Nowa relacja kosztem starego związku. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nowa relacja kosztem starego związku.

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 68 ]

1 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-20 00:18:43)

Temat: Nowa relacja kosztem starego związku.

Cześć wszystkim. Temat może wydawać się dla niektórych nieco kontrowersyjny, ale jakby nie patrzyć, interesujący.

Wyobraź sobie pewną sytuację:
Jesteś w związku (może nawet długoletnim) i mogłoby się wydawać, że wszystko dobrze się układa.
W pewnym momencie w Twoim życiu pojawia się ktoś inny. Na początku, traktujesz go jako kogoś z kim możesz pogadać, pośmiać się czy po prostu wyjść na spacer i zwierzyć się ze swoich problemów. Jednak w pewnym momencie sytuacja się komplikuje. Zaczyna Cię intrygować, a Ty uświadamiasz sobie, że z biegiem czasu kręci Cię coraz bardziej i bardziej. W Twojej głowie pojawia się powracające pytanie: "czy warto poświęcać swój związek w imię czegoś nowego?"

Jeśli sytuacja jest Ci znajoma, fajnie będzie jeśli opiszesz tutaj swoją historię.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

miałam podobnie, byłam w kilkuletnim związku i pojawił się ktoś kto mnie w pewien sposób "oczarował", jednak w porę zrozumiałam, że to co mnie "oczarowało" w nowym to cechy i zachowania których brakowało mi w moim związku. Ja się w porę opamiętałam i do niczego nie doszło, skończyło się na rozmowach prze telefon o pracy bo byliśmy z tej samej branży i facet mi imponował swoją wiedzą i doświadczeniem oraz ograniczyło się do kilku kaw i kilku spotkań na lunch ;-) ja ukróciłam tą znajomość do zwykłego koleżeństwa bo zdałam sobie sprawę, że od "podziwu" do miłosci daleka droga ;-)
koniec końców ... rozstałam sie z moim facetem a z kolegą po fachu mamy dobry kontakt i za każdym razem gdy się widzimy jest "chemia zawodowo-partnerska" ale nie chciałabym mimo to wychodzić poza te granice.

podsumowując - myślę, że jeśli jesteśmy w związku i ktoś zawróci nam na tyle w głowie że o nim myślimy, ciągnie nas do tej osoby to musimy mocno sie zastanowić co czujemy do osoby z którą jesteśmy w związku bo jak dla mnie to już pewien sygnał że czegoś brakuje lub nasze uczucia nie są do końca klarowne...

3

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Bede przestrzegac zawsze przed zakonczeniem zwiazku dla osoby, ktora dopiero poznaliamy. Cierpię juz 2 rok. Ostatnie miesiace to wegetacja wlasnie przez taki wybor. Ona poznala kogos innego , wrocilismy do siebie i orzez dwa lata ona myslala o nim. Od 3 miesiecy sa razem a ja nie moge sobie miejsca znalezc. Przemysl to dobrze.

4

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

W Twojej głowie pojawia się powracające pytanie: "czy warto poświęcać swój związek w imię czegoś nowego?"

W mojej głowie pojawia się pytanie po ile mają lat ludzie z takim podejściem do związku, bo to jest zasadnicza kwestia.
Co innego jak jesteśmy 20 parolatkami w luźnym związku, który sobie trwa bo trwa i tak nic innego do roboty nie ma...
A zupełnie co innego jak jesteśmy 30-40 parolatkami w związku małżeńskim, gdzie są dzieci i cała masa wspólnych zobowiązań...
Co innego szczeniackie zakochanie, bardzo często opierające się tylko na seksie i presji bycia z kimś "w związku" na faceboku...
A zupełnie co innego dojrzała miłość, kiedy dorośli ludzie podejmują wspólnie świadomą decyzję o założeniu rodziny...
I tak dalej i tak dalej. Proponuję najpierw określić jakieś ramy dyskusji w których mamy się poruszać, tak będzie łatwiej.

5 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-20 14:08:47)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

angel92, czy ten drugi miał jakikolwiek wpływ na to, że rozstałaś się ze swoim chłopakiem? Zrozumiałem to tak, że uświadomił Ci, że czegoś w Twoim związku brakowało.

wolosz94, opisałeś sytuację dość skrótowo, ale wydaje mi się, że zostałeś trochę wykorzystany. Po pierwsze, po co wracała do Ciebie skoro nie była pewna swoich uczuć? Po drugie, wiedziałeś o tym, że myśli o drugim chłopaku, czy utrzymywała ten fakt w tajemnicy, nie dając sygnałów, że związek z Tobą jej nie satysfakcjonuje?

anderstud, takie sytuacje zdarzają się nawet w związkach z długim stażem i wiek pod tym względem gra najmniejszą rolę. co więcej, w dłuższych związkach, tym bardziej trzeba być odpornym na tego typu sytuacje, gdyż w związku nieraz przychodzi rutyna, a tego typu nowa osoba jest pewnym powiewem świeżości i odskocznią od związkowej nudy.

Ramy dyskusji nie istnieją w moim wątku. Każdy może się wypowiedzieć, niezależnie od tego ile ma lat i jak długo trwał związek. Niezależnie od tego jak skończyła się sytuacja i czy końcem końców doprowadziła do rozpadu związku, czy też go umocniła.

6 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2017-03-20 14:17:41)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Cóż... przypomina mi to wątek niejakiego Spensa. Tam wiele osób pisało, że żona nie była jego pierwszym wyborem.

Pewnie nie, ale co znaczy "pierwszy wybór" ?:) ile znamy osób o odpowiadającej nam płci i w pasującym nam przedziale wiekowym, kilkadziesiąt? W porównaniu z ilością potencjalnych partnerów/partnerek na świecie, jest to śmieszny ułamek. Oczekiwanie, że w akurat tej grupce jest osoba, która pasuje nam "najlepiej na świecie" jest - delikatnie mówiąc - naiwne smile

Łatwo wyobrazić sobie sytuację, gdy jesteśmy w związku i poznajemy kogoś takiego, jak nasz partner, ale z dodatkowymi kilkoma cechami, których nam w tym związku brakuje.

Ale czy warto skakać z gałęzi na gałąź jak małpa? moim zdaniem, o ile nie czujemy się nieszczęśliwi - nie. Bo zakochanie zawsze mija. Stan trwa od 3 miesięcy do 3 lat (jeśli wierzyć artykułom naukowym, które czytałem) i kończy się wygaśnięciem uczucia zakochania. Jeżeli jednak pokochaliśmy partnera/partnerkę, to taki stan zaakceptujemy, bo to naturalna kolej rzeczy i wiąże nas uczucie inne, głębsze, związane z przeżytym wspólnie życiem. Na takim etapie większe cycki, grubszy portfel czy większa pewność siebie potencjalnego "lepszego" partnera/partnerki po prostu nie mają znaczenia, bo jesteśmy już na innym poziomie, na poziomie sentymentalnym, gdzie nie liczą się cechy i przymioty danej osoby, ale sama osoba właśnie smile

Na przykładzie matki. Czasem łatwo wyobrazić sobie, że moglibyśmy mieć lepszą matkę, ale z oczywistych względów nie da się matki wymienić, bo łączy nas z nią coś więcej, niż wybór wink

I na takiej samej zasadzie, gdy z partnerem/partnerką połączy nas wspólne życie, wszelkie wielokryterialne mechanizmy doboru przestają mieć sens.

Taką mam teorię. Oczywiście, jeśli nigdy nie pokochaliśmy partnera, to powyższe nie ma racji bytu i wtedy rzeczywiście można oczekiwać przeskoku na "lepszą gałąź", gdy taka się pojawi smile

7

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

angel92, czy ten drugi miał jakikolwiek wpływ na to, że rozstałaś się ze swoim chłopakiem? Zrozumiałem to tak, że uświadomił Ci, że czegoś w Twoim związku brakowało. [

rozpad związku był z jego powodu - jego uczucia osłabły + stwierdził, że nie może mi dać tego co oczekuję (wspólne zamieszkanie, w niedalekiej przyszłości założenie rodziny) wolał skupić się na pracy, którą pomimo swoich 30 lat, dopiero zaczynał ... (spełnienie jego marzeń praca w zawodzie).

aczkolwiek "znajomość" z tym nowym rozwijała się od maja - października, z różną intensywnością co do kontaktu i uświadomiła mi mimowolnie że czegoś mi w związku brakuje skoro byłam w stanie spojrzeć na tego faceta w inny sposób, rozważając nawet myśli co by było gdybym rzuciła się na głęboką wodę?

podejmując jednak decyzję o nierozwijaniu tej znajomości i  urywając kontakt z tamtym zaczęłam trochę dążyć do konfrontacji z moim facetem co do wzajemnych oczekiwań i planów na przyszłość męczyło mnie życie dniem dzisiejszym i totalny brak wychodzenia z inicjatywą co do wspólnej przyszłości.
Po zweryfikowaniu naszych wzajemnych oczekiwań okazało się że są one całkowicie różne.
Ja nie miałam ochoty na luźny bez zobowiązań i planów związek wobec zasady"żyjmy dniem dzisiejszym" ani mój ex nie miał ochoty na krok do przodu pomimo naszych 6 lat wspólnie spędzonych ... ;-)

więc z jednej strony dobrze że pojawił się ten 2, pomimo że fizycznie nie namieszał zrobił to emocjonalnie i ja mogłam dzięki temu spojrzeć na "mój" związek z innej perspektywy ...

8

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
WaltonSimons napisał/a:

Cóż... przypomina mi to wątek niejakiego Spensa. Tam wiele osób pisało, że żona nie była jego pierwszym wyborem.

Pewnie nie, ale co znaczy "pierwszy wybór" ?:) ile znamy osób o odpowiadającej nam płci i w pasującym nam przedziale wiekowym, kilkadziesiąt? W porównaniu z ilością potencjalnych partnerów/partnerek na świecie, jest to śmieszny ułamek. Oczekiwanie, że w akurat tej grupce jest osoba, która pasuje nam "najlepiej na świecie" jest - delikatnie mówiąc - naiwne smile

Łatwo wyobrazić sobie sytuację, gdy jesteśmy w związku i poznajemy kogoś takiego, jak nasz partner, ale z dodatkowymi kilkoma cechami, których nam w tym związku brakuje.

Ale czy warto skakać z gałęzi na gałąź jak małpa? moim zdaniem, o ile nie czujemy się nieszczęśliwi - nie. Bo zakochanie zawsze mija. Stan trwa od 3 miesięcy do 3 lat (jeśli wierzyć artykułom naukowym, które czytałem) i kończy się wygaśnięciem uczucia zakochania. Jeżeli jednak pokochaliśmy partnera/partnerkę, to taki stan zaakceptujemy, bo to naturalna kolej rzeczy i wiąże nas uczucie inne, głębsze, związane z przeżytym wspólnie życiem. Na takim etapie większe cycki, grubszy portfel czy większa pewność siebie potencjalnego "lepszego" partnera/partnerki po prostu nie mają znaczenia, bo jesteśmy już na innym poziomie, na poziomie sentymentalnym, gdzie nie liczą się cechy i przymioty danej osoby, ale sama osoba właśnie smile

Na przykładzie matki. Czasem łatwo wyobrazić sobie, że moglibyśmy mieć lepszą matkę, ale z oczywistych względów nie da się matki wymienić, bo łączy nas z nią coś więcej, niż wybór wink

I na takiej samej zasadzie, gdy z partnerem/partnerką połączy nas wspólne życie, wszelkie wielokryterialne mechanizmy doboru przestają mieć sens.

Taką mam teorię. Oczywiście, jeśli nigdy nie pokochaliśmy partnera, to powyższe nie ma racji bytu i wtedy rzeczywiście można oczekiwać przeskoku na "lepszą gałąź", gdy taka się pojawi smile

Pięknie napisane. Nic dodać, nic ująć. Doczepie się tylko przykładu z matką. Matki się nie wybiera. Matkę się ma . Tylko jedną.

9

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

no dlatego napisałem, że to coś więcej, niż kwestia wyboru smile (nie znaczy, że można wybierac, naturalnie wink)

10

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Tyle, że jeśli chodzi o partnera to jest wybór. Z jakis względów wybieramy właśnie tę osobę, żeby z nią wejść w związek, a potem każdego dnia wybieramy ją ponownie trwając w związku smile

11

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
masajka napisał/a:

Tyle, że jeśli chodzi o partnera to jest wybór. Z jakis względów wybieramy właśnie tę osobę, żeby z nią wejść w związek, a potem każdego dnia wybieramy ją ponownie trwając w związku smile

I to jest kwint esencja tematu.
Czy tylko ja mam tak ze z kazdym dniem coraz mocniej meza kocham i coraz mniej chetnie zamienilabym go nawet na ksiecia na bialym koniu? Nigdy mi to przez mysl nie przeszlo zeby rzucic go dla kogos nowo poznanego. Nowosci maja to do siebie ze moga byc fascynujace. Bo sa nowe, nieznane. Ale po co zamieniac kogos kto nas wspieral byl z nami na dobre i na zle na jeden wielki znak zapytania? Bo w nowym zwiazku moze byc roznie, nie zawsze lepiej...

12

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
Jaguar napisał/a:
masajka napisał/a:

Tyle, że jeśli chodzi o partnera to jest wybór. Z jakis względów wybieramy właśnie tę osobę, żeby z nią wejść w związek, a potem każdego dnia wybieramy ją ponownie trwając w związku smile

I to jest kwint esencja tematu.
Czy tylko ja mam tak ze z kazdym dniem coraz mocniej meza kocham i coraz mniej chetnie zamienilabym go nawet na ksiecia na bialym koniu? Nigdy mi to przez mysl nie przeszlo zeby rzucic go dla kogos nowo poznanego. Nowosci maja to do siebie ze moga byc fascynujace. Bo sa nowe, nieznane. Ale po co zamieniac kogos kto nas wspieral byl z nami na dobre i na zle na jeden wielki znak zapytania? Bo w nowym zwiazku moze byc roznie, nie zawsze lepiej...

Nie tylko Ty tak masz smile

13

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

anderstud, takie sytuacje zdarzają się nawet w szczęśliwych związkach i wiek pod tym względem gra najmniejszą rolę. co więcej, w wieku późniejszym, tym bardziej trzeba być odpornym na tego typu sytuacje, gdyż w związku nieraz przychodzi rutyna, a tego typu nowa osoba jest pewnym powiewem świeżości i odskocznią od związkowej nudy.

W szczęśliwych związkach takie sytuacje nie mają prawa się zdarzać, bo wyklucza to już choćby definicja szczęśliwego związku.
Jeśli ja jestem szczęśliwy będąc z partnerką, która to szczęście mi daje, to nawet nie spojrzę na inną, obojętnie kto by to nie był.
Wiek moim zdaniem ma bardzo dużo do rzeczy, bo jak ktoś już trochę widział i trochę przeżył, to doskonale o tym wie,
że prędzej czy później zawsze i wszędzie wkradnie się do związku rutyna i nie ma na to bata, motylki zdechną i nic na to nie poradzisz,
także zmiana jednego partnera na innego, to tylko złudna zmiana, a bardzo często po czasie się okazuje, że zamienił stryjek albo jeszcze gorzej.
No więc jak ktoś ma powiedzmy trzy-cztery dychy na karku, jest ogarnięty życiowo i ma wszystko poukładane, żona, dzieci, dom i tak dalej,
musi liczyć się z tym, że spieprzyć sobie życie i rozwalić rodzinę, to jest chwila moment. Odbudować później cokolwiek najczęściej już się nie da.
Powoli dochodzę to tego, że o tym wszystkim powinno się myśleć najpierw, a dopiero później o nowych cyckach, żeby na końcu nie żałować.
Tymczasem przeważnie jest dokładnie na odwrót, najpierw się robi, a myśli dopiero jak się wszystko wyda albo z tą nową nie wyjdzie
i wtedy otwieram rano komputer, wchodzę na forum, a tu kolejny, chyba już 279 wątek pod tytułem "jak ratować związek po zdradzie". 

Młodzi myślą zupełnie inaczej, bo zasadniczo nie myślą wcale. Nie są niczym tak naprawdę związani i "w razie czego" nie odpowiadają za nic.
Bardzo często nawet ze sobą nie mieszkają, a jeśli już to w jakimś wynajętym mieszkaniu i to też bardziej żeby tylko się uwolnić od rodziców,
aniżeli z potrzeby serca, bliskości czy czego tam jeszcze. Całkiem inne życie, inny świat i całkiem inne podejście niż to o czym pisałem wyżej.
Gdzie przypadkowy seks z przygodnie poznanymi osobami nie jest niczym nadzwyczajnym, a zrywanie ze sobą jest na porządku dziennym,
przychodzi o wiele łatwiej i nie wzbudza żadnych głębszych refleksji, bo jakie może wzbudzać po tygodniu, miesiącu czy roku znajomości.

No dobrze, ale do rzeczy.
Będąc w związku małżeńskim nigdy nawet przez sekundę nie pomyślałem o tym, żeby żonę zdradzić, a co dopiero od niej odejść.
Będąc w związkach innych, czy to przed małżeństwem, czy też po, owszem zdarzało się i miewać takie myśli i kusić los, nie przeczę.
W końcu za którymś razem przyszedł mi do głowy zajebisty pomysł - a co mi szkodzi spróbować, przecież tylko raz się żyje...
Może to nie była zdrada, bo tej z którą wówczas byłem nie zdradziłem, ale będąc z nią już sobie szykowałem wygodne lądowanie gdzie indziej.
I wiecie co? Ani nie byłem z tego powodu szczęśliwszy (jak to mówią - syf zawsze ten sam, tylko ryje inne) ani tym bardziej dumny.
Zerwałem z tą pierwszą pod jakimś tak durnym pretekstem, że już go nawet nie pamiętam, no i poleciałem do tej nowej na skrzydłach.
Mało tego, że już następnego dnia spacerując z tą nową po parku nadziałem się centralnie na tą z którą dzień wcześniej zerwałem.
Mało tego, że już po miesiącu miałem tej nowej dość i chciałem wracać do poprzedniej, ale nawet nie reagowała na moje zaczepki.
To jest wszystko nic. Wiecie co było najgorsze? Jak po kilku latach pijany spotkałem ją przypadkowo w jakimś lokalu na baletach.
Do wspomnianego lokalu przychodziła tez kobiecina z kwiatami na sprzedaż. Konkretnie z różami. Od razu kupiłem wszystkie jakie miała
i polazłem na parkiet do tej dziewczyny, żeby ją przeprosić za to, że kilka lat wcześniej zachowałem się jak ostatni fiut złamany.
Nic od niej nie chciałem, bo byłem już wtedy żonaty, chciałem tylko przeprosić. Didżej zatrzymał muzykę, a ona wzięła te wszystkie róże...
i rzuciła mi w pysk mówiąc - wsadź sobie te badyle w dupę i weź wypierdalaj. Koniec historii. Nawet sobie nie wyobrażacie jak się wtedy czułem.
Cała sala się gapi, większość to moi znajomi z którymi tam co tydzień balowałem, didżej się na mnie patrzy i kręci głową, no masakra jakaś.
I każdemu życzę z całego serca, żeby kiedyś poczuł się tak samo jak ja wtedy, jeśli zrobi komuś to co ja zrobiłem. Nauczka na całe życie.

14

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

na tym polega wybranie partnera.
spotykamy się z wieloma różnymi ludźmi aż trafi się ten, który nam odpowiada.
Ja kiedyś zostawiłam kilkuletniego chłopaka dla nowego - ale fakt faktem, że z żadnym potem nie byłam - to nie było to. Długo myślałam aż wybrałam nowe zamiast starego.
Nie żałuję.
Za to żałuję że nie zostawiłam następnego, bo miałam jakieś głupie absurdalne poczucie że skoro powiedziałam tak, to mam już z nim być.... tego własnie żałuję, że byłam taka głupia.
Co innego gdy mamy już wspólne zobowiązania, zwłaszcza dzieci (bo kredyt by mnie na tym etapie życia juz nie zatrzymał), bo jesteśmy odpowiedzialni za kogoś zależnego od nas. Związek to nie tylko je bajka, to też trudne chwile.
kończąc - dopóki nie ma zobowiązań to powinniśmy robić dokładnie to co każą nam uczucia.

15 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-20 16:21:12)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

WaltonSimons, no, super to wszystko opisałeś. Bardzo dużo wnosi to do tematu.

dzięki też za przekierowanie do wątku, ale sytuacja Spensa jest nieco inna. Wydaje mi się, że mimo tego, iż poślubił inną kobietą, dziewczyna którą kiedyś poznał nie dawała mu spokoju. Owszem, ze swoją żoną był szczęśliwy, proces zapominania o poprzedniej dziewczynie trwał w najlepsze, ale w pewnym momencie znowu się pojawiła i wszystko wróciło. Z tego co czytam, z jeszcze większą intensywnością. Myślę, że był świadomy tego, że utrzymywanie kontaktu z tamtą dziewczyną doprowadzi do tego, że oddali się od żony. Pewne rzeczy mógł przewidzieć, ale emocje były silniejsze. W każdym razie, prześledzę wątek dokładniej.

W tym wątku chodzi bardziej o poznanie kogoś zupełnie nowego, kiedy związek już jakiś czas trwa. Czasem trudno wyczuć gdzie leży granica między zwykłym koleżeństwem, a czymś więcej, bo rozwijanie tego typu znajomości to powolny proces.
U Spensa było to spektakularne wydarzenie bo od pierwszego spotkania z tamtą dziewczyną zwyczajnie zwariował na jej punkcie. Emocje wróciły i stało się, a on pozostał z dylematem smile Gdyby nie to, że jest już po ślubie i mają córeczkę nie zastanawiałby się długo i spróbowałby z tamtą. Jednak masz rację, w pewnym momencie wątki znajdują wiele punktów wspólnych, bo dylematy podobne.

Poza tym, punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. Może wypowiedzą się tutaj też osoby, które w podobny sposób weszły w czyjąś relację? smile Chodzi o coś w stylu punktu widzenia poprzedniej dziewczyny Spensa czy chłopaka, który pojawił się w życiu angel92
angel92, rozmawiałaś z nim o całej sytuacji? wiedział o tym, że zobaczyłaś w nim coś więcej, czy ucięłaś ten kontakt nie wspominając o tym ani słowem? smile Interesuje mnie to, jak się na to wszystko zapatrywał.

Jaguar, to prawda. Jeśli związek w pełni nas satysfakcjonuje, to nie myślimy o takich sprawach. Czasem jednak nowo poznana osoba, sprawia, że zauważamy w swoich związkach pewne braki, tak jak zrobiła to angel92.

Nowosci maja to do siebie ze moga byc fascynujace. Bo sa nowe, nieznane. Ale po co zamieniac kogos kto nas wspieral byl z nami na dobre i na zle na jeden wielki znak zapytania? Bo w nowym zwiazku moze byc roznie, nie zawsze lepiej...

Z czasem jednak to nowe i nieznane staje się przyjacielem, a później jeszcze kimś więcej. I właśnie taka sytuacja była celem dyskusji smile
Ja Ci mogę jedynie pogratulować  związku, który w pełni Cię zadowala smile

16 Ostatnio edytowany przez katarine93 (2017-03-20 16:12:31)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

Cześć wszystkim. Temat może wydawać się dla niektórych nieco kontrowersyjny, ale jakby nie patrzyć, interesujący.

Wyobraź sobie pewną sytuację:
Jesteś w związku (może nawet długoletnim) i mogłoby się wydawać, że wszystko dobrze się układa.
W pewnym momencie w Twoim życiu pojawia się ktoś inny. Na początku, traktujesz go jako kogoś z kim możesz pogadać, pośmiać się czy po prostu wyjść na spacer i zwierzyć się ze swoich problemów. Jednak w pewnym momencie sytuacja się komplikuje. Zaczyna Cię intrygować, a Ty uświadamiasz sobie, że z biegiem czasu kręci Cię coraz bardziej i bardziej. W Twojej głowie pojawia się powracające pytanie: "czy warto poświęcać swój związek w imię czegoś nowego?"

Jeśli sytuacja jest Ci znajoma, fajnie będzie jeśli opiszesz tutaj swoją historię.

Zawsze pojawi się ktoś, kto może nas zaintrygować. ZAWSZE. Ktoś lepszy, ładniejszy, mający takie cechy charakteru, których nie posiada obecny partner. Po dwóch miesiącach, po pół roku, po dziesięciu latach związku. Niekoniecznie mamy na to wpływ. To kwestia tego, jak bardzo jesteśmy na to odporni, jak traktujemy swój obecny związek i jakie mamy podejście do związków ogólnie.
Jeśli był to związek "z braku laku" i tak naprawdę niewiele nas z partnerem/partnerką łączy, dlaczego wciąż z nim jesteśmy i dopiero osoba trzecia (która ZAWSZE może się nagle pojawić) jest w stanie skłonić nas do rozważenia jego zakończenia? Po co się na taki związek w ogóle decydowaliśmy?

Jeśli zależy nam na budowaniu dojrzałego związku, a czegoś brakuje nam w relacji z drugą osobą, o tym się rozmawia, nie szuka zastępstw. A jeżeli nie da się dojść do porozumienia, odchodzimy. Bo w wejściu w nowy, rzekomo dobrze układający się związek, za jakiś może się okazać, że znów pojawi się taka osoba, która zawróci nam w głowie na tyle, że po raz kolejny będą dylematy.

Z drugiej strony podobno w szczęśliwych związkach nie ma miejsca na trzecią osobę.

Kwestia określenia tego, na czym nam tak naprawdę zależy.

17

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

Z czasem jednak to nowe i nieznane staje się przyjacielem, a później jeszcze kimś więcej. I właśnie taka sytuacja była celem dyskusji smile

Moim zdaniem celem dyskusji jest uspokojenie sumienia autora tematu, który szuka usprawiedliwienia dla tego co sam kombinuje smile
Nieprawdaż drogi autorze?
Jeśli 25 przy nicku to twój wiek, powinieneś umieć rozróżniać zwykłe koleżeństwo od "czegoś więcej" i doskonale się orientować,
kiedy zwykłe koleżeństwo zaczyna się zamieniać w "coś więcej" tym bardziej że to samo z siebie się nie robi z tego co ja wiem.
Takie tam historyjki o tym jak to miałem sobie znajomą, a później koleżankę, no i w końcu przyjaciółkę z którą się przespałem...
to wiesz, chłopcy w pewnym wieku wyrastają z wierzenia w takie bajki wink podobnie jak w samą instytucję przyjaźni męsko damskiej.
Zawsze jest w takim układzie mniej lub bardziej ukryty podtekst i to jest tylko kwestia czasu, kiedy dojdzie do "czegoś więcej"
więc już samo podtrzymywanie tego typu relacji ma jednoznaczny wydźwięk, a cała reszta to jest po prostu mydlenie oczu
i jak to mówi dzisiejsza młodzież - dorabianie dupie uszu - czyli ma tyle samo wspólnego właśnie co uszy z wiadomym miejscem.
Do tego dochodzi jeszcze ktoś trzeci z kim ty lub ona jesteście oficjalnie w związku i lada dzień wszystko się wyda, dobrze kombinuję?

18 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-20 16:48:05)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

anderstud, nie powiedziałbym, że osoby młode nie myślą wcale. Nie generalizowałbym tutaj, bo osoba która ma przykładowo 30 lat może okazać się bardziej dorosła od tej która ma 43 lata. Już po raz drugi wspominasz tutaj o wieku i jeśli on jest dla Ciebie głównym czynnikiem tego w jaki sposób ktoś myśli, to nie wiem jak to mogę skomentować smile Wychodzi na to, że osoba w wieku 25 lat nie może stworzyć solidnego związku, bo  liczy się dla niej tylko seks, zabawa i nietrwałe relacje.

Nie chodzi tutaj o to, że w trakcie nowego związku poznajemy kogoś nowego, pojawiają się motylki w brzuchu i po tygodniu nowej znajomości rezygnujemy z wszystkiego na rzecz nieznanego. To jest głupie, dziecinne i niedorzeczne, ale tego chyba dopowiadać już nie muszę smile Tu chodzi o świadome i przemyślane decyzje, bo nawet zastanawianie się nad zakończeniem związku to sprawa, którą trzeba przemyśleć w każdy możliwy sposób i mieć na uwadze wszystkie konsekwencje. Tutaj też dochodzimy do tego co mówi katerine93, że w pierwszej kolejności powinniśmy naprawiać relację, gdy do takiej sytuacji dojdzie. Problem w tym, że nie zawsze się da. Czasem jest tak, że partner czy partnerka zmieniają się z wiekiem, zaczynają mieć inne cele i oddalają się od siebie. Dochodzi do tego, że są ze sobą z przyzwyczajenia i nie ma już miejsca na uczucia. Tutaj drugie pytanie... czy warto starać się o taki związek? Osobiście, myślę, że nie.

katherine93, Twoje podsumowanie to dobra puenta: "w szczęśliwych zwiazkach nie ma miejsca na trzecią osobę"

anderstud, wracając do Twoich pytań.
Autor wątku nie jest w związku, nie szuka też żadnego usprawiedliwienia dla siebie, ani dla swoich kombinacji. Celem jest tutaj dyskusja, poznawanie różnych punktu widzenia oraz historie innych związane z tematem wątku.

19

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Gdyby w związkach, w ktorych jest miłość nie było miejsca na trzecią osobę, to związki poliamoryczne nie miałyby racjo bytu. A jednak są ludzie, którzy w takich związkach są szczęśliwi.

Wydaje mi się, że miłość nie zawsze jest taka zero-jedynkowa. Decyzje mogą być, ale nie uczucia.

To, że ktoś sobie postanowi trwać w małżeństwie ze względu na lojalność wcale nie oznacza, że ta decyzja wyczyści mu pamięć.

Swoich zachowań możemy być na tyle pewni, na ile zostały sprawdzone w praktyce smile

20 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-20 16:44:36)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Iceni, związki poliamoryczne to temat na osobną dyskusje. Tutaj jest to świadomy wybór, który nikogo nie krzywdzi, bo osoby od samego początku umawiają się na taki rodzaj związku i wszystko jest jasne. No hard feelings smile

To prawda, łatwo jest generalizować, ale czasem trzeba  przeanalizować wiele za i przeciw aby dojść do świadomego wyboru, który nie jest pod wpływem emocji. Czasem decydujemy się na zakończenie związku, a czasem nie. Nie można też mówić, że decyzja o zakończeniu związku na rzecz nowej relacji jest czymś co zawsze jest złe. Wydaje mi się, że anderstud właśnie to chciał powiedzieć smile

21 Ostatnio edytowany przez katarine93 (2017-03-20 16:50:04)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
anderstud napisał/a:

Jeśli 25 przy nicku to twój wiek, powinieneś umieć rozróżniać zwykłe koleżeństwo od "czegoś więcej" i doskonale się orientować,
kiedy zwykłe koleżeństwo zaczyna się zamieniać w "coś więcej" tym bardziej że to samo z siebie się nie robi z tego co ja wiem.
Takie tam historyjki o tym jak to miałem sobie znajomą, a później koleżankę, no i w końcu przyjaciółkę z którą się przespałem...
to wiesz, chłopcy w pewnym wieku wyrastają z wierzenia w takie bajki wink podobnie jak w samą instytucję przyjaźni męsko damskiej.
Zawsze jest w takim układzie mniej lub bardziej ukryty podtekst i to jest tylko kwestia czasu, kiedy dojdzie do "czegoś więcej"
więc już samo podtrzymywanie tego typu relacji ma jednoznaczny wydźwięk, a cała reszta to jest po prostu mydlenie oczu
i jak to mówi dzisiejsza młodzież - dorabianie dupie uszu - czyli ma tyle samo wspólnego właśnie co uszy z wiadomym miejscem.

Otóż to smile
Brnięcie i zacieśnianie takiej znajomości to zdecydowanie świadome działanie. Jak dużo komuś na coś pozwalamy, to już od nas samych zależy. Ale jeśli komuś trzeciemu pozwalamy wejść w nasz związek, to znaczy to tyle, że jest on ekhm... pupy wart. Ale jakieś symptomy tego powinny pojawić się już wcześniej, nie dopiero wtedy, gdy poznamy Zośkę czy inną Baśkę (lub Józefa tongue). Tak czy inaczej nad związkiem się pracuje, o związek się dba,

lukas25 napisał/a:

Problem w tym, że nie zawsze się da.

no a jeśli się nie da, to go zakańczamy. Proste.

22

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

No tak, chodziło mi tylko o te stwierdzenia, że w szczesliwych zwiazkach nie ma miejsca na inną osobę.

Myślę, że nie zawsze jest tak, że żeby pokochać inną osobę trzeba przestać kochać tę pierwszą. Czasem to może być bardziej skomplikowane.

Co do glownego tematu, to za chwilę

23

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
Iceni napisał/a:

Myślę, że nie zawsze jest tak, że żeby pokochać inną osobę trzeba przestać kochać tę pierwszą. Czasem to może być bardziej skomplikowane.

Masz na myśli jakąś konkretną sytuację? smile

24

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
Iceni napisał/a:

No tak, chodziło mi tylko o te stwierdzenia, że w szczesliwych zwiazkach nie ma miejsca na inną osobę.

Myślę, że nie zawsze jest tak, że żeby pokochać inną osobę trzeba przestać kochać tę pierwszą. Czasem to może być bardziej skomplikowane.

W zasadzie to nawet równanie 2+2 może być bardziej skomplikowane, pomimo tego że wynik jest znany, bo może być tylko jeden smile
Ja myślę, że jak ktoś jest w szęśliwym związku, to nie ma ani potrzeby, ani nie szuka sposobności, żeby "komplikować" proste sprawy.
Umiejętność dostrzegania w porę kierunku w jakim zmierza znajomość, to również nie jest jakaś szczególnie skomplikowany temat
i jeśli ktoś nie chce się wikłać w jakieś śliskie tematy, to się wikłać nie będzie, a jak komuś mało w życiu wrażeń, to niech nie buja,
że on biedny nie wiedział co się dzieje, nie zauważył kiedy się porobiło, nie o to chodziło, to wszystko jakoś tak samo się stało...
Samo się stało? W przyrodzie nic się samo nie dzieje. To są tylko tłumaczenia małego kazia, który narobił gnoju i nie wie jak wybrnąć.
90% przyłapanych na zdradzie nie wie jak to się stało, a bajeczka i przyjaciółce, która "stała się kimś więcej" jest juz tak oklepana,
że tylko na tym jednym forum w ciągu jednej minuty znajdę przynajmniej 10 takich historii z czego połowa kończy się najdalej po pół roku
jak koleś zostaje na lodzie z niczym, bo przyjaciółka już się z nim znudziła, a żona nie chce widzieć. Teraz lament na forum i płacz co robić.
Nie wiem co, może nowej przyjaciólki sobie poszukać, buehehe big_smile

25 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-03-20 17:50:15)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:
Iceni napisał/a:

Myślę, że nie zawsze jest tak, że żeby pokochać inną osobę trzeba przestać kochać tę pierwszą. Czasem to może być bardziej skomplikowane.

Masz na myśli jakąś konkretną sytuację? smile

W zasadzie tak, chociaż
nie wiem czy do konca bylby to dobry przyklad. To taka historia, ktorą kiedyś, ktoś mi opowiedział.

26 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-20 17:57:42)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Iceni, możesz opowiedzieć, mimo wszystko smile

anderstud, poznanie przyjaciółki, z którą wynika podobna sytuacja jak przedstawiona nie zawsze kończy się zdradą.
W zasadzie, nie rozmawiamy tutaj o zdradach. Chodzi bardziej o to jak dzięki niektórym zmienia się postrzeganie dotychczasowego związku, przy czym do zdrady nie dochodzi. Ewentualnie, do zakończenia związku.

27 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-20 18:43:20)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Drugiego człowieka poznajemy przez całe życie. Nie po czułych słówkach, a po konkretnych czynach.
Moim zdaniem nie ma takiej możliwości, żeby posiadanie takiej "przyjaciółki" mogło zweryfikować czyjś pogląd
na jego własny związek czy osobę z którą ten związek tworzy, no po prostu nie widzę takiej opcji.
Spotykanie się od czasu do czasu na kawce czy gdzieś tam, nawet na "koleżeńskim" bzykanku wink
a życie z kimś pod jednym dachem dzień w dzień nierzadko całymi latami, to są zupełnie różne perspektywy.
Nie jesteś w stanie nic powiedzieć o tej drugiej, dopóki nie przeżyjesz z nią tyle co z tą pierwszą,
więc jeśli nadal będziemy się upierać przy wersji, że poznałem kogoś i przejrzałem na oczy, a teraz się zastanawiam,
to ja tego nie kupuję, bo według mnie to są jakieś bujdy na resorach i wykrzywianie czasoprzestrzeni wedle własnych potrzeb.
Pomijając aspekt czysto fizyczny, który powoduje tylko i wyłącznie pociąg seksualny, to nic nie jesteś w stanie powiedzieć
o kobiecie z którą się spotykasz z doskoku przy różnych tam okazjach, pomijam już w tej chwili co to za okazje.
No taka jest rzeczywistość. Jest też takie powiedzenie, że nie da się zbudować szczęścia na czyimś nieszczęściu.
I to też jest wierutna bzdura, bo da się, ale skąd się wzięło to powiedzenie? Moim zdaniem właśnie stąd,
że bardzo dużo osób pod wpływem takiej właśnie przelotnej znajomości opartej na wzajemnym pożądaniu
porzuca dotychczasowych partnerów, którzy w porównaniu z kochankiem są tak beznadziejni we wszystkim, że dramat,
a kiedy kurz i emocje opadną, nagle się okazuje, że ten kochanek czy ta kochanka wcale tacy idealni nie są,
chemia i dzikie pożądanie z czasem znika, a dopada szara rzeczywistość, znudzenie, nadchodzi czas podsumowań i przemyśleń.
Wtedy bardzo często się okazuje, że zwykłe codzienne życie wcale nie jest ani trochę lepsze od tamtego które mieliśmy wcześniej,
nierzadko jest wręcz jeszcze gorzej i już jest tylko kwestią czasu, kiedy wszystko się posypie i rozpadnie.
To przysłowiowe czyjeś nieszczęście nie ma tu akurat kompletnie nic do rzeczy. Po prostu tak się dzieje kiedy pochopnie podejmuje się decyzje.

28 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-21 14:48:48)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Tak, anderstud, ale akuat nie pisałem o pochopnych decyzjach. Jeśli faktycznie podejmowałoby się w tej sytuacji pochopne i łatwe decyzje, to zastanowiłbym się najpierw nad jakością związku tych dwóch osób.
Wiadomo, że im dłużej z kimś się jest (a związek jest szczęśliwy), to nie myśli się o tego typu rzeczach, a cała nasza uwaga jest skupiona właśnie na tym związku i raczej nikt nie jest w stanie tego zmienić. Przynajmniej ja to tak odbieram.
Jednak, nie można powiedzieć, że każdy związek jest szczęśliwy i czasem mimo naszych prób pewnych rzeczy nie da się naprawić. Czasami też podświadomie czegoś nam brakuje i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dla jednej osoby coś stanowi wielki problem, a druga problemu nie widzi w ogóle. Pewne rzeczy mogą wyjść dopiero po jakimś czasie- po kilku lub nawet kilkunastu latach.
Czy w takim wypadku posiadanie tego typu "przyjaciółki" czy "przyjaciela" nie popchnie Cię jeszcze bardziej do zweryfikowania swoich poglądów i podjęcia szybszej decyzji?
Jakie znaczenie w takiej sytuacji ma to czy osoba ma 25 lat i jest "wolnym ptakiem", czy może ma 30-40, dzieci żonę/męża i inne zobowiązania?
Sam pomyśl.

Wniosek: Nikt nie zrezygnuje ze związku, który uznaje za w pełni szczęśliwy. Sprawa się komplikuje gdy związek w którym jesteśmy, mógłby być zwyczajnie lepszy.

29 Ostatnio edytowany przez masajka (2017-03-21 15:12:20)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Lukas, ale po co wszystko tak komplikować?  Po co tkwić w nieudanym związku? 
Wydaje mi się, że przedstawiasz tu taką sytuację: mam kiepski związek, no ale póki nikogo ciekawego nie ma na horyzoncie to sobie w nim będę. No, a jak się ktoś fajny pojawi to partnera kopnę w cztery litery, a potem dorobie sobie ideologię, że czegoś mi brakowało od dawna, a dopiero pojawienie się nowej osoby uzmysłowilo mi to. Sorry, ja tego nie kupuję.

30 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-21 15:44:59)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

masajka, to akurat pisałem do anderstud, który, wydaje mi się że uważa, że jeśli już raz wejdzie się w związek, to trzeba w nim być. A bo to staż związku, a bo to dzieci, a bo to inne zobowiązania... smile

Po co tkwić w nieudanym związku? A może po to, żeby spróbować coś naprawić, by nie podjąć pochopnej decyzji, o której była mowa i nie odejść za wcześnie? (nawet jeśli chcielibyśmy się wtedy skupiać na nowej znajomości) smile

Nie mówię, niektórzy zbyt długo próbują coś naprawiać.

31

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

masajka, to akurat pisałem do anderstud, który, wydaje mi się że uważa, że jeśli już raz wejdzie się w związek, to trzeba w nim być. A bo to staż związku, a bo to dzieci, a bo to inne zobowiązania... smile

Po co tkwić w nieudanym związku? A może po to, żeby spróbować coś naprawić, by nie podjąć pochopnej decyzji, o której była mowa i nie odejść za wcześnie? (nawet jeśli chcielibyśmy się wtedy skupiać na nowej znajomości) smile

Nie mówię, niektórzy zbyt długo próbują coś naprawiać.

Nie, nie, nie rozumiemy się. Ja się zgadzam z tym , co pisze anderstud w 100%, to jest podejście dojrzałego człowieka. Anderstud pisze o odpowiedzialności za drugiego człowieka, a nie o tkwieniu w nieudanym związku na siłę. Pamiętasz ,, Małego księcia" - ,,jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiles"?.

32

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

He he, ale kręcisz kolego, jak nie w tą, to w drugą mańkę big_smile
Do wpisu #27 cały czas była mowa o szczęśliwym związku, gdzie nie wiadomo skąd pojawia się przyjaciółka,
która nam uświadamia, że ten nasz szczęśliwy związek wcale taki szczęśliwy nie jest, więc sobie z niego wychodzimy.
I ja tej wersji cały czas się trzymam.
Dla mnie to jest lipa i szukanie usprawiedliwienia dla tego, który porzuca i sam wewnętrznie czuje że postępuje podle,
ale na zewnątrz musi być wszystko cacy, bo nie może wyjść na zwykłą szuję, zakłamaną kanalię i pospolitego zdradzacza.
No sorry, ale tak ja to widzę. Słabizna.

Wersja w której ten nasz związek jednak nie jest szczęśliwy i dlatego wolimy przyjaciółkę,
pojawia się dopiero teraz (wpis #28) i ma na celu... co przepraszam? Zrobić ze zwykłego zdradzacza męczennika,
który poświęcił swoje życie na podtrzymywanie fasady związku, w którym tak naprawdę tylko się męczył
i za ten bohaterski czyn należy mu się teraz medal albo chociaż jakaś atrakcyjna przyjaciółka w nagrodę,
a nie jakieś dziwne pretensje ze strony dotychczasowej partnerki, zdradzonej i porzuconej dla innej?
To jest jeszcze słabsze, bo jak związek kogoś męczy, to się o tym rozmawia i jak nie ma żadnej innej opcji,
to się taki związek kończy jak cywilizowani ludzie, każdy idzie w swoją stronę i sobie szuka kogoś innego.
I tak jest okej. To o czym tutaj rozmawiamy nie jest okej. Przynajmniej moim skromnym zdaniem.

33

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
masajka napisał/a:

Lukas, ale po co wszystko tak komplikować?  Po co tkwić w nieudanym związku? 
Wydaje mi się, że przedstawiasz tu taką sytuację: mam kiepski związek, no ale póki nikogo ciekawego nie ma na horyzoncie to sobie w nim będę. No, a jak się ktoś fajny pojawi to partnera kopnę w cztery litery, a potem dorobie sobie ideologię, że czegoś mi brakowało od dawna, a dopiero pojawienie się nowej osoby uzmysłowilo mi to. Sorry, ja tego nie kupuję.


A czy w zwiazku są tylko dwie opcje
udany - nieudany?

A co pomiędzy tym?
Dla mnie oczywistym jest, że w zwiazku "trochę  nieudanym" można "tkwić" chocby z powodu dzieci, zobowiazan i tak, owszem, braku innej opcji.

Jaki jest sens zostawiac kogos, rozbijac rodzinę dla niczego?

Co w przypadku kiedy dopiero spotkanie kogos uswiadamia nam nasze pragnienia lub jak daleko  popsulo sie w aktualnym zwiazku?

34 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-21 19:27:20)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

anderstud, no cóż, jeśli przyjaciółka/przyjaciel jest w stanie uświadomić, że związek szczęśliwy nie jest, to tak naprawdę nigdy szczęśliwy nie był, a my tylko żyliśmy w przeświadczeniu, że szczęśliwy jest. Dlaczego żyliśmy w takim przeświadczeniu? Bo chcieliśmy, bo baliśmy się samotności, bo coś w pewnym momencie zaczęło się sypać, bo poznanie tej drugiej osoby, było motorem napędowym, który sprawił, że zaczęliśmy postrzegać ten związek inaczej (tak, to się zdarza). Przykłady można mnożyć.
Kolejny raz powtarzam, że zgadzam się ze stwierdzeniem, które tutaj padło: "w szczęśliwym związku nie ma miejsca na osobę trzecią." Czasem tylko musimy dogłębnie się zastanowić nad tym czy związek faktycznie jest szczęśliwy i tak jak pisze Iceni, w poprzednim poście, czasem druga osoba może nam pomóc w dojściu do odpowiednich wniosków.

Widzisz, w przypadku naszej rozmowy bardziej wdajemy się w ocenę tego czy te zachowania są dobre czy złe, a założeniem wątku były historie osób, takich jak angel92, które zwyczajnie w takie relacje wpadły. Czyli osób u których pojawiła się druga osoba, kiedy były w związku, ale także tych, które pojawiły się w czyimś życiu jako ta druga osoba, jako ten przyjaciel czy przyjaciółka. Bez oceny czy jest to sprawiedliwe, odpowiedzialne, dorosłe, czy tez jest zupełnie na odwrót.

Ponadto, Ty z mojej strony widzisz tylko "kręcenie w jedną lub drugą mańkę","kombinacje" i "próby usprawiedliwienia" czy nawet "zdrady" Tym bardziej, że mam tylko 25 lat, co oznacza, że zrywanie jest dla mnie, jak to stwierdziłeś: "na porządku dziennym i nie wzbudza żadnych refleksji". Idąc dalej, jestem młody, a jak uprościłeś: "młodzi myślą zupełnie inaczej, bo zasadniczo nie myślą wcale."
W takiej sytuacji, nie widzę sensu w kontynuowaniu naszej konwersacji smile

Pozdrawiam serdecznie.

35

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
anderstud napisał/a:

He he, ale kręcisz kolego, jak nie w tą, to w drugą mańkę big_smile
Do wpisu #27 cały czas była mowa o szczęśliwym związku, gdzie nie wiadomo skąd pojawia się przyjaciółka,
która nam uświadamia, że ten nasz szczęśliwy związek wcale taki szczęśliwy nie jest, więc sobie z niego wychodzimy.
I ja tej wersji cały czas się trzymam.
Dla mnie to jest lipa i szukanie usprawiedliwienia dla tego, który porzuca i sam wewnętrznie czuje że postępuje podle,
ale na zewnątrz musi być wszystko cacy, bo nie może wyjść na zwykłą szuję, zakłamaną kanalię i pospolitego zdradzacza.
No sorry, ale tak ja to widzę. Słabizna.

Wersja w której ten nasz związek jednak nie jest szczęśliwy i dlatego wolimy przyjaciółkę,
pojawia się dopiero teraz (wpis #28) i ma na celu... co przepraszam? Zrobić ze zwykłego zdradzacza męczennika,
który poświęcił swoje życie na podtrzymywanie fasady związku, w którym tak naprawdę tylko się męczył
i za ten bohaterski czyn należy mu się teraz medal albo chociaż jakaś atrakcyjna przyjaciółka w nagrodę,
a nie jakieś dziwne pretensje ze strony dotychczasowej partnerki, zdradzonej i porzuconej dla innej?
To jest jeszcze słabsze, bo jak związek kogoś męczy, to się o tym rozmawia i jak nie ma żadnej innej opcji,
to się taki związek kończy jak cywilizowani ludzie, każdy idzie w swoją stronę i sobie szuka kogoś innego.
I tak jest okej. To o czym tutaj rozmawiamy nie jest okej. Przynajmniej moim skromnym zdaniem.

Oj tak sobie to czytam i o ile rozumie wypowiedzi różnych osób tu się wypowiadających, tak nie rozumie wypowiedzi samego autora tego wątku. Lukas to jest już kolejny wątek lub sytuacja kiedy gubisz się sam we własnych myślach i ja także kilkakrotnie myslałam że celowo coś kręcisz. Teraz wiem, że faktycznie masz często problem z wyrażeniem wprost tego co ci w głowie siedzi, a nie kombinujesz. To nie pierwsza tego typu sytuacja kiedy najpierw piszesz jedno=ktoś się z tobą nie zgodzi=odpowiadasz więc i nagle stwierdzasz coś na odwrót, że niby o co innego ci chodzi niż za pierwszym razem.
Przepraszam że "znowu" cię nie rozumie, ale no cóż nie jestem na tyle inteligentna wink
Zatem jeszcze raz popracuj nad uporządkowaniem swoich myśli i wypowiedzi. Póki co kompletnie nie rozumie celu założenia tego wątku? co chciałeś w nim przekazać? Reprezentowanego przez ciebie poglądu?
Tym bardziej, że z tego co mi wiadomo opisywane w tym wątku sytuację cię nie dotyczą i nie dotyczyły raczej nigdy......zatem po co zajmować się sytuacjami, które cię wcale nie dotyczą i nie wiadomo czy kiedykolwiek będą....
Z nudów?

36

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
Iceni napisał/a:

Jaki jest sens zostawiac kogos, rozbijac rodzinę dla niczego?

Co w przypadku kiedy dopiero spotkanie kogos uswiadamia nam nasze pragnienia lub jak daleko  popsulo sie w aktualnym zwiazku?

Myślę, że albo nie byliśmy szczerzy sami  ze sobą i udawalismy, że nie widzimy, co się dzieje w naszym związku, albo szukamy usprawiedliwia dla siebie, gdy pojawi się ktoś trzeci.

Nie rozumiem takiego  podejścia, że ktoś nie jest szczęśliwy w związku,ale  nic z tym nie zrobi,  nie rozstanie się , że nie być samemu. Ale jeśli ktoś inny się pojawi , to wtedy już tak, bo nie odejdzie w próżnię, nie odejdzie ,,do niczego".

37 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-21 18:44:37)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Hadar główny cel założenia wątku podałem w temacie, jak i w wiadomości, która widnieje nad Twoją smile

W ostatniej wiadomości skierowanej do anderstud wszystko już podsumowałem. Mam nadzieję, że jasno smile

Hadar, Mam wrażenie, że myślisz, iż chcę udobruchać komentujących, a moje zdanie zmienia się pod wpływem tego co piszą. Spokojnie, tak nie jest! smile
PS: chciałbym mieć więcej okazji do tego by robić coś z nudów, ale niestety nie ma tak dobrze tongue

38

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
Iceni napisał/a:

 

Jaki jest sens zostawiac kogos, rozbijac rodzinę dla niczego?

Co w przypadku kiedy dopiero spotkanie kogos uswiadamia nam nasze pragnienia lub jak daleko  popsulo sie w aktualnym zwiazku?

akurat tak jest najczęściej . Romans, motylki, zauroczenie są o wiele przyjemniejsze niż stary partner.  W zderzeniu z nieskazitelna nowa miłością jest jak stary , cuchnący i rozlatujący się kapec. Jest przeszkada do nowego lepsiejszego szczęścia . A pamięć podpowiada jedynie złe wspomnienia. Z nowa miłością nie ma złych wspomnień, jeszcze. Widać jedynie bezsens dotychczasowego związku

39

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

Hadar główny cel założenia wątku podałem w temacie, jak i w wiadomości, która widnieje nad Twoją smile

W ostatniej wiadomości skierowanej do anderstud wszystko już podsumowałem. Mam nadzieję, że jasno smile

Hadar, Mam wrażenie, że myślisz, iż chcę udobruchać komentujących, a moje zdanie zmienia się pod wpływem tego co piszą. Spokojnie, tak nie jest! smile
PS: chciałbym mieć więcej okazji do tego by robić coś z nudów, ale niestety nie ma tak dobrze tongue

Tak się składa, że wcześniej nie widziałam twojego ostatniego posta nim tu napisałam, bo oboje pisaliśmy w tym samym czasie te posty, a ty teleoatycznie wyprzedziłes moje pytanie i odpowiedziałeś. Wiem, że nikogo tu nie chcesz "udobruchać" choć czasami osobie, która pierwszy raz ma z tobą przyjemność, może się tak właśnie wydawać, bo niekiedy piszesz jakiś tak zawile, niejasno czy niezrozumiale.
Dalej mnie jednak zastanawia skąd u ciebie pomysł na taki wątek?
Zazwyczaj na forum pojawiają się wątki związane bezpośrednio z nami lub naszymi doświadczeniami, a tu .....
Też bym chciała mieć tyle czasu aby się nudzić.....choć skoro piszemy oboje na forum to trochę go w zanadrzu musimy mieć, nieprawdaż? smile

40 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-21 20:52:37)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

Ponadto, Ty z mojej strony widzisz tylko "kręcenie w jedną lub drugą mańkę","kombinacje" i "próby usprawiedliwienia" czy nawet "zdrady" Tym bardziej, że mam tylko 25 lat, co oznacza, że zrywanie jest dla mnie, jak to stwierdziłeś: "na porządku dziennym i nie wzbudza żadnych refleksji". Idąc dalej, jestem młody, a jak uprościłeś: "młodzi myślą zupełnie inaczej, bo zasadniczo nie myślą wcale."
W takiej sytuacji, nie widzę sensu w kontynuowaniu naszej konwersacji smile

Pozdrawiam serdecznie.

Ja tu nie widzę żadnej chęci konwersacji, tylko stawanie okoniem pod każdym argumentem, który jest nie po twojej myśli
i zmienianie wersji na "właściwą" w zależności od aktualnych potrzeb w dynamicznie rozwijającej się dyskusji smile
Może szybciej dojdziemy do ładu, jeśli napiszesz wprost o co się rozchodzi i co konkretnie chciałbyś tutaj przeczytać, nie wiem...
że można kogoś po latach ot tak rzucić w kąt jak starą brudną szmatę i wziąć sobie nową pachnącą prosto ze sklepu,
a na pytanie "dlaczego" rzucić na odczepnego wymyśloną w locie bajeczkę o boskim aniele który do nas zstąpił z niebios,
żeby nam pokazać w jak syfiastym związku do tej pory tkwiliśmy, bo nam samym nigdy coś podobnego do głowy by nie przyszło?
Masz rację, tak właśnie jest i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, a każda porzucona osoba, która słyszy podobne brednie
momentalnie czuje się lepiej, bo ona też rozumie, że no skoro tak, to trudno, widocznie tak musiało być. To chciałeś przeczytać?
Wułala smile

Pozdrawiam również.

P.S.
Nie odpowiedziałeś na żadne z moich pytań, między innymi o to w jaki to cudowny sposób ta twoja "przyjaciółka"
ma ci raptem uzmysłowić jaki jesteś nieszczęśliwy będąc w szczęśliwym (przynajmniej do tej pory) związku?
Skoro znacie się tylko z doskoku i prawdopodobnie nie spędziliście ze sobą tak naprawdę nawet jednego tygodnia,
to co ty możesz o niej wiedzieć, żeby ją porównywać do tej z którą jesteś bez przerwy non stop przez jakiś tam czas?
Już samo to jest tak dziecinnie niedorzeczne, że dalsza rozmowa jest kompletnie bezprzedmiotowa, ale nie wiem dlaczego,
miałem jakąś cichą nadzieję, że może tym razem dowiem się czegoś nowego. Niestety, na próżno.

41 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-21 22:35:08)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

anderstud, haha, zdecyduj się może najpierw. To w końcu, co ja robię tutaj w tej rozmowie? Staję okoniem pod każdym argumentem innych, czy zmieniam wersję na "właściwą" pod wpływem wypowiadających się tutaj osób?

Tak jak powtarzam już po raz enty, chcę przeczytać różne opinie ludzi i dzięki temu dowiedzieć się czegoś co wniesie do mojego punktu widzenia coś nowego. Pisałem już w jednej z poprzednich wiadomości (na turkusowo, żeby było wyraźniej) co jest celem tej dyskusji i aż głupio jest mi to powtarzać po raz kolejny.

Mi nikt niczego nie musi uzmysławiać, bo tak jak mówiłem, ja w związku nie jestem. Nie wiem też jak ta "przyjaciółka" ma komuś cokolwiek uzmysłowić, więc, przykro mi, ale nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytanie. Ktoś z komentujących może jedynie napisać jak "przyjaciel" czy "przyjaciółka" zrobili to w ich przypadku. smile

Hadar, chcesz mi powiedzieć, że muszę dać "ująć się w cugle"? tongue tongue tongue
Co do czasu, po prostu, jesteśmy dobrze zorganizowani smile

42

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

Mi nikt niczego nie musi uzmysławiać, bo tak jak mówiłem, ja w związku nie jestem. Nie wiem też jak ta "przyjaciółka" ma komuś cokolwiek uzmysłowić, więc, przykro mi, ale nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytanie. Ktoś z komentujących może jedynie napisać jak "przyjaciel" czy "przyjaciółka" zrobili to w ich przypadku. smile

No toż przecież ci klaruję jak. Mam drukowanymi napisać? Nie róbmy sobie jaj z pogrzebu smile
W wielkim skrócie całą rzecz ujmując wszystko się sprowadza do pieprzenia.
Najpierw pieprzy się przyjaciółkę, a później pieprzy się głupoty, żeby nie wyjść na gnoja.
Te wszystkie pseudo przyjaźnie opierają się tylko i wyłącznie na chęci zaliczenia jedno drugiego
i tak długo taka przyjaźń będzie się rozwijać, aż w końcu do tego dojdzie. Klasyka i banał, za każdym razem to samo.
Cała reszta to jest owijanie gówna w sreberko i dorabianie wzniosłych hasełek do pospolitego kur...stwa.
Jak facet jest w szczęśliwym związku, czyli ma wszystko czego mu trzeba, to nawet mu do głowy nie przyjdzie
chęć posiadania jakiejkolwiek przyjaciółki, bo niby po co? Facet ma od tego ma kumpli. Faceci przyjaźnią się z facetami.
Kiedy facet zaczyna się kumplować z facetką, to można być niemal na 100% pewnym, że taka znajomość ma drugie dno
i przepraszam ale muszę to napisać W PEWNYM WIEKU wink takie rzeczy już się po prostu wie, podobnie jak to,
że ta cała otoczka pod tytułem "dopiero ona mi pokazała jak wygląda prawdziwe szczęście" to jest pierdzielenie głupot
przez kolesi napalonych na nowe cycki i zgrabniejszy tyłek, którym buzujące hormony chwilowo odcięły zdolność
rozpoznawania swoich czynów i kierowania własnym życiem. Często gęsto po kilku miesiącach wracają z podkulonym ogonem
i błagają o wybaczenie te same z którymi tak im było źle. Aż przyjaciółka musiała ich ratować i wyciągać z tej beznadziei...

Po raz ostatni - jak w związku jest dobrze, to jest dobrze. Jak jest niedobrze, to jest niedobrze. I to się samemu czuje i wie.
Żadna przyjaciółka ani nie jest potrzebna, żeby nam to uzmysławiać, ani nawet nie jest w stanie tego zrobić, bo nie ma takiej możliwości.
Od tego są wykwalifikowani specjaliści, do których z takimi problemami się idzie. No tylko że można trafić na faceta i co wtedy...

43 Ostatnio edytowany przez Hadar (2017-03-22 00:11:00)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Lukas=Lukas=Lukas:
Achhaha dokładnie tak jest, dyplomatycznie to ująłeś, bardzo dyplomatycznie smile Faktycznie mam sporo pracy i zajmuję się tylko nią, ale odpoczynkiem dla mnie jest wejście np.tu i coś naskrobać smile
Ale kurde muszę ci powiedzieć, że masz w sobie coś z polityka bo sztukę dyplomacji, tudzież kombinacji opanowałeś do perfekcji, piszę ci to dlatego bo w sumie nie odpowiedziałeś na moje pytanie, a na moje pytania nie ładnie nie odpowiadać tongue tongue tongue wink

44

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Ja jestem teraz w podobnej sytuacji. Kilka miesięcy temu poznałam w pracy starszego o 8 lat, żonatego faceta. Jest moim supervisorem, także głównie łączyły nas sprawy stricte pracowe, ale z czasem się zakumplowaliśmy - to on był osobą, która skracała dystans. Jestem 24 latką, także nigdy nie miałam za bardzo do czynienia z żonatymi, tym bardziej w ogóle nie patrzyłam na niego jak na mężczyznę na moim "radarze". Z czasem zaczął opowiadać mi więcej o sobie, podkreślać łączące nas podobieństwa (rzeczywiście, jesteśmy pod wieloma względami podobni charakterologicznie, tak jak i łączą nas wspólne zainteresowania). Mi niestety zaczęła podobać się ta atencja, komplementy, chociaż wiele jego tekstów przepuszczałam przez filtr, jak na przykład wstawki o żonie, która w przeciwieństwie do mnie nie grzeszy inteligencją i nie ma z nią o czym porozmawiać - typowe teksty, aby kogoś urobić, prawda? Zdarzyło mu się parę razy zagadywać do do mnie w nocy na facebooku (kiedy żona zapewne smacznie spała) i ze zwykłej rozmowy płynnie przechodzić do użalania się nad sobą i przeszłością - jak to kiedyś nie znał swojej wartości, nie przykłuwał uwagi ciekawych dziewczyn (na miarę swoich możliwości, sic!), a teraz po 4 latach małżeństwa doznał przebudzenia mocy i widzi, że się wpakował. To wszystko oczywiście między wierszami wink Kiedy zwracałam mu uwagę, że przekracza granice i przypominałam, że nie powinien tak pisać, od razu przyjmował postawę obronną. Raz nawet napisał, że chyba za bardzo sobie schlebiam... Ogólnie rzecz biorąc staram się teraz ograniczyć ten kontakt, byłam naiwna, że taka przyjaźń na dłuższą metę może wypalić. Facet ewidentnie ma jakieś braki i próbuje je sobie zrekompensować, a ja mimo, że go lubię nie chcę pchać się w takie problemy. Już i tak na samą myśl, że mój facet miałby tak mnie obrabiać za plecami sprawia, że tracę wiarę w związki.

45

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
Martinezkas napisał/a:

Ja jestem teraz w podobnej sytuacji. Kilka miesięcy temu poznałam w pracy starszego o 8 lat, żonatego faceta. Jest moim supervisorem, także głównie łączyły nas sprawy stricte pracowe, ale z czasem się zakumplowaliśmy - to on był osobą, która skracała dystans. Jestem 24 latką, także nigdy nie miałam za bardzo do czynienia z żonatymi, tym bardziej w ogóle nie patrzyłam na niego jak na mężczyznę na moim "radarze". Z czasem zaczął opowiadać mi więcej o sobie, podkreślać łączące nas podobieństwa (rzeczywiście, jesteśmy pod wieloma względami podobni charakterologicznie, tak jak i łączą nas wspólne zainteresowania). Mi niestety zaczęła podobać się ta atencja, komplementy, chociaż wiele jego tekstów przepuszczałam przez filtr, jak na przykład wstawki o żonie, która w przeciwieństwie do mnie nie grzeszy inteligencją i nie ma z nią o czym porozmawiać - typowe teksty, aby kogoś urobić, prawda? Zdarzyło mu się parę razy zagadywać do do mnie w nocy na facebooku (kiedy żona zapewne smacznie spała) i ze zwykłej rozmowy płynnie przechodzić do użalania się nad sobą i przeszłością - jak to kiedyś nie znał swojej wartości, nie przykłuwał uwagi ciekawych dziewczyn (na miarę swoich możliwości, sic!), a teraz po 4 latach małżeństwa doznał przebudzenia mocy i widzi, że się wpakował. To wszystko oczywiście między wierszami wink Kiedy zwracałam mu uwagę, że przekracza granice i przypominałam, że nie powinien tak pisać, od razu przyjmował postawę obronną. Raz nawet napisał, że chyba za bardzo sobie schlebiam... Ogólnie rzecz biorąc staram się teraz ograniczyć ten kontakt, byłam naiwna, że taka przyjaźń na dłuższą metę może wypalić. Facet ewidentnie ma jakieś braki i próbuje je sobie zrekompensować, a ja mimo, że go lubię nie chcę pchać się w takie problemy. Już i tak na samą myśl, że mój facet miałby tak mnie obrabiać za plecami sprawia, że tracę wiarę w związki.

Witaj,
Brawo dla ciebie za zdrowe i rozsądne podejście!!! smile
Też tak myślę, że faceci, którzy się tak zachowują mają jakby pewne braki i zaniżone poczucie wartosci, dlatego się tak zachowują. Często, też robią to dla przygody i zabawy, o której żona wcale nie musi wiedzieć. Wielu znam takich typków, którzy bezpiecZnie tkwią w małżeństwie bo stabilność im to zapewnia, a często w pracy czy na wyjazdach służbowych robią na boku-przysłowiowe ruchanko, bo wtedy są takimi "maczo" tongue
Gardze takimi typami, a ten twój.....absztyfikant taki właśnie jest. Zakład że jak nie wyrwał ciebie, to już urabia inna? wink

46

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Znaczy zaprzyjaźnia się rozumiem?

47

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
anderstud napisał/a:

Znaczy zaprzyjaźnia się rozumiem?

Nu a niby co? Pewno że tylko "zaprzyjaźnia" tongue
I jakby co ja w tej chwili nie kłamie tylko jestem oszczędna w mówieniu prawdy jak już tongue tongue
Grunt to sztuka dyplomacji hehe smile smile

48 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-22 02:53:23)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

anderstud, w większości napisałeś to samo co wcześniej, tyle że trochę innymi słowami. W każdym razie, Twój punkt widzenia na sprawę już znamy smile

Hadar, ja też akurat tu wchodzę między przerwami. Fakt niestety jest taki, że za dużo sobie tych przerw robię, a obowiązki niestety wzywają...
Jesteś kolejną osobą, która mówi, że często odpowiadam dyplomatycznie. To prawda.
Poza tym, Hadar, Ty też już zdążyłaś nie odpowiedzieć mi na dwa pytania. Może zarówno u mnie jak i u Ciebie to kwestia lekkiej tajemniczości? smile

hmm, a teraz pytanie... co jeśli popatrzymy na cały wątek też z innej perspektywy. Właśnie z perspektywy tej "przyjaciółki" czy "przyjaciela", który nagle pojawił się w czyimś życiu? Czy to on jest odpowiedzialny za stawianie granic w znajomości, czy może bardziej osoba, która jest w związku?

Martinezkaz, teraz widzę, że napisałas posta i to Ty jesteś tą wspomnianą "przyjaciółką". Wydaje mi się, że postąpiłaś rozsądnie, tylko co Tobą kierowało, kiedy postanowiłaś utrzymać z nim kontakt na stopie koleżeńskiej? To że ma żonę i nie chciałaś rozwalać ich relacji czy może bardziej to, że użalał się nad sobą, przez co zaszufladkowałaś go jako człowieka niedowartościowanego?

49

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
Hadar napisał/a:

Grunt to sztuka dyplomacji hehe smile smile

Widzę, że uczysz się od mistrza tongue tongue

50

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:
Hadar napisał/a:

Grunt to sztuka dyplomacji hehe smile smile

Widzę, że uczysz się od mistrza tongue tongue

Oj haha chyba się zagalopowałeś.....co to za monopol sobie zrobiłeś na bycie mistrzem dyplomacji?! Zresztą nawet jeśli, to teraz to jednak chyba jest tak że uczeń przerrósł mistrza tongue tongue
Jeszcze nie miałeś okazji poznać mych pełnych możliwości w całej okazałości i lepiej, żebyś nie poznał. Uwierz nie chciał byś tongue
A co do twojego poprzedniego posta nie wiem o jakich pytaniach mówisz........ tongue
Ja zaś wiem, że moje znajduje się w tym wątku i wciąż czeka sobie niecierpliwie na odpowiedź smile tongue tongue
A zatem drogi "dyplomato" czy mój wniosek doczeka się pozytywnego lub jakiegokolwiek rozpatrzenia? smile

51

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

hmm, a teraz pytanie... co jeśli popatrzymy na cały wątek też z innej perspektywy. Właśnie z perspektywy tej "przyjaciółki" czy "przyjaciela", który nagle pojawił się w czyimś życiu? Czy to on jest odpowiedzialny za stawianie granic w znajomości, czy może bardziej osoba, która jest w związku?

?

Lukas, oczywiście, że to przyjaciółka, przyjaciel, sąsiad, sąsiadka, pani w spożywczaku, pan na  w stacji benzynowej ustalają granice. Wszyscy tylko nie osoba, będąca w związku.

52 Ostatnio edytowany przez Martinezkas (2017-03-22 11:20:41)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Masajka ma rację, niestety mam wrażenie, że tak to właśnie wygląda. Męcząca to rola, bo w końcu to nie ja będąc osobą wolną robiłam ruchy co do rozwijania znajomości w podejrzane rewiry. Czemu zostawiam tą relacje tak jak jest? Bo widzę, że koleś ewidentnie czegoś szuka, kombinuje, próbuje sobie zapełnić jakąś lukę. Jak opowiadał - ma piękną żonę, zaradną, pracowitą, gotującą - ideał, ale jak się tego słucha to ciężko nie odnieść wrażenia jakby traktował ją jak trofeum, takie dobrze wypełniające swoją rolę w małżeństwie. Przyjaźń, nawet z osobą w związku nie powinna polegać na byciu czyjąś tajemnicą, a tym bardziej jeśli ma się poczucie, że spełnia się rolę wypełniacza tego, czego nie daje związek - ciekawych rozmów z drugą połówką, dysput etc. Świadomość, że mam być taką sekretną przyjaciółką trochę podchodzi mi pod zdradę emocjonalną. A jak wiadomo, taka bywa nawet gorsza od fizycznej. Raz napisał mi, że lubi mieć poczucie, że się komuś podoba, szczególnie komuś wartościowemu. Drugi raz na odchodne stwierdził, że jestem najinteligentniejszą dziewczyną, która !UWAGA! zwróciła na niego uwagę. Co to za teksty? Na pewno nie przyjacielskie, a bardziej w stylu niedowartościowanego typa z poletkiem na którym pielęgnuje swoje liczne kompleksy.

53

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

anderstud, w większości napisałeś to samo co wcześniej, tyle że trochę innymi słowami.

A co mam napisać innego? Ja nie zmieniam poglądów jak chorągiewka w zależności od tego jaki efekt chcę uzyskać.
Może też spróbuj, to wtedy będzie przynajmniej o czym pogadać, a nie trzeci już raz zmieniasz nagle front
i teraz będziemy szukać winnych tego, że biedny miś nieświadomie dał się uwieść podstępnej przyjaciółce...

54 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-22 15:16:24)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Hadar, nie wiem czy się doczeka, od takich decyzji mam swoich ludzi, ale jeśli chcesz, mogę zrobić wyjątek i Twoją sprawę rozpatrzyć osobiście tongue
Uczeń już przerósł mistrza? Skromność bije od ucznia tak, że muszę ubrać okulary przeciwsłoneczne tongue
Nie miałem okazji poznać Twoich możliwości? Wow, czy mam się zacząć bać? smile
...

anderstud, ja ani razu nie zmieniłem frontu w tej dyskusji, w dodatku, w którymś tam poście jasno wytłumaczyłem wypowiedzi, które nie do końca były zrozumiałe np dla Hadar. A jeśli Ty, anderstud nie umiesz czytać ze zrozumieniem, to przepraszam, ale jest to tylko i wyłącznie Twój problem smile

W niektórych rzeczach masz moim zdaniem rację, nie mówię, że nie, tylko po co robić masło maślane i zaśmiecać wątek? Naprawdę, nikt tutaj nie jest niespełna rozumu i pewne rzeczy wystarczy napisać raz.

Poza tym, cały czas robisz jakiś przytyk w moją stronę, więc zwyczajnie jesteś nieuprzejmy i na ten temat raczej nie da się z Tobą porozmawiać normalnie. Jeśli od samego początku byłeś negatywne nastawiony do wątku i postanowiłeś mieszać z błotem osoby, których pogląd różni się od Twojego, to nie ma sensu, żebyś się dalej wypowiadał się w tym wątku, bo zwyczajnie irytujesz i uniemożliwiasz spokojną dyskusję!
Z mojej strony to tyle, bo w przeciwieństwie do Ciebie, nie mam ochoty powtarzać się w nieskończoność smile

masajka napisał/a:

Lukas, oczywiście, że to przyjaciółka, przyjaciel, sąsiad, sąsiadka, pani w spożywczaku, pan na  w stacji benzynowej ustalają granice. Wszyscy tylko nie osoba, będąca w związku.

wyczuwam tutaj pewną ironię, ale żeby nie było nieporozumień, uważam, że to osoba w związku jest odpowiedzialna za sytuację bardziej. To ona musi liczyć się z konsekwencjami swoich decyzji, gdyż (tutaj się muszę zgodzić z anderstud, to ona jest odpowiedzialna za drugą osobę, a każda decyzja musi być bardzo dobrze przemyślana. Przy czym musi się zastanowić, dlaczego chce być w tym związku, czy dalej warto w nim być itd. ale o tym już pisałem wcześniej.
I owszem, uważam, że druga osoba czasem może sprawić, że osoba która jest w związku zaczyna myśleć o związku inaczej. anderstud, mam prawo do tego, żeby mieć takie zdanie.

A co w takiej sytuacji robi "przyjaciel" czy "przyjaciółka"? Jeśli związek jest bardziej szczęśliwy niż nieszczęśliwy, pewnie po pewnym czasie będzie mieć wyrzuty sumienia, że negatywnie namieszał w czyimś życiu. W takiej sytuacji lepiej jest się odciąć, jak zrobiła to martinezkaz, ale jeśli związek nie jest do końca szczęśliwy? Czy przyjaciel robi wtedy coś złego? Wydaje mi się, że nie, ale to tylko moje zdanie. Ktoś inny może się na to inaczej zapatrywać smile

Poza tym martinezkaz, z tego co piszesz, wydaje mi się, że zawsze byłabyś dla niego tą drugą i pewnie nie byłoby dla niego problemem, aby zacząć zdradzać swoją żonę (bo on nie miał zamiaru od niej odchodzić, z tego co rozumiem), a tego typu układ byłby krzywdzący zarówno dla żony jak i dla Ciebie.

55

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

Jeśli od samego początku byłeś negatywne nastawiony do wątku i postanowiłeś mieszać z błotem osoby, których pogląd różni się od Twojego, to nie ma sensu, żebyś się dalej wypowiadał się w tym wątku, bo zwyczajnie irytujesz i uniemożliwiasz spokojną dyskusję!

Problem w tym, że jesteś jedyną osobą w tym wątku, której pogląd różni się od mojego, a spokojna dyskusja,
według standardów dyskusji, które próbujesz tutaj narzucać, to przyklaskiwanie twoim pokrętnym wywodom.
Skoro tak cię irytuje moja obecność w tym jakże wartościowym merytorycznie wątku, to wystarczyło powiedzieć smile
Pozdrawiam.

56 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-22 19:38:14)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

anderstud, swoje zdanie można wyrażać w sposób kulturalnie, nie doszukując się przy okazji machlojek z mojej strony. Poza tym, nie wkładaj mi w usta słów których nie powiedziałem, bo nigdzie nie padło stwierdzenie, że wszyscy muszą się ze mną zgadzać. Wręcz przeciwnie, kilka razy napisałem, że chcę poznać różne poglądy, ale to już oczywiście przeoczyłeś, żeby dorobić sobie teorię.

Jeśli przeczytasz posty jeszcze raz, zobaczysz też że moja dyskusja z osobami, które mają podobny pogląd do Twojego nie polega na tym, że oczekuję od nich, aby przyklaskiwali temu co mówię (to bardziej Ty tego oczekujesz, bo oburzasz się, jeśli ktoś nie do końca się z Tobą zgadza). Ponadto, jeśli już sugerujesz, że coś komuś tutaj narzucam, to podaj przykład wypowiedzi gdzie to robię...

Akurat mam szacunek do opinii innych, nawet jeśli jest sprzeczne z moimi (na tym polega prawdziwa dyskusja), ale jeśli ktoś zaczyna dorabiać sobie teorie na mój temat, tak jak Ty, to dyskusja niestety schodzi na psy. Zostałem już kombinatorem, tym który daje się manipulować, zdradzającym, niedorosłym, narzucającym swoje zdanie młodziakiem, który nic nie wie, krętaczem, kłamcą i nie wiadomo czym jeszcze... za takie coś czasami dostaje się bana.

anderstud napisał/a:

Problem w tym, że jesteś jedyną osobą w tym wątku, której pogląd różni się od mojego

Jedyną? Jeśli prześledzisz forum to zobaczysz, że zdanie angel92, pannapanna, i Iceni też różni się od Twojego. Nie jestem tutaj wyjątkiem, tak jak usiłujesz mi to wmówić.

Również pozdrawiam.

57

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:


A co w takiej sytuacji robi "przyjaciel" czy "przyjaciółka"? Jeśli związek jest bardziej szczęśliwy niż nieszczęśliwy, pewnie po pewnym czasie będzie mieć wyrzuty sumienia, że negatywnie namieszał w czyimś życiu. W takiej sytuacji lepiej jest się odciąć, jak zrobiła to martinezkaz, ale jeśli związek nie jest do końca szczęśliwy? Czy przyjaciel robi wtedy coś złego? Wydaje mi się, że nie, ale to tylko moje zdanie. Ktoś inny może się na to inaczej zapatrywać smile
e.

Nie jestem jedyną osobą, która się zastanawia, po co powstał ten wątek.... Twierdzisz, że Ty nie jesteś w związku, a więc może jesteś przyjacielem, który jakiejś zagubionej niewiascie  pomaga zrozumieć, że nie  jest szczęśliwa ze swoim chłopakiem?

58 Ostatnio edytowany przez Hadar (2017-03-22 17:40:32)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
masajka napisał/a:

Nie jestem jedyną osobą, która się zastanawia, po co powstał ten wątek.... Twierdzisz, że Ty nie jesteś w związku, a więc może jesteś przyjacielem, który jakiejś zagubionej niewiascie  pomaga zrozumieć, że nie  jest szczęśliwa ze swoim chłopakiem?

Hehe oj Lukas,
Coś czuję że jednak odpowiedź na moje pytanie będziesz musiał rozpatrzyć w trybie natychmiastowym osobiście, ponieważ odpowiedzi na to samo pytanie nie może się już doczekać druga osoba smile tongue
Wobec tego podbijam pytanie, jakie były twoje motywację do założenia tego wątku, jeżeli nie jesteś w związku, a opisywane w nim sytuację nigdy cię nie dotyczyły?
Pytałeś się mnie wyżej czy powienieneś się bać, a masz coś na sumieniu? Jeżeli tak to niestety musisz....i to baaardzo tongue tongue
Tak wiem, że moja skromność jest wyjątkowa tongue tongue

59 Ostatnio edytowany przez katarine93 (2017-03-22 20:02:44)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
masajka napisał/a:

Nie jestem jedyną osobą, która się zastanawia, po co powstał ten wątek.... Twierdzisz, że Ty nie jesteś w związku, a więc może jesteś przyjacielem, który jakiejś zagubionej niewiascie  pomaga zrozumieć, że nie  jest szczęśliwa ze swoim chłopakiem?

Jeśli to jest więc meritum całego wątku, niezależnie od jakości rozbijanego związku, osoba, która zawzięcie i z premedytacją próbuje to robić (czyli tzw. przyjaciel/przyjaciółka) jest dla mnie delikatnie mówiąc nikim.

Chociaż jeśli byłabym w pozornie szczęśliwym związku i jeśli mój partner mimo wszystko dałby się takiej "przyjaciółce" omotać, to też wiele by mi o nim powiedziało i być może powinnam jej nawet podziękować.

Wówczas tak czy owak obie osoby byłyby siebie warte.

60

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Hej Lukas to jak? Bingo? Trafiony? Zatopiony?

61 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-24 03:11:34)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Masajka, no nie do końca trafiony zatopiony, więc czytaj... wink

Sorka za to, że czekałyście tak długo, ale zostawiłem sobie wszystko na ostatnią chwilę i musiałem trochę "pozapieprzać" ze studiami i pracą tongue

Powiem może od razu, że nie tak dawno zakończył się mój związek, a sam nie planuję teraz wchodzić w jakiekolwiek głębsze kontakty... na ten moment przynajmniej.

Tak jak mówiłem też wcześniej już parę razy, głównym celem dla którego założyłem wątek było poznanie historii ludzi, którzy przechodzili przez podobną sytuację, ale i też jedna moja znajomość. (natomiast, sytuacja z wątku gdzie przyjaciel staje się aż tak ważny dla osoby w związku, że ta postanawia zakończyć swój związek mnie nie dotyczy)

Po prostu, wydałem się atrakcyjny dla osoby, która jest w związku. Ot co!
Słyszę teksty typu: "fajnie byłoby gdyby mój chłopak był taki jak Ty", widzę też ciągłego banana na twarzy, kiedy jesteśmy obok siebie. Często długo rozmawiamy, jednak prowadzimy je w sposób bardziej przyjacielski.
Nie robimy póki co nic złego tym że się kontaktujemy, bo przecież znajomych mieć można, ale gdzie jest ta granica? co wypada robić, a czego nie? I kto jest w tym przypadku bardziej odpowiedzialny za ustanowienie tej granicy? Jakby nie patrzyć, łatwo ją przekroczyć, kiedy dwie osoby wydają się dla siebie atrakcyjne smile

Nie powiem, w tym wątku starałem się też zrozumieć punkty widzenia osób, które po prostu bardziej lub mniej świadomie w takie związki weszły na głębszej płaszczyźnie, ale też osób które w pewnym momencie powiedziały sobie "nie, muszę to uciąć, bo to nie w porządku", albo też w ogóle nie weszły w takie relacje, tylko przyszły wyrazić swoje zdanie na ten temat. To było głowne założenie smile

Dodam też, że ja od tej znajomości nic nie oczekuję. Nie dlatego, że "nie chcę budować swojego szczęścia na czyimś nieszczęściu", bo powód jest bardziej egoistyczny. Po prostu, nie chcę teraz żadnych głębszych relacji w swoim życiu, bo to nie czas. Wasze opinie miały mi pomóc wybrnąć z sytuacji obronną ręką (gdyby doszło do tego że muszę), natomiast nie chciałem przedstawiać sytuacji wprost, bo w sumie, co to zmienia w tym wątku? smile

Hadar, zabrzmiało strasznie tongue Myślę, że na sumieniu nie mam nic za co mógłbym odpowiadać, ale istnieje takie powiedzenie "Przyprowadź osobę, znajdę na nią paragraf". big_smile

Post pisany na rachu-ciachu, mam nadzieję, że wszystko jasne smile

62 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-24 12:24:54)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Czyli tak jak od samego początku podejrzewałem.
Niedojrzały emocjonalnie bachor, który nie wie gdzie jest jego miejsce i pcha się z buciorami w czyjeś życie, bo właśnie ma taki kaprys.
Nie jesteś żadnym dyplomatą, tylko nieudolnym krętaczem, a swoim ostatnim wpisem akurat potwierdziłeś moje przypuszczenia.
I tym się właśnie różnią dorośli od dzieci. Dorośli już wiedzą, a dzieciom się wydaje że wiedzą. I mają rację. Tylko im się wydaje.
Bez odbioru.

P.S.
Rozgryzłem cię od razu, więc może pohamuj entuzjazm, bo do mistrzów (chyba trollowania na forum) jeszcze sporo ci brakuje.
Miszczu wink

63 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-24 13:26:12)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

anderstud, nikogo nigdzie nie rozgryzłeś. Ponadto podziekowalismy Ci już dawno za uwagę i za opinię...

Widzę, że prośby o zaprzestanie obrażania i zaśmiecania wątku na nic się stały, a Ty oczywiście jak rzep na psim ogonie idziesz w zaparte.

Może być też także że osoby, które chciały podzielić się tutaj swoją sytuacją, boją się cokolwiek przez Ciebie napisać, także wrzuć na luz i odsyłam do akapitu numer 1.

Szkoda komentować, a temat jest w takim razie do zamknięcia, bo akurat z Tobą nie mam najmniejszego zamiaru dyskutować.

64

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.
lukas25 napisał/a:

Masajka, no nie do końca trafiony zatopiony, więc czytaj... wink

Sorka za to, że czekałyście tak długo, ale zostawiłem sobie wszystko na ostatnią chwilę i musiałem trochę "pozapieprzać" ze studiami i pracą tongue

Powiem może od razu, że nie tak dawno zakończył się mój związek, a sam nie planuję teraz wchodzić w jakiekolwiek głębsze kontakty... na ten moment przynajmniej.

Tak jak mówiłem też wcześniej już parę razy, głównym celem dla którego założyłem wątek było poznanie historii ludzi, którzy przechodzili przez podobną sytuację, ale i też jedna moja znajomość. (natomiast, sytuacja z wątku gdzie przyjaciel staje się aż tak ważny dla osoby w związku, że ta postanawia zakończyć swój związek mnie nie dotyczy)

Po prostu, wydałem się atrakcyjny dla osoby, która jest w związku. Ot co!
Słyszę teksty typu: "fajnie byłoby gdyby mój chłopak był taki jak Ty", widzę też ciągłego banana na twarzy, kiedy jesteśmy obok siebie. Często długo rozmawiamy, jednak prowadzimy je w sposób bardziej przyjacielski.
Nie robimy póki co nic złego tym że się kontaktujemy, bo przecież znajomych mieć można, ale gdzie jest ta granica? co wypada robić, a czego nie? I kto jest w tym przypadku bardziej odpowiedzialny za ustanowienie tej granicy? Jakby nie patrzyć, łatwo ją przekroczyć, kiedy dwie osoby wydają się dla siebie atrakcyjne smile

Nie powiem, w tym wątku starałem się też zrozumieć punkty widzenia osób, które po prostu bardziej lub mniej świadomie w takie związki weszły na głębszej płaszczyźnie, ale też osób które w pewnym momencie powiedziały sobie "nie, muszę to uciąć, bo to nie w porządku", albo też w ogóle nie weszły w takie relacje, tylko przyszły wyrazić swoje zdanie na ten temat. To było głowne założenie smile

Dodam też, że ja od tej znajomości nic nie oczekuję. Nie dlatego, że "nie chcę budować swojego szczęścia na czyimś nieszczęściu", bo powód jest bardziej egoistyczny. Po prostu, nie chcę teraz żadnych głębszych relacji w swoim życiu, bo to nie czas. Wasze opinie miały mi pomóc wybrnąć z sytuacji obronną ręką (gdyby doszło do tego że muszę), natomiast nie chciałem przedstawiać sytuacji wprost, bo w sumie, co to zmienia w tym wątku? smile

Hadar, zabrzmiało strasznie tongue Myślę, że na sumieniu nie mam nic za co mógłbym odpowiadać, ale istnieje takie powiedzenie "Przyprowadź osobę, znajdę na nią paragraf". big_smile

Post pisany na rachu-ciachu, mam nadzieję, że wszystko jasne smile

A więc jednak bingo!
I nie ściemniaj , że ciężko pracowałeś, bo na innych wątkach się udzielales, tylko tu była cisza.

65 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-03-24 23:21:21)

Odp: Nowa relacja kosztem starego związku.

Masajka, no jednak nie do końca bingo smile

Oj tam, przez ten czas napisałem może 3 szybkie posty w innych watkach. Zazwyczaj piszę wiele więcej.

Ten był dłuższy i musiałem go nieco przemyśleć (mimo że był pisany na szybko) smile

Posty [ 1 do 65 z 68 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nowa relacja kosztem starego związku.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024