Hej, piszę tutaj ,ponieważ mam pewien problem, a już sama nie wiem co w związku z tym zrobić i chciałabym poznać opinie innych osób, które bezpośrednio nie są z tym związane. Sytuacja dotyczy przyjaźni damsko- męskiej. Z moim przyjacielem o ile tak mogę go jeszcze nazywać, bo już sama nie wiem co to za relacja po wszystkim co mi zrobił, oraz mówił -poznałam się w szkole i przyjaźniłam trochę ponad dwa lata. Można uznać, że nasze początki były typowo koleżeńskie, dopiero z czasem się zżyliśmy bardziej. Zanim całkowicie mu zaufałam minęło 1,5 roku, zwierzałam mu się z naprawdę wielu poważnych dla mnie sytuacji ,jak np. choroba z którą się zmagam od 5 lat, a uważam ją za wstydliwą. Można uznać przyjaciel idealny- zawsze powiedział coś ,co podniosło na duchu, był ciągle obok, jakoś widziałam w jego oczach troskę, kiedy mu opowiadałam,co przeszłam przez chorobę. Przez pewien czas czułam się naprawdę zrozumiana... Ale do rzeczy. Sytuacja z nim jest strasznie pokręcona, a ja już sama nie wiem co jest prawdą, a co nie. W skrócie wyglądało to tak, że nagle nasi wspólni znajomi zaczęli twierdzić, że on się we mnie zakochał (mam już chłopaka) , kiedy zapytałam go czy to prawda- on zaprzeczył, w niedługim czasie od tamtego momentu, przyznał, że coś do mnie czuje, potem znów to odwołał, później był czas, gdzie nasza znajomość się ochłodziła, po tych domysłach innych znajomych lekko się odsunęliśmy od siebie. Ale po czasie i to krótkim nagle wyznał mi miłość. Powiedział, że się we mnie zakochał, że chciałby ze mną być ,ponieważ jestem wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, ale wie, że to niemożliwe ,ponieważ mam chłopaka. Potem pojawiały się plotki na nasz temat, drażniły mnie, dochodziło do tego, że niektórzy sądzili, iż mamy romans. Te plotki doprowadzały mnie czasami do silnych nerwów i płaczu, miałam już ich dość ,więc w związku z nimi żaliłam się także...w sumie sprawcy zamieszania- mojemu przyjacielowi, on tłumaczył, że to nieprawda ,że on nawet nic do mnie nie czuje, jaki romans itd. Kiedyś w nocy dostałam smsa od przyjaciela ,który poruszał kwestie seksualne. Pisał tam, że mu się śniłam i że o tym myśli. Mój chłopak wiedział o tym smsie ,wkurzył się okropnie. Pogadałam z przyjacielem ,sytuacja czysta. Któregoś dnia zaczęłam się zastanawiać czy on serio nic do mnie nie czuje, często mnie komplementował, mówił, że jestem piękna, śliczna, mam cudne oczy etc. Doszło do tego, że pisał ,że się roztapia, kiedy o mnie myśli ,a nie może się ze mną spotkać (potem przyznał, że to była taka bajera, ale po co ją mówił już nie umiał stwierdzić) Mówił, że mnie kocha- nieraz prosto w oczy, jednocześnie pisał ,że wie, iż z moim chłopakiem nie ma szans. Mówiłam mu, że jestem z nim i z nim będę. Przyjaciel nie raz nalegał na spotkanie sam na sam- zawsze spotykaliśmy się w gronie znajomych. Doszło do tego, że przyznam- zaczął mącić mi w związku, kiedyś sam przyznał, że chce mi namieszać w związku..Wtedy nagadałam mu okropnie, że sądziłam, że jest moim przyjacielem ,a on robi mi takie coś. Ale do rzeczy. Jak widzicie nasza przyjaźń to ciągłe 'czuję coś do Ciebie, nic do Ciebie nie czuję, kocham Cię jako chłopak, kocham Cię jako przyjaciel'' raz mówi co innego, innym razem co innego.. Kiedy podczas niedawnej rozmowy przez telefon powiedział, że cały czas kłamał z tym ,że coś czuje, że kocha to mi puściły już nerwy ,bo od pewnego czasu ta znajomość kręciła się tylko wokół tego, ja jestem osobą ,która nienawidzi kłamstw...wolę prawdę, zawsze. On to wiedział, w końcu przyjaźnił się ze mną tyle czasu, doszłam do wniosku, że skoro on kłamie w takich sprawach to jak to z tą przyjaźnią jest? Też jest zakłamana? Zerwałam z nim kontakt i znajomość na pewien czas. Wytknęłam mu wszystko, że nie chcę zadawać się z osobą ,która bez przerwy kłamie i miesza mi się w związek. Ale ostatecznie odnowiliśmy kontakt. Jemu podobno było głupio, obiecywał ,że więcej mnie nie okłamie, że jestem dla niego ważna, ale ja to słyszałam tysiąc razy..i ciągle gdzieś kłamie- a w czym, nie wiem, chyba mu już nie ufam, ciężko ufać komuś kto, ciągle coś ukrywa, albo kłamie. Raz on sam chciał zerwać ze mną przyjaźń -a za powód podał to ,że ciężko mu się przyjaźni ze mną, podczas ,gdy chce czegoś więcej. I że chyba mi samej byłoby ciężko, gdyby on kogoś miał ,a ja chciałabym z nim być. Ostatecznie- kontaktu nie zerwaliśmy, potem powiedział, że chce się przyjaźnić. Dziś doszło do kolejnej sytuacji ,gdzie puściły mi nerwy. Rozmawialiśmy przez telefon ,po czym on nagle powiedział coś, co dotyczy mojej choroby-zabolało. Powiedział to w sposób, tak ...prześmiewczy? Jakby to było zabawne... Mogę przetrwać wszystko. Fałszywą przyjaźń, fałszywe znajomości, rozstania ,miłość, która boli...ale nie mogę przetrwać i 'ogarnąć' się w związku z chorobą, ktora jest dla mnie wstydliwa. Sporo osób przez tą chorobę mnie po prostu olało, z nim było tak, że wiedział ,że choruję, na co dowiedział się po 1,5 roku znajomości. Zaakceptował to- tak jak pisałam wcześniej wydawało mi się, że nawet zmartwił się tym, że często tak źle się czuję... a dziś wypalił mi tekstem ,który zabolał i już mało ,że zabolał doprowadził mnie do łez. Wytknęłam mu ,że obiecał odbudować naszą przyjaźń ,a bez przerwy coś zawala. Bez przerwy powie coś złego, albo zrobi coś złego i ja potem płaczę, że to już chyba jego 'fetysz' doprowadzać dziewczyny do płaczu, ale najważniejsze...
zadaję sobie pytanie czy to jest przyjaźń? Czy tak ma to wyglądać i o co przede wszystkim mu chodzi? On potem przeprasza milion razy, ale co z tego, że to robi, skoro zawsze coś takiego się zdarzy? Rozumiem ,gdyby nie wiedział co i ile przeszłam przez chorobę i powiedział to ,co powiedział...ale on wszystko wiedział- nawet to, że przez chorobę straciłam kiedyś sens życia i miałam myśli samobójcze. Teraz jakoś sobie z tym radzę ,ale jedna nie taka wzmianka i jestem na skraju rozpadu...
O co mu tak naprawdę chodzi? Ja już w nic co on mówi nie wierzę, raz mówi co innego, potem co innego, później wypala z takim tekstem ,wiedząc ,że doprowadzi mnie to do płaczu ,a on to tłumaczy tym, że nie pomyślał... Co byście zrobili na moim miejscu z taką osobą ? Pomóżcie mi go zrozumieć o co mu chodzi. Może Wy wysnujecie jakiś normalny wniosek i doradzicie co robić.
jeśli ktoś to przeczyta, to chyba będzie cud, ale co mi tam...
Pozdrawiam!