Cześć,
Obecnie mam 29 lat. Mój długi związek (4,5 roku) skończył się na początku tego roku, generalnie wszystko umarło śmiercią naturalną. Stwierdziłem, że nie chcę nikogo poznawać i zrobiłem krótką przerwę od kobiet. Zająłem się pracą, i ewentualnymi wyjściami na imprezy bez jakiekolwiek nastawienia - bo to nie miejsce i czas na takie rzeczy.
Problem pojawił się sam na początku lipca. Pewna dziewczyna (22 lata), z którą łączyły mnie interesy, spodobała mi się i postanowiłem zaprosić ją na drinka. Zgodziła się, było miło i śmiesznie. Po całej "randce" odwiozłem ją do domu nic nie zaszło, pełna kultura. Po kilku dniach zaprosiłem, ją na spacer. Odbyliśmy dość długą podroż-spacer po mieście (w sumie 5h), było miło, odprowadziłem ją potem do domu. Miałem ochotę ją przytulić etc. ale broniła się
Randka nr 3, odbyła się dwa dni po spacerze. Przywitałem ją całusem i objęciem, była dość zaskoczona. Poszliśmy na drinka, mały spacer, potem do kina. W powietrzu było sporo piorunów. Po kinie próbowałem cokolwiek zainicjować (jakieś przytulenie czy objęcie) ale dziewczyna się wciąż broniła. Zrezygnowany zaproponowałem powrót do domu i wreszcie z jej strony nastąpiła jakaś reakcja, długo się nie zastanawiając nie pozostałem dłużny. Zaproponowałem kolejne spotkanie w niedzielę, jednak ona je zignorowała. Minęła niedziela, poniedziałek. Odzywa się ale mamy znaczący dystans. Czyżbym stał się nudny i przewidywalny? A raczej zauważyła we mnie desperata?
Jak to jest z tą całą zabawę w kotka i myszkę. Raczej nigdy tego nie stosowałem wszystko przychodziło spontaniczne.