Witajcie!
Otóż cała ta historia tyczy się mnie:18-letniej licealistki i pewnego 22-letniego studenta.
W styczniu tego roku miałam przyjemność być osobą towarzyszącą na studniówce u kolegi ze szkoły. Tam również zjawił się "on" też jako osoba towarzysząca i obiekt moich późniejszych westchnień. Nie znaliśmy się wcześniej. Sam zaprosił do tańca, zagadał, zaczął flirtować i wyprosił o numer telefonu... uległam. Wszystko początkowo traktowałam dość lekko, ponieważ nigdy wcześniej nie miałam chłopaka , więc stwierdziłam, że pewnie nie napisze i nie ma sobie czym głowy zaprzątać ... A jednak !
Odezwał się , zaczęliśmy sms-ować , flirtować i pisać dość często. Nie ukrywam, zaczęłam się wkręcać , ale hamowałam się w emocjach.
Sama się dziwiłam - facet 4 lata starszy, inteligentny, student i pisze z licealistką . Wszystko szło coraz lepiej, ale niestety w przeciągu 4 miesięcy widzieliśmy się raptem parę razy. Były to spotkania luźne, relacje swobodne...
Mimo tego kręcił mnie coraz mocniej, wszystko się zgadzało: osobowość , zainteresowania, wygląd , lubił flirtować, a zarazem być tajemniczym i bardzo interesującym. Nie powiem, czułam to napięcie i wkręcałam się coraz mocniej. Może to zabrzmi dziwnie, ale podobało mi się jego dokładność i poprawność gramatyczna przy pisaniu
)
Próbowałam hamować swoje odczucia, tłumaczyłam sobie, ze to tylko wolna znajomość - on - studia w stolicy, inne sprawy i rzeczy na głowie. Mimo tego jego dom rodzinny to miasto obok mojego.
Nie narzekałam na kontakt pisemny, chociaż brakowało tej relacji na żywo...
A jednak! Z początkiem wakacji wszystko się rozkręciło. Zupełnie niespodziewanie zainicjował spotkanie , potem kolejne i kolejne... Wszystko szło świetnie, widywaliśmy się o różnych porach, często późnymi wieczorami, w nocy. Wszystko się zgadzało, rosło to napięcie i chemia. Potrafiliśmy rozmawiać godzinami mimo różnicy licealistka-student. Flirtowaliśmy i wymienialiśmy się gorącymi spojrzeniami.
Starałam się być niedostępna i twarda. Jednak facet potrafi zagrać, aż wreszcie "uwieść". Początkowo byłam otwarta lecz nie pozwalałam sobie na więcej. Jednak już na kolejnych spotkaniach poniosła mnie fala emocji, było namiętnie i czuło się chemię i flirt w powietrzu. Było między nami gorąco, bez udawania, a spontanicznie
Jednak cały czas opierało się to i opiera na wolnej znajomości..
Mogę śmiało powiedzieć, że nigdy nie miałam na poważnie chłopaka. To przed nim poczułam się wreszcie dojrzale, spojrzałam na faceta jako przyjaciela, obiekt pożądań i gorących relacji. ( Spokojnie , do seksu nie doszło).
Pisaliśmy, utrzymywaliśmy kontakt, wymienialiśmy się poglądami.
Mimo tego wakacje się skończyły , cały czas trzymamy kontakt , spotkamy się rzadziej - co 3 tygodnie. Nie łączy nas żadne zobowiązanie, żaden związek, jesteśmy wolni. Na spotkaniach pozwalamy sobie na więcej. Staram się być twarda i niedostępna, ale chłopak potrafi do mnie zajść. Namiętnie się całujemy i nie ukrywając i mówiąc rzeczowo jest przyjemnie. Podoba mi się to.
Nie ukrywam kręci mnie do niego jak misia do miodu, czuję, że on też nie jest zupełnie obojętny. Sam stwierdził, że ma do mnie ogromną słabość .
Co mam zrobić? Nie chcę tego zakończyć, nie potrafię dać ultimatum... Z jednej strony chcę się z nim widywać , mocno ciągnie mnie do niego, przyciąga mnie fizycznie jak i "umysłowo". Jest to napięcie i tajemniczość.
Z drugiej strony może on woli znajomość z korzyściami bez zobowiązań...
Mam do niego ogromną słabość, nigdy nic złego nie powiedział, nie skrzywdził mnie. Czuję , że nie odpuszczę go mimo tak dziwnej relacji. Co radzicie?