Jestem tu pierwszy raz i chciałam, żeby ktoś obiektywnie ocenił moją sytuację, bo ja już jestem na granicy cierpliwości.
Jestem od niespełna roku z chłopakiem, który lubi wszystko kontrolować a zwłaszcza to, co jest związane ze mną. Ciągle mu cos nie pasuje, to robię źle, tamto też nie tak, nie odpisuję natychmiast na sms-a też źle, generlanie chyba niczego mi nie wolno robić wbrew jego woli. Ostatnio wiecznie stroi fochy, doprowadza do kłótni a później zwykle ja mam zwyczaj za wszystko przepraszać.
Na początku naszej znajomości jakoś tego nie zauważałam, bo wcześniej nie zachowywał się do tego stopnia, że ciągle chciał wiedzieć co robię i kiedy wrócę. Zrobił się taki zaborczy. Nie wiem czy to z powodu jego byłej dziewczyny, która go zostawiła po dwóch latach czy dlatego, ze nie chciałam się do niego wprowadzić. O tym wam napisze niżej.
Gdzieś z miesiąc temu Darek zaproponował mi, zebym się do niego wprowadziła na poczatku czerwca. Odmówiłam mu, bo dla mnie to jest stanowczo za wcześnie. Uważam, że niecały rok znajomości to nie jest wystarczajaco dużo by móc z kimś dzielić wspólną przestrzeń itd. Poza tym mieszkam z mamą. Mama jest sama, nie mieszkamy z ojcem. Wspólnie opłacamy rachunki i na pewno nie chce jej jeszcze teraz zostawiać samej. Wyjaśniłam mu to wszystko dość delikatnie, powiedziałam, zebyśmy się nie spieszyli, że to dla mnie trochę za wcześnie. Niby wszystko przyjął, że ''ok, w porządku, rozumiem'', ale jednak jego zachowanie mówiło co innego. Rozumiem, ze mogłam go tym trochę rozczarować a może i nawet poczuł się urażony, ale ludzie jak można proponowac komuś wspólne zmaieszkanie znająć się rok czasu (no prawie)?! Ja nie mówię nigdy, ale teraz na pewno nie.
Były przeróżne sytuacje, mogę wam kilka przytoczyć.
Np.: w majówkę wybraliśmy się w góry do Karpacza. Niestety pogoda niezbyt nam dopisała przez co
nie mogliśmy za bardzo zdecydować się co robić. Pojechały z nami jeszcze dwie osoby. I Piotrek (nasz kolega) zaproponował, zeby moze iść najpierw do knajpy coś zjeść, jakiś ciepły posiłek a dopiero później gdzieś ruszyć. Darek z kolei powiedział, zeby nie tracić czasu, zostawic rzeczy i iść a w miedzy czasie się coś przekąsi. Jednak raczej wszyscy przychylni byli temu, zeby najpierw cos zjeść zresztą i tak wtedy padało. No i oczywiście co, no foch. Pytam się go co się stało. Odpowiedział jak zwykle tym swoim opanowanym tonem ''nic, wszystko ok'' (no tak jasne, zwłaszcza, ze od prawie pół godziny nic nie mówi). Później w końcu odezwał się wielce obrażony czy zawsze zgadzam się na wszystko co zaproponuje Piotruś (bo oczywiscie co nie po jego mysli to juz źle). No, to był jeden z przykładów.
Później po powrocie do domu zaczęłam przeglądać zdjecia, które porobilsimy i wybrałam tam kilka takich fajnych w tym jedno nasze wspólne i zamieściłam na fb. To później dosatję smsa od Darka o treści : ''dlaczego wstawiłaś tylko jedno nasze zdjęcie, przeciez mamy kilka fajnych i smutna buzia''. Ano dlatego, ze nie widzę potrzeby wstawiania takich samych zdjeć tylko że w innej pozie albo z inną miną. Cóż, o to też mi się dostało.
Często jest tak, że wysyła mi smsy jak jestem w pracy, ale to nie tak, ze 2 czy trzy. On jak juz zacznie to skończyć nie może.Pyta mnie o to co robię, czy mam duzo klientow, czy ma po mnie przyjechac itd. Na początku to moze było słodkie i miłe, ale teraz staje się to uciążliwe zwłaszcza gdy ja nie mogę korzystac z telefonu w pracy. Już raz dostałam pouczenie, ze lekceważę sobie regulamin. Tłumaczyłam mu, ze niektóre sprawy mozemy po prostu załatwić później jak się spotkamy.
Kiedyś też byłam na zastepstwie w pracy za koleżankę. Więcej pracowałam, miałam mniej czasu dla siebie i tym bardziej dla niego. Wtedy nasze spotkania ograniczały się niestety do 3 w tygodniu a takto rozmawialiśmy przez telefon. I w końcu zrobił mi awanturę o to, że za rzadko się widujemy, nie mam dla niego czasu itd. Bywało tak, że moja praca bywała tak czasochłonna, ze wracałam do domu przed 23 i byłam po prostu zmęczona, nie miałam siły na nic.
Później oczywiscie starałam się mu to jakoś wynagrodzić. Bylismy w kinie, później zrobiłam w domu kolację i mielismy wtedy juz więcej czasu dla siebie. Oczywiście nie obyło się bez wyrzutów, ale jakoś mu przeszło.
To jeszcze jakoś znosiłam, ale ostatnio to po prostu przeszedł samego siebie.
Umówiłam się z dziewczynami tydzień temu w piątek po pracy tak na babski wieczór. Poszłyśmy do baru, kulturalnie rozmawialyśmy i piłysmy sobie piwko.
Wcześniej oczywiscie uprzedziłam o tym Darka, ale wyszło tak, ze znowu się pokłóciliśmy.
Nie dośc, że widzę go prawie codziennie a z przyjaciółkami spotykam się raz na jakiś czas to on jeszcze ma pretensje, ze ja w ogóle gdzieś wychodzę bez niego, ale trudno, nie zważałam na to i poszłam. Za jakiś czas zadzwonił do mnie, odebrałam telefon i się pyta czy długo tam będę i czy gdzieś jeszcze idę. Odpowiedziałam na to, ze nie wiem. Nie wykluczone, ze pójdziemy jeszcze później do Magdy, miałam wolną sobotę takze mogłam trochę odetchnąć. On znowu się oburzył, ze nie wracam prosto do domu, ze będe się jeszcze gdzies włóczyć, wkurzyłam się, odłozyłam słuchawkę i wyłączyłam telefon.
Mija jakas godzina, nagle dzwoni telefon mojej kolezanki Diany, przekazuje mi słuchawkę i mówi, ze Darek chce ze mna rozmawiac. Powiedziałam, ze nie chce z nim dzisiaj rozmawiac i zeby go rozłączyła, bo mnie szlag trafi. Ten wieczór i tak juz był spieprzony dla mnie wiec wróciłam do domu troche wczesniej niz się spodziewałam. Moja mama nie spała i zaraz się wygadała, że dzwonił wczesniej do niej Darek i poprosił ją o to, zeby poinformowała go, o której wróciłam do domu. No jak ja się wtedy wkurzyłam, poszłam do pokoju, zadzwoniłam do niego i go równo za to ochrzaniłam. Chyba pierwszy raz tak na niego nakrzyczałam. Powiedziałam mu, ze nie życzę sobie, zeby traktował mnie jak dziesięcioletnie dziecko, ktore ma byc kontolowane na kazdym kroku i, ze jak on śmie w ogóle dzwonić do mojej mamy w nocy i prosić ją o coś takiego. Tak się wtedy wściekłam, ze powiedziałam mu : albo się zmieni albo ja od niego odejdę, bo juz moje granice cierpliwości w tym momencie zostały przekroczone. No ile można znosić wieczne fochy i takie kontrolowanie?
Ja potrzebuję wsparcia, zrozumienia i zaufania a nie wiecznych pretensji!
Nie odzywałam się do niego pierwsza od tamtej pory aż w końcu on przyjechał za dwa dni do mnie i przeprosił, kupił mi kwiaty i obiecywał, ze to ostatni raz. Problem polega na tym, ze ja juz w to nie wierzę, ze to ostatni raz, bo tych ostatnich razów to juz było milion. Zmienia się na tydzień lub dwa a później znów jest to samo. Nie wiem już czy to ja mam taki dziwny wpływ na niego, przecież nie daję mu żadnych powodów do zazdrości, zeby az tak mi nie ufał ![]()
Zupełnie go nie poznaję, nie był taki na początku.
Może ja źle do tego podchodzę. Pytałam się go czy coś się ostatnio stało w domu (z jego ojcem, bo niestety ich relacje nie są łatwe), ale zapewnił mnie, że nic takiego czym mozna byłoby się martwić. Co mogę jeszcze zrobić Waszym zdaniem?
Przepraszam za te moje długie wypociny, ale streściłam to najbardziej jak się dało uwierzcie.