami.
Nawet tutaj, twoje odpowiedzi są enigmatyczne, trzeba cię dopytywać.
Nie czuję między wami "iskrzenia", jak to winno być między kobietą i mężczyzną, tylko chłód, nawet to jej odejście było przemyślane, bez odwołań, bo jak można być razem, skoro zabrakło uczucia. Jej odejście nie było poprzedzone wcześniejszymi awanturami, wymówkami, próbą "wzniecenia ognia".
Tylko szczera rozmowa wyjaśni, dlaczego "coś się w niej wypaliło".
To zadanie dla ciebie, żeby do tej rozmowy doprowadzić.
Nie daj się zbyć, powiedz twardo, że należy ci się TO, po tylu latach związku.
Niech się otworzy i wyrzuci z siebie te frustrujące, nagromadzone emocje.
Pisz, jaki będzie ciąg dalszy twojej historii.
Jesteś dobrym człowiekiem, dlatego życzę ci, abyś odzyskał jej uczucia, jeżeli byłaby taka możliwość.
Jeśli ona przez taki czas potrzebowała tylko wsparcia i nie potrafiła stanąć na własnych nogach, to jest rzeczą naturalną że jej uczuciowość była ograniczona. Wspieraj dziewczynę ale nie w ten sposób żeby robić coś za nią, tylko żeby ona nauczyła się żyć sama i pozbyła lęków. To jest prawdziwe wsparcie. W takim przypadku wszystko byłoby w porządku między wami. Może tego odpowiedniego wsparcia nie było i ona poczuła się z tym źle i nie potrafiła dać ci uczucia. Widziałeś to od dawna, więc to było nieuniknione. Opiekowanie się kimś jak inwalidą nie jest prawdziwą opieką za którą będziesz miał wdzięczność.
Czemu nie byłem pewien jej uczuć? Hmmm.... Nie czułem by Chciała mnie uszczęśliwić..... ja owszem
Mówiłem czego potrzebuje i z czym mam problem... Jak ma to zrobić i ile to dla mnie znaczy... Ale bez skutku
Ja jej miłość pokazywanem na każdym kroku, tak mylsle.
Mówiłem jej to co drugi dzień.... pytała czemu się śmieje, to odpowiadalem -bo Cie Kocham.... na kazdym kroku mówiłem ze jest najcudowniejsza i najpikniesza i nie wyobrażam sobie nikogo innego u mego boku.... Z jej strony jednak rzadko....
Mieliśmy dobry kontakt.. Nie wiem co się stało
Nie klucjlisjy się.... to przyszło nagle.... zresztą ze mną się nie da klucic
Czemu nie byłem pewien jej uczuć? Hmmm.... Nie czułem by Chciała mnie uszczęśliwić..... ja owszem
Mówiłem czego potrzebuje i z czym mam problem... Jak ma to zrobić i ile to dla mnie znaczy... Ale bez skutku
Ja jej miłość pokazywanem na każdym kroku, tak mylsle.
Mówiłem jej to co drugi dzień.... pytała czemu się śmieje, to odpowiadalem -bo Cie Kocham.... na kazdym kroku mówiłem ze jest najcudowniejsza i najpikniesza i nie wyobrażam sobie nikogo innego u mego boku.... Z jej strony jednak rzadko....
Mieliśmy dobry kontakt.. Nie wiem co się stało
Nie klucjlisjy się.... to przyszło nagle.... zresztą ze mną się nie da klucic
zresztą ze mną się nie da klucic
I to wcale nie jest dobre.
Zanim będziesz aniołem pobądź trochę człowiekiem. Który jest spontaniczny czasem zły, czasem ma gułpi pomysł, czasem się zdenerwuje.
To jest normalne, ludzkie.
Ty się robisz do porzygu idealny: nie kłóci się, opiekuje, powtarza że kocha itd, ipd.
Nie jednego by to przerosło.
Włazisz w tyłek, wszystko dajesz, a potem się dziwisz.
Ale ja jestem człowiekiem..... Nie jestem nudny.... jestem spontaniczny... mogę robić wszystko prócz skoku na bandzi...... nie wieszajcie całej winny na mnie.....byłem taki bo tego sytylacjs wymagała....
Cześć Mam podobną sytuację tylko bardziej popapraną .Mamy 2 synów w wieku 4 i 2 lata wiem że rozstanie zmieni im całe życie .Jeżeli jestes sam to tylko nie popełniaj w przyszłości podobnych błędów.Ja tez szukam wyjścia z sytuacji ...
Grupol80,
tutaj nie chodzi o przypisywanie Tobie całej winy. Związek budują zawsze dwie osoby. Moim zdaniem mamy do czynienia z sytuacją, kiedy trafiłeś na osobę, która nie chciała i nie umiała docenić tego, co jej dałeś. Upraszczając: byłeś dla niej za dobry.
Po prostu istnieje całkiem duża grupa ludzi, która takich rzeczy nie umie docenić. Bo im się wydaje, że bycie dobrym to oznaka słabości, ze mają kogoś na własność i że nie muszą go szanować. Dlatego jeśli nie masz ogromnego szczęścia spotkania osoby, która ma dokładnie tak samo jak Ty, to musisz się liczyć z tym, że Twoje zachowanie i starania niestety nie zawsze będą docenione. Słyszałeś o powiedzeniu, jak się ma miękkie serce, to się powinno mieć twardą dupę? To jest mało przyjemna prawda o życiu.
Te rzeczy, które ludzie Ci tu piszą to - mniej lub bardziej udane - informacje zwrotne, które mają pomóc Ci zrozumieć, co w Twoim postępowaniu mogło przyczynić się do fiaska waszej relacji. Ty założyłeś wątek, więc do Ciebie się odnosimy. Mnie się wydaje, że jesteś w porządku facetem. Nie znaczy to, że nie można czegoś w sobie poprawić, zmienić. To się nazywa uczenie się i trwa całe życie. I może następnym razem trafisz lepiej.
61 2015-09-07 09:41:32 Ostatnio edytowany przez grupol80 (2015-09-07 09:43:20)
Bo ja na prawdę nie bylem zły.... I chyba trafiłem beznadziejnie na beznadziejną osobę..... jedna koleżanka z forum mi to uświadomiła....
Jak sobie pomyślę jak chciałem ja wyciągać.. na spacery, na rower do kawiarni, w góry, nad morze, do zoo, coś zwiedzić, zobaczyć itd.... zawsze słyszałem ze nie teraz albo jak chce to mam sobie sam jechać.....ale dla mnie to żadna przyjemność samemu jechać.... czyż źle mówię?
Myślałem ze to jest powodem jej horoby i czekałem aż będzie lepiej i się nie doczekałem bo dostałem przez łeb...
Nie rozumiem czemu mi jej tak brakuje...
Bo ja na prawdę nie bylem zły.... I chyba trafiłem beznadziejnie na beznadziejną osobę..... jedna koleżanka z forum mi to uświadomiła....
Jak sobie pomyślę jak chciałem ja wyciągać.. na spacery, na rower do kawiarni, w góry, nad morze, do zoo, coś zwiedzić, zobaczyć itd.... zawsze słyszałem ze nie teraz albo jak chce to mam sobie sam jechać.....ale dla mnie to żadna przyjemność samemu jechać.... czyż źle mówię?
Myślałem ze to jest powodem jej horoby i czekałem aż będzie lepiej i się nie doczekałem bo dostałem przez łeb...
Nie rozumiem czemu mi jej tak brakuje...
Brakuje Ci jej, bo stanowiła ważny element Twojego życia. Bo spędzałeś z nią czas. Bo łączyły Cię z nią emocje.
To jest normalne i z czasem powinno minąć. U jednych trwa dłużej u innych krócej, ale każdy musi taki proces przejść.
Na pewno warto skupić się na sobie. Być może zastanowić się DLACZEGO wybrałeś właśnie ją i dlaczego akceptowałeś rzeczy, które jak widać też nie do końca Ci pasowały. Żeby następnym razem umieć zauważyć pewne mechanizmy i się wycofać. A może faktycznie zmienić trochę swoje działania...
Jest taki lekko przykurzony, ale pełen fajnych wpisów wątek http://www.netkobiety.pl/t67911.html, gdzie naprawdę sporo historii i sporo ciekawych wypowiedzi dla porzuconych po rozstaniach jest. Choćby w ramach zabijania czasu po niej sobie poczytaj przynajmniej początek.
grupol80 napisał/a:zresztą ze mną się nie da klucic
I to wcale nie jest dobre.
Zanim będziesz aniołem pobądź trochę człowiekiem. Który jest spontaniczny czasem zły, czasem ma gułpi pomysł, czasem się zdenerwuje.
To jest normalne, ludzkie.Ty się robisz do porzygu idealny: nie kłóci się, opiekuje, powtarza że kocha itd, ipd.
Nie jednego by to przerosło.Włazisz w tyłek, wszystko dajesz, a potem się dziwisz.
Baziula, rozsądna kobitka generalnie jesteś, ale chyba nie do końca trafnie dobrałaś tutaj sformułowania.
Bo autor jeszcze sobie zakoduje, że jego opiekuńcze nastawienie i okazywanie uczuć robią z niego jakiegoś mutanta. Coż, nawet jeśli kogoś to przerasta, ale kto powiedział, że to on ma coś zmieniać. A może to druga osoba ma problem z tym, że sobie "nie radzi". Wszystko zależy od tego, na kogo się trafi.
A piszę to, jako osoba posiadająca różne kręgi znajomych. I przez niektórych lubiana i postrzegana jako normalna osoba, a przez innych właśnie jako taka "porządna" do urzygu, bo... nie przeklinam co drugie słowo, nie upijam się do nieprzytomności i takie tam.
Problemem może być raczej to, że przy swoim zaangażowaniu autor na zbyt dużo pozwolił drugiej stronie. A jeśli ktoś pozwoli sobie wejść na głowę (niezależnie od płci), to taki układ często nie kończy się szczęśliwie, bo dysproporcje na dłuższą metę się nie sprawdzają. Więc być dobrym ale pamiętając o sobie i patrzeć kogo się ma po drugiej stronie i czy to, co jej dajemy ona docenia.
Bo ja na prawdę nie bylem zły.... I chyba trafiłem beznadziejnie na beznadziejną osobę..... jedna koleżanka z forum mi to uświadomiła....
Jak sobie pomyślę jak chciałem ja wyciągać.. na spacery, na rower do kawiarni, w góry, nad morze, do zoo, coś zwiedzić, zobaczyć itd.... zawsze słyszałem ze nie teraz albo jak chce to mam sobie sam jechać.....ale dla mnie to żadna przyjemność samemu jechać.... czyż źle mówię?
Myślałem ze to jest powodem jej horoby i czekałem aż będzie lepiej i się nie doczekałem bo dostałem przez łeb...
Nie rozumiem czemu mi jej tak brakuje...
Odpowiedź na to zamieściłem w innym wątku:
http://www.netkobiety.pl/t81844.html
Wg. mnie, zostałeś po prostu oszukany. Być może nieświadomie bo młoda osoba może sobie nie uświadamiać swoich dążeń. Straciłeś czas ale czy się czegoś nauczyłeś. Próba samobójcza miała coś udownić czy zniszczyć jeszcze bardziej Ciebie i Twoje otoczenie? Niestety ale w życiu musisz nauczyć się kierować kryteriami wyboru ale tego nie uczą w szkole, niestety. Każdy z nas kiedyś wpadł w coś takiego. Przede wszystkim musisz nauczyć się żyć dla siebie. Np. tyle pięknych miejsc chciałeś odwiedzić ale nie odwiedziłeś bo chciałeś to zrobić z kimś innym, podzielić się tym. Teraz masz okazje to zrobić w dowolnym czasie, bo jesteś w końcu wolny. Powinieneś czuć uglę. Pomyśl, czy nie dobrze się stało, że nie będziesz żył z kimś kto niczego normalnego nie chciał Ci dać, bo nie chciał. Miałbyć zmarnowane całe życie, a tak to tylko niewielka jego część, a jeszcze conajmniej tyle samo przed Tobą.
Daje sobie wejść na głowę i to się zgadza.... może faktycznie macie rację, że tak nie powinienem robić... lecz na dzień dzisiejszy będę się musiał tego nauczyć....
Oczywiście ze stanowiła najważniejszą cząstkę mojego dnia,mój dzień, każdy dzień był dla niej i żeby się pozbierala, było jak dawniej, normalnie a wyszło jak wyszło...