Do napisania tego poematu zainspirował mnie dzisiejszy dzień i ostatnie wydarzenia, bo wcześniej po prostu nie miałem jakoś motywacji/czasu/chęci żeby się zebrać do napisania. Znalazłem dzisiaj wątek człowieka, który ma obecnie problem z którym ja się kiedyś borykałem,sam twierdzi ze, napisał swojego posta bez jakieś konkretnej przyczyny, ale tak na prawdę idzie wyczuć w tym wołanie o pomoc. Ja po przeczytaniu jego wpisu, zaoferowałem swoją bezinteresowną pomoc, bo jestem po prostu wstanie mu pomóc.
Co do wydarzeń, to poznałem ostatnio dwóch wspaniałych ludzi, poznaliśmy się przez internet w interesach, ale zawiązała się miedzy nami przyjaźń.
Dlatego postanowiłem poświęcić czas i napisać trochę o sobie, o tym jaki mam problem. Być może ktoś mi coś podpowie, a może nawet pomoże, ale ja będę wstanie komuś pomóc ? Kto wie ?
Post się nazywa "uwięziony w raju" i myślę ze trafnie przedstawia moje obecne położenie. Mieszkałem w dużym mieście i wyprowadziłem się poza miasto, do pięknej miejscowości wypoczynkowej. W mieście mieszkaliśmy w wieżowcu, który był umieszczony w centrum osiedla w takim newralgicznym punkcie. Ciężko powiedzieć żebym tęsknił za tymi ludźmi co wystawali z piwkami pod klatką, za tymi zasikanymi windami, hałasami, smrodem itp.
Przeprowadzka dużo nam dała, razem z siostrą mamy wspólne pokoje, ja mam własną działalność, no po prostu jest o niebo lepiej, ale jak to mówią "nie można mieć wszystkiego". W mieście byłem znany na osiedlu, ponieważ chodziłem z psem. Dużo ludzi mi się kłaniało, a to z tym się pogadało a to z tamtym. Miałem znajomych, dziewczynę, jakoś dawało się przeżyć.
Po przeprowadzce dużo się zmieniło, budowa domu pochłonęła dużo energii i czasu, minęły już dwa lata i dopiero teraz zacząłem się stabilizować, popadłem w pracoholizm, zacząłem rozwijać swoją działalność, znalazłem pracę itp.
Z dziewczyną już wcześniej mi się nie układało, a odległość tylko to przyklepała. Skłamałbym mówiąc ze to zerwanie spłynęło po mnie jak po kaczce, przeżyłem to i szukałem przyczyn, okazało się ze moja była jest osobą cierpiącą na border line, znajomy mówił mi już o tym wcześniej, ale nie chciałem w to wierzyć, dopiero gdy doszło już do najgorszego, zacząłem to wszystko weryfikować i okazało się to prawdą.
Była, trzymała mnie tylko dla siebie, odseparowała mnie od wszystkich znajomych, ale siebie nie, dla niej wyjście moje z kolegą oznaczało ze jej nie kocham i wybieram jego, później żeby nie robić jej bólu, odsuwałem się od ludzi, skupiając się tylko na niej. Ona jakieś 2 tyg po rozstaniu, poszła sobie na kawę ze swoim wykładowcą, a do dzisiaj gdzieś poniewierają się karteczki walentynkowe na których jest napisane, ze jest pewna ze mnie nigdy nie przestanie kochać.
Próbowała się ze mną kontaktować nawet ostatnio, wypytywała co u mnie, jakie mam plany na weekend. Ale później zrobiła mi awanturę ze pasowaliśmy do siebie, ze było nam razem dobrze w seksie, ale ze jej nie rozumiem i ze jej nigdy nie zrozumiem. Tu nie chodzi o rozumienie na poziomie logicznym, bo w tym się zgadzaliśmy, tylko ona oczekuje ode mnie jakiegoś emocjonalnego pojednania. Chce żebym przeżywał świat tak jak ona, tylko ze ja jestem facetem i mimo że bardzo bym chciał, to nie jestem wstanie tego pojąć. Miała pretensje ze ją nachodzę, ale powiedziałem jej ze to przecież ona do mnie dzwoni, powiedziała ze mam nie odbierać od niej telefonu.
Na prawdę kochałem tą dziewczynę i emocje do niej są silne, ale nie wiem co mam myśleć. Nie odzywam się do niej i tyle. W zasadzie to mimo ze dążę ja jeszcze jakimś uczuciem to są pewne wątpliwości, nie wiadomo co taka osoba może później w życiu zrobić, ona nie przyjmuje do wiadomości tego ze jest chora, może kiedyś w napadzie paniki, lub szału potopić dzieci czy coś w tym stylu, dlatego dałem sobie z nią spokój. Miałem nawet mały przełom, bo jak była za granicą to mówiła ze mnie kocha i chciała wrócić, ale później jak wróciła do polski to znowu jej się coś odkręciło, jest to osoba bardzo niestabilna emocjonalnie, w przeciwieństwie do mnie.
Ja jestem człowiekiem stąpającym twardo po ziemi, wiem jakie są realia w Polsce, chciałbym coś w życiu osiągnąć. Chciałbym żeby mnie było stać na wychowanie dzieci, nie chciałbym się szarpać i szczypać z pieniędzmi dlatego ciężko pracuje, o byt i pozycję na rynku. Mam elastyczny czas pracy, ale co z tego ?
W tej miejscowości w której mieszkam, bardzo mało znam osób, poznałem taką dziewczynę 18 letnią, ale ona też nie radzi sobie ze sobą i ze swoją sytuacją rodziną, chciałem jej jakoś pomóc jako doświadczony kolega, ale jest bardzo uparta i zaizolowana. Nie będę tu o tym pisał, bo nie ma na to miejsca, ale wiem ze się we mnie zakochała i jej zachowanie było dla mnie męczące, mam 25 lat i nie będę za nią latał, poza tym ja miałem ją tylko za koleżankę żeby wyjść i pogadać, chodź tak na prawdę nie było o czym, ale to już pomijam, chciałem jakoś pomóc, nie dało się, teraz podobno gdzieś wyjechała. Ja paradoksalnie daje ludziom szanse, chciała żeby iść z nią na miejscową imprezę, zadzwoniła po mnie, rzuciłem pracę i poszedłem żeby się wyrwać, zaczęła gdzieś uciekać przed jakaś koleżanką, później siedziałem z młodzieżą i słuchałem o tym ile to oni nie wypili i czego nie brali itp i obgadywanie innych. Ten czas był niestety zmarnowany... już nie mówiąc o pieniądzach.
W tej miejscowości w której mieszkam, są jakieś dziewczyny, jacyś faceci młodzi, ale to wszystko, siedzi w tym centrum, chleją po ławkach, ja oczywiście mogę się napić piwa czy tam wódki, ale chodzę na siłownię i mi to po prostu szkodzi, unikam tego. Przychodził do mnie taki kolega z okolicy, pomagać mi w pracy, ale jak dostał tylko kasę to poszedł chlać i to taka robota z nimi.
Mam tą cała sympatie założoną, udało mi się poderwać tam 3 dziewczyny ale nie przypadły mi do gustu, z jedną nawet miałem przygodę łóżkowa, ale nie wspominam tego ciepło... niektóre kobiety wysyłały mi oczka, a niektóre pisały ze jestem przystojniak, lub wiadomości ze chcą mnie poznać itp. ale jak odpisałem 3 dni później zapraszając je na FB to była cisza. Najwięcej udało mi się poderwać kobiet, z konta bez zdjęcia, na którym byłem troszkę bardziej szorstki i lekko chamowaty, jest to przykre żeby poderwać dziewczynę to trzeba być dla niej właśnie takim zimny draniem.
Kobiety tak bardzo pragną szczerości, ale wydaje mi się ze jeszcze żaden facet kobiety na szczerość nie poderwał. Ja jestem szczery w relacji z kobietami i idzie to słabo. Przez to ze nie mam nałogów i zdrowo się odżywiam, wyglądam młodo, tak jak pisałem mam 25 lat, a niektórzy mi dawali nawet 17 - 20 lat w takim przedziale. Być może to jest też jakąś barierą. Jest to dla mnie bardzo przykre bo wiele dorosłych kobiet, mówiło mi ze jestem bardzo przystojny, ale chyba gdzieś nie mam brania u rówieśniczek, albo nie wiem o co chodzi. Jestem dobrze zbudowany, mam 190 wzrostu, też mam pewne wymagania co do kobiet, bo jednak zawsze kręciły mnie duże kobiety o wzroście 175 - 180, takie trochę pełniejsze, ale jednak zdaje się na tzw, chemię i nie wykluczam ze zakocham się w kimś innym. Ale nie mogę komuś tego obiecać rzecz jasna.
Chciałbym znaleść gdzieś jakąś koleżankę do pogadania w moim wieku. Czy w realnym świecie czy w wirtualnym to wszystko jedno. Z dziewczyną miałem bardzo udane życie seksualne i robiłem to tyle razy ze już w pewnym momencie zaczęło mnie to nudzić, nie szukam kobiet na seks, bo mogę go znaleść w każdej dyskotece, tylko ze ja nie jestem fanem dyskotek i takich przelotnych znajomości. Chciałbym znaleść kobietę którą będę kochał i seks będzie wynikiem naszej miłości, a nie jakiegoś spuszczenia ciśnienia, ale bardzo ciężko jest poznać kogoś wartościowego, kogoś z zasadami, brzydzą mnie proste, niewykształcone kobiety, lalki barbie, nie jestem sobie z nimi nic wyobrazić, uuuu straszne po prostu
Większość moich znajomych to dorośli ludzie w przedziale 30 - 60 lat, chciałbym trochę po obcować z rówieśnikami, wiem ze to co pisze może trochę brzmi jak jak bym był jakimś kujonem, ale nie jestem. Byłem odwiedzić kumpla przed lat to siedział przy piwie i obrażał Jana Pawła II dlatego z takimi ludźmi nie chce mieć kontaktu, z ludźmi który mimo swojego wieku, są nie dojrzali. Chce mieć normalnych znajomych, z którymi będę mógł pojechać w góry, iść do kina czy gdzieś tam, bez ryzyka jakiś problemów, czy to prawnych czy społecznych itp, czy tacy normalnie poukładani ludzie jeszcze istnieją ? Przecież nie wsiądę w pociąg i nie pojadę do miasta żeby łazić po galerii, nawet nie mam co tam kupić
padaka po prostu... mam obok miejscowości małe miasto i tam chodzę na siłkę, basen itp. nie opłaca się czasowo jeździć do większego miasta. Poza tym, gdzieś nie mogę trafić na ludzi, wszystko takie wyludnione...
